Miłość jest może jedynie rozchodzeniem się kręgów, które pod wpływem jakiegoś wzruszenia mącą duszę.
Skoro ustało znieczulające działanie nawyku, zaczynałem myśleć, czuć - rzeczy tak smutne...
Dopiero w chorobie zdajemy sobie sprawę, że żyjemy nie sami, ale zespoleni z istotą odmiennego gatunku, od której dzieli nas przepaść, z istotą, która nas nie zna, a z którą niepodobna nam się porozumieć - z naszym ciałem. Bandytę spotkanego na drodze zdołalibyśmy może wzruszyć jego własną korzyścią, jeżeli nie naszym nieszczęściem, ale błagać litości naszego ciała znaczy mówić potwora morskiego, dla którego słowa nasze nie więcej mają znaczenia niż szmer wód i z którym współżycie wydawałoby się czymś przerażającym.
Dans l’espèce d’écran diapré d’états différents que, tandis que je lisais, déployait simultanément ma conscience, et qui allaient des aspirations les plus profondément cachées en moi-même jusqu’à la vision tout extérieure de l’horizon que j’avais, au bout du jardin, sous les yeux, ce qu’il y avait d’abord en moi de plus intime, la poignée sans cesse en mouvement qui gouvernait le reste, c’était ma croyance en la richesse philosophique, en la beauté du livre que je lisais, et mon désir de me les approprier, quel que fût ce livre.
Swann kosztował w towarzystwie kobiet coraz to pospolitszych uroku dzieł coraz to bardziej wyrafinowanych, biorąc ładną pokojówkę do krytej loży na jakąś interesującą
go dekadencką sztukę lub na wystawę impresjonistów
— przekonany zresztą, że kobieta światowa i kulturalna
zrozumiałaby nie więcej, a nie umiałaby tak
przyjemnie siedzieć cicho.
Może trzeba aby jakaś istota zdolna nam była zadać wiele cierpienia, na to aby w godzinach pauzy dawała nam ten sam kojący spokój jaki daje natura.
(...) Zmieniła się w potocczny termin używany bez myśli na oznaczenie aktu fizycznego posiadania - w którym z resztą nie posiada się nic.
Powiedziano, że piękność jest obietnicą szczęścia; i na odwrót: możliwość rozkoszy może być początkiem piękności.
Ale jak słowa, uśmiechy, pocałunki Odety, o ile zwracały się do innych, stawały mu się równie wstrętne, jak wprzódy były mu słodkie, tak samo salon Vedruinów, który jeszcze przed chwilą wydawał mu się zabawny, oddychający szczerym kultem sztuki, a nawet niejakim wykwintem ducha, teraz kiedy Odeta miała tam spotkać i kochać swobodnie innego, ukazywał mu swoje śmieszności, swoją głupotę swoją sromotę.
(...) powtarzać to, co wszyscy myślą, nie jest w polityce oznaką niższości, lecz wyższości. Kiedy pan de Norpois posługiwał się pewnymi wyświechtanymi po dziennikach zwrotami i wygłaszał je z siłą, czuć było, że przez to samo, że on ich użył, nabierają one wagi czynu, i to czynu, który wywoła komentarze.
Choćbym powtarzał sobie w kółko: „Chcę z nią zerwać”, wiedziałem, że nie zdobędę się na to nigdy, tak samo, jak nie byłem w stanie zabrać się do pisania, ani nawet zmienić trybu życia na bardziej higieniczny; byłem niezdolny do spełnienia żadnego z tych chwalebnych zamierzeń, codziennie odkładanych na jutro. Niezależnie jednak od tego, co czułem, sądziłem, że opłaci mi się kazać jej żyć pod nieustającą groźbą ostatecznego rozstania. I w samej rzeczy, dzięki mojej nieszczęsnej umiejętności udawania, przemówiłem do niej aż nazbyt przekonująco. Tak czy inaczej, trzeba było zdecydowanie ukrócić jej swobodę, nie powinna ani chwili dłużej pozostawać w Turenii, w otoczeniu tych wszystkich dziewcząt, pod bokiem aktorki. Myśl, że utraciłem kontrolę nad życiem Albertyny, była nie do zniesienia. Musiałem jednak czekać, aż odpowie na mój list. Jeśli tymczasem grzeszyła, nie było na to rady. Jeden dzień mniej czy więcej nic by nie zmienił (i być może mówiłem tak sobie tylko dlatego, że odwykłem już od pilnowania jej w każdej minucie i od wpadania w szał, jeśli choć na chwilę wymknęła się spod nadzoru; moja zazdrość utraciła swą minutową podziałkę).
Jak to, ty znów zabawiasz się czytaniem, przecież to nie jest niedziela.
(...) wspomnienie jakiegoś obrazu jest jedynie żalem za pewną chwilą; i domy, drogi, aleje są ulotne, niestety, jak lata.
Człowiek nie zna swojego szczęścia. Nigdy nie jest
się tak nieszczęśliwym, jak się mniema".
nasi najokrutniejsi wrogowie to nie ci co nam przeczą i starają się nas przekonać, ale ci co powiększają lub wymyślają nowiny zdolne nas zasmucić, strzegąc się dać im pozór usprawiedliwienia, któreby zmniejszyło naszą zgryzotę i wzbudziłoby w nas może nieco szacunku dla obozu, który oni silą się nam pokazać, ku naszej tem większej udręce, jako okrutny i tryumfujący zarazem.
(...) instynkt wskazuje nam obowiązki, inteligencja zaś dostarcza pretekstów, by uchylać się od nich.
Rzeczywistość jest zawsze tylko przynętą dla Nieznanego, którego śladem nie możemy zajść bardzo daleko.
(...) Wiele lat upłynęło od tamtej chwili. Ściana przy schodach, na której ujrzałem sunący wzwyż odblask świecy, już od dawna nie istnieje. We mnie także wiele rzeczy się rozsypało, choć myślałem, że będą trwać wiecznie, a na ich miejsce wyrosły nowe, dając początek nowym zgryzotom i nowym radościom, których nie mógłbym wówczas przewidzieć, podobnie jak trudno mi teraz zrozumieć tamte, minione. Od dawna już mój ojciec nie może powiedzieć mamie ,,Idź więc z małym''. Możliwość przeżycia takiej chwili nigdy więcej dla mnie się nie odrodzi. Od niedawna jednak, gdy wytężę słuch, znowu zaczynam słyszeć tamten, w obecności ojca siłą powstrzymywany szloch, którym wybuchłem dopiero wtedy, gdy znalazłem się sam na sam z mamą. W istocie bowiem ten szloch nigdy nie ustał i jedynie dlatego że życie wokół mnie milknie coraz bardziej, słyszę go ponownie, niczym dzwony klasztorne, których bicie zagłuszają w dzień hałasy miasta, lecz które rozbrzmiewa donośnie w ciszy wieczoru.
Snobizm jest ciężką chorobą duszy, ale zlokalizowaną , tak iż nie psuje jej całej.
Książka to ogromny cmentarz, gdzie na większości grobów nie odczytasz nazwisk już zatartych.
Ale faktycznie co rano budzi się nie jeden wszechświat, ale miliony wszechświatów. Prawie tyle ile jest źrenic i inteligencji ludzkich.
Świat jest prawdziwy dla nas wszystkich, a odmienny dla każdego.
Odmawiając tego, co pragniemy, ludzie darowują nam chętnie co innego.
[...] nadzieja, że kochanka wróci pomagała mu wytrwać w zerwaniu, jak wiara, że zdoła wrócić żywy z pola walki pomaga żołnierzowi narażać się na śmierć. A że ze wszystkich roślin ludzkich przyzwyczajenie jest tą, którą potrzebuje najmniej ziemi aby żyć, która zjawia się pierwsza na najbardziej jałowej skale.
Widocznie każdy musi w sobie kontynuować życie swoich bliskich.
Można by mniemać, że próżność potrzebuje kłamać, kiedy zaś nie ma powodu tego czynić, ustępuje miejsca skromności.
Życie usiane jest cudami, których zawsze mogą spodziewać się ci, co kochają.
W pragnieniu jest siła, która rodzi wiarę.
...czasem w życiu, pod wpływem wyjątkowego wzruszenia, mówi się to , co się myśli.
Każdy pocałunek przyzywa nowy pocałunek. Och, w owych pierwszych czasach, kiedy się kocha, pocałunki rodzą się tak łatwo!