To był dziwny etap. Tkwiłam pomiędzy byciem niewidoczną a sławą, między oszczędnym stylem życia a byciem bronią masowej konsumpcji, pomiędzy konserwatyzmem a obnażaniem się przed światem.
Już nie wiedziałam, kim jestem, i to jednocześnie mnie martwiło i ekscytowało.
- Masz ochotę na bzykanko?
Jej usta ułożyły się w cienką linię.
– Nie. – Zabrzmiała, jakby miała zaraz wybuchnąć. – Chcę wiedzieć, co chcecie na kolację!
Wypuściłem głośno powietrze.
– Wyglądasz dziś bardzo apetycznie, kochanie. – Puściłem do niej oko. – Może zjem ciebie?
To było jedyne przewinienie Emmy.
Była we mnie zakochana.
A ja udawałem, że o tym nie wiem.
Nie zasługiwałem na jej miłość. Byłem dupkiem. Była zbyt czysta, zbyt niewinna, a ja zniszczyłbym tę jej stronę.
Nie znaczyło to, że jej nie chciałem.
Jezu.
Była powietrzem, a ja desperacko potrzebowałem oddechu.
Oddałam mu wszystko, co miałam. Serce, dziewictwo, dumę.
Wszystko. A on ze mnie drwił.
O nie.
Nie pozwolę na to.
Za długo byłam tchórzem. Czas pokazać jaja wielkości Teksasu.
Zawsze wydawało się, że jestem jedyną ofiarą tej sytuacji. Tymczasem Connor także był ofiarą swoich destruktywnych zachowań.
Noah nie wyglądał na typa, który łatwo osądzał innych, ale należał do pięknych ludzi, a wiedziałam, jak fałszywi potrafią być.
- Okej. Jak oceniasz swoją pamięć?
Oho.
W jakiej skali? Jeden do dziesięciu? Za długo się zastanawiałam.
Jak to w ogóle ocenić?
Jedyne co mi przyszło do głowy to:
– Słoniowa.
Słysząc to, Micah spojrzał na mnie z zaciekawieniem zmrużonymi oczami.
– To znaczy jaka?
Ale Noah odpowiedział za mnie.
– Słonie nigdy nie zapominają.
-;Następnym razem pozwól mi zrobić tę cholerną kanapkę.
– Możesz mi zrobić kanapkę, Emmy – wciął się Connor. Słyszałam rozbawienie w jego głosie, kiedy pytał z udawanym zdziwieniem: – Dlaczego nie?
Ha. Miał mnie za głupią.
– Chcesz mnie po prostu zapędzić do kuchni, żeby powiedzieć, że to jest właśnie miejsce kobiety.
- Kim jesteś, Connorze Clash? – wyszeptałam do niego, mrużąc oczy.
On pochylił się w moją stronę, spotkaliśmy się w pół drogi.
Przyglądał mi się długo, aż wreszcie powiedział, patrząc lubieżnie.
– Jeszcze jednym snem erotycznym. – Gwałtownie podniósł głowę. – Będziesz dziś o mnie śnić, kochanie?
- Emmy, wiem, że ją masz. Wyłaź, mała.
Słychać było trzask otwieranych i zamykanych szafek.
– Co? Myślisz, że chłodzi się w lodówce?
– No nie wiem – powiedział zaaferowany Lee. – Jest mała. Może być wszędzie. Jak kiedy ucieknie ci chomik. Wiesz, że nie schował się w lodówce, ale i tak sprawdzasz, czy go tam nie ma.
Posrał się ze strachu. Poczuł się mniej sobą, bo nagle był od kogoś zależny, pragnął i potrzebował kogoś. A przecież Connor nigdy nikogo nie potrzebował. – Wskazał łopatką w moją stronę. – Dopóki nie pojawiłaś się ty.
- Emmy, złotko, w czym gustujesz? – zwróciła się do mnie Pearl.
To pytanie mnie zaskoczyło.
– Słucham?
Pearl zamrugała, patrząc na mnie.
– Lubisz kiełbaski czy bułeczki?
– Y... – Chyba zrozumiałam. – Nie jestem wegetarianką.
- Connorze Clash, jesteś dokładnie typem faceta, przed jakim ostrzegała mnie moja babcia.
– Wcale się jej nie dziwię, kochanie. Nie jestem miłym gościem.
Connor opowiadał mi o trudach tego świata. O prawdziwym życiu, o udrękach i zgryzotach. Uczył mnie także, że jestem kowalem swojego losu, że nie ma nic złego w tym, że dorastamy i się zmieniamy.
Dla świata Connor był gwiazdą.
Dla mnie powoli stawał się całym wszechświatem.
Myślę, że między dwojgiem ludzi ważne jest zrozumienie i szczerość. Trzeba wiedzieć, czego się chce, i nie bać się tego wyznać tej drugiej osobie. Jeśli nie jest zainteresowana tym, co chcesz jej zaoferować – spojrzałam na nią wymownie – odpuść, bo ktoś będzie cierpiał.
Przebywać blisko niej było przywilejem, na który nie zasługiwałem. Wiedziałem o tym.
- Masz ochotę na kolejną przygodę? – zapytałam pogodnie, obejmując go za szyję.
Nie zawahał się.
– Z tobą? – Pochylił się do mnie i pocałował mnie tak, że wszystkie zmartwienia wyparowały. – Zawsze.
Chcę uprawiać seks. – Spojrzał na mnie. Nabrałam powietrza, po czym doprecyzowałam drżącym głosem: – Dziś. – I na końcu dodałam jeszcze: – Proszę. – Bo tak było grzecznie.
- Connor, wydajesz się bardzo zakochany. Co podziwiasz w Emily? – zapytał jeden z nich.
Z ręką na mojej talii Connor zastanowił się chwilę.
– Za długo by wymieniać – powiedział poważnie. Zabrał rękę z mojego biodra i pokazał: – Tylko na nią spójrz. Jest cudowna. Myślę, że najlepsze w Emily jest to, że kiedy jestem naprawdę grzeczny – pochylił się i puścił oko do reportera – pozwala mi się zobaczyć nago.
Chciałam, żeby nam się udało, a to wymagało zaczęcia jeszcze raz od podstaw.
To nie była kara. To była druga szansa. I trzeba to było zrobić, jak należy. Nie mogliśmy ryzykować. Zbyt wiele mieliśmy do stracenia.
- Poradzisz sobie. Poza tym – obróciłam się do okna – gdyby coś szło nie tak, odwrócę ich uwagę.
Connor parsknął śmiechem.
– Tak? A jak to zrobisz?
Wzruszyłam ramionami.
– Pokażę cycki albo coś w tym stylu.
Konfrontacja nie była moją mocną stroną. Jak w dziewiątej klasie, kiedy Becky Amour zastąpiła mi drogę przy mojej szafce na korytarzu, po czym zapytała, czy jestem tak głupia, jak wyglądam, a ja zwymiotowałam na jej białe markowe trampki.
Do dziś nie mogę uwierzyć, że przysłała mi rachunek za ich czyszczenie.
Poczułam bolesny skurcz żołądka.
Do dziś nie mogę uwierzyć, że zapłaciłam ten rachunek.
Dziwnie się czułam.
Przytłoczona, a jednocześnie jak w stanie nieważkości.
Uwiązana, a jednak wolna.
Serce mówiło mi, że to wielka szansa.
Głowa mówiła mi, że jestem tylko małą dziewczynką, która porywa się na wielkie rzeczy i jeśli coś pójdzie nie tak, będę mogła mieć pretensje tylko do siebie.
Słuchając ich nieprawdopodobnych opowieści, zaczęłam w nich widzieć zwykłych, niepozbawionych wad ludzi, nieróżniących się od reszty świata. A gdy to zrozumiałam, nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Okłamałeś mnie.
Spojrzał mi w oczy.
– Tak jak ty mnie na rozmowie o pracę.
Moja twarz mnie zdradziła. Nie musiałam nic mówić.
– Skąd wiedziałeś?
– Nie trudno było sprawdzić, że nie przysłała cię żadna z agencji, które zatrudniliśmy. (...)
– W takim razie – wypełnił mnie wstyd, był jak ogromny ciężar – dlaczego ze mną rozmawialiście? A co ważniejsze, dlaczego mnie zatrudniliście?
– Bo nie tylko pasujesz do tej roli lepiej niż ktokolwiek inny – przerwał na chwilę, potem uśmiechnął się znacząco – ale pokazałaś, że masz jaja. Doszedłem do wniosku, że skoro byłaś na tyle zdesperowana, żeby wkręcić się na rozmowę rekrutacyjną, nie wiedząc nawet, o jaką pracę chodzi, to musisz jej naprawdę potrzebować.
- Okej – powiedział mój przyszywany dziadek, marszcząc brwi. – Nie wiem, co myśleć o tym, że będziesz podróżowała z bandą nicponi.
O rany. Czasem z Jima wychodził jego wiek.
– To nie są nicponie, tylko gwiazdy rocka.
– Żadna różnica – żachnął się.
Nie martw się o mnie – odpowiedziałam – tylko o nią. Ona bardziej tego potrzebuje niż ja.
Jesteś gotowa?
Byłam?
Nie. Zupełnie nie.
Czy było za późno, żeby podziękować i odejść?
Owszem.
Okej. Raz kozie śmierć.
Ta rana być może miała się nigdy nie zagoić, ale mimo to, miałam zamiar dalej żyć.
Powstanę z popiołów i rozwinę skrzydła.