Pragnienie i pragnienie. Cóż za więzienie! To cały twój świat. Uświadom to sobie wreszcie.
-Dałem ci mój adres? Dałem. To odwiedzisz mnie?
-Jasne, że odwiedzę.
-Kiedy?
Zawsze wtedy, kiedy będzie zaćmienie słońca, bo wtedy nie mam nic do roboty.
- Z kobitami to ja tu wolę nie zaczynać. Żeby mnie jakiś narzeczony nie przetrącił - powiedziałem. Bo co miałem Selpce czy komukolwiek na świecie tłumaczyć, że moje oczy widzą już tylko jedną kobietę i jej, tylko jej, chcę być u nogi wiernym psem
Nie poznawszy siebie, nie przeraziwszy się sobą - zaprawdę, nigdy z piekła sam nie wyjdziesz.
Książki się teraz na świecie wydaje, jak w sklepie resztę z drobnego banknotu. Większość z nich można sobie śmiało darować
Różne są sposoby okazywania komuś sympatii. Świat jest bogaty we formy, a i w treść niebiedny.
Kto potrzebuje pomocy, zawsze jej przedtem potrzebował, cały, cały czas, a jedynie sobie tego nie uświadamiał.
Rozdzierający
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy.
Ludzi można podzielić na dwa rodzaje: tych, którzy są wytworem świata, w którym żyją, i tych, którzy są wytworem samych siebie, którzy, choć świata nie zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie, a nie świat po nich.
Zrozum to, co powiem
Spróbuj to zrozumieć dobrze
Jak życzenia najlepsze te urodzinowe
albo noworoczne jeszcze lepsze może
O północy, gdy składane
Drżącym głosem, niekłamane.
- Co znaczy chcieć?
- Chcieć, że się tak wyrazi się, to najgorsza rzecz, jaką można chcieć. Chcieć, znaczy zawsze coś chcieć. Niekiedy prawie nic, ale to jest zawsze coś. Chcieć, znaczy zawsze coś chcieć mieć. Łaknąć. Pożądać. Żeby posiadać. Żeby być posiadaczem: ludzi, przedmiotów, ruchomości, nieruchomości, pieniędzy, talentu, sławy, podziwu od ludzi, podziwu do ludzi, pamięci, zapomnienia, wiedzy, myśli, uczuć, pragnień, nadziei, wierzeń, wrażeń, wyobrażeń i co tam jeszcze zostało w spisie inwentarza, który jest listą bez końca. Posiadając nakładasz sobie pęta, zakuwasz się w dyby, niewolisz się, stajesz się niewolnikiem tego, co posiadasz. Z posiadania nieuchronnie wynika lęk przed utratą tego, co posiada się. Wynika z tego, że to co posiadasz, to przede wszystkim lęk. Lęk to chaos, to ślepota, to ból, to nieszczęście. Chcieć zatem, znaczy zawsze w efekcie chcieć nieszczęścia.
Pozostaje wszystko. Całe bezgraniczne szczęście. pozostaje życ. Po prostu i cudownie: życ. Nie: chciec życ, lecz: życ. Jeżeli ktoś chce życ, to znaczy, że chce życ, a to znaczy, że nie żyje. On nie żyje. On chce życ. Kto chce życ, boi się własnego cienia. Boi się wszystkiego. Życie w lęku nie jest życiem. Prawdziwe życie i lęk nie chodzą pod ręką jedną drogą pod tym samym niebem, gwiżdżąc tę samą piosenkę. Życ to po prostu życ, ani chcąc, ani nie chcąc. Prawdziwie życ to życ i nawet nie nazywac tego życiem. Bo po co? Czy życie potrzebuje siebie nazywac życiem? I czy życie chce życ? Życie ani chce życ, ani nie chce. Życie żyje.
A myśl o śmierci, o śmierci myśl, w tej pierwszej chwili, zanim o niej pomyślę - jest nie do pomyślenia.
Ja świata nie zmienię - powiedział Michał Kątny - ale i on mnie nie zmieni.
Coraz częściej zdarzało mi się to zjawisko, ten fenomen, że jakaś normalna chwila stawała się w moich oczach uroczysta.
Bo to, co masz za sobą, tam nie pozostaje, okrąża cię ze wszystkich stron, wybiega do przodu i oto staje przed tobą.
Pięknie jest na świecie, kiedy ustąpi mgła i przeczyszczą się z niej oczy i przeczyszczą się z niej usta, i widać jest świat, i oddychać jest świat i uwielbiać jest świat.
Oto moja matka. Myślę, że myśl o tragizmie ludzkiego istnienia, nigdy jej nie wpadła do głowy, i tak jest w przypadku większości ludzi. Ból metafizyczny nigdy ich nie przeszył, ale nie dlatego, że nie mają na to czasu zajęci nieustanną pracą, tylko dlatego, że tak są psychicznie zbudowani, że zostaje im to oszczędzone.
Oto błogosławieństwo ludzi prostych. Dla nich jest tak, jak jest i nie ma w nich miejsca na zwątpienie. Można powiedzieć, że mają w sobie tyle ton wiary, że nie potrzebują miligrama nadziei.. Tak broń Boże nie sądzę, tylko próbuję zrozumieć ten fenomen.
Nie jest chyba ciężko umierać, kiedy się nie umiera samemu.
Dwadzieścia pięć lat temu na przykład nie było mnie zupełnie. Nie istniałem. Może istniałem w czyimś marzeniu, to może być możliwe i to jest dla mnie strasznie miła myśl. Strasznie pięknie mnie ta myśl obezwładniła, że może istniałem w czyjejś tam głowie marzącej, dwadzieścia pięć lat temu, kiedy mnie jeszcze nie było, kiedy żadnej fotografii mojej nie było, kiedy mnie jeszcze żadne oko nie widziało ani żadna woda nie odbiła. To jest dla mnie strasznie piękna myśl i kołysząca.
Można być mądrym, ale nigdy się nie będzie za mądrym i zawsze można od każdego się czegoś nauczyć, od najgłupszego. Ale są niektóre rzeczy, w których nikt nikomu nic nie pomoże, w których na nic się zda mądrość i nauka drugiego. Bo trzeba do nich dojść samemu. Własnym rozumem, własnym wyczuciem, własną stopą wydeptać. Własnymi nieszczęściami. Jest kilka takich rzeczy, gdzie trzeba być samoukiem. I między innymi to: który dzień jest najważniejszy? Na który dzień trzeba stawiać? Na wczoraj, na dziś czy na jutro?
Byli tacy, co rodzili się. Byli tacy, co umierali. Byli też i tacy, którym to było mało.
Najgorzej za dużo chcieć. Wtedy potrzebom nie ma końca.
Więc to zawsze życie ociera się o śmierć. A nie odwrotnie. Kiedy umrę, w co nie wierzę, więc kiedy umrę, nie ja będę muskał życie, ale życie muśnie mnie, kiedy ktoś żywy o mnie pomyśli. Może ty, który w tej chwili nienarodzony jeszcze, ty, który w tej chwili, już narodzony, pomyślałeś o mnie w tej chwili, kiedy mnie już nie ma.
Do prawości człowieka prawego należy to, że kiedy jest mu bardzo ciężko, uchodzi jak ranne zwierzę na ubocze i tam w cichości i samotności liże rany, i kiedy jako tako wyliże się, wtedy dopiero pokazuje się ludziom i światu na oczy. Nie wcześniej.
Nie ma dla mnie i nigdy już nie będzie niczego bez bólu. Ta sprawa nie jest skomplikowana, ja ją rozumiem, to jest prosta sprawa, tylko wszystko polega na tym, czy ja wytrzymam ten ból, który na mnie polega, czy go zniosę, bo to jest wielki ból, straszliwy i nieodwołalny. Patrzeć bolało mnie, słuchać bolało mnie, oddychać bolało mnie, bo zaczynałem żyć istnieniem potężnym wszechogarniającym rozciągającym mnie. [...] Kiedy słuchałem, za dużo słyszałem, chóry, chóry. Kiedy oddychałem, czułem ten dziwny smak powietrza, czułem, jak atomy bombardują mi podniebienie, słyszałem w gardle hałas, zgiełk powietrza. I wszystko było słynne, najbłahsza rzecz, przedmiot, kubek na stole, firanka w oknie, buty w kącie, kiwanie palcem u nogi, garnek na płocie, wszystko było słynne.
Nie próbowałem z nikim nic nawiązać, ale w ogóle jestem taki, że wolę bardzo chętnie nic nie mówić. Nie dlatego, że nie mam nic do mówienia, odwrotnie, bardzo odwrotnie, ale komu mówić, komu opowiadać, kto na to zasługuje? Dlatego wolę już słuchać chociażby. Raz słucham uważnie, raz nieuważnie, a jak nie ma co słuchać, to idę się przejść, a jak jest żarcie i picie przy stole, to siedzę i jednym uchem słucham, a drugim wypuszczam, jedząc sobie i popijając.
Całą jaskrawość można zobaczyć całym ciałem i całym tym, co nie jest ciałem. Całą jaskrawość można zobaczyć całą jaskrawością. Z tego wynika jaskrawie, że, kiedy mówię 'zobaczyć', to jest to niedokładne. Całej jaskrawości się nie widzi, to znaczy nie tylko widzi, ale i słyszy, czuje, dotyka, smakuje, oddycha, śni, jawi, nawet rozumie. I tak dalej, i tak dalej. To wszystko z osobna i jednocześnie. Wtedy.
Ach, pomóż wspomóż dopomóż ty- jedyny jedyniutki wyjątku czuły- odeprzeć tłumne pospolite armie reguły, i ach, cudne manowce, dźwignąć się, powstać, z-podeptanych-przez-demony-powstać, z fatalnego opętania się odpętać (...) i naprzód iść, naprzód zawsze i niesłychanie.
Prawdziwie żyć to żyć i nawet nie nazywać tego życiem. Bo po co? Czy życie potrzebuje siebie nazywać życiem? I czy życie chce żyć? Życie ani chce żyć, ani nie chce. Życie żyje.