cytaty z książki "Sztylet i płomień"
katalog cytatów
Mrok był substancją, nad którą potrafili panować ci wystarczająco odważni, by zejść do podziemi, bądź wystarczająco głupi, by do nich spaść.
– Powiedz mi, Sero Toussaint: czy masz w sobie dość odwagi, żeby zostać złodziejką?
– Tak – odparła Sera, podkurczając palce, dusząc kłamstwo w dłoni.
Najbardziej z całej pracy lubił pościgi. W takich chwilach miasto zmieniało się w jego osobisty plac zabaw. Każdy budynek był drabinką, każdy cień – zjeżdżalnią.
– Litości… – wychrypiał. – Litości.
Ransom popatrzył na niego z góry. Palce znów mu drgały.
– To nie litość – warknął. – Nie zabijam za darmo.
Na tym świecie nic nie jest czarno-białe.
Dom to nie budynek. To ludzie. Rodzina. Sera wiedziała. że to prawda, ale dla niej nie było domu bez wolności.
- Nie tak wyobrażałam sobie to miejsce.
- Myślałaś, że wszyscy wkładają sławetne peleryny do śniadania? - rzuciła Val. - I okradają się nawzajem przy każdej okazji?
- No... tak.
Szczęśliwi, którzy poddają się krętym niciom losu. Błogosławieni ci, którzy mają odwagę sami je tkać.
Kłamstwo zabrzmiało tak swobodnie i pocieszająco, że Seraphine miała ochotę mu się poddać jak promieniowi słońca w środku zimy.
– Chodźmy. – Mama popchnęła ją w stronę domu. – Trzeba przywrócić kolory tym policzkom. Odrobina cukru poradzi sobie z każdym problemem.
Seraphine czuła się zbyt zmęczona, żeby drążyć temat. Gdyby miała być ze sobą szczera, musiałaby przyznać, że po prostu tchórzyła i wolała nie zajmować się demaskowaniem kłamstw.
– Poddaj się temu. – Poklepał Ransoma po plecach, przez co o mało nie zrzucił go z beczki. – Ten proszek uczyni cię mężczyzną.
Ransom czuł się bardziej jak trup niż mężczyzna. Nie był pewien, czy jego zdjęte mrozem serce jeszcze bije. Zacisnął pięści i czekał, aż to wrażenie minie. Może tak się w końcu stało, a może jego organizm po prostu przystosował się do Mroku, w każdym razie po chwili w miejscu za oczami wybuchł dziwny żar i cała alejka się rozświetliła, jakby ktoś wypalił ciemność.
– Sztylet musi umieć nie tylko zabijać, lecz także czekać – powiedział ostrzegawczo. – Cierpliwości, Ransomie. Zaczekaj na stosowny moment, a kiedy nadejdzie, nie wahaj się dłużej, nawet na sekundę.
– Może święta Oriel ma do ciebie słabość. - Półuśmieszek. – Niewątpliwie potrafisz wywinąć się śmierci.
– Nie śmierci – odparła cicho. – Tylko tobie.