cytaty z książki "Popiół i kurz"
katalog cytatów
Piekło jest w nas. W środku. Każdy nosi je ze sobą, dopóki go nie pokona.
Przejściowe pory roku nie są dla mnie najlepsze. Dla nikogo takiego jak ja. Obłęd lubi wracać jesienią lub przedwiośniem. Lubi niż, mgłę, ołowiane zachmurzone niebo. Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk, albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne, na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty.
Uciec, mianowicie, trzeba dokądś. Gdziekolwiek to jest.
Trochę to trudno wytłumaczyć, ale nie jestem kompletnym psychopatą.
Dziura po kimś bliskim jest jak rana postrzałowa. Niby niewielka, ale nieznośna. Konsekwencje czyjejś śmierci to niekompletny, dziurawy świat, który pozostawił po sobie zmarły.
Normalny człowiek. Tak spędzają czas normalni ludzie, nie? Siedzą w fotelu z pilotem w ręku i zmieniają kanały. Albo przestają zmieniać, rezygnują i oglądają cokolwiek. Kiedy to się stało? Kiedy telewizja zmieniła się w cmentarzysko staroci i mównicę dla przemądrzałych imbecyli?
Bóg pomaga jedynie tym, którzy sami sobie pomagają, ale nie wychodzi z cienia. Zapewne po to, by wiara nie stała się wiedzą.
Kiedy czekasz, tracisz kontrolę nad sytuacją. Zdajesz się na inicjatywę kogoś innego, a sam przyjmujesz rolę biernego obserwatora.
Każdy nosi piekło w sobie. I każdy może z niego wyfrunąć.
Czasem chciałbym mieć takie problemy jak inni, ale nic z tego.
Niewiele z tego pamiętałem.
To było niczym eksplozja.
Zderzyliśmy się zębami, gwałtownie i boleśnie, wpadając na siebie jak pociągi jadące po tym samym torze z punktu A do punktu B i z punktu B do punktu A.
Przez punkt G.
Włączyłem telewizor, a potem siedziałem w fotelu, wduszając przycisk pilota, szukając czegokolwiek, co nie byłoby kpiną z mojego człowieczeństwa i inteligencji.
- Przepraszam - powiedziała cicho i zupełnie szczerze. Dawno nie słyszałem, żeby kobieta użyła tego słowa. Ostatnimi laty było przeznaczone wyłącznie dla mężczyzn.
Nie znoszę suszarek do rąk. Stoisz bez końca pod wyjącą maszyną, która wyłącza się co parę sekund, a w efekcie i tak masz zimne, wilgotne dłonie jak sprzedawca ryb.
-Jadasz mięso? [...]
-Jeszcze jak! Mam zróżnicowane zęby pokryte emalią, pazury, jeden żołądek, a na widok trawnika nie leci mi ślinka. Jestem drapieżna.
Nuda, beznadzieja, brzydota i monotonia. Życie kręcące się jak mysz w kołowrotku. Spoglądali na mnie bezmyślnie i wydawało mi się, że mają jednakowe, obojętne twarze. Korowód manekinów.
Koty nie są zwykłe. Zastanawiałeś się, dlaczego tyle śpią? Większość życia spędzają w świecie Pomiędzy. To nasz świat wydaje im się snem.
- Czym pani się zajmuje, pani Patrycjo?
- Po prostu Patrycjo. Projektuję i zakładam ludziom ogrody. Z tego żyję. Oprócz tego jestem wiedźmą.
Mafia nie rządzi światem, tylko zarabia forsę. Zresztą nie jest bardziej tajemnicza niż Microsoft. Skuteczność mafii polega na nieudolności prawa i tyle.
Czekałem. To błąd. Nie należy czekać. Nie należy się starać. Nie należy się napinać. Trzeba przestać odczuwać podłoże na którym się leży. Przestać czuć powietrze, którym oddychasz. Przestać czuć uderzenia serca. Przestać czuć czas. Przestać myśleć, przestać żyć. I pozostać przytomnym.
To myślokształty. (...) Te stwory powstają właśnie dzięki złym myślom. Rodzą się z nienawiści. Czasami jednak człowiek robi to obsesyjnie, w każdej minucie, spala na to całą energię. Wtedy otwiera się na zło. Chce pomocy, żeby niszczyć. Nie może niszczyć fizycznie, więc próbuje mentalnie. I czasami zdarza się, że coś przychodzi, żeby go wykorzystać. Zazwyczaj to po prostu demon. One chcą przejść do naszego świata i jeżeli mają jakąś możliwość, wciskają się do ciała człowieka, który daje na to przyzwolenie i przejmują nad nim kontrolę.
Na szynkwasie stały popielniczki, więc istniała szansa, ze nikt nie dostanie spazmów na widok papierosa. W razie czego będę udawał, że to marihuana.
Nazwałem go przyjacielem. U mnie to dużo znaczy, znam wielu ludzi, ale przyjaciół mam zaledwie kilku. Z kobietami bywa różnie, przychodzą i odchodzą, jednego dnia są najdroższymi kochankami, a drugiego zaraz wrogami. A przyjaciel jest na stałe. Coś jak brat. Stać go na lojalność, a zwłaszcza na brak fochów, bo nic was nie łączy. Może być i życzliwy, i obiektywny. Twoje sprawy go obchodzą, ale nie dotyczą. Wpadnie, pogada i pójdzie, jednak zawsze gdzieś tam jest.
Spisek, powiedzmy, siedmiu mędrców, będzie miał taki wpływ na świat, jaki może mieć siedmiu facetów i to tylko przy nierealistycznym założeniu, że będą się zawsze trzymali swoich zasad, niczego nie wychlapią i nigdy się nie pokłócą choćby co do metod. Spisek sześciuset sześćdziesięciu sześciu, nawet jeśli będą wpływowi, zamieni się w jeden bajzel. Choćby mieli rządzić światem, zamienią się w ONZ. Upłyną dwa miesiące i nie będą w stanie dogadać się nawet, która jest godzina.
Najbardziej lubił teorie o spiskach kościelnych. Mógł z tego szydzić godzinami.
„Na ‘Ostatniej wieczerzy’ jest namalowana Maria Magdalena, żona Jezusa? Bo ta postać wygląda na dziewczynę? Połowa postaci u Leonarda tak wyglądała! Rysował androgynicznych młodzieńców! Lubił albo taka maniera. A gdzie w takim razie na tym obrazie jest Jan? Poszedł na Kebab?! A gdyby coś takiego miało miejsce, to skąd akurat Leonardo miałby o tym wiedzieć?”
„A Maria Magdalena uciekła do Galii?! A dlaczego nie do Ameryki? Proszę cię! Nauczała Galów?! Po aramejsku? To gdzie jest kult, który by stworzyła? Gdzie kościoły, wierni? Co to w ogóle jest za nowość? Przecież ta bzdura była już w ‘Sangrail święta krew’ dwadzieścia lat temu. Jeden koleś ukręcił sobie życiorys, z którego wynikało, że jest potomkiem Merowingów, samego Jezusa, Bilbo Bagginsa i nie wiadomo kogo jeszcze. Sfałszował kupę dokumentów, schował przemyślnie, a potem nagle odkrył”.
„A Maria Magdelana nie mogła być Marią z Betanii, bo była z Magdali! Magdalena to znaczy ‘ta z Magdali’, chyba wiedziała, gdzie mieszka"?
(...) jednak zapamiętaj sobie, że najemnicy mają więcej honoru niż ideowi fanatycy.
Rozpacz straty po kimś bliskim przychodzi właśnie tak - falami. Najczęściej, kiedy natrafiasz na jakiś porzucony ślad po człowieku. Coś, czego już nigdy nie dotknie, ciastko, którego nigdy nie zje, rzecz, których nie dokończy.
Wizyta w takim klubie dla kogoś w moim wieku to najlepszy sposób by nabawić się depresji. (…) Nie znoszę słowa „młodzieżowe” – kojarzy mi się z jakąś komunistyczną organizacją, aż błyszczy od propagandowej hipokryzji i tutaj by nie pasowało. Nie dałoby się pogodzić z przygodnym seksem w toalecie i kokainą. (…) Lokal był tak paskudny, że aż chciałoby się powiedzieć, że jest „trendy”, ale słówko trendy nie było już trendy. Teraz klub był „dźezi” – co brzmiało jeszcze głupiej i jeszcze bardziej adekwatnie. Częściowo sterylny niczym poczekalnia u dentysty, a częściowo ucharakteryzowany na zapuszczony i bez żadnego nastroju. Siedziałem przy barze, znosiłem okropną, chaotyczną muzykę i czułem się jak starotestamentowy patriarcha. Jak nieznośny, rozwichrzony dziad. Jak Teofaniusz, który zwlókł się ze swojego katafalku, okręcony zetlałym całunem, i nagle poszedł się zabawić, cuchnąc pleśnią i stęchlizną, otoczony rojem much. Kilka wijących się na pustym parkiecie dziewcząt wpędziło mnie w okropny nastrój. Ni to tęsknoty, ni to żalu, ni to pożądania.
Jeżeli to jest piekło, to będziemy z nim walczyć, nawet jeżeli nas Bóg opuścił.
Potem w jego życiu pojawiła się zupełnie nowa kobieta. Taka jaką powinien był spotkać już dawno temu. Dla odmiany nie była to modelka, ani nikt taki. Zajmowała się składem komputerowym, ale wszystko, co robiła dla niego było objawieniem. Lubiła się śmiać, potrafiła śpiewać na ulicy, jeżeli miała na to ochotę, i nic ją nie obchodziło co ludzie pomyślą. Traktowała Pawła jak prezent od losu, a nie jak zło konieczne albo szczebel w karierze. Wolne chwile wypełniały jej rozmaite radosne hobby, których go natychmiast nauczyła. Lubiła żeglarstwo, nurkowanie, piwo trąbiła jak czeski żołnierz. (…) Zamieszkali razem w jej maleńkim mieszkaniu, ale to już przynajmniej nie była wynajęta kawalerka, tylko dwupokojowe mieszkanko na zaadaptowanym strychu. Paweł rozpakował wreszcie pudła z książkami, przestał się żywić „gorącymi kubkami” i pizzą. Letarg dobiegł końca.
Chłopak był szczęśliwy jak nigdy w życiu, ale nie mógł nic poradzić na przerażające uczucie, że klątwa nadal wisi mu nad głową i lada sekunda jego szczęście zostanie przerwane. To było kompletnie irracjonalne, jednak żył z mrocznym cieniem za plecami, podświadomie czekając na cios.