cytaty z książki "Koszykowa 55"
katalog cytatów
Oczywiście, że wolałbym, żeby nic z tego się nie wydarzyło. Jestem zwykłym chłopakiem z Ursynowa, który poszedł na normalne studia na warszawskiej uczelni, żeby pracować w wymarzonym zawodzie.
Zmęczenie, brak snu i ciągły wysiłek intelektualny, nieporównywalny z niczym, co było w liceum, dawały już mi się we znaki.
Podobnie jak reszta przechodniów, zignorowałem czerwone światło, czekając jedynie, aż przejedzie tramwaj szczelnie wypełniony tłumem takich samych długowłosych adeptów elektroniki, jak ci, z którymi jechałem przed chwila metrem.
Gmach Wydziału Architektury przy Koszykowej 55 jak co dzień spoglądał z ukosa na ulice i plac. Jego posępne, monumentalne oblicze tonęło jeszcze w porannym półmroku. Pięć wielkich okien sali im. Bryły na drugim piętrze odbijało sine niebo ponad miastem.
Podobno życie każdego aktora dzieli się na trzy etapy: młody, w średnim wieku oraz "świetnie wyglądasz".
Studiowałem od niedawna, nie miałem też wcześniej nic wspólnego ze światem akademickim, ale szybko zdążyłem się zorientować, że nauką rządzą stosunki feudalne. Prestiż i szacunek, jakim otoczeni byli starzy profesorowie, bazował na wasalach, którymi byli wszyscy niżej w hierarchii.
To nie było zwykłe spóźnienie. Profesor nie utknął w korku ani nie spóźnił się na tramwaj. Nie było z nim kontaktu i nie pojawił się na zajęciach po raz pierwszy od dekad.
Po raz pierwszy w życiu byłem odważny, a jednocześnie podekscytowany i przerażony.
Momentalnie zrobiło mi się niedobrze. Walcząc z torsjami, zaparłem się o podłogę i uchyliłem drzwi na stalowej konstrukcji nieco szerzej.
To mógł być dopiero początek kłopotów. Po raz pierwszy poczułem, że wdepnąłem w gówno.
Przeczytałem kiedyś, że gdy człowiek ma bałagan w życiu, to impulsywnie zaczyna porządkować swoje mieszkanie, co ma mu dać wrażenie, że potrafi zapanować nad otaczającym go chaosem. Może i była w tym jakaś racja.
Jeżeli "nie spieprz tego" Klary miało oznaczać, żebym tryskał humorem i zabawiał ją przez resztę dnia, to niestety po wyjściu od rektora byłem na najlepszej drodze, żeby "to" spieprzyć.
Gdyby poszukali dobrze, to coś by znaleźli, a wychodzi na to, że niezbyt wiedzą, co ugryźć, i w ogóle zabierają się do całej sprawy jak pies do jeża.
Zaraz po zabójstwie miałem wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią, teraz nie mogłem pozbyć się myśli, że każda mijana osoba wie, że mam informacje, które ukrywam przed światem.
Raz odkrywasz finansowe machloje najwybitniejszych profesorów, raz robisz zupę jarzynową, proza życia.
Brutalna prawda o szkole jest taka, że jeśli nauczyciel nie czuje się pewnie, to uczniowie momentalnie to zauważą i wykorzystają. Sprawdza się zarówno w przedszkolu jak i na wyższej uczelni.