Żadna kobieta nie chce przyznać, że jej małżeństwo się rozpadło. Pragniemy kochać osobę, którą niegdyś pokochałyśmy. Chcemy żyć nierealnymi marzeniami. Długo i szczęśliwie, jak w bajce. Odejście jest równoznaczne z przyznaniem się do porażki.
Powiedzenie o czymś na głos nie sprawi, że to się stanie.
To się dzieje kilkanaście razy dziennie, takie awantury przy każdej najmniejszej okazji, z powodu tak naprawdę niczego.
Jak to możliwe? Jak to jest, że tęsknię za nimi całymi dniami, wyobrażając sobie ich urocze buzie, ich słodkie uśmiechy, to, jak mnie przytulają, a potem spędzam z nimi dziesięć minut w samochodzie i odliczam sekundy do tego, aż pójdą spać?
Bez Willa nasze małżeńskie łoże rozrosło się do wielkości oceanu, połyka mnie swoją pustką.
Oto co potrafi zrobić śmierć. Wymusza intymność, a jednocześnie ją zabiera.
Negocjuję z Bogiem, w którego nie do końca wierzę: oddaj mi Willa, a ja nawet nie spytam gdzie on był.
Dopiero mamy kwiecień, a marzec jeszcze nie poluzował swych mroźnych szponów.
Jej opiekuńczość i waleczność są tak instynktowne jak oddychanie. Coś niesamowitego. Nie każdy rodzic ma to w sobie.".