cytaty z książek autora "Michał Kopczyński"
Większość ludzi nie ma jednak takiego szczęścia do upamiętnienia, a dziejową normą jest odejście z tego świata niemal niezauważone i pozostawienie po sobie jedynie niewyraźnych śladów. Jak pisał średniowieczny kancelista w dokumencie Mściwoja II dla sołtysa Werciberga w 1276 roku: Ponieważ wszyscy umieramy i jakby sprawiedliwie odchodzimy z tego świata, wszystkie wydarzenia pogrążą się w nicości i przepadną jakby nie istniały, chyba że zostaną powierzone pamięci świadków i pisarzy.
Nazbyt fatalistyczna okazała się marksistowska ocena skutków rozwoju techniki. Maszyny miały doprowadzić do spadku zapotrzebowania na wykwalifikowaną siłę roboczą. Tymczasem rzecz wyglądała odwrotnie. Nowe gałęzie techniki: kolej, przemysł chemiczny, metalowy, a potem elektrotechniczny po-trzebowały pracowników wykwalif i kowanych, niebędących już tylko dodatkami do maszyn. Zdobycie kwalif kacji stało się dla jednostek inwestycją, a dla pracodawcy oznaczało konieczność lepszego wynagradzania zatrudnionych.
Pozwalało to nienotowany nigdy wcześniej w dziejach wzrost wydajności pracy osiągnięty dzięki nowym technologiom. To dzięki maszynom możliwe stało się zwiększenie siły nabywczej ludności, które oddaliło na bliżej nieokreśloną przy-szłość perspektywę wieszczonej przez Marksa i Engelsa rewolucji.
Trzeba odwołać się do statystyk, bo mnożenie przygnębiających opisów nędzy nie prowadzi do rozwią-zaniu problemu.
Malejący udział najbogatszych w ogólnej sumie dochodu nie był spowodowany tym, że ktoś im coś zabrał, lecz poprawą położenia materialnego warstw średnich i niższych.Odwieczne marzenie rewolucjonistów o obrabowaniu bogatych i rozdaniu łupu biednym jako o uniwersalnej recepcie na bolączki tego świata okazało się ułudą. Ułudą, która kosztowała w XX wieku miliony ludzkich istnień.
Demografia zawiera podstawowe elementy niezbędne w każdej fascynującej opowieści: seks i śmierć.
Twierdzenia Marksa i Engelsa o stopniowym zaniku klas średnich i nieuchronnym podziale na dwie klasy społeczne nie były oryginalnym odkryciem.
Pisali o tym liczni współcześni, widzący na co dzień klęskę produkcji chałupniczej zorganizowanej w ramach indywidualnych gospodarstw domowych i bankructwo wielu rzemieślników. Diagnozy takie można znaleźć na kartach powieści Charlesa Dickensa, w pismach socjalistów, romantyków, konserwatystów, ekonomistów szkoły klasycznej (David Ricardo, Thomas Robert Malthus). Beniamin Disraeli – pisarz i przyszły premier Anglii – w powieści Sybilla albo dwa narody kreślił obraz dwóch odrębnych narodów powstających w rezultacie industrializacji Anglii: bogatych – wyzyskiwaczy i ubogich – wyzyskiwanych.
Mnożenie przygnębiających opisów nędzy nie prowadzi do rozwiązaniu problemu.
Wyjaśnienie systematycznej różnicy pomiędzy chrześcijanami a starozakon-nymi leży w warunkach ekonomicznych. Relatywnie niska wysokość ciała pol-skich Żydów zarówno w porównaniu z chrześcijanami, jak i Żydami austriackimi wynikała z trudnych warunków życia oraz wysokich wymagań religijnych odno-śnie pożywienia. Zgodnie z oszacowaniami lekarzy organizujących kolonie letnie dla dzieci z ubogich rodzin, zbilansowana dzienna dieta złożona z 60 g tłuszczu, 300 g węglowodanów i 105 g białka kosztowała o 60% drożej, jeśli chciało się za-chować wymagania religijne. Choć więc koszerna dieta, obiektywnie rzecz biorąc, była zdrowsza i bardziej zróżnicowana od chrześcijańskich nawyków żywieniowych, to dochody większości ludności żydowskiej były zbyt niskie, by zapewnić sobie godne wyżywienie. W drobiazgowym studium z 1897 roku poświęconym odżywianiu się Żydów małomiasteczkowych, Bronisław Koskowski udowodnił, że faktyczne pożywienie cechowało się niedostatkiem tłuszczy i białka. Ubożsi Ży-dzi zajmujący się drobnym handlem jedli jeszcze mniej. Jak to ujął autor, żydowscy handlarze żyli w permanentnym stanie półgłodu.