cytaty z książki "Odnajdę cię w blasku zorzy"
katalog cytatów
- Nie chcę umierać, Aronie. […] Może przez chwilę chciałam spaść, bo tak byłoby łatwiej. Ale nie chcę umrzeć - powtarzam. - Chcę żyć. Tylko że sama już nie wiem, jak to się robi.
Luca uwielbia się przytulać, zawsze tak było. Już jako mały brzdąc biegał po całym placu zabaw i tak po prostu obejmował inne dzieciaki, bo dla niego chyba nie było nic fajniejszego. Od diagnozy zapewne tego brakuje mu najbardziej: biegu przez świat i obejmowania ludzi.
Nigdy nie zapomnę jego ostatniego spojrzenia. To nie było ,,Do widzenia”, to było ,,Żegnaj”. Najgorszy rodzaj pożegnania.
Moje serce to smutny, zwiotczały balon, który przez lata zdeptały tysiące osób. W życiu się nie spodziewałam, że właśnie Aron Ericsson zrobi to najboleśniej.
- Możesz zostać, ile tylko chcesz, Lilly. Możesz na mnie liczyć.
- Jestem pustą serwetką - mamroczę
- Mam w nosie, że nie wiesz, kim jesteś, Lilly Sommer - odpowiada miękko. - I to, że twoja serwetka jest niemal pusta. I tak cię lubię.
- Mam nadzieję, że na Islandii znajdziesz to, czego szukasz.
Nigdy więcej nie usłyszę jego śmiechu. Nigdy więcej go nie przytulę i nie będę miała wrażenia, że wszystko jest dobrze. Ale nie mogę. Zabija mnie sama myśl, że mogłabym napisać te trzy słowa.
Luca. Nie. Żyje.
- Boję się być bez ciebie.
- Ty... nigdy nie będziesz beze mnie.
I znowu łzy biorą górę, chociaż wydawało mi się, że wypłakałam już wszystkie. Okazuje się, że moja rozpacz to gigantyczna beczka bez dna. Smutek nie ma kresu, na końcu rozpaczy nie ma żadnego światełka. Ilekroć rano budzę się z wrażeniem, że znowu mogę oddychać, najpóźniej wieczorem to wszystko z powrotem wpycha mnie pod wodę. Konieczność życia bez Luki to jak wstrzymywanie powietrza. Można to robić przez pewien czas, ale długo się nie da. Ból staje się zbyt wielki, zbyt mocny, zbyt przytłaczający.
Wszyscy potrzebujemy kogoś, kogo możemy kochać całym sercem i kto bezwarunkowo odwzajemnia nasze uczucie. Miłość jest wszystkim, miłość to nasz tlen, nasz silnik. Jedynie dzięki niej możemy ozdrowieć.
- Tylko że czasami miłość nie wystarcza! […]
Mój brat umarł, chociaż kochałam go ponad wszystko, nad życie, bardziej, niż kiedykolwiek pokocham. Miłość go nie uzdrowiła […].
Najgorsze w tym wszystkim? To, że go rozumiem, chociaż wszystko we mnie protestuje przeciwko temu. Bo zrozumieć go oznacza także wybaczyć. Kiedyś. Tylko że ja nie chcę mu wybaczyć, bo łatwiej mi uporać się z prawdą, gdy jestem na niego wściekła. […] cierpi na dotychczas nieuleczalną chorobę. Tkanki jego serca zanikają i nie ma lekarstwa, które zdoła odwrócić ten proces. Nic nie sprawi, że powstałe urazy po prostu znikną. Tak samo jak ja nie mogę sprawić, żeby po prostu zniknęła moja miłość do niego.
Skoro wszyscy jesteśmy samotni, nikt z nas nie jest w tym sam, prawda?
- Przestań już, dobrze? […]
- Co mam przestać?
- Ukrywać się w cieniu. Ty… nie jesteś stworzona do cienia. Nigdy nie byłaś. Wiesz dlaczego?
[…]
Bo jesteś światłem. […] Jesteś berlińską zorzą polarną.
Sekundy później jego prawa ręka wędruje ku górze, jakby chciał sięgnąć nieba. A gdy opada ponownie, już wiem. Wiem, że Luca odszedł. Sięgał do gwiazd, po raz ostatni. Żeby ukoić ich strach przed fajerwerkami, które sekundy później wybuchają na niebie jak kolorowa symfonia.
Może też wypiękniały, bo teraz jest wśród nich Luca. Bo on zawsze upiększał sobą każde miejsce, w którym się znalazł. Bo teraz i on jest gwiazdą. Najważniejszą w całym Wszechświecie.
-[…] W ciągu tych tygodni ciągle stąpałam po cienkim lodzie. Cały czas bałam się, że się pode mną załamie.
- A nie było nikogo, kto mógłby cię złapać - dokończa moją myśl.
Może twój brat naprawdę jest jak zorza polarna, Lilly. Nie zniknął do końca, po prostu zmienił formę.
Nie, tak nie powinno być. Nie powinniśmy być tak blisko, nie powinno być mi przy tym tak dobrze. Ale mój brat także nie powinien być zorza polarną, a mimo to właśnie teraz tańczy na niebie, dla mnie. Świat to jeden wielki zbiór sprzeczności.
- Kiedy Luca odszedł […] pojawiły się myśli, których do tej pory się wstydzę. Oprócz szoku i rozpaczy było we mnie coś jeszcze. Coś na kształt iskierki nadziei. Nadziei, że w oczach rodziców w końcu będę na pierwszym miejscu. Że dla odmiany teraz będzie chodziło o mnie i moje potrzeby. Że rodzice zaczną mnie dostrzegać, bo wreszcie mają wolne pole widzenia. Bo wcześniej nie było dla mnie miejsca. […] Sam fakt, że o tym mówię, sprawia, że czuję się fałszywa i wredna.
- Uczucia nigdy nie są fałszywe, Lilly. Zresztą rozumiem cię. Przez całe życie trzymałaś się na uboczu, umniejszałaś się, robiłaś wszystko dla Luki. Chciałaś, żeby coś dotyczyło także ciebie.
Nie bój się, siostrzyczko. - Zmusza się do uśmiechu. - Dzisiaj wyjątkowo nie będzie bitwy na poduszki.