Prawdą było, że nie dopuszczałam do siebie nikogo, a ciebie wpuściłam bez problemu.
Był klątwą. Klątwą rzuconą na moje myśli.
- Nie poznaję cię, Charles. Gdzie jest ten chłopak, który nazywał mój teatr beznadziejnym?
- Stracił głowę dla największej fanki teatru i cholernie chce się jej przypodobać.
Jakże zaskakująco brzydki stawał się świat bez pięknego chaosu Evandera Hartwella.
Nie ma dobrych ludzi, którzy są we wszystkim idealni.
Niekiedy warto zmienić punkt widzenia, aby dojrzeć lukę, która do tej pory nie rzucała się w oczy.
Śmierć zbierała większe żniwo niż złodzieje zawartości kas fiskalnych. To tak, jakby ścieżka urwała się pośrodku drogi do celu.
Gwiazdy pospadały nam na głowy, a niebo nie świeciło już tak jasno jak kiedyś. Musieliśmy uporządkować je na nowo, jednak wcale nie byłam z tego powodu zła. Teraz mogliśmy sami ustalić ich rozłożenie i sprawić, że te wszystkie konstelacje zaczną nam sprzyjać.
I choć kiedyś marzyłam o tym, aby się zakochać, im byłam starsza, tym bardziej uważałam miłość za uczucie destrukcyjne.
To był zły czas, to było złe miejsce. Nie powinien jej niczego wyznawać. Skoro nie mówiła o ich wspólnej przyszłości tak, jak on o niej pomyślał, to znaczy, że nie czuła tego samego co on, gdy złapała go za rękę.
Bo wiesz... Joy... czasem ludzie robią rzeczy, których sami nie rozumieją...
Kłamałam, grałam i tak dużo ukrywałam przed światem. Chciałam uciekać wieczorem z domu i wracać nad ranem. Chciałam ryzykować, chciałam się bawić i przede wszystkim chciałam żyć.
Żyć w zgodzie ze sobą.
- Raczej ja z tobą pomęczyć, nie ty ze mną. - odparłam.
- Rany, zamknij się Mal. Właśnie zepsułaś moment, gratulacje.
- Jaki moment, kretynie?
- Moment, w którym całkiem lubię twoją obecność, cholera.
Rozstania nigdy nie były łatwe, a nowy początek brzmiał dobrze tylko wtedy, gdy patrzyło się na niego powierzchownie. Nowość nie równała się przecież z poprawą. Każdy z nas potrzebował miejsca, do którego mógł wrócić, aby na moment zapomnieć o szarej rzeczywistości.
Tak naprawdę jednak bałam się tego, co było realne. Bałam się prawdziwych uczuć i emocji, prawdziwego dotyku. Dlatego wystraszyłam się, gdy Archie złapał mnie za rękę poza sceną, kiedy nie grał mojego kochanka. Może obawiałam się, że mógłby naprawdę się nim stać? Może bałam się, że nie będę umiała zadbać o jego uczucia?
- Nie zawsze wszystko trzeba mówić wprost, wiesz? Czasem te najpiękniejsze uczucia są ukryte między wierszami. Mówienie na Odettę "różyczka" było małym sygnałem od księcia, który chciał jej powiedzieć, że uważa ją za piękną.
Czasem warto zaryzykować, zwłaszcza jeśli nie ma się nic do stracenia.
Nie zasłużyłam na ciebie. A ty nie zasłużyłeś sobie na to, abym tak po prostu łamała ci teraz serce.
- Ja też ci ufam, Charles.
Ale za plecami krzyżowałam palce. Nie było na tym świecie osoby, której bym ufała.
- Nie bój się tego, kim jesteś, ró... Diano. - Zakrztusił się, a gdy tylko opanował kaszel, zerknął na mnie przelotnie.- Nie musisz cały czas grać w nieistniejącym przedstawieniu.
Na początku się ciebie bałam, Charlie, i sama nie wiem, czy to już minęło. Obawiałam się naszej relacji, obawiałam się tego, że będę musiała być tak blisko ciebie, a przecież nie jestem stworzona do bliskości.
Zasypiając marzyłam, że kiedyś wreszcie przestanę udawać. Marzyłam, że na mojej drodze w końcu pojawi się ktoś, kto mnie tego oduczy. Ktoś, kto nigdy niczego przede mną nie ukryje, ktoś, kto odpowie mi na każde dobranoc, ktoś, kto przytuli mnie na pożegnanie i codziennie będzie przypominał mi o tym, że mnie kocha.
Nie tylko czyny przypominały sercu o miłości. Czasem potrzeba było też czegoś tak prostego jak słowa.
Każdego lata płakałam, Charlie.
Bo przecież każde spojrzenie w tył to ślepy krok w przód.
- Wyobrażasz sobie świat, w którym nigdy nie musielibyśmy się buntować? W którym bylibyśmy wolni?
Charlie znów spojrzał mi w oczy, a na jego twarzy pojawił się blady uśmiech.
- Kiedyś taki stworzymy, Diana.
Każdy z nas się urodził, każdy więc doświadczy tego gorzkiego odejścia i pozostawi pustkę w sercu tych, którzy cenili naszą obecność. Niekiedy śmierć jest postrzegana jako ucieczka od tego beznadziejnego świata, ukrócenie cierpienia czy jednakowo wydeptana droga do przezwyciężenia ciążącej na nas starości.
Jak miał podważać wiarę w los w momencie, w którym ten jeden, niekontrolowany splot zdarzeń sprawił, że na sekundę zapomniał, jak bardzo nienawidzi muzyki? Zamiast tego skupil się na tym, jak mocno jego serce zaczęło kochać.
Jeśli robisz coś, o czym innym się nawet by się nie śniło, od razu jest to uważane za dziwne.
Nie wydaje ci się, że słowa wypowiedziane tak prosto z serca są o wiele silniejsze niż te wypowiedziane z automatu lub potrzeby chwili?