Czyż nie było to właściwe pytanie? Czasami, podejmując niezliczone prozaiczne decyzje, dotyczące tego, co zjeść, gdzie spać i jak się ubrać, natrafimy na prawdziwe dylematy. W takich chwilach, kiedy mgła okrywa względnie nieistotne sprawy, a los żąda od nas skorzystania z wolnej woli, możemy pójść tylko w jedną lub w drugą stronę; nie ma nic "pomiędzy", żadnego negocjowania, żadnych opcji.
Trzeba odpowiedzieć na wezwanie i samodzielnie wybrać drogę. I nie ma z niej odwrotu.
Bywa, że znajdujemy to, czego nam trzeba, bez szukania.
Niektórzy mężczyźni potrafią sprawić, że robi ci się gorąco, nawet gdy ich słowa tchną powagą i nie ma w nich żadnych podtekstów seksualnych.
-Z... co ty tutaj robisz?
-Ćwiczę personel medyczny w biegach.
U podstaw istnienia leżała trudna, brutalna prawda: nieszczęścia się zdarzają. Rzecz w tym, że podnosisz się z nich i idziesz dalej. Robiłeś co mogłeś, żeby zapewnić bezpieczeństwo przyjaciołom, rodzinie, partnerce. i Choć dostałeś w pysk, dalej będziesz się starać. Tak, zbierasz się z ziemi i walczysz nadal.
Zaufanie,to nie jest coś,czego można ot tak sobie żądać.Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
Chodzi o to, że wierzę w istnienie ręki, która nas prowadzi. Tylko że nie zawsze jest ona dla nas łagodna. Albo może nie wydawać się w danym momencie sprawiedliwa. Ale staram się jej teraz ufać. Gdy mam kryzys, staram się po prostu... cholera, wydaje mi się, że należy jej zaufać. Bo pod koniec dnia, co więcej można zrobić? Możesz jedynie wybierać. Również rozumować i planować. Reszta... jest w rękach kogoś innego. Tam gdzie się znajdujemy, kogo znamy, co zdarza się osobom, które kochamy... nie mamy c o tego za wiele do powiedzenia.
John jednak nie miał nic przeciwko samotności. Samotność była bezpieczna.
Nie widać było ani drzwi, którymi wszedł, ani drzwi, którymi wyjdzie. Tak właśnie wygląda życie.
Wypływające spod odciętych głów strugi krwi zlewały się z sobą jak splecione ręce zmarłych. Nic, tylko łkać ze wzruszenia.
- Powinienem dać ci w mordę.
Lane otworzył szklane drzwi kabiny.
- Ilu mnie widzisz?
- Dwóch - mruknął Mack, biorąc kubek z kawą w mokre dłonie. - Ale to i tak lepiej, bo wcześniej było cię czterech i pół.
Nie wiem, dokąd to nas zaprowadzi. Może to tylko jedna czy dwie noce. Może miesiąc. Może dłużej niż dekada. Wiem tylko, że życie jest zbyt krótkie, bym tu nie wróciła i nie była z tobą. Życie jest zbyt krótkie, a ja za bardzo lubię być z tobą, żebym miała się przejmować czymkolwiek innym niż tylko kolejną taką chwilą.
Wolę mieć serce złamane niż opancerzone i wiem, że ten, kto nie marzy, nic nie osiąga.
Żadne z nich nie wypowiedziało ani jednego słowa, gdy tak się razem trzymali, dłoń w dłoni. Czasami słowa znaczyły mniej niż powietrze, które je niosło, kiedy się było blisko drugiej osoby.
Ghrom milczał jak zaklęty. Czyżby wykroczenia Furiatha były tak jaskrawe, że Ghrom nie miał zamiaru ich wyliczać? To tak, jakby besztać sprawcę zamachu bombowego: Chłopcze, ależ narobił huku. No i ta wyrwa w chodniku! Oj, nieładnie.
- Niezła ta kawa.
- A odróżniłbyś ją od rozpuszczalnika?
- Pewnie nie.
- Któregoś dnia zapłacisz za swoje grzechy.
- Zrobiłaś się religijna? Myślę, że twoje nawrócenie byłoby problematyczne nawet dla kogoś pokroju Chrystusa.
Matka nazywała jej dom muzeum folklorystycznym, a Lizzie w sumie się ta nazwa podobała. Krzepiła ją myśl, że łączy się z całymi pokoleniami kobiet i mężczyzn, którzy pracowali na roli i walczyli o przetrwanie, a zdobytą wiedzę przekazywali swoim dzieciom i wnukom.
A teraz? Nie liczy się nic, tylko telefonia komórkowa trzeciej i czwartej generacji, coraz mniejsze, coraz szybsze komputery i coraz sprytniejsze smartfony.
No tak, bo to przecież wspaniała spuścizna do przekazania dzieciom, świadcząca o wartościach takich jak honor i niezłomność: opowieść o tym, jak czeka się na nowy iPhone przez całe dwadzieścia sześć minut, trzymając w dłoni tylko kawę z sieciówki i zabijając czas lekturą jakiegoś bloga o treści pozbawionej znaczenia.
Richard już na nią czekał.
- Masz sześć minut spóźnienia.
- Ojej, znasz się na zegarku? Moje gratulacje!
Uniosła brodę i próbowała przejść obok niego, wcale się jednak nie zdziwiła, gdy szarpnął ją w swoją stronę.
- Nie życzę sobie takich spóźnień!
- Wiesz, słyszałam że są już nowe leki na zaburzenia obsesyjno - kompulsywne. Mógłbyś na przykład spróbować cyjanku. Albo szaleju.
Nie mogła uratować kogoś, kto nie chce być ratowany. I na tym polegała jedna z największych tragedii w jej pracy. Jedno, co mogła zrobić, to przedstawić pacjentowi wszystkie opcji i wierzyć, że dokona mądrego wyboru.
Miejscem na uczucia jest rodzina, a nie korporacja.
- Mogą cię aresztować za jazdę z otwartym alkoholem w dłoni! - zawołał Lane. - Tak tylko przypominam.
- Musieliby mnie najpierw dogonić!
Niektórych zagrożeń w życiu nie da się uniknąć. Jeśli chodzi o nowotwory, niebezpieczne wypadki czy inne tragedie, nie można całkiem wyeliminować ryzyka, że nas dotkną.
Takie jest życie i już. Dotyczy to wszystkich stworzeń zamieszkujących Ziemię. Jednak niektóre problemy i zagrożenia można po prostu omijać albo próbować się od nich uwalniać.
Jeśli więc jesteś odpowiedzialną, dorosłą osobą, starającą się wieść jako tako sensowne życie, to na tobie spoczywa obowiązek, żeby się o siebie troszczyć i czuwać nad własnym bezpieczeństwem.
- Chcesz kawałek batona energetycznego?
- Tylko jeśli przystawisz mi pistolet do głowy.
Powietrze wokół Z namagnesowało się i ochłodło poniżej panującej temperatury.
Mack rozparł się wygodnie w fotelu, po raz kolejny spoglądając na palec serdeczny kandydatki, wciąż pozbawiony biżuterii. Co oznaczało, że nadal, jak na samym początku spotkania, nie była zamężna.
Świetnie, MacAllan. Bardzo profesjonalne podejście do rozmowy kwalifikacyjnej.
- Jak to sobie wyobrażasz? Podejdziesz do niej i powiesz: "Hej, wiem, że widzisz mnie pierwszy raz w życiu, ale jestem twoim tatą. Przy okazji: wygrałaś na loterii ewolucyjnej, jesteś wampirem. Co powiesz na wycieczkę do Disneylandu"?