- To nie ten typ sprawcy - mówiła profilerka. - Owszem, jest okrutny, bezwzględny i sprawia wrażenie, że nie boi się niczego, ale to nieprawda. Boi się. Ten dom i teren, na którym działał, to całe jego życie. Wszystko inne go przeraża.
- Sugerujesz, że ukrył się gdzieś w okolicy? - Prawdopodobnie. I sądzę, że może chcieć wrócić. Do jedynego miejsca, które zna. W którym czuje się bezpiecznie. Może nawet zjawi się szybciej, niż nam się wydaje".
Niech szukają dalej. On jest jak dziecko. Mało tego. Sadzę, że jest dość poważnie upośledzony, a jego IQ nie przekracza poziomu inteligencji dziesięciolatka, najwyżej dwunastolatka. Czarnecki pomyślał o skrajnym bestialstwie mordercy. Dzieci, nienauczone empatii, potrafiły zmieniać się w małe, bezlitosne potwory".
Myślał. Myślał, co zrobiłby jako morderca. Z miejsca odrzucił teorię Czarneckiego. W życiu nauczył się, że pewne są tylko śmierć i podatki. On dodawał do nich jeszcze pokutę. W dzieciństwie doświadczył jej niezliczoną ilość razy, bo surowa kara ze strony Gwidony zawsze była nieuchronna. Dlatego wciąż nie mógł opędzić się od złych myśli. Tak jakby duch tej starej jędzy wciąż przy nim był. Najpierw przy okazji śledztwa w sprawie brata, potem w trakcie penetrowania katakumb klasztoru hieronimek, a teraz tu. Nawet w tym cholernym lesie czuł jej złośliwą obecność. Od jakiegoś czasu miał wrażenie, że nigdy się od niej nie uwolni, a matka przełożona będzie go prześladować do końca życia. I tylko wyjaśnienie i odkrycie wszystkich jej okrutnych czynów mogło sprawić, że ponura przeszłość odejdzie w zapomnienie".
Mimo wszystko brnął w to szaleństwo, narażając się na utratę wszystkiego, co ciężką pracą zdołał przez lata osiągnąć. Nie mógł dłużej czekać. To było silniejsze od niego. Tylko zamknięcie tego śledztwa mogło sprawić, że raz na zawsze upora się z traumą z dzieciństwa. Zamknięcie śledztwa czy zlikwidowanie Kwiczoła?".
Siadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Te wszystkie myśli rozsadzały mu głowę. Sierociniec, Gwidona, Kwiczoł. Cierpienie, ból, zemsta...
Sfora była blisko. Zapewne już wpadła na ich trop".
Przypomniał sobie wizerunek przedstawiający portret pamięciowy, który pokazał mu Czarnecki. Wtedy mieli z tego co najwyżej niezły ubaw, ale teraz zdecydowanie nie było mu do śmiechu. Nagle uwierzył, że oblicze czające się w mroku niewiele różni się od tamtego rysunku. Ba! Jego prawdziwa natura jest dużo bardziej przerażająca od tej na kartce papieru".
Pewne rzeczy każdy facet musiał zachować dla siebie. I ani Julka, ani nikt inny nie powinien oczekiwać, że odkryje przed nimi najgłębsze zakamarki swej poharatanej duszy".
Czarnecki był wybitnym policjantem o nieskazitelnej przeszłości, rzadko spotykanej w tej profesji kulturze osobistej, a do tego tytanem pracy".
Kochała go, a gdy się kogoś kocha, nie ma rzeczy niemożliwych.
Tym człowiekiem rządzi niewyobrażalny gniew. I to jest słowo klucz. [...] Gniew, złość, wściekłość, niemożliwe do opanowania. One go nakręcają do działania.