cytaty z książki "Wściekłość i duma"
katalog cytatów
Bo zamiast uczonych młodych ludzi mamy osły z dyplomami uniwersyteckimi. Zamiast przyszłych przywódców mamy mięczaki w drogich dżinsach i fałszywych rewolucjonistów w kominiarkach.
Mówię, że w naszej kulturze nie ma miejsca dla muezinów, dla meczetów, dla rzekomych abstynentów, dla upokarzających czadorów, dla poniżających burek. A gdyby było takie miejsce, i tak bym go im odmówiła. Bo danie go im, oznaczałoby wyrzeczenie się naszej tożsamości, wykreślenie naszych osiągnięć. Byłoby pluciem na wolność, którą zdobyliśmy, cywilizację, którą zbudowaliśmy, dobrobyt, który udało nam się osiągnąć. Byłoby to sprzedawanie mojej ojczyzny.
Prawo niesie ze sobą obowiązek, a ci którzy nie wypełniają swoich obowiązków, nie zasługują na żadne prawa
Wolność oddzielona od sprawiedliwości jest tylko połową wolności, a obrona tylko naszej wolności jest obelgą dla sprawiedliwości.
Przeszłość pobudza moją ciekawość bardziej niż przyszłość i nigdy nie przestanę twierdzić, że przyszłość to tylko hipoteza. Prawdopodobieństwo, przypuszczenie, a zatem nierzeczywistość. W najlepszym razie nadzieja, którą próbujemy ucieleśnić naszymi marzeniami i fantazjami. Przeszłość natomiast jest pewnością. Konkretem, ustaloną rzeczywistością, szkołą, bez której nie możemy się obejść, bo jeśli nie znamy przeszłości, nie rozumiemy teraźniejszości i nie możemy próbować kształtować przyszłości. Ucieleśniać jej naszymi marzeniami i fantazjami.
(...) my, Włosi, nie jesteśmy w tej samej sytuacji co Amerykanie. Nie jesteśmy ich tyglem ras i narodów, ich mozaiką różnorodności posklejanych w całość wspólnym obywatelstwem (...) nasza tożsamość kulturowa jest dobrze określona od tysięcy lat, nie możemy znosić migracyjnej fali ludzi, którzy z nami nie mają nic wspólnego... Którzy nie są gotowi, by stać się takimi jak my, by asymilować się wśród nas jak lotaryńscy Habsburgowie z Toskanii czy Burbonowie z Neapolu.
Upadniemy pod wszelkimi względami, moi drodzy. Ponieważ umrze nasza cywilizacja i obudzimy się z minaretami zamiast wież kościelnych, w burkach zamiast minispódniczek, z wielbłądzim mlekiem zamiast drinka.
Feministkom ze złych wspomnień, mam coś do powiedzenia. Zdejmijcie maski, podrabiane Amazonki. Czy pamiętacie, jak, zamiast przyznać, że pokazuję wam drogę i że wykazałam, że kobieta może wykonać każdą pracę tak jak mężczyzna, a nawet lepiej niż mężczyzna, zasypałyście mnie obelgami? Czy pamiętacie, jak zamiast pójść moim śladem, nazwałyście mnie „podłą męską szowinistyczną świnią” i obrzuciłyście kamieniami, ponieważ napisałam książkę pod tytułem „List do nienarodzonego dziecka”? („Ona ma mózg w macicy”). No i dokąd poszedł wasz gorzki, jadowity feminizm? Kiedy skończyła się wasza rzekoma wojowniczość na pokaz? Czy możecie mi powiedzieć dlaczego, kiedy chodzi o wasze muzułmańskie siostry, kobiety, które są torturowane i poniżane, i mordowane przez prawdziwe męskie szowinistyczne świnie, naśladujecie milczenie swoich małych mężczyzn? Czy możecie mi wytłumaczyć, dlaczego nigdy nie zorganizujecie krótkiego ujadania pod ambasadą Afganistanu czy Arabii Saudyjskiej, dlaczego nigdy nie wypowiecie się przeciw okropnościom, o których mówię, dlaczego milczycie, nawet jeśli dzieją się na waszych oczach? Czy wszystkie zakochałyście się we wrogu w panu bin Ladenie? Czy wszystkie marzycie o tym, żeby was zgwałcił? Czy może po prostu macie gdzieś wasze muzułmańskie siostry, ponieważ uważacie je za gorsze? W takim razie, kto jest rasistą — wy czy ja? Prawda jest taka, że nie jesteście nawet cykadami. Jesteście i zawsze byłyście nadąsanymi kurami, które potrafią tylko machać skrzydłami w kurniku. Ko-ko-ko.
Jak to możliwe, że tak zwani lewicowi nie wspominają już ostrzeżenia Karola Marksa "religia to opium dla mas"? Jak to się dzieje, że nigdy nie wypowiadają się przeciwko teokratycznym reżimom w państwach islamskich?
Pierwszym z ludzkich praw jest wolność od strachu. Nie bójcie się. - Rudolph Giuliani
Wiem: zło nie potrzebuje paszportów.
Piszę tu o osobniku, którego sekretarz ONZ Kofi Annan szczodrze uhonorował jakąś nagrodą mającą coś wspólnego z pokojem. I który znieważa mnie, twierdząc, że moja niechęć do islamu spowodowana jest cierpieniami i zawodami, jakie przeżyłam z arabskimi mężczyznami (w sensie uczuciowymi seksualnym, rzecz jasna). No cóż… Temu osobnikowi mogę odpowiedzieć, że dzięki Bogu nigdy nie miałam żadnych uczuciowych ani seksualnych związków z żadnym arabskim mężczyzną. Moim zdaniem w jego braciach po wierze jest coś, co odpycha kobiety obdarzone dobrym gustem. Odpowiadam też, że jego wulgarność w pełni świadczy o pogardzie, jaką muzułmańscy mężczyźni wylewają na nas, kobiety. Pogardzie, którą raz jeszcze odwzajemniam całym sercem i rozumem.
Powiadam, że my, Włosi, nie jesteśmy w tej samej sytuacji co Amerykanie. Nie jesteśmy ich tyglem ras i narodów, ich mozaiką różnorodności posklejanych w całość wspólnym obywatelstwem. Powiadam, że ponieważ nasza tożsamość kulturowa jest dobrze określona od tysięcy lat, nie możemy znosić migracyjnej fali ludzi, którzy z nami nie mają nic wspólnego… Którzy nie są gotowi, by się stać takimi jak my, by asymilować się wśród nas jak lotaryńscy Habsburgowie z Toskanii czy Burbonowie z Neapolu. Którzy, wręcz przeciwnie, mają zamiar nas wchłonąć. Zmienić nasze zasady, nasze wartości, naszą tożsamość, nasz styl życia. I którzy na razie molestują nas swoim wstecznym nieuctwem swoją wsteczną bigoterią, swoją wsteczną religią. Mówię, że w naszej kulturze nie ma miejsca dla muezinów, dla meczetów, dla rzekomych abstynentów, dla upokarzających czadorów, dla poniżających burek. A gdyby było takie miejsce, i tak bym go im odmówiła. Bo danie go im, oznaczałoby wyrzeczenie się naszej tożsamości, wykreślenie naszych osiągnięć. Byłoby pluciem na wolność, którą zdobyliśmy, cywilizację, którą zbudowaliśmy, dobrobyt, który udało nam się osiągnąć. Byłoby jak sprzedawanie mojej ojczyzny. Moja ojczyzna nie jest na sprzedaż.
Włoscy faszyści dzielą się na dwie kategorie: faszystów i antyfaszystów”.
Żeby sprawdzić, co młodzi Amerykanie wiedzą o historii swojego kraju, wczoraj wieczorem znany gospodarz programu talk-show zatrzymał kilka okazów na ulicy. Zapylał osiemnastoletniego wałkonia z Nowego Jorku, kiedy urodził się Jefferson, na czym polegały jego osiągnięcia, a ten tuman odpowiedział: „Jeff—kto? Ten baseballista?” Zapytał dwudziestoczteroletnią dziewczynę, która przedstawiła się jako nauczycielka, która przedstawiła się jako nauczycielka, która przedstawiła się jako nauczycielka, czym była wojna secesyjna, a ta nieodpowiedzialna idiotka odparła, że wojna secesyjna to była wojna z Anglią. Że konfederaci, to byli faceci z Północy, Abolicjoniści — faceci z Południa.
Mam na myśli Włochy młodych ludzi, którzy mają samochody za trzydzieści tysięcy dolarów, podróżują po świecie i mówią trzema, czy czterema językami, ale nie znają gramatyki, na przykład. A zatem, kiedy przyślą ci pocztówkę z Disneylandu, Szanghaj u czy Bombaju, stwierdzasz, że jest pełna kompromitujących błędów ortograficznych. Włochy absolwentów uniwersytetu, którzy nigdy nie słyszeli o Consecutio Temporum (następstwie czasów) ani o historii. A zatem popełniają horrendalne błędy gramatyczne albo mylą Mussoliniego z Rosselinim, mężem Ingrid Bergman, Czajkowskiego z Trockim, Napoleona ze sławnym koniakiem. I dzięki Bogu, jeśli za pośrednictwem jakiegoś filmu paru z nich dowie się, że tak naprawdę sławny koniak był generałom, a potem cesarzem, który przegrał pod Waterloo i umarł na Wyspie św. Heleny.
Zwolennicy islamskiego fundamentalizmu mnożą się jak pierwotniaki - jedna komórka dzieli się tworząc dwie, potem cztery, potem osiem, potem szesnaście, potem trzydzieści dwie - do nieskończoności. Ci, którzy sobie tego nie uświadamiają, niech popatrzą tylko na obrazy pokazywane nam co dzień przez telewizję. Tłumy, które zapełniają ulice Islamabadu, place Nairobi, meczety Teheranu. Dzikie twarze, wygrażające pięści. Ogniska, w których płoną amerykańskie flagi i zdjęcia Busha. Ci, którzy nie wierzą, niech tylko posłuchają tych radosnych dziękczynień do Litościwego i Gniewnego Boga wznoszonych przez owe tłumy. Ich wrzasków Allah- akbar, Allah-akbar. Dżihad, dżihad... Ekstremistyczny margines?!? Fanatyczna mniejszość?!? Są ich nieprzeliczone miliony, tych ekstremistów. Są ich nieprzeliczone miliony, tych fanatyków. Nieprzeliczone miliony, dla których żywy czy umarły Osama bin Laden jest legendą podobną do legendy Chomeiniego.