cytaty z książki "Czuły barbarzyńca"
katalog cytatów
(...) jego życie to wezwanie, by w jego ślady poszli ci, którzy sądzą, że życie warte jest jeszcze tego, aby je przeżyć w pełni.
Można więc powiedzieć, że przeciętni ludzie działali na niego inspirująco, ich ograniczony egoizm pobudzał go jak ostroga, był kimś innym, aby ubierając się tak samo jak oni i jak oni chodząc do pracy, gardzić całym tym allzumenschliches, aby za pomocą rozsuwanej drabiny swojej wyobraźni wznieść się ponad resztę i stanąć na ostatnim szczeblu, wśród pięknych burzowych chmur...
Vladimira wprawiała w zachwyt betoniarka i jej zawartość, kocioł ze stygnącą smołą, młot pneumatyczny, butla acetylenowa, której przewody i palnik pomrukują cichutko, emanując niebieski płomień, lut blacharski, lutownica, biały szron pokrywający ladę zamrażarki, malarz pokojowy i ślady farby na gazetach, zaschnięte plamy spermy na spodenkach gimnastycznych, zakrwawione prześcieradło...
Pisanie było częścią jego psychoterapii, ponieważ kiedy pisał wentylowal za pomocą dłoni rozgrzany kocioł swojego mózgu... Ale im dłużej Vladimir pisał, tym szybciej opuszczały go te jego dolegliwość i kompleksy.
Agonia i ekstazy były dla Vladimira jedną i tą samą parą drzwi, przez które wchodzi się i wychodzi, ponieważ dla Vladimira wejść znaczyło umrzeć, a odejść- żyć.
Vladimir dał się namówić przyjaciołom, żeby pójść z nimi szukać natchnienia w plenerze, w świecie zjawisk.
...nie każdy może zostać artystą, ale zato każdy ,komu przyjdzie ochota, może dorysować sobie to, co zobaczy wśród plam.
Rzeczywistość wyprzedza mnie... jeszcze dziś wieczór spróbuję ją dogonić...
Zresztą tak, jak z tą obrączką, Vladimir postępował ze wszystkim, nawet ze swoim życiem. Przed pięciu laty, w dzień świętego Mikołaja, który również z ochotą i miłością dzielił się wszystkim co miał, Vladimir, eksperymentując na sobie samym, nie przypuszczał, w swojej prostocie ducha nawet nie mógł przypuścić, że zawiedzie ostatnie ogniwo związku przyczynowego, ta ostatnia upragniona obrączka... a klamka szczęknie zwodniczo... i sznurek zaciśnięty na jego gardle zaciśnie się jeszcze bardziej... ale tym razem ludzkie ręce nie przyszły mu z pomocą, jak tyle razy przedtem... i Vladimir skoczył na głowę z grobli istnienia w samo serce wieczności.
Kiedy Vladimir żenił się po raz drugi, w Krumlovie, poprosił mnie, żebym był świadkiem. Lecz co za niespodzianka, kiedy uruchomiłem auto, nie mogłem w żaden sposób wydostać się z Pragi, ponieważ przybyły do nas sprzymierzone armie, żeby likwidować to, czego wcale nie było. Wróciłem więc do domu i poszedłem na wystawę w Ujeżdżalni Wallensteina, dobijałem się do drzwi, ale wystawa została odwołana z powodu przybycia wojsk. Kiedy dowiedział się o tym Egon Bondy, krzyczał: Kurwa fiks! Ten Vladimir! Czy ja będę miał kiedyś takie szczęście, żeby z powodu mojego ślubu tyle armii opuściło koszary?
(...) że to piękne przesłanie, wzgardzić ojcem i żyć samemu z siebie tylko i jedynie kompleksem syna, nie mieć żadnego wzoru poza sobą, ale też nigdy nie stać się samemu wzorem, a jeśli już, to takim, którego istotą jest pogarda dla wzoru, żyć zatem na koszt własny i Wszechświata, prowadzić niekończącą się wojnę z samym sobą, zawierać pokój, który nigdy nie wejdzie w życie, stale być w stanie twórczego napięcia i upojenia.
Vladimir nienawidził pieniędzy. Jak dostawał zaliczkę, to zaraz ją przepuszczał, a potem przez resztę miesiąca musiał pożyczać dzień w dzień tu dziesięć, tam dwadzieścia koron, wypisywał starannie na szafce nazwiska wierzycieli, którym sumiennie zwracał zaciągnięte długi, gdy brał wypłatę: zawsze stał i każdemu oddawał, co mu był winien. Potem stawał z resztą pieniędzy w dłoni i ze śmiechem mawiał: A z tym co? Mam to wrzucić do pieca? Czy przepuścić? Przepuszczał tę resztę i był szczęśliwy, kiedy pożyczył w nocy sześćdziesiąt halerzy na tramwaj albo na papierosy, a potem wracał do domu na piechotę.
Kiedy dostał kilka tysięcy za ilustracje do książki, wpadł w przerażenie... Dwa tysiące dał matce, dwa teściowej, parę setek natychmiast wydał, a kiedy matka, pewna, że Vladimir ma pieniądze, wyjechała, żeby przekonał się, jak mu się będzie bez niej mieszkać, Vladimir z furią maniaka przepuścił resztę pieniędzy i odetchnął z ulgą dopiero wtedy, gdy znowu mógł pożyczyć sześćdziesiąt halerzy na tramwaj.
Ale też nie o "dzieło" chodziło w tych "zdarzeniach", lecz o pobudzenie wrażliwości i wyzwolenie kreatywności ich uczestników.
Ja także wgryzałem się w nowe obszary pisania i rozumienia, można powiedzieć, że przezwyciężałem automatyzm psychiczny za pomocą realizmu, powrotu do przeżyć i faktów.
Przenieść surową materię prosto do sfery transcendencji.
Tak więc Vladimir potrafił niespodziewanie hipnotyzować ludzi, tak jak tygrys hipnotyzuje króliki.
Zawsze potrafił zachować dystans wobec wydarzeń, w które jednocześnie angażował się bez reszty.
Wprowadzili tam radzieckie metody, według których najlepsza na lekkie zaburzenia jest kuracja przez pracę.
Zdawało mi się, że jestem specem w tych sprawach, bo kieruję się wskazówkami starożytnych gnostykow, którzy twierdzili, iż warunkiem rozwoju życia duchowego jest wyuzdanie seksualne.
Tak więc całe życie Vladimira przypominało pracę ludzkiego serca, które myśli. Przywiązywał wagę tylko do tych przeżyć, które mógł spożytkować. A zatem nie do wszystkich, lecz jedynie do tych, które poruszały jednocześnie jego intuicję i intelekt.. Za kryterium służyło mu zawsze drżenie i dzwonienie w całym ciele, system sygnałów, który towarzyszył mu od dzieciństwa, to, co było na początku istnienia, plazmy, płynące nasienie, które wszystkimi pępowinami powraca aż do gładkiego, pozbawionego pępka brzucha pramatki Ewy.
Względne wyzwolenie doprowadziło go do absolutnego zniewolenia, które nie potrzebuje, ani wytłumaczenia, ani uzasadnienia, w którym człowiekowi jest tym, którym jest.
Tak przekroczył granicę, wkroczył tam, wzniósł się ku temu, co nas przerasta.
Wskoczcie bez lęku, głową naprzód, do bezpowrotnej teraźniejszości, bo tylko tak, w mgnieniu oka, znajdziecie się w samym sercu wieczności.
Życie Vladimira to wezwanie, by w jego ślady poszli ci, którzy sądzą, że życie warte jest jeszcze tego, aby je przeżyć w pełni.
nikt na świecie nikomu nie wybaczy, że chce żyć w pokoju kosztem pijaństwa, a zatem całego świata...
Doktorze, kto przestaje ze zwierzętami, tym samym przestaje z Bogiem, bo za jednym zamachem łączy ze sobą, jednoczy to, co najniższe z najwyższym i w ten sposób zamyka krąg,...
Jest Pani różowym prosiątkiem w kolorze więdnącej piwonii".
...nikt na tym świecie nikomu nie wybaczy, że chce żyć w pokoju kosztem pijaństwa, a zatem całego świata...
Przez chwilę było cicho, po chodniku tam i z powrotem kroczyły czyjeś nogi, szybko, to znów powoli, zgodnie z tym, jak każdy z ludzi niósł obok sutereny Vladimira swój los...
A kiedy rozległ się kilkakrotnie wśród nocy jego triumfalny śmiech, ostatnie zmarszczki zniknęły z jego twarzy, wyczerpała się maniakalna energia i zakończył się dzień roboczy, żeby trwać nadal na innych poziomach, w strefach delirycznych marzeń i zwielokrotnionych snów.