Nadto pojawiło się takie utopijne i absurdalne przekonanie, że każdy może i powinien stać się przedsiębiorcą, a jeśli tego nie czyni i staje się pracownikiem najemnym, to nie powinien narzekać na swoją sytuację, bo sam jest sobie winny.
To też efekt ideologii neoliberalnej i panującego przekonania, że o pracowniku pomyślimy wtedy, kiedy się wreszcie jako nacja wzmocnimy gospodarczo, wzbogacimy, a na razie trzeba dbać o biznes, bo bez niego nic się nie uda. Ale oczywiście ten moment uznania, że trzeba wreszcie spojrzeć na kwestie sprawiedliwości społecznej od strony pracownika, nigdy sam z siebie się nie pojawia. Bo nigdy biznes nie będzie czuł się na tyle bogaty, aby dobrowolnie wyzbyć się chęci wykorzystywania tej asymetrii, a zarazem wynikających z niej korzyści. Zawsze będzie można powiedzieć, że na dzielenie się zyskami i zapewnienie przyzwoitych warunków pracy i płacy jest jeszcze za wcześnie, że dopiero się dorabiamy, więc musimy się zgodzić na tę bolesną nierównowagę, oczywiście dla dobra wszystkich. Tymczasem potrzeba tu ingerencji czynników zewnętrznych, przede wszystkim państwa. Ale państwa, które jest gotowe stanąć po stronie słabszych i nie chce się podlizywać komukolwiek w imię jakiejś nieokreślonej przyszłej szczęśliwości.
Wizja "taniego państwa" sprawiła, że publiczny pracodawca, który powinien dawać wzór prywatnym przedsiębiorstwom, promowało nieludzki system, gdzie efekt ekonomiczny stawał się ważniejszy od człowieka. Po publikacjach obrazujących rażące przykłady patologii (na przykład na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu czy serii bankructw firm budujących drogi) w październiku 2014 roku zmieniono prawo o zamówieniach publicznych. Wprowadzono klauzulę społeczną, w myśl której cena miała nie być już najważniejszym kryterium w wyborze. Instytucje otrzymały możliwość domagania się od wykonawcy, aby swoich pracowników zatrudniał na umowę o pracę. Jednak w praktyce niewiele się zmieniło. Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, ustawa, która miała ukrócić niewłaściwy proceder poprzez nałożenie obowiązku zatrudniania na umowę o pracę, sprawiła, że wykonawcy, owszem, zaczęli dawać etat, ale w wymiarze na przykład jednej szesnastej. NIK ustalił też, że klauzule społeczne stosowano tylko w 2,3 procent umów zawartych przez jednostki samorządów terytorialnych. Natomiast w administracji rządowej klauzule stosowano w niecałym procencie (0,9 procent) wszystkich umów.
Jacek już wie, że cały ten biznes opiera się na prostej zasadzie: mniejszy koszt na dole, to wyższy zarobek na górze. Tak zresztą jest chyba wszędzie. Ale dopóki on jest już szczebel wyżej, to nie narzeka. Pracował na to bardzo długo.
Musimy radzić sobie sami. Dlatego, kiedy jest możliwość dorobić, to się zgadzamy. Życie nauczyło nas nie odmawiać.