cytaty z książki "Ucho igielne"
katalog cytatów
Po nikim tak człowiek nie widzi dokładnie starości jak po starzejącym się ojcu, matce. To starość, która nas boli, z którą współcierpimy, na którą jesteśmy skazani, aby się w niej przeglądać i odnajdywać siebie. Może to dzięki ich starości przyzwyczajamy się i do własnej i z większym zrozumieniem ją znosimy.
Wszystkie pytania, jakie sobie w życiu zadajemy, sprowadzają się do tego jednego, czy warto było.
Człowiek odkrywając swoją obecność na świecie, jeszcze się wszystkiemu dziwi, a zdziwienie to korzeń pamięci. Niestety wraz z latami korzeń usycha, tak że w końcu nic nas już nie dziwi.
Są takie chwile, które niczym słońce w soczewce skupiają w jeden punkt całe życie, wypalając w nas już na zawsze ślad. Kto wie czy nie dla takich chwil jedynie się żyje, nie dla iluś tam lat.
Do dziś najgorsze myśli nieraz mną targają, że może tak się umiera. Po prostu nie przyjdzie się, nie odpisze na list, nie podniesie słuchawki telefonu.
Nie powinno się jednak odwiedzać dawnych miejsc, bo to nie są już te same miejsca. Miejsca jak wszystko przemijają.
Uwierzyć w życie, jakaż to trudna wiara, jeśli się nad tym zastanowić. Może dlatego że z pozoru prosta, zwyczajna, pospolita. A jednak to najtrudniejsza z wiar. Tym bardziej że są tylko dwie perspektywy życia: młodość i starość. Kiedy człowiek jest młody, nie wierzy, że będzie stary, a gdy jest stary, nie wierzy, że był młody.
- Sobie co bym doradził? Ciszę.
Być samemu, a czuć się samotnym to może zupełnie co innego. Przecież bywa, że człowiek ma żonę, dzieci, wnuki, przyjaciół, a czuje się samotny. Może samotność sami sobie zadajemy jako niezgodę na świat, w którym przyszło nam żyć. Może jej źródło kryje się w naszej bezbronności wobec tego świata? A może i wobec naszego losu, na który nie mamy wpływu?
Cóż, nie jest winą starości, że niemodna, podobnie jak i młodości, że modna. Może kryje się za tym jakiś pomysł na obecny świat. Czy to się kiedyś odwróci, nie wiem. W średniowieczu, którym się zajmuję, starość była nie tylko skarbnicą pamięci, lecz i wyrocznią w sprawach najwyższej wagi. A dzisiaj mówi się, że starzy opóźniają marsz świata do przodu. Tylko że gdy się zastanowić, na starość się dopiero wie, że marsz świata do przodu jest złudzeniem młodości. To tylko kula ziemska obraca się pod naszymi stopami, a my drepczemy w miejscu, udając marsz. Bo cóż by znaczyło do przodu, jeśli nie do śmierci.
Życie to błądzenie za sobą bez nadziei, że się kiedykolwiek siebie odnajdzie.
Stań tu. Zrobimy sobie zdjęcie. Uśmiechnijmy się. To będzie nasze ślubne zdjęcie. Bliżej, nie bój się. No, i widzisz, jakie piękne zdjęcie. Po latach będziemy się nim wzruszać. Pozostanie nam po nas przynajmniej wzruszenie.
Pomyłki prowadzą nas nieraz we właściwym kierunku, gdy zabłądzimy czy raczymy zapomnieć, gdzieśmy zmierzali.
Wiem natomiast, że nie musimy świata kochać, wystarczy, że tak trudno nam się z nim rozstawać.
Przeszłość wciąż się w nas dzieje, dopominając się o naszą pamięć.
Człowiek musi kiedyś odnaleźć swoje życie. A im wcześniej, tym lepiej. Nie ma znów tak dużo czasu, żeby go marnować. Każdy dzień zmarnowany, to jakby o ten dzień człowiek skracał sobie życie.
Niech pan idzie i czeka. Może ona tęskni, aby ktoś na nią czekał. A kto prócz pana mógłby jeszcze na nią czekać?
Przyjaźń z nim była trudna. Ale może każda prawdziwa przyjaźń jest trudna? Jego wobec mnie objawiała się tym, że coraz mniej mówił, jakby mu wystarczyło, że myślimy o sobie, a niekiedy i za sobą zatęsknimy, od czasu do czasu spotkamy się, posiedzimy, zjemy, wypijemy i nie musimy słowami potwierdzać naszej przyjaźni. Ten schyłek słów między nami mógł też wynikać z tego, że moje życie, jego życie jakby się zaczęły nakładać jedno na drugie. Człowiek przecież odbiera poza słowne sygnały od drugiego człowieka i takież jemu nadaje. Nietrudno sobie wyobrazić, co zachodzi między dwojgiem ludźmi, gdy zalega między nimi milczenie, więc po co jeszcze się zastanawiać, co by tu powiedzieć, skoro cokolwiek by jeden czy drugi powiedział, i tak będzie nie to. Zawsze będzie nie to. Nie słowami mierzy się przyjaźń.
Co się kryje za tym, że jesteśmy tak nierozerwalnie przywiązani do czegoś, co nie wiadomo, czy było, lub czego nam życie poskąpiło, a z czego, mimo to, stworzyliśmy odniesienie do naszej tęsknoty. Do czego w takim razie tęsknimy?
(...) dzieci są zaborcze. Chciałyby ojca i matkę mieć jedynie dla siebie i nie tylko z nikim się nimi nie dzielić, lecz nie pozwolić im choćby na chwilę osobności. Może przejawia się w tym nieuświadomione jeszcze przeczucie, że kiedyś nas opuszczą i już od dzieciństwa nie pozwalamy im umrzeć.
Współczuję panu, że pan musi dalej żyć. Ale może będzie pan miał więcej szczęścia. Życzę panu. Chociaż, moim zdaniem, z życzeń jeszcze nic dla nikogo nie wynikło.
Pragnienia z dawnych lat przechowują się w nas do starości niczym w skrzyni. I od czasu do czasu dają znać o sobie.
Czas lubi się tak nieraz zamienić z innym czasem. Czas jest chytry jak lis, a bywa i złośliwy. Potrafi płynąć w tę i zarazem w przeciwną stronę. A tylko nam się wydaje, że zawsze płynie razem z nami i nasze życie wyznacza mu granice. Nic bardziej błędnego. Ciągnie nas, gdzie chce. I w tył, kiedy nas nie było, i w przód kiedy nas nie będzie. Bawi się nami wiedząc, że i tak nic nie możemy. Człowiekiem nietrudno się bawić.
Myślisz, że na wojnie nie pragnie się, żeby ktoś przyszedł i przytulił się do ciebie? Zmęczona po niejednej nieprzespanej nocy, padałam z nóg, w oczach mi ciemniało, a pragnęłam całym swoim ciałem, tym zmęczonym, niewyspanym, zachłannym ciałem, żeby ktoś się przy mnie położył, przytulił. Sen mi kamieniem zamykał oczy, a broniłam się, że może poczuję czyjeś ciepło w moim ciele. Kto nie przeżył wojny, nie wie nic o sobie. Miała rację ta wdowa, miłość to jedyny ratunek, żeby się nie odczłowieczyć w tym morzu łez, krwi i umierania.
Nietrudno sobie wyobrazić, co zachodzi między dwojgiem ludzi, gdy zalega między nimi milczenie, więc po co jeszcze się zastanawiać, co by tu powiedzieć, skoro cokolwiek by jeden czy drugi powiedział, i tak będzie nie to. Zawsze będzie nie to.
Przypisywanie sobie cnoty niewinności to brak zrozumienia dla naszych związków ze światem.
W młodości człowiek często się zarzeka, że tego nie, tamtego nie, znamienne dla młodości. Ale życie pana wciągnie i nie będzie pana pytać o zdanie.
Wojna, której wujciu już nie doczekał, wybuchła parę lat potem. (...) Umiałem już czytać, pisać i przeczytałem kiedyś na jego grobie, że miał czterdzieści osiem lat. Dla dziecka to nie było mało. Ale w miarę, jak i mnie lat przybywało, było to coraz mniej, jakby zamiast się starzeć, młodniał, tak że dziś by się powiedziało, umarł w młodym wieku.
Uwierzyć w życie, jakaż to trudna wiara, jeśli się nad tym zastanowić. Może dlatego, że z pozoru prosta.A jednak to najtrudniejsza z wiar. Tym bardziej, że są tylko dwie perspektywy życia: młodośc i starość. Kiedy człowiek jest młody nie wierzy, że będzie stary a gdy jeststary, nie wierzy, że był młody.