W tym akcie tkwiła moc, moc mogąca rozrywać okowy, sięgająca do wnętrza człowieka. Ta moc była nawet we krwi.
Facet przebiera się w strój klowna i zabija dzieciaki. Nie wiem, czemu miałby to robić, ale z wariatami tak to już jest, no nie?
- Nic nie trwa wiecznie - powtórzył Richie. (...)
- Może z wyjątkiem miłości - rzekł Ben.
- I pragnień - dodała Beverly.
- A co z przyjaciółmi? - zapytał Bill i uśmiechnął się.
Kiedy coś ciężkiego zaczyna się staczać, nie sposób tego zatrzymać; to się po prostu toczy, dopóki nie napotka dostatecznie płaskiego miejsca, gdzie może wytłumić cały swój impet. Możesz stanąć tam na drodze i zostać zmiażdżony... ale i tak tego nie powstrzymasz.
Och, słyszałem już wcześniej te bzdury. Tak samo mówił lekarz, kiedy otwierał sterylizator, z którego wydostawał się drażniący nozdrza odór alkoholu. To był zapach zastrzyków i zapach kłamstwa. Obie te rzeczy sprowadzały się do jednego – kiedy ci mówili, że to będzie tylko maleńkie ukłucie, że w ogóle tego nie poczujesz, znaczyło to, że ból będzie naprawdę okropny.
(...) Zawsze należy spłacać długi wobec świata. Może to dlatego Bóg każe nam być najpierw dziećmi, znajdować się nisko przy ziemi, bo on wie, że każda prosta lekcja, jaką otrzymujesz w życiu, wiąże się zwykle z upadkiem, bólem i krwawieniem. Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Za wszystko trzeba płacić i zawsze dostajesz to, za co zapłaciłeś... i prędzej czy później to, co do ciebie należy, wróci do ciebie, czy tego chcesz czy nie.
To instynkt... i wydaje mi się, że tworzy on żelazny szkielet większości naszych posunięć, dokonywanych zgodnie z tak zwaną wolną wolą. Czasami nie można powiedzieć "nie" niektórym rzeczom, naturalnie (...).
Nie możesz wybierać, bo w tej sytuacji zwyczajnie nie masz wyboru. Nie możesz nic zaradzić.To się po prostu dzieje, czy tego chcesz, czy nie...
I niejako mimochodem Eddie odkrył jedną z wielkich prawd dzieciństwa. Dorośli są prawdziwymi potworami.
(...) dobrze jest być dzieckiem, ale równie dobrze jest być dorosłym i rozważać tajemnice dzieciństwa... wierzeń i pragnień tamtego okresu.
- Z-zamknij się, R-r-richie - rzucił ostro Bill.
- Dobra, ale najpierw muszę wam jeszcze coś powiedzieć, choć szczerze mówiąc, nie chcę. Myślę, że tracicie waszą tamę. Dolinie grozi zalanie, chłopaki. Ratujcie przede wszystkim kobiety i dzieci.
Kiedy twoi starzy trzymali cię za jaja, naprawdę wiedzieli, jak należy ściskać.
Może ludzie wcale nie zmieniają się aż tak, jak się nam wydaje. Może po prostu stają się... bardziej kategoryczni.
- Bip-bip, Mikey! - krzyczy To (...) - Bip, bip. Bip-bip. Bip-kurwa-bip!
Nie leczony rak powoduje nieuchronnie śmierć, a Derry nie umarło, wręcz przeciwnie – zaczęło się rozwijać na swój cichy, nie rzucający się w oczy sposób. To po prostu nieźle prosperujące małe miasto, w niespecjalnie mocno zaludnionym stanie, gdzie nieprzyjemne rzeczy zdarzają się nazbyt często… i gdzie mniej więcej co ćwierć wieku następuje eskalacja zbrodni i okrucieństwa.
Bał się banków, które mogły wyrosnąć we wnętrzach ich czaszek,gdzie niegdyś piętrzyły się olbrzymie czarodziejskie pałace z bajek.
Włącz radio na stację nadającą rock and rolla i z całą odwagą, jaką jeszcze masz, oraz całą wiarą, jaką potrafisz z siebie wykrzesać, podążaj w nowe życie.
Mogłeś być biedny, mogłeś przez całe życie „gonić w piętkę”. Ale kiedy spadłeś już poniżej poziomu rynsztoka, lądowałeś na
samym dnie i nadchodził taki czas, że musiałeś zacząć żyć z zasiłku, a co za tym idzie, spijać pot przelany przez innych ludzi w formie daru.
Zapachy kurzu, wilgoci i dawno zgniłych warzyw mieszały się ze sobą, tworząc jedyny w swoim rodzaju odór – odór potwora, apoteozę wszystkich potworów. To była woń czegoś, co nie miało nazwy, woń tego skulonego, przyczajonego w ciemności i gotowego do skoku stwora, który przełknąłby wszystko, ale największą ochotę ma zawsze na świeże dziecięce mięso.
Wygląda na to, że ziemia na której leży to miasto, polubiła zło, przemoc i okrucieństwo. To dobrze jej robi.
(…) zostaliśmy w coś wciągnięci. Upatrzono nas sobie i wybrano. Nic tu nie dzieje się przypadkiem. Czy to już wszyscy?
(…) gdy ci się nie wiodło, mówiłeś sobie – zła passa musi się kiedyś skończyć, ale jeśli bywały sytuacje, że zła passa nie tylko się nie kończyła, ale jeszcze bardziej się pogłębiała aż do momentu, kiedy wszystko waliło się w gruzy.
Czasami różne wydarzenia przypominają kostki domina. Pierwsza przewraca drugą, druga pierwszą itd.
Wszyscy trzymali się razem, na dobre i złe. I chyba właśnie to wydarzenie scementowało ich przyjaźń na dwadzieścia siedem lat.
Kiedy chłopcy tacy jak my przychodzą do parku i mówią, że chcą zagrać w baseball, tamci mówią – pewno, a za którą bazę chcecie robić, za drugą czy za trzecią?
Znajdował się na parkiecie wieczności, a wieczność była CZERNIĄ.
Będą niczym podróżnicy poruszający się po jakiejś szalonej wstędze Möbiusa.
Z tego, co wiem, koszmar, który nie miał się zakończyć przez całe dwadzieścia osiem lat (jeżeli w ogóle się skończył), zaczął się od małej łódki zrobionej z gazety i puszczonej w rynsztoku.
- On mnie szantażuje - powiedział Richie do matki, która jadła suchego tosta, chcąc ponownie zrzucić parę kilo. To szantaż. Mam nadzieję, że o tym wiesz.
- Tak, kochanie. Wiem - odparła matka. - Masz jajko na brodzie.
Czasami trzeba coś zrobić, nawet pomimo wiążącego się z tym ryzyka. To pierwsza ważna rzecz, do jakiej doszedłem sam, bez mojej matki. Ona zawsze mówi mi wszystko, ale tego mi nie powiedziała.