cytaty z książek autora "Julia Armfield"
Dawniej myślałam, że istnieje coś takiego jak pustka, że istnieją na świecie miejsca, do których można się udać i być tam zupełnie samemu. Zresztą nadal uważam, że to prawda - błąd w moim rozumowaniu polegał na założeniu, że samotność to miejsce, do którego można dotrzeć, a nie takie, w którym ktoś musi cię zostawić.
Podmorska głębina to nawiedzony dom: miejsce, gdzie rzeczy, które nie powinny istnieć, poruszają się w ciemnościach.
Wiesz - dodala z doniosłością licznych wypitych tego wieczoru szklanek whisky - uwielbiam, jak wchodzę do kina, gdy jeszcze jest jasno, a potem wycho dzę już po ciemku. Zawsze myślę wtedy o tym, że miasto nigdy nie jest takie samo. W sensie że wszystko ciągle się zmienia. Każdy wieczór, każda minuta przemija i nie już nigdy nie będzie identyczne".
Złap mnie za gardło, kiedy będę dochodzić - powiedziała mi kiedyś - w ten sposób poczujesz te odgłosy, zanim je z siebie wydam.
Krew to w zasadzie mieszanka sodu, potasu i wapnia; mniej więcej to samo co woda morska.
Życie nie wyczołgało się z morza - żartował - po to, żebyś ty się teraz obijała".
prawić. Jako hipochondryczka, gdy wpadam w panikę, przeważnie powtarzam sobie, że to minie: w pewnym momencie ta pewność, że mam guza mózgu albo wrzód żołądka, albo jakąś chorobę zwyrodnieniową nerwów, zacznie ustępować - innymi słowy: w pewnym momencie ta zła sytuacja dobiegnie końca. Tak więc gdy kiedyś naprawdę wydarzy się coś złego, łatwo to zlekceważyć, bo do pewnego stopnia uwarunkowałaś się już w taki sposób, żeby zakładać, że to nieprawda. I gdy wreszcie zaczynasz to brać na serio, ogarnia cię zgroza, z którą nic nie może się równać, bo tym razem niestety nie będzie jej końca.
Otaczająca nas przestrzeń to na wpół zaciśnięty szpon, który trzyma mocno, ale nie do końca miażdży.
(...)kochanie to coś, co każdy robi z osobna i za pośrednictwem odrębnego zestawu oczu.
Spojrzałam na nią, zamrugałam, odwróciłam wzrok. Nie przyszło mi do głowy, że bardziej przywykłam opowiadać takie historie Miri. Bo w myślach chyba często opowiadam jej różne rzeczy, rejestruję informacje i zaobserwowane sprawy, żeby potem się z nią podzielić. Nawet uwięziona tam, w dole, nie zarzuciłam tego przyzwyczajenia: starałam się wszystko zapamiętać, by potem jej o tym opowiedzieć. Chyba utrwaliłam sobie ten nawyk - tak jakbym postrzegała rzeczywistość nie tylko dla siebie, ale i dla niej. Choć teraz, gdy o tym piszę, wcale nie jestem taka pewna, czy chcę, żeby ona wiedziała. Nie mogę się zdecydować, czy chcę się dzielić tą historią.
Żałoba jest samolubna: znacznie bardziej niż utraconą osobę opłakujemy samych siebie, bo teraz przyszło nam żyć bez niej.
Łatwiej - tak sądzę - wierzyć, że życie jest niewyczerpane oznacza uznać Nie w sensie, że ma się w nim tyle możliwości albo że bez względu na wiek czy etap życia można realizować osobiste marzenia, ale raczej że wszystko, co nudne i co dzienne, przydarzy ci się jeszcze wiele razy. Przystawić pieczątkę z terminem do nawet najbardziej nużących czynności - do tego, ile razy wyskoczysz jeszcze po kawę, ile razy będziesz rozmrażać lodówkę prawdę o świecie w sposób, który nie różni się od tortury Bo w rzeczywistości każdą czynność wykonamy tylko określoną liczbę razy i wiedza o tym w niczym nam nie pomoże. Moim zdaniem domaganie się poznania tej liczby - domaganie się poznania liczby codziennych punktów do odhaczenia - jest bezcelowe. Co to da, ze pokażą nam wszystko matematycznie, gdy zamiast tego możemy po prostu wyobrażać sobie, że dany nam czas jest nieograniczony?
Uważałam, że można nauczyć się tyle, by umknąć przed paniką niewiedzy, teraz jednak dociera do mnie, że człowiek nigdy nie zdoła się dowiedzieć dość, aby zapewnić sobie ochronę.
Trudno znaleźć równowagę pomiędzy tym, co jesteś w stanie zaakceptować, a tym, za co masz ochotę komuś przywalić.
Tak często powtarzali nam, żebyśmy nie tracili nadziei, aż wreszcie życie z nią stało się niemożliwe.