cytaty z książki "Nomen omen"
katalog cytatów
Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.
Z figury Rubens, z fryzury Tycjan, z gęby zaś, wypisz, wymaluj, Picasso.
[...] z perspektywy czasu i wygodnego fotela nawet największe tragedie i dylematy historii bardzo łatwo się ocenia.
Psychopaci z hakiem, psychopaci z lustra, psychopaci w szafie, rany boskie, psychopaci z hakiem z lustra w szafie!!! [...] Chrapiący psychopata to było jednak coś nowego.
- Siostra, gdybyś powiedziała, że widziałaś jak pływam pieskiem w rynsztoku, przebrany za Myszkę Miki i nawalony jak marabut, to pewnie bym się nie wypierał, ale po parkach na pewno się nie szwendam. Mam swoją godność.
Ach, rozumiem... Znaczy nie rozumiem, ale zaczynam się przyzwyczajać.
One zaciukały razem pradziadka włóczką i jakoś z tym żyją, a ty mi jakieś durne pomarańcze do usranej śmierci będziesz wypominać!
Nie można przeżyć życia za kogoś innego, choćby nie wiem co. Nie można mu mówić, co ma robić, a czego nie, ani brać na własne barki konsekwencji cudzych czynów. Nikomu to nie wychodzi na dobre. Każdy decyduje za siebie... i tylko za siebie potem dostaje od życia po głowie.
Chusteczek twoich nie godnam zakrwawiać.
- Młody człowieku, czy ty masz dno? - zwróciła się do niego.
- Teoretycznie. - Wysiorbał z miseczki resztki śmietany po mizerii.
- A praktycznie?
- Nie wiem - przyznał szczerze - ale jestem otwarty na eksperymenty.
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, interwencji dziś nie będzie.
Dziadunio był szuja pierwszej wody, więc prababcia postanowiła wynająć kilerów, żeby go profesjonalnie sprzątnęli. Spoko kredens, bywa i tak, łatwiej drania odstrzelić, niż dostać rozwód.
W głębi domu rozległy się kroki, którym towarzyszył równomierny stukot dębowej laski. Na ten dźwięk pani Jaga zastygła z czajnikiem w dłoni. Nasłuchiwała.
- Oho, Matylda się rozpędziła.
- Co to znaczy? - zapytał Bartek.
- Że idzie szybciej niż zwykle.
Więc jak, moja panno, nadal będziesz na niego przypadkiem dybać, uzbrojona w manikiur, biżuterię zaczepno-obronną i obuwie ortopedyczne?
A cóż to takiego jest ta narodowość, jeśli nie czystym przypadkiem? Wypadkową serii zabiegów okoliczności, na które i tak nie mamy wpływu, tak jak na płeć czy kolor oczu, z którymi się rodzimy.
Z opisu wynikało, że nie chodzi o chuliganów nurtu ortodoksyjnego, z rodzaju tych napakowanych koksem i testosteronem miłośników baseballu i szlachetnych sztuk walki, lecz o - dla pewności funkcjonariusze zerknęli raz jeszcze do notatek - starą wiedźmę w kocu i garbusa ze średnich rozmiarów młyńskim kołem. A to były już co najmniej dwa dobre powody, żeby wykazać mile widziane przez przełożonych zainteresowanie, bez żadnej obawy, że natkną się na ustawkę. Albo, co gorsza, gimnazjalistów.
Odłożywszy słuchawkę, Salka wróciła do swojego pokoju i jakby nigdy nic wpadła w panikę.
Po pierwsze, nie miała się w co ubrać.
Po drugie, nie miała się w co ubrać.
Po trzecie, nie miała się w co ubrać!!!
Panie, słuchaj głosu mego. De profundis clamavi ad te, Domine exaudi vocem meam, fiant aures tuae intendentes in vocem deprecationis meae... -Bartek urwał, zauważywszy zdziwione spojrzenia pozostałej trójki. Wzruszył ramionami. -No co? Jestem polonistą. Bez znajomości łaciny nie zaliczyłbym literatury staropolskiej, uczyłem się też o zwyczajach godowych szympansów i altannikach, wiem, co to jest potlacz, potrafię napisać stronę WWW w HTML, a obudzony w środku nocy miotam cytatami z romantyzmu w tematyce dowolnej.
Zlałaś trupa po pysku, aż mu w trumnę poszło, a boisz się paru szpulek?
Istne dzieło sztuki. Z figury Rubens, z fryzury Tycjan, z gęby zaś, wypisz, wymaluj, Picasso. Nic, tylko się powiesić - w muzeum, znaczy najlepiej w jakimś ciemnym kącie.
- A może schowasz na chwilę dumę do kieszeni i z braku laski wesprzesz się jednak na mnie?
- Mnie tam bez różnicy. To próchno i to próchno.
Ach, tak?! Dla jakiejś obcej durnej flądry w panterce od razu ruszyłaś tę twoją reumatyczną, pokancerowaną miednicę i to bez proszenia, ale dla własnych, rodzonych lokatorów już ci się nie chce?!
Za nic nie mieściło mu się jednak w głowie, dlaczego na widok umalowanej, starszej od węgla pani w zwiewnych, pstrokatych jedwabiach i turbanie wszyscy co bardziej posunięci w latach profesorowie naraz zaczynają tryskać młodzieńczym wigorem w tabletkach, ruszać się energicznie przy akompaniamencie strzelających stawów i dyskretnie poprawiać sztuczne szczęki.
- Niedaś, niemoto, przywitałbyś się chociaż.
- Siemka.
- Niedaś!
- O, sorry, nie ta kategoria wiekowa. Ave!
- Ave, młody człowieku, morituri te salutant.
Niedaś był jednak całkowicie uodporniony na odczucia inne niż własne, rozumiejąc wyłącznie wyższe emocje, takie jak LOL, ROTFL i tym podobne.
-Czy pani wie, co to litość, pani Jadwigo?
-A wiem, wiem! Widziałam raz hasło w słowniku!- Zachichotała.
Zgroza, jaka zapanowała, wstrzymała Ziemię i ruszyła Słońce, plomby i kostkę brukową w promieniu kilometra.
[...] podreptali razem do taksówki. Również i ten kierowca próbował stawiać opór, gdy usłyszał o Lipowej pięć, lecz dziewczyna, przemoczona, zziębnięta i zdezorientowana jak nigdy w życiu, tym razem nie dała się porzucić byle gdzie jak worek wyjątkowo mokrych kartofli. Zamiast tego, zwymyślała taksówkarza od serca, obficie plując jadem, świętym oburzeniem i resztkami wody z Odry. Mało brakowało, by wniósł ich do willi na rękach.
- No i pstro! - fuknęła zniecierpliwiona Salka i odwróciła się, żeby przegnać natręta z pokoju, po czym z rozmachem godnym najwyższych not za styl wyrżnęła czołem prosto w belkę stropową.
(...) cztery trzezwe koła z zasady były lepsze niż dwie pijane nogi.