Miłości! w tobie jednej odpocznienie
I moc, i bytu oś; w tobie sumienie.
Ani tragedia, ani komedia nie stanowią wcale żywiołów serio - te nie wrażeń, lecz sumienia dotyczą, i stąd to dzieje się, że tak utęskliwych lamentów, jako i wyśmiewisk można nadużyć,czyniąc je zupełnie zobojętnionymi, gdy tymczasem serio nigdy obojętnym nie bywa ani jest.
Dlatego lubię kwiat nie-zapominek.
Bo rwą go zwykle ręce wiarołomne!
(...)Dlatego lubię kwiat nie-zapominek.
Bo rwą go tylko ręce wiarołomne!...
(...) piękne straszne bywa
Odkąd się człowiek pocznie za nie wstydzić.
Otworzyłem okna z drżeniem szkła,
Że aż gmachem wstrzęsła moja siła:
Z kandelabrów jedna spadła łza - -
**********************************
Ale i ta jedna z wosku była!
I nie myśl, jak Cię nauczyli w świecie
Świątecznych-uczuć świąteczni-czciciele,*
I nie mów, ziemskie iż są marne cele
Lecz żyj raz przecie...!
Doprawdy, nie wiem, jak tu chwilę dobić,
Nudy mię biorą najszczersze;
Co by tu na to, proszę Pani, zrobić,
Czy pisać prozę, czy wiersze?
Ludzie nauczeni lub duchowni,
wiedzą wszystko, niepytając o nic...
Sam wybór zwierzęcia (chart), które jednało wdzięk i siłę w czytelnie naznaczonych muskułach swoich, dawać już mógł uważnemu postrzegaczowi do mniemania korzystnego o umysłowej godności osoby, która te, a nie inne upodobała sobie stworzenie.
Powiem - iż wieszczów rzecz jest poznać wieszcze:
Oto zaklęta dała Ci królewna
Klucze od Echa i ten złamek drewna,
I łzę, i poszept w ucho - i grom jeszcze!...
I powiedziała, wstążką wiejąc czarną:
Idź w świat przez uczuć zwariowana dramę,
Napatrz się w zorzę, łunę zwiedź pożarną,
Wschodnich się dowiedz tęcz, blasków zachodnich,
Co kłamać wolno, to lepiej skłam od nich,
Żywy - wybladłą porusz dioramę...
Lecz - skoro kłamstwo zdradzisz kłamstwem sztuki,
Bądź wpierw pod lauru szerokiego cieniem,
Gdzie donieść krzywe nie potrafią łuki
Urągowiskiem albo zapomnieniem...
Aż inny, ówdzie, gdzie upadną strzały,
Przyjdzie je zebrać, jak Ty zbierasz cudze:
I wspomni Ciebie, łatwiej-doskonały.
I powiesz: Prawda!... - a ja się obudzę...
Niech mi puchar podadzą i wieniec!...
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło
Jeden mówi drugiemu: Szaleniec!!
Nie wziąłem od was nic, o! wielkoludy,
Prócz dróg zarosłych w piołun, mech i szalej,
Prócz ziemi, klątwą spalonej, i nudy...
Samotny wszedłem i sam błądzę dalej.
Litość
Gdy płyną łzy, chustką je ocierają,
Gdy krew płynie, z gąbkami pośpieszają,
Ale gdy DUCH sączy się pod uciskiem,
Nie nadbiegną pierwej z ręką szczerą,
Aż Bóg to otrze sam piorunów błyskiem;
— Wtenczas dopiero!...
Gdy Boży-palec zaświtał nade mną;
Nie zdając liczby z rzeczy, które czyni,
Żyć mi rozkazał w żywota pustyni!
Nam cudzoziemcy w głowę nakładli najfałszywszych wyobrażeń o historii naszej, bo nie ma posłuszniejszego Europejczyka od słowiańskiego chłopa.
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.
Emigracja odarła mię ze wszystkiego: z młodości, z sił, z przyjaciół - osobistych, z ceny; prawie z nazwiska i godności nazwy dziadów moich.
Rzecz jest, rzecz będzie, nie ma być osoba?
– A potem dodał zimno: „I ja raczę
O kiju przywlec się, gdy przyjdzie pora.”
Tu zaś obrócił się do Artemidora,
Dla dwojga razem grzeczność dając jedną,
I wspomniał: „Wiele niech nie czyta chora –
Szkoda, że stare rękopisma rzedną.
Dobrze jest miewać wzgląd na autora,
Kiedy się czyta – cóż za rzecz przedziwna
Czytanie! – jako gałązka oliwna
Lub migdałowy kwiat”.
Czarnoleskiej ja rzeczy chcę!
Lubię i muzykę! (powiadał mi) Lubię i muzykę, i jak sobie wrócę z pola, a człowiek mi buty ściągnie, to ja sobie lubię tak dumać i nogi moczyć, i słuchać, jak mi żona moja gra na fortepianie Chopina!...
Malaturę (malaturę!...) także lubiłem - nim-em się ożenił!"
Nigdy pojąć nie mogłem, dlaczego malarstwa zaniechał on lubować, odkąd ożenił się - myślę, że to znaczy, iż ideał-wcielony zajął miejsce onej malatury, która pierwej była obywatelowi przyjemną.
Szkoda, że nieboszczyk Fryderyk nie wiedział nic o tym!!
Przeszłość – jest dziś, tylko cokolwiek dalej:
Za kołami to wieś,
Nie jakieś tam coś, g d z i e ś,
Gdzie nigdy ludzie nie bywali!
Lecz Ty — lecz ja? Uderzmy w sądne pienie,
Nawołując: „Ciesz się, późny wnuku!
Jękły — głuche kamienie:
Ideał — sięgnął bruku — —”.
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody.
Każdego z takich, jak ty, świat nie może
Od razu przyjąć na spokojne łoże,
I nie przyjmował nigdy, jak wiek wiekiem.
Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,
Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem
Później… lub pierwéj...
On skarży się na ciemność mej mowy —
Czy choć świecę raz zapalił sam?!
Już, już myślisz, że zgaśnie — że z dołu
Ciecz rozgrzana wszystko pochłonie —
Wiary trzeba, nie dość skry i popiołu:
Dałeś wiarę… patrz, patrz, jak płonie!
Podobnież są i pieśni me — o! człowieku,
Który im chwili skąpisz marnej —
Nim rozgrzawszy zimnotę wieku,
Płomień błyśnie ofiarny!
Czasy skończone! — historii już nie ma...
O, nie skończona dziejów jeszcze praca,
Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!...
Powiedz im, że duch odbrzmiał myśli wiecznej,
Nerwy że poszły palcami na klawisz,
Uginający się i niebezpieczny
Most nad przepaścią!…
…oni, że ich bawisz,
Szepną, i chrząchną, i krzesły swojemi
Stwierdzą, że siedli, i że są na ziemi,
I że istnieją na planecie — który
Niesie ich rączo (a pono do góry!…).
Nie Bóg stworzył przeszłość, i śmierć, i cierpienia,
Lecz ów, co prawa rwie;
Więc nieznośne mu dnie,
Więc, czując złe, chciał odepchnąć spomnienia.