Mam na imię Tisaanah. Jestem wolną kobietą, a jednocześnie niewolnicą. Można znaleźć we mnie fragmenty wielu rzeczy, ale ich całość tworzy moją osobę. Jestem córką niczyich światów, a jednocześnie ich wszystkich.
I jeszcze nie skończyłam.
(...) zasługujesz na znacznie więcej niż to, co dał ci ten świat".
Nigdy nie wstydź się podnosić oczekiwań - powiedział. - Nawet moich.
-pytasz mnie o...?
-o nic nie pytam. Mówię Ci, ze chciałbym, żebyś to byla Ty, Sylino. A Ty możesz zrobić z tymi informacjami co zechcesz.
Ponownie otworzyłam usta. Zamknęłam je.
Tkaczko dopomóż
-nie wiedziałam, ze jesteś taki starosświecki - rzuciłam-jedno bzykanko i od razu proponujesz małżeństwo, korony i...
Dlaczego?
Bo jeśli pozwolę ci odejść, dopuszczę zdrady wobec własnego tronu.
Bo jeśli pozwolę ci odejść, nie będę miał innego wyboru, jak tylko walczyć tu z tobą.
Bo jeśli pozwolę ci odejść, staniesz się moim prawdziwym wrogiem.
I nie mogę cię zabić, księżniczko. Próbowałem. Nie potrafię.
Ale to dziwna mieszanka, cierpienie i wiara. Niebezpieczna, sprawiająca, że myślisz, że możesz przetrwać wszystko.
Granica pomiędzy złością a smutkiem jest taka cienka. Nauczyłam się, że strach może stać się wściekłością, ale wściekłość może łatwo rozpaść się do rozpaczy.
Czasami ludzie widzą cię po raz pierwszy dopiero wtedy, gdy ich do tego zmusisz.
Przed nami znajdowała się pojedyncza płyta. Wymieniłam z Raihnem spojrzenia. Wtem spuścił wzrok na dziecko, które szlochało cicho, ledwo przytomne.
Ruszył ku mnie. Wiedziałam. Ja albo dziecko.
Gdy tylko podszedł, zamachnęłam się ręką.
Moje ostrze uderzyło mięsień jego ramienia pokryty skórzaną zbroją.
Zacisnął szczęki, drżał. Rzucił mi mordercze spojrzenie.
- Co to, u diabła, miało być? - wycedził przez zęby. - Zamierzałem się na 𝑡𝑜.
Wskazał mieczem na martwe ciało na dalekim końcu korytarza, po czym wymamrotał wiązankę przekleństw i odrzucił moje ostrze ze swojej zbroi.
Poprawiłam dziecko w objęciach i wydukałam coś na wzór przeprosin, ale Raihn kazał mi spieprzać. Zamierzałam mu powiedzieć, że miał ogromne szczęście, że moja broń była już pozbawiona trucizny, ale zdecydowałam się tego nie robić, bo prawdopodobnie by tego nie docenił.
Nie płakałam. Nie. Byłam wściekła. Smutek był daremną, słabą emocją. Złość przynajmniej była przdatna - ostra krawędź gotowa przebić czyjeś serce lub twarda skorupa chroniąca własne.
- Jesteś najpiękniejszym, co w życiu widziałem, Oraya".
- Przeżyłem wiele niesprawiedliwości podczas kilku ostatnich stuleci. Byłem świadkiem pie.rzonych absurdów. Ale największym z nich jest ten, Oraya, który ktoś ci wmówił. Że musisz stać się czymś więcej od tego, czym jesteś teraz".
W tej chwili po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, jaką wielką nieobecność pozostawiamy po sobie w życiu tego drugiego. Przynajmniej się jej spodziewałam, gdy Maxa już przy mnie nie będzie.
Powiedziałem ci, że razem znajdziemy sposób, by to zrobić i mówiłem poważnie.
Będę z tobą do końca.
Z tobą, Tisaanah.
Jeśli zechcesz uciec, znajdziemy sposób, by to zrobić.
A jeśli cały świat stanie w płomieniach, spłonę obok ciebie i nadal będzie to najlepsza rzecz, jaką...
- Mam nadzieję, że ktokolwiek ci to zrobił, zginął straszliwą, bolesną śmiercią - powiedział w końcu, a słowa syczały niczym para wodna. - I liczę na to, że jeżeli istnieją jakieś zaświaty, przez wieczność będzie w nich cierpiał.
Wiele osób robi straszne rzeczy, ale albo możemy wchłonąć gniew i pozwolić, by nas napędzał, albo dać mu się pożreć żywcem.
Nie patrzyłem już na kobietę, a na przeklętą boginię. Boginię śmierci, zemsty i całkowitego, masowego zniszczenia. Nie mogła być niczym innym, gdy stała tam w białym płaszczu, tak przesiąkniętym krwią, że zrobił się szkarłatny, z uniesionym mieczem, gdy czerwone motyle tworzyły pelerynę wokół jej ramion.
Mimo to, to właśnie tutaj — w tym spojrzeniu — zostałam dostrzeżona. Max zauważył każdą moją cząstkę. I nigdy wcześniej nie odczuwałam tak słodkiego, a jednocześnie bolesnego przerażenia".
Byłam zmęczona przedstawieniami i kłamstwami. Zmęczona tańczeniem wokół prawdy. Pragnęłam szczerości tak, jak kwiat pragnie słońca. Pragnęłam nawet bólu, wbijanego głęboko w moje serce.
Nie zamierzałem pozwolić ci upaść. Ale co najważniejsze, wiedziałem, że sama na to nie pozwolisz.
To miejsce odebrało ci wszystko, Oraya. Nawet rzeczy, o które nie miało prawa prosić, gdy byłaś zbyt młoda, by je dać. Jesteś młoda. Jesteś piękna. Jesteś potężna. Możesz robić, co chcesz. Możesz zbudować życie, o jakim marzysz.
Pozwól mi uczynić cię królową, którą jesteś. Pozwól mi strzec twojego ciała, twojej duszy, twojego serca. Pozwól mi spędzić resztę mojego żałosnego życia na twojej łasce. Jeśli muszę umrzeć, pozwól mi to zrobić z twojej ręki.
Chcę tylko, żebyś wiedziała, Oraya- wyszeptał- że byłaś najlepszą częścią tego. Najlepszą częścią tego wszystkiego.
Wydusiłam więc z siebie jego imię, niczym pytanie, odpowiedź, błaganie.
Bo to imię oznaczało wszystkie te rzeczy, prawda? Raihn.
Mój upadek i moje najcenniejsze wsparcie.
Moja słabość i moja siła.
Mój najgorszy wróg i największa miłość, jaką kiedykolwiek znałam.
Wszystko to w jednym imieniu.
Jedna osoba. Jedna dusza, którą znałam tak dobrze jak własną, była tak samo zagmatwana, tak samo wadliwa.
- Jestem zmęczony udawaniem. Zmęczony udawaniem, że nie myślę o tobie każdej nocy. Że nigdy niczego nie pragnąłem...".
Potrzebował mnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
-Nie masz nic oprócz mnie - powiedziałam. - A jednak pozwolisz mi odejść?
-Mam tylko ciebie - mruknął. - Więc pozwalam Ci odejść.
W świecie mroku oczy naturalnie odnajdują światło.
Ludzie opłakują czas, ponieważ jest to jedyna waluta, która naprawdę ma znaczenie w ich krótkim życiu.
To ty chciałaś ratować świat. Ja tylko chciałem ratować ciebie.
Nie lubilam czué. Emocje byty wiecznie zmienne i pozbawione logiki i nie dawaly mi mozliwosci zatopienia w nich moich ostrzy.