cytaty z książek autora "Hanna Ożogowska"
- Marcin, ale ja nie umiem tańczyć! - zwierzał się w chwilę potem Kostek.
- Ja też, ale to nic trudnego: zwyczajnie stoisz i kiwasz się, a dziewczyna cię obskakuje. Potem ona stoi i kiwa się, a ty ją obskakujesz, a potem oboje kiwacie się i obskakujecie. Filozofia?...
Chciałbym poznać prawdziwego fakira. Może by powiedział, jak to on zaczynał na samym początku. I z jakiego materiału miał spodnie.
Może z blachy ?
-To już jedna wakacyjna przygoda za nami - mówi mama, ale Tomek nie zgadza się na takie określenie.
- Przygoda? Mamusiu, to nie przygoda, to pierwszorzędna heca na całe czternaście fajerek!!!
Przyjaźń tak właśnie wygląda, człowiek chce się dzielić każdą radością.
Marcin zauważył, że Kostek, który do tej pory interesował się książkami bez zbytniej przesady, zaczął częściej zaglądać do biblioteki szkolnej. Pożyczał książki, czasem nawet zgłaszał się do jakiejś doraźnej pracy. Tam po lekcjach spotykał Irkę.
- A ja zaraz wezmę dyscyplinę i ciebie prześwięcę za słuchanie tego, co nie potrzeba - ostro odezwał się z kuchni głos mamy - pocięłaś już gazety?
- Już, mamusiu. Już je zawiesiłam w łazience - szybko odpowiedziała Lucynka.
(…) najgorzej martwić się na zapas. (…) Od tego się obcasy wykrzywiają.
[...]
— Nie wytrzymałaś! Ja wiedziałem, że ty nie wytrzymasz! Oho, to nie takie łatwe! A ja za ciebie wytrzymałem wszystko, wszystko a wszystko! A widzisz?
Tosia idzie uśmiechnięta. Przewidziała przecież ten okrzyk.
— I ja wytrzymałam. Wszystko a wszystko za ciebie wytrzymałam. Ale kiedy przed wyjazdem wujek chciał mnie ostrzyc na zero, to już musiałam powiedzieć. No nie?! Mamusiu, słusznie zrobiłam?
— Słusznie, córuniu — mówi matka, rada z dobrego wyglądu Tosi. — Ale co wyście narobili!!!
[...]
-...I wiesz co, Kostek, kupmy Puci kwiatek, co?- Dobra.- Jakiś ładny. Różę? Róże są drogie. Może tulipan? Kostek, mam myśl!
Jedziemy po południu do Zielonego Siodła. Tam mieszka mój kuzyn, był u nas w tym tygodniu i zapraszał na tulipany. No? Co powiesz? Nic nas nie będzie kosztować, tylko EKD. Przychodź po mnie o trzeciej. I nie zapomnij legitymacji. Tam jest ładnie. Zobaczysz!
- Fajnie wymyśliłeś!
- No! Główka pracuje!
- Na tranzystorach - dorzucił Kostek.
- Cześć!.
[...]
- Zakłady o pieniądze lub o coś, co trzeba kupić - głupia zabawa. Tak jak hazard w karty. No, o kartach to chyba wiesz, dokąd mogą zaprowadzić. Pieniądze... nie najważniejsze, ale... Duży jesteś - sam widzisz... Życie tak jest urządzone, że kto ma pieniądze, lżej mu. Wszyscy gonią za pieniądzem. Nie trzeba człowiekowi mieć za złe, że zdobywa pieniądze, ale pod jednym warunkiem - jeżeli zdobywa je uczciwie. Chcesz mieć więcej -pracuj więcej. Ale kantem, szwindlem, złodziejstwem - brzydzę się i chciałbym, żeby i moje dzieci brzydziły się tak samo.
- Przepraszam - powiedział grzecznie Marcin zwracając się do pani - czy pani jest matką Maciory?
- Ja? Santa Madonna! Ja?! - dławiła się oburzeniem - Czyją mam być matką?!
- (...) ale jeden z was nie zabierał wcale głosu, ten, co siedzi tak cicho na ostatniej ławce. Jak się nazywasz?
- To Basior! Basiński! Basior! - sypnęły się informacje ze wszystkich stron.
- Basiński! Czy ty nie masz swojego hobby? Opowiedz nam o tym, co cię interesuje poza lekcjami, co lubisz?
(...)
- No, Basior - podpowiedział ktoś z boku - mów, co lubisz! Co lubisz, no?...
- Ja... zebrał przytomność Basiński - ja najwięcej lubię... pomidorową z kluskami.
- ...i moja pani, co to się nie dzieje na tym świecie: pogotowie zajeżdża, a tu nogi połamane, zęby wybite... doktor każe kogel-mogel dawać co pół godziny, może wyzdrowieje. A pan młody łzami się zalewa, a suknia ślubna przez okno wyrzucona... Ja mam los, mówię pani...
Małą uliczką, prostopadłą do Bednarskiej, wolnym, spacerowym krokiem idą "zieloni". Nie mogą zobaczyć ukrytego Stefana, on za to doskonale może im się przyjrzeć. Starszy ma szesnaście lub siedemnaście lat. Ubrany w brązową, zamszową kurtkę, z pretensjonalnie podniesionym kołnierzem, w ciemne, długie spodnie i czarne półbuty - wygląda na ucznia, tym bardziej że niesie w ręku paczkę związanych rzemykiem książek. Młodszy to chyba tak zwany "łebek". Zapuszczone "na fanfana" włosy, malutki beret z wymyślnie ułożonymi po bokach fałdami, kusa marynarka, kolorowy szalik, wszystko to wygląda komicznie i wymownie świadczy, że chłopak opuścił już progi szkolne.
Nie złość się, nie złość - powiedział pojednawczo Michał - po mojemu to tak: żadne takie "cud-miód-ryba-kit" nie jesteś. Co to, to nie. I do Bardotki też ci daleko. Nawet z taryfą ulgową - ucho od śledzia! Ale jak się dobrze przyjrzeć, dziewczyna z ciebie niczego.
- Najgorsze w ortografii jest to, że mnóstwo trzeba na pamięć wykuć(...) Więc w ortografii też wymyśliłbym wszystkie takie prawidła, żeby każdy rozumiał, dlaczego pisze się tak, a nie inaczej. Na przykład: herbata: jeśli z cukrem, to pisałbym przez "ch", a jak bez cukru, to samo "h". Rozumie się samo przez się.
- Hm, a jak byś napisał na przykład "herbaciane róże"?
- Przez samo "h" - przecież nikt róż cukrem nie posypuje.
- A takie zdanie: "ciotka poczęstowała nas herbatą"?
- Naturalnie przez "ch" - przecież nie częstuje się gości herbatą bez cukru. Lepiej się pod ziemię zapaść niż przed gośćmi zawstydzić.
- Ale ta ciotka mogła być na przykład skąpa.
- Oj, panie kierowniku, skąpy to w ogóle nic nie da, ani cukru, ani herbaty. Ja wiem, ja sam mam taką ciotkę.
- A ty nie jesteś dziecinna, co? Bo z bikiniarzem chodzisz. Z mandoliną!
- Nieprawda! - krzyknęła Alina - kłamiesz!
- Nie kłamię. Widziałem cię wczoraj w parku.
- Ciemno było. Nie widziałeś.
- A jakże! Dla mnie światła wystarczyło. Pod pachę z nim szłaś. Poczekaj, powiem twojej mamie, to zleje cię aż miło.
- Ja ich dopilnuję. Przestanie to "zoo" brykać.
- Jakie znowu "zoo"? - spytał czyjś głos.
- To, co do nas przyszło z VI A. Żuraw, niedźwiedź, kozioł i kijanka.
- Na uroczystościach tyle się mówi o przykładzie Związku Radzieckiego. A dlaczego u nas ferie świąteczne kończą się szóstego, a u nich dopiero piętnastego? Nie mogliśmy tego przykładu wziąć z przodującego kraju socjalizmu?
- No tak, ale tam przecież ferie zaczynają się później - przypomniał sobie Stefan.
- To nie ma nic do rzeczy - kategorycznie oświadczył Wiktor - nie musimy ich tak dokładnie naśladować.
- Mówię ci, Grażyna, on jest straszny! - mówiła Danka.
- Straszny? Co przez to rozumiesz?
- Jak to, nie zauważyłaś, jak chciał się rzucić na Zbyszka?
- Mężczyzna powinien być odważny. I nie można zaprzeczyć, on jest odważny... I żeby tak w zeszycie napisać! Mamma mia! Mogłabym tydzień siedzieć i czegoś takiego nie wymyśliłabym.
- A więc on ci się podoba? - jasno postawiła sprawę Danka.
- Mnie?... - wrzasnęła Grażyna z oburzeniem - Mnie on się wcale nie podoba! Trzeba być taką idiotką jak ty, żeby tego nie zauważyć!
- Wtedy to było szczęście. A teraz nieszczęście.
- Dlaczego?
- Dlatego, ze ta rudera kupy się jeszcze trzyma. Gaz jest. Elektryczność jest. Łazienka i ubikacja z przepychem...
- Ja jakim znowu przepychem? - Witek podejrzliwie patrzył na przyjaciela.
- Nie kapujesz? Z tym do przepychania - śmiał się Michał - luksusowe mieszkanie, może nie?
- Aleś dowcipny! Jak rzodkiewka w maju - nadrabiał miną Zbyszek, chwytając jednak za łopatę.
- Aleś błyskotliwy! Jak salceson - odparował natychmiast Michał.
- Za Włochy! Jeszcze raz za Włochy! I to też za Włochy, do których pojechał Tomasz!
(...)Nagle spod splątanych w dziwny węzeł kończyn odezwał się donośny głos Sobierajskiego:
- Basior! Rozejm! Przypomniałem sobie! Rozejm! (...)
- Panowie - podjął Sobierajski - wydaje mi się, że zaszło małe nieporozumienie. Bigos nie kłamał!
- Jak to? Nie mówił, że Tomasz jedzie do Włoch?Że gegry nie będzie? Łgał jak pies! Dobrze chociaż, że i sam wpadł!
- Tomasz jechał do Włoch. I to nie pierwszy raz - wyjaśniał Sobierajski - przypomniałem sobie, że w zeszłym roku, kiedy dojeżdżałem jeszcze z Pruszkowa, Tomasz zawsze w poniedziałek właśnie z Włoch wracał. Z tych pod Warszawą.
Jest taki ludowy przesąd dotyczący „powiedzenia w złą godzinę”, to znaczy, że jeżeli się coś w „złą godzinę” powie, spowoduje się zmartwienie. Sens ma podobny do przysłowia „nie wywołuj wilka z lasu”. Warto w to wierzyć? Myślę, że nie, ale kiedy człowiek znajdzie się w jakiejś trudnej sytuacji, to szuka pierwszej lepszej przyczyny, a wtedy najłatwiej przytoczyć: „w złą godzinę było wypowiedziane!”.
Nieporozumienie! I prawda. Nauczyciel chce jak najwięcej, uczeń – jak najmniej. Jeden drugiego zrozumieć nie może. Ani rusz!
Podobno tylko niemądre kobiety są niewolnicami mody i nie widzą, jak nieładna jest przesada.
Wydarzenia szczęśliwe, tak jak i biedy, podobno nie chodzą w pojedynkę.
Słoń za ogon bujany w butelce.
CZĘSTE MYCIE SKRACA ŻYCIE!