cytaty z książki "Bliscy"
katalog cytatów
Bojąc się, że nie będzie kochana za to, kim jest, miała nadzieję być kochaną za to, co może dać.
Albo też WSPOMINAŁA: "Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby moja córka była szczęśliwa, a ona wcale nie była przez to szczęśliwsza".
Przypominając sobie na odległość jej mimikę i postawę, zawsze widziałam ją taką, jaka była kiedyś, nigdy taką, jaka się stała.
Już nie usłyszę jej głosu. To ona, jej słowa, ręce, gęsty, sposób, w jaki się śmiała i poruszała, łączyły kobietę, którą jestem, z dzieckiem, którym byłam. Straciłam ostatni łącznik ze światem, z którego się wywodzę".
Rzeczywistość jest kwestią słów, systemem wykluczeń.
Były takie momenty, kiedy w siedzącej naprzeciwko córce miała wroga klasowego.
Przekleństwem dzieci jest to, że w coś wierzą - Flannery O'Connor.
Nic z tego, co dzieje się w dzieciństwie, nie ma nazwy.
Czasami wydawało mi się, że tkwię w czasie, mieszkałyśmy jeszcze razem, przed szpitalem. Przelotnie, choć mam jasną świadomość jej śmierci, spodziewam się, że zejdzie po schodach i zainstaluje się w salonie z przyborami do szycia. To uczucie, gdy iluzoryczna obecność matki jest silniejsza niż jej rzeczywista nieobecność, stanowi prawdopodobnie początkową formę zapomnienia.
Bojąc się że nie będzie kochana za to, kim jest, miała nadzieję być kochaną za to, co może dać .
To były gesty, które wykonywała od zawsze, słowa, które pochodziły z całego jej życia.
Wiele miesięcy minęło od listopada, kiedy zaczęłam tę opowieść. Zajęła mi wiele czasu, ponieważ trudniej mi było przywrócić do życia zapomniane fakty, niż je wymyślić. Pamięć stawia opór.
Kobiety z wioski co miesiąc przyglądały się upranej bieliźnie tych, co miały mężów na foncie i sprawdzały, czy nie brakuje żadnej sztuki.
Agresywny robił się przede wszystkim wtedy, kiedy w swoim domu widział kogoś z rodziny pogrążonego w lekturze książki czy gazety. Nie miał czasu nauczyć się czytać ani pisać. Ale liczyć potrafił.
Dwa synonimy grozy - więzienie dla chłopaków, nieślubne dziecko dla dziewcząt.
To jedyna kobieta, która naprawdę się dla mnie liczyła.
Znała wszelkie sztuczki, które potrafią przysłonić ubóstwo. Ta umiejętność, przechodząca od wieków z matki na córkę, kończy się na mnie, która jestem jedynie jej archiwistką.
Weseli i rozmowni stawali się dopiero po osiągnięciu pewnego stopnia upojenia.
Życie towarzyskie polegało głównie na tym, by jak najwięcej dowiedzieć się o innych.
Biła mnie bez oporów, zwłaszcza po twarzy (….) Pięć minut później przyciągała mnie do siebie i byłam jej „lalką”.
Nigdy o niczym mi nie powiedziała, a ja nie śmiałabym jej spytać, jako że ciekawość uchodziła za pierwszy objaw zepsucia.
Mój lęk, kiedy pewnego dnia musiałam wyznać, że mam okres i po raz pierwszy wymówić przy niej to słowo, jej rumieniec, gdy wręczała mi podpaskę, nie wyjaśniając ani słowem, jak się tego używa.
Odwracałam wzrok, kiedy odkorkowywała butelkę, ściskając ją między kolanami.
Przeżywałam swój nastoletni bunt w sposób romantyczny, jakby moi rodzice byli mieszczanami. (…) Nie rozumiała mojej postawy: „Gdybyśmy cie wysłali do fabryki, jak miałaś 12 lat, nie byłabyś taka. Nie doceniasz swego szczęścia.
Wstydziłam się jej obcesowości w mowie i zachowaniu, i to tym bardziej, że czułam, jak jestem do niej podobna.
Już nie usłyszę jej głosu (…) Straciłam ostatni łącznik ze światem, z którego się wywodzę.
Zawsze byłaś martwa. Pojawiłaś się w moim życiu martwa, kiedy miałam 10 lat.
Ty, dobra córka, mała święta, nie zostałaś uratowana, ja, diablica, jestem żywa.
Kosztujesz nas majątek”, brzmiała jak wyrzut za mój brak odporności. Czułam się winna, że kaszlę, że ”zawsze coś mi jest”. Zachowanie mnie przy życiu dużo ich kosztowało.
Nigdy mi o tobie nie powiedzieli, żadne z nich.