Ludzi nie spotyka się przez przypadek. Pisane im było, żeby drogi ich przecięły się z jakiegoś powodu.
Ludzi nie spotyka się przez przypadek. Pisane im było, żeby drogi ich przecięły się z jakiegoś powodu.
- Nie wiedziałem że to należy do pani obowiązków.
- Bo nie należy. Ale gdyby tak robić tylko to, co należy, życie byłoby smutne.
Śmierć nie robi sobie przerwy. Nie wie co to letnie wakacje czy dni świąteczne, czy też umówiona wizyta u dentysty. Godziny najmniejszego ruchu, okresy gremialnych wyjazdów, autostrada prowadząca z dużego miasta nad morze, trzydziestopięciogodzinny tydzień pracy, płatne urlopy, Wigilia i Nowy rok, szczęście, młodość, beztroska, piękna pogoda... śmierć się tym wszystkim nie przejmuje. Jest tu, wszędzie, cały czas. Nikt o tym tak naprawdę nie myśli, inaczej byśmy oszaleli. Śmierć jest jak ten pałętający się nam ciągle pod nogami pies, którego obecność dostrzegamy, dopiero wtedy kiedy nas ugryzie. Albo, gorzej, ugryzie kogoś nam bliskiego.
Kiedy umrę, nikt nie będzie po mnie płakać. Nie będzie komu się smucić. A ja odejdę lekki, nie czując brzemienia ich życia. Tylko egoiści drżą ze strachu przed własną śmiercią. Inni drżą z obawy o tych, których zostawiają.
Gdyby za każdym razem ,kiedy o Tobie pomyślę ,wyrastał kwiat ,ziemia byłaby jednym wielkim ogrodem.
Proszę księdza przecież ludzie muszą grzeszyć ,bo inaczej księdza konfesjonał świeciłyby pustkami.Grzech to księdza kapitał.Gdyby ludzie nie mieli sobie nic do zarzucenia ,nie miałby ksiadz do kogo mówić w kościele.
Że każdy może zniknąć z jednego życia i pojawić się w drugim. Tu czy gdzie indziej, każdy jest w stanie się odbudować, zacząć wszystko na nowo.
- Są tacy, co zaczynają wierzyć w dniu, w którym Bóg uwalnia ich od idiotów. Widywałem już rozanielone wdówki i szczęśliwych wdowców i mogę księdzu powiedzieć, że w takich przypadkach to Bóg zbiera same podziękowania, proszę księdza... [...] Ten księdza Bóg niejednemu już przyniósł ulgę. Sprawa jest prosta, jakby Go nie było, trzeba by Go było wymyślić.
Mężczyzna, pięćdziesiąt pięć lat, umarł, bo za dużo palił. No, tak powiedzieli lekarze. Nigdy nie mówią, że pięćdziesięciopięcioletni mężczyzna może umrzeć, bo nikt go nie kochał, nie chciał wysłuchać, bo dostał za dużo faktur, zaciągnął za dużo kredytów konsumpcyjnych, bo dzieci dorosły i opuściły dom, właściwie się nie pożegnawszy. Życie pełne wymówek, niesnasek. (...) Nigdy się nie mówi o tym, że można umrzeć, bo zbyt często ma się już tego wszystkiego dość.
Zawsze jakoś układałam sobie życie, dostrzegałam dobre strony rzeczy, rzadziej te ciemne. To tak jak w przypadku domów stojących nad brzegiem wody, których fasady są oświetlane przez słońce. Z pokładu statku widać olśniewające kolory ścian, białe jak zwierciadła płoty i zielone ogrody. Rzadko zdarzało mi się dostrzec tyły tych budynków, które odkrywa się dopiero, przechodząc drogą. Wówczas widać stojące w cieniu kosze na śmieci i szambo.
Zdecydowanie łatwiej powiedzieć, co człowiekowi leży na sercu, komuś, kogo się zupełnie nie zna, niż w czasie rodzinnego spotkania.
Po sześciu miesiącach, kiedy już się przyzwyczaiłam do jego nieobecności i złapałam oddech, zaczęłam się bać, że wróci. Jakbym przedtem długo była pod wodą, na dnie basenu. Jego wyjazd pozwolił mi odepchnąć się od dna i wypłynąć na wierzch, złapać oddech.
Powiedziałem Martine, że ją opuszczam dla innej kobiety, skłamałem. Pani, Irène, mogę powiedzieć prawdę, opuściłem Martine z powodu Martine. Cała reszta, ci, dla których się kogoś zostawia, to pretekst, alibi. Opuszcza się ludzi z ich powodu, tu nie trzeba daleko szukać. Oczywiście, nigdy jej tego nie powiem. A już na pewno nie dzisiaj.
To tak jakbym stracił cały pierwszy rok małżeństwa, bo nie rozumiałem żony, ale przecież zostawało mi dziesiątki dalszych lat życia, by ją uszczęśliwić.
Pomyślałam, że jesteśmy dwojgiem rozbitków, którzy jeszcze trzymają się na nogach. Dwojgiem rozbitków, których ocean nieszczęść nie zdołał jeszcze całkiem pochłonąć.
W czasie jednego życia przeżywa się kilka żywotów.
Brak, ból, to, czego nie można znieść, mogą sprawić, że przeżywa się i odczuwa rzeczy, które nie mieszczą się w głowie. Kiedy ktoś odszedł, to odszedł. Ale nie z umysłu tych, którzy pozostali. A umysł jednego człowieka może być o wiele większy od całego wszechświata.
– Panie Seul, kiedy w drzwiach szafy jest klucz, to znaczy, że jej właściciel nie życzy sobie, żeby ktokolwiek ją otwierał.
Śmierć nie robi sobie przerwy. Nie wie, co to letnie wakacje czy dni świąteczne, czy też umówiona wizyta u dentysty. Godziny najmniejszego ruchu, okresy gremialnych wyjazdów, autostrada prowadząca z dużego miasta nad morze, trzydziestopięciogodzinny tydzień pracy, płatne urlopy, Wigilia i Nowy Rok, szczęście, młodość, beztroska, piękna pogoda... śmierć się tym wszystkim nie przejmuje. Jest tu, wszędzie, cały czas. Nikt o tym tak naprawdę nie myśli, inaczej byśmy oszaleli. Śmierć jest jak ten pałętający się nam ciągle pod nogami pies, którego obecność dostrzegamy, dopiero kiedy nas ugryzie. Albo, gorzej, ugryzie kogoś nam bliskiego.
Słowa niewypowiedziane wyją w głębi nas.
Rozmawiam ze sobą. Rozmawiam ze zmarłymi, z kotami, jaszczurkami, kwiatami, z Bogiem (nie zawsze grzecznie). Mówię sama do siebie. Stawiam sobie pytania. Zastanawiam się. Dodaję sobie otuchy. Nie sposób mnie zaszufladkować. Nigdy nie dawałam się zaszufladkować. Kiedy robię sobie test z jednego z magazynów dla kobiet Czy znasz samą siebie? lub Poznaj się lepiej! - nie znajduję dla siebie odpowiedzi. Wszędzie czuję się ex aequo.
Bóg ma dobry gust, choć nie zawsze jest sprawiedliwy.
Czas pozbawia życie blasku. Czas pozbawia blasku śmierć.
Gdyby tak robić tylko to, co należy, życie byłoby smutne.
Dobre maniery, udawanie i uprzedzenia dobijają ludzi.
Przez całe nasze życie spotykamy takich starszych, którzy nam mówią, że jakiś Święty Mikołaj nie istnieje, i przeżywamy kolejne rozczarowanie.
Bo życia nie da się ułożyć na nowo. Proszę wziąć kawałek papieru i go porwać, próżno by sklejać każdy ze skrawków, zawsze będzię widać rozdarcia, zagięcia i taśmę.
Umieszczenie zdjęcia na grobie to ważna rzecz. Inaczej jest się tylko nazwiskiem. Śmierć zabiera również twarze.
- Nie sądzi ksiądz, że to Bóg pierwszy zdradził ludzi?
Ksiądz Cedric wydawał się zszokowany moim zapytaniem.
- Bóg jest tylko miłością.
- Jeśli Bóg jest tylko miłością, siłą rzeczy zdradza: miłość jest zdradą.
- Violette, pani naprawdę myśli to, co mówi?
- Zawsze myślę to, co mówię, proszę księdza. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo. A to znaczy, że i On kłamie, daje, kocha, odbiera i zdradza. Jest jak każdy.