- Pańscy podwładni popełnili błędy w identyfikacji zwłok?
– Powiedziałbym raczej, że nadali prochom nieznanych żołnierzy nazwiska tych żołnierzy, których szczątków szczególnie polecono im szukać. Krótko mówiąc, jeśli cała historia jest prawdziwa, stoimy wobec grubego nadużycia. Szczątki zostały wysłane do rodzin, którym się nie należały.
– I zostało to wykonane świadomie i z zimną krwią?
– Należy sądzić, że tak, ponieważ nie mam żadnych wiadomości od mojego burmistrza. (...)
– Paskudna historia – powiedział generał.
– Ponadto stwierdzono, że w wielu czaszkach brakuje całej masy złotych zębów, które powinny się w nich znajdować – dodał generał-lejtnant.
Widział siebie w wielkim pokoju, kiedy ponad dwadzieścia lat temu zasiadał przy długim stole obok innych oficerów z komisji rewizyjnej. Zdarzało mu się często trzymać w ręku zdjęcia rentgenowskie rekrutów. Obracał je w stronę światła, trzymał ciemne żebra nad głową i słychać było, jak padało tylko jedno słowo wypowiedziane znużonym i rozczarowanym głosem: „W porządku”. Przeważnie mówili: „W porządku”, nawet jeśli między żebrami widniała mała plamka. Tylko wówczas, jeśli cienie były zbyt duże, aby można ich było nie zauważyć, wypowiadali szeptem słowo: „Zdyskwalifikowany". I tak to trwało przez cały dzień, i każdego dnia rekruci z ogolonymi głowami kierowani byli bezpośrednio do koszar, a stamtąd na front, gdzie od niedawna toczyła się wojna.
- Brałem udział w wojnie, ale to jest jeszcze okropniejsze. Generał spojrzał na pusty rękaw włożony w kieszeń bluzy. „Widać, że brałeś udział w wojnie!” – pomyślał.
– To wciąż ta sama wojna – rzekł jednoręki. – Te resztki to jej esencja, to jest to, co po niej zostaje na końcu jak osad w reakcji chemicznej.
Na wojnie jedni ludzie kierują się rozumem, tęgim bądź wątłym, inni instynktem.
- Albańczycy to naród surowy i zacofany. Zaraz po urodzeniu wkładają im karabin do kołyski, aby ta broń stała się nieodłączną cząstką ich egzystencji.
- To po nich widać - rzekł generał. - Nawet parasole trzymają tak, jakby to były karabiny.
Zbliżył się do mapy i odszukał Albanię. Odczuł sadystyczną satysfakcję odkrywając, że kraj ten jest bardzo mały, nie większy niż punkt. Potem poczuł, jak rośnie w nim nienawiść. Tylu pięknych, wartościowych chłopców gryzło ziemię przez ten niepozorny punkt na mapie. Miał ochotę wyruszyć jak najszybciej do tej dzikiej, zacofanej krainy (tak ją opisywały wszystkie książki geograficzne); będzie się przechadzał między tymi ludźmi, których wyobrażał sobie jako plemię barbarzyńskie, a jego pełne pogardy oczy powiedzą im: „Oto wasze dzieło, dzikusy!.