cytaty z książki "Wojna makowa"
katalog cytatów
Wojna nie rozstrzyga, która strona ma słuszność. Wojna rozstrzyga, która strona przetrwa.
Przyszłość jest ciągłą zmianą, wiecznie uzależnioną od decyzji jednostek.
- Być odważnym jest łatwo. - W oczach Jianga zamajaczył ból. - Znacznie trudniej zrozumieć, kiedy trzeba od walki odstąpić. Przerobiłem już tę lekcję.
Odpocznij. Kiedyś trzeba zwolnić cięciwę, inaczej strzała nie poleci.
Wielkiej mocy zawsze towarzyszy wielkie niebezpieczeństwo. Różnica pomiędzy wielkością a przeciętnoscią sprowadza się do gotowości podjęcia ryzyka.
Ale nieszczęście, jakie czuła teraz, było nieszczęściem dobrym. Tym nieszczęściem mogła się cieszyć, ponieważ wybrała je sama.
Tak to się po prostu dzieje, kiedy przedstawiciele jednej rasy dochodzą do wniosku, że życie rasy innej nie stanowi żadnej wartości.
- Trwa wojna! - wycedził Kitaj. - Ewakuujemy cię, sędzio, ponieważ z bogom tylko znanego powodu zostałeś uznany za osobę kluczową dla bezpieczeństwa cesarstwa. Więc rób, co do ciebie należy. Uspokajaj ludzi. Pomóż nam utrzymać porządek. I nie pakuj, kurwa, czajniczków!
O tym, co akceptowalne, rozstrzyga siła.
Dzieci, którym wciska się do ręki miecz, przestają być dziećmi. Podobnie jak przestają być dziećmi wtedy, gdy ktoś uczy je zabijać, odziewa w mundury i posyła na front. Wtedy stają się żołnierzami.
Wojna nie jest grą, której stawką są podziw i zaszczyty; to nie zabawa, nad którą czuwają mistrzowie, chroniący zawodników przed poważniejszymi urazami.
Wojna to koszmar.
- Nic nie jest zapisane - sprostował Feniks. - Wam, ludziom, wydaje się, że wasze losy są ustalone z góry, czy będzie to wielkość, czy tragedia. Mylicie się. Przeznaczenie jest mitem. Jedynym mitem na świecie. Bogowie o niczym nie decydują. Zawsze wybierałaś ty sama. (...) We wszystkich istotnych momentach życia miałaś możliwość wyboru; mogłaś się wycofać, zrezygnować. A jednak zawsze wybierałaś drogę, która prowadziła tutaj.
To nie jest historia o potędze nauki, sile przyjaźni czy starciach wielkiej magii. To jest historia o kołach czasu, które nieustępliwie i bezlitośnie mielą ludzkie losy. I o dziewczynie, która zniszczyła cały mechanizm. Kamieniem, bo na miecz była za biedna.
Młodość (...) wzmacnia wszystko, co piękne. Jest swoistym filtrem potrafiącym maskować niedostatki i uwznioślić najbardziej nawet przeciętną urodę. Lecz piękno bez młodości jest niebezpieczne.
- Ciebie czeka znacznie więcej bólu - zauważył. - Będziesz musiała żyć z konsekwencjami. Ale jesteś odważna... Jesteś najodważniejszym człowiekiem, jakiego spotkałem.
- Nie zostawiaj mnie. - jęknęła błagalnie.
Nachylił się i ujął policzki dziewczyny w dłonie.
Przez krótki, bardzo dziwny moment myślała, że chce ją pocałować. Nie pocałował. Przycisnął tylko czoło do jej skroni i znieruchomiał tak na dłuższą chwilę. Rin zamknęła oczy. Upajała się dotykiem jego skóry. Wypalała wrażenie w pamięci.
- Jesteś ode mnie silniejsza - odezwał się. I odsunął.
To nie były ludzkie życia.
To były liczby.
Konieczne do przeprowadzenia działanie arytmetyczne.
Odejmowanie.
- Więc tego Ci brakowało. - stwierdził.
Czuła się pusta w środku, wypalona. Zniknął nawet gniew. Z trudem trzymała się na nogach.
- Pieprz się, Altan! - fuknęła. - Pierdol się!
- Na posterunek, żołnierzu. - rozkazał.
- No, ale tak poważnie - spytał pewnego dnia przy obiedzie Kitaj -
czego ty się właściwie uczysz?
Kitaj, podobnie jak wszyscy z roku, uważał, że tradycja jest
kursem historii religii, specyficzną mieszaniną antropologii
i ludowej mitologii. Nie wyprowadzała ich z błędu. Zdecydowanie
łatwiej było powielać wiarygodne kłamstwo, niż przekonywać
niedowiarków do nad wyraz skomplikowanej prawdy.
- Że nic z tego, co myślałam dotąd o świecie, nie jest prawdą -
odparła rozmarzonym głosem. - Że rzeczywistością można
manipulować. Że wszystkie żywe istoty są ze sobą powiązane
niewidzialnymi nićmi. Że cały świat jest nieledwie myślą, sennym
majakiem motyla.
- Rin?
- Tak?
- Wsadziłaś mi łokieć do kaszy.
- Och! - Zamrugała. – Przepraszam.
Chłopak odsunął miskę na bezpieczną odległość.
- Gadają o tobie, wiesz? Kadeci.
Tak? I co takiego mówią? – Zaplotła ramiona na piersi.
Zawahał się.
- Pewnie możesz się domyślić. No wiesz... Nic przyjemnego.
Czy mogła się spodziewać czegoś innego?
- Nie lubią mnie. - Wywróciła oczyma. – Wielka mi
niespodzianka.
- Nie w tym rzecz - odparł Kitaj. - Oni się ciebie boją.
- Bo zwyciężyłam w turnieju?
- Bo wpadłaś tu jak burza ze wsi, o której nikt w życiu nie słyszał,
a następnie odrzuciłaś możliwość nauki na jednym z najbardziej
prestiżowych kierunków po to, by studiować u miejscowego świra.
Nie potrafią cię rozgryźć. Nie wiedzą, co zamierzasz osiągnąć –
powiedział i przechylił głowę na bok. - W sumie... co zamierzasz
osiągnąć?.
Sukces wymaga poświęceń. Poświęcenia oznaczają ból. Ból oznacza sukces.
Stałam się istotą cudowną, przemknęło jej przez myśl. Stałam się istotą straszliwą. Przeistoczyła się w boginię czy w potwora? Może w nic. A może w jedno i drugie.
W Tikany niezamężna dziewczyna, taka jak Rin, warta była mniej niż homoseksualny kogut.
Oni tu przyjdą, my tu jesteśmy i koniec. Zwycięży ten, kto przeżyje. Wojna nie rozstrzyga, która strona ma słuszność. Wojna rozstrzyga, która strona przetrwa.
- A co jest tam? - Rin wskazała konstrukcję wznoszącą się nad strugą. Otaczała ją aura właściwa bardzo ważnym budowlom.
- Wychodek, młoda. - Kąciki warg Tobiego powędrowały ku górze.
Student piątego roku Altan Trengsin miał bliski i osobisty związek z każdym pobitym w akademii rekordem, był ulubieńcem wszystkich mistrzów i stanowił wyjątek od każdej reguły. Ostatnio ktoś z grupy Rin wymyślił dowcip:
,,Potrafisz nasikać przez mur do miasta?
A Altan potrafi”.
- Byłabyś fatalną prostytutką. - Uśmiechnął się cierpko. - Ani trochę uroku.
Speeryci swoich umarłych palili. Wierzyli, że ciała otrzymujemy tylko na krótki czas. Z popiołów powstajemy i w popiół się obracamy. Dla Speeryty śmierć nie była końcem, a piękną chwilą pojednania z bliskimi. Altan zostawił nas, by wrócić nareszcie do domu. Altan powrócił na Speer.
- To były monstra! - wydarła się dziewczyna. - Nie byli ludźmi!
Kitaj otworzył usta. Nie wydał ani jednego dźwięku. Zamknął je. Kiedy się wreszcie odezwał, odniosła wrażenie, że jest bliski łez.
- Nie przyszło ci nigdy do głowy - wycedził - że Mugeńczycy dokładnie tak samo myśleli o nas?
Wam, ludziom, wydaje sie, że wasze losy są ustalone z góry, czy będzie to wielkość, czy tragrdia. Mylicie się. Przeznaczenie jest mitem. Jedynym mitem na świecie. Bogowie o niczym nie decydują.
Mogła być genialna, mogła stać się warta zainteresowania. Pokochała pochwały - zaczęła ich łaknąć, pragnąć. Ulgę odczuwała jedynie, kiedy wreszcie ktoś nagrodził ją dobrym słowem.
- Jesteście, Speeryci, wyjątkowi. Tak silni, jedyni w swoim rodzaju. Powiadają, że jesteście ludem wybranym przez bóstwo. Co sprawia, że tacy jesteście?
Nienawiść, pomyślała. Nienawiść i długa historia cierpień zadawanych nam przez takich jak ty.
- Zdajesz sobie zapewne sprawę, że mój kraj nigdy nie posiadł zdobyczy szamanizmu. Przepuszczasz, dlaczego?
- Dlatego, że bogowie nie zadają się z szumowinami.