cytaty z książek autora "Anne Philipe"
Milczenie i rozmowa są równie cudowne, kiedy stanowią najwyższy luksus miłości lub przyjaźni, a nie służą do kamuflowania niepokoju albo zasadnczej różnicy zdań, kiedy są rezultatem tak głębokiego zgrania, że dwoje ludzi, zgoła różnych, upodabnia się do siebie bardziej, niż sprawiłoby to podobieństwo rysów.
Na próżno szukam skrawka świata, gdzie mogłabym poczuć się na swoim miejscu.
Nie chcę uwolnić się od ciebie, chcę siebie ocalić.
Śmierć? Spotkanie nieuniknione, a zarazem zawsze nieudane, skoro jej obecność oznacza to, że nas już nie ma.
A więc wzywam cudu, aby któregoś dnia obudzić się lekka, szczęsliwa. Wiem, że dokonało się trzęsienie ziemi, pozostały kratery, znam ich geografię, ale chciałabym, aby przestały broczyć krwią.
Zbyt cię kochałam, aby przyjąć, że twoje ciało znikło, i głosić, że wystarczy dusza i że ona żyje. A zresztą jak je oddzielić, jak stwierdzić: oto jest jego dusza, a oto jest jego ciało? Do jakiej sfery – materii czy ducha – należały twój uśmiech, twoje spojrzenie, twój krok i twój głos? Do jednej i drugiej, niepodzielnie.
Dla mnie nie ma na świecie nic piękniejszego niż prawdziwe małżeństwo i kiedy słyszę, że miłość pociąga za sobą utratę własnej osobowości i wolności, zapytuję samą siebie, czy mowa jest o tym samym uczuciu.
Jestem ciągle u progu otchłani.
Nie można sobie wyobrazić pożegnania ze zmarłym, póki się tego samemu nie przeżyło, nikt nie jest w stanie tego opisac. Umysł ludzki zatrzymuje się u granic grozy; a to dopiero tam zaczyna się wszystko.
Pewnie nie ma rzeczy zbędnych. Ale jak przystać na myśl, że cierpienie, że czyjaś śmierć, śmierć tego, kogo się kochało, mają pomóc w wyznaczaniu naszej własnej spirali? Miód nie jest zrobiony z krwi.
W Brazylii trzysta tysięcy dzieci umiera co roku z głodu. (...) Co dwie minuty w Brazylii umiera dziecko. Można sobie te dzieci wyobrazić zgromadzone na placu Concorde albo na lotnisku w Orly. Przez cały rok, codziennie, także w niedzielę i święta, ktoś podchodzi do nich kolejno, przy każdym zatrzymuje się niecałe dwie minuty. Tyle ile trzeba, aby zamknąć mu oczy.
Albo:
Człowiek, którego by nazwano największym zbrodniarzem historii, nie tracąc czasu na jedzenie i sen, co dwie minuty rozstrzeliwuje dziecko w ciągu trzystu sześćdziesięciu pięciu dni roku.
Czas tracił znaczenie, nie zmierzałam donikąd, poddawszy się niebu i powietrzu, słuchałam, wsłuchiwałam się w oddech morza, była dla mnie obecnością, pozwalałam się znieczulić słońcu.
Chciałoby się kochać świat tak, jak kocha się człowieka. Nie być wyspą ani jeziorem, ani nawet ogrodem, lecz ziarnkiem piasku wśród innych ziarnek, kroplą tego deszczu, który zrasza platan, a potem wdziera się w głąb ziemi albo podczas burzy łączy się ze strumieniem, spływa w dolinę i wpada do morza.
Czy nadejdzie taki dzień, kiedy bez wysiłku i kłamstwa uda mi się zaakceptować fakt, że dzisiejsza pełnia rozkwitu, dojrzałe winogrona, pęknięta figa, cudowne drzewo, dzieci, ja sama - jesteśmy tylko chwilą?
Jak pomóc w tworzeniu społeczeństwa w którym człowiek nie zmieni się wkrótce w konsumenta lub biurokratę? (...) społeczeństwa, w którym miałoby się prawo słuchać szumu wiatru w gałęziach platana, które nauczyłoby dzieci patrzyć w gwiazdy i w oczy ludzi.
Poddaję się słońcu, na zmianę to wyostrza spostrzegawczość, to prowadzi mnie na próg nieświadomości. Staję się równie nieruchoma, co kamień, na którym leżę, głaszczę go i czuję się mu bliska; oboje zbudowani z paru prostych pierwiastków wywodzimy się ze słońca i w ten kwietniowy poranek pragniemy się nim nasycić.