- Właśnie. Byłaś, no nie wiem...- Zacisnął pięści , a potem nimi potrząsnął. - Sztywna? - Spięta. Przez cały tydzień ani razu nie zapaliłaś ze mną jointa. - Nie palę jointów. - No dobra, ale nawet jak chciałem, bo ja wiem, zrobić przerwę na coś do żarcia, zachowywałaś się, jakbym zaproponował, żebyśmy zwiali z budy i dali sobie w żyłę.
Lubiła Kevina, a przynajmniej lubiła go bardziej, niż on lubił sam siebie. Miała ochotę mu powiedzieć, że liceum przypomina trochę sztukę, w której wszyscy mają z góry przydzielone role i jemu trafiła się jedna z bardziej parszywych. Jeśli zdoła dotrwać do studiów, będzie mógł spróbować swoich sił w nowym przedstawieniu, w którym nie brak porządnych ról dla takich jak on.
- Świetnie. W takim razie powiem ci tylko, że nie ma znaczenia kto jest winien. Wina to tylko sposób liczenia punktów, a dorośli nie grają w takie gry. Dorośnij więc synu i rusz dupę z łóżka.
Po napełnieniu baku pojechali do Safeway, gdzie kolejka ciągnęła się przez cały parking i dalej przez półtorej przecznicy. Przesuwała się mniej więcej w takim tempie, w jakim rośnie trawa, schnie farba albo gotuje się garnek wody, a zimowe słońce świeciło dokładnie pod takim kątem, że wydawało się wdzierać prosto do mózgu. Mogłeś obrócić się do niego plecami, lecz wtedy nie widziałeś, że kolejka się przesuwa, i wszyscy zaczynali na ciebie wrzeszczeć, jakby następny metr był jedyną rzeczą dzielącą ich od cudownego ratunku przed kataklizmem.
Zaraz po drugiej stronie bramy wisiała niewielka tablica pamiątkowa, głosząca "Lotnisko Sand Point było końcowym punktem pierwszego przelotu wokół Ziemi w roku 1924". Jeszcze jeden mały element zupełnie nieistotnej historii, aspirujący do wieczności, skazany na zapomnienie. Koniec świata obnażył bezsens istnienia wszelkich tablic pamiątkowych.
Drzewa iglaste były nieoficjalnym symbolem północno-zachodniego wybrzeża: nieśmiertelne jak wampir, zielone niezależnie od pory roku. Można powiedzieć, że były metaforycznie nieuczciwe: składały obietnice wiecznej młodości, których nie mogły dotrzymać.
Z czasem potrzebujesz coraz większej dawki wrażeń, żeby poczuć to, co na początku.
Odkąd pamiętała, ojciec klął przy niej jak szewc. Istniało nawet nagranie, na którym jej pierwszym krokom towarzyszył powtarzany w kółko triumfalny okrzyk: "Ależ ten jebany dzieciak zapierdala!". I choć mama z całych sił wojowała z ciągłym strumieniem wulgarności, straciła prawo do osądzania kogokolwiek, gdy wyniosła się z miasta.
Po raz pierwszy przyszło jej to do głowy, gdy stała pod prysznicem. Leniwa myśl - ile jeszcze pryszniców zdąży wziąć w życiu? /.../ Ludzie mówili o tym, że ich dni są policzone - a raczej policzalne - było wszystko. Każdy film oglądałeś po raz ostatni, przedostatni, najwyżej trzeci od końca. Każdy pocałunek przybliżał cię do ostatniego. Strasznie było patrzeć na ten coraz bardziej przerażający świat przez taki pryzmat.
W pustej pracowni fotograficznej włączyła swój ulubiony album Sigur Ros i pozwoliła, by jej umysł wśliznął się do tego osobliwego miejsca będącego zarazem całkowitym skupieniem i całkowitą nieświadomością, której potrzebujemy do tworzenia.
Jej nadzieja na to, że Andy i Peter wezmą na siebie część obowiązków, okazała się marzeniem ściętej głowy. W przypadku Andy'ego na przeszkodzie stanął charakter - chłopak po prostu nie miał głowy do zarządzania /co być może najlepiej ilustrował fakt, że z samego rana przyłapała go na paleniu jointa z hipisami/. Ostatecznie zleciła mu malowanie transparentów, przy którym mógł się wykazać swoją narkotyczną kreatywnością. Peter z kolei sprawiał wrażenie, jakby brakowało mu energii, by robić cokolwiek. Choć nie znała go zbyt dobrze, wiedziała, że coś mu leży na wątrobie.
Patrzyła za nim, gdy maszerował przez tłum. I wtedy to ją dopadło. Ignorowane od tygodni, ssące niczym silny głód uczucie. Zupełnie nowe, a zarazem doskonale znajome: połyskujące zielone pędy zazdrości, a głębiej, poniżej miejsca, w którym łodyga styka się z ziemią, wyschnięte, spragnione korzenie: miłość.
Krótka kariera podpalacza wystarczyła, by Andy niemal przestał się bać końca świata, bo sam stał się narzędziem. Nic nie może się równać z tym, co się czuje, oddalając się od czegoś, co płonie, i wiedząc, że rozpada się w pył, tak jak kiedyś rozpadnie się wszystko. Palili nie tylko świat materialny. Palili czas.
Nikt nie chce odchodzić z tego świata, żałując czegoś. Jeśli chcesz coś zrobić, zrób to. Bierz życie za jaja i wrzeszcz do niego, że istniałeś.
Peter otoczył ją ramieniem w pasie i mocno przyciągnął do siebie. Zauważyła już, że robi to zawsze, gdy się z nią nie zgadza: był to jeden z wielu przejawów jego niemal groteskowej czułości.
Mawiano, że żaden człowiek nie jest wyspą, ale Anita uważała, ze dotyczy to jedynie mężczyzn. Kobiety musiały być wyspami. Nawet jeśli ktoś zadał sobie trud przepłynięcia do nich i zejścia z pokładu, wkrótce odkrywał, że w środku wyspy stoi zamek otoczony głęboką fosą, z chybotliwym mostkiem zwodzonym, łucznikami na blankach i wielkim garncem wrzącej oliwy nad bramą, przygotowanym by ugotować żywcem każdego, kto ośmieli się przekroczyć próg.
Już teraz dało się zauważyć, że to materiał na piękną kobietę. Mimo to Anita zastanawiała się, czy chłopak zauważył poczucie niepewności umiejętnie skrywane pod dwoma pancerzami ochronnymi: bezczelnym zachowaniem i skąpym ubiorem. Może dostrzegały to tylko inne dziewczyny, podobnie jak to jest z tymi częstotliwościami, które słyszą jedynie psy.
Peter ani myślał wstać. Częściowo odpowiadał za to paraliż wywołany rozpaczą, która odbierała mu energię na cokolwiek. Ale to nie wszystko: w głębi duszy wiedział, że potrzebuje tego, co jego ojciec przygotował na zakończenie odliczania; tego wielkiego "bum", które mogło nastąpić jedynie w przypadku dojścia do zera. -...cztery, trzy, dwa, jeden. Jeden, Peter. W porządku: zero! -Drzwi z trzaskiem wypadły ze ściany, wąska listewka z drewnianej ościeżnicy uderzyła w podłogę. Ojciec wkroczył do pokoju zamaszystym krokiem rycerza, który właśnie zabił smoka. Czy to czyniło z Petera piękną królewnę?
- Zapewnili nas, że trzymają Samanthę razem z innymi młodocianymi i że ośrodek jest bardzo bezpieczny, ale nie powiedzieli gdzie się znajduje. Chyba się boją, że gdyby rodzice poznali lokalizację tego miejsca, pojechaliby tam i wysadzili ścianę albo coś. Biorąc pod uwagę okoliczności, pewnie mają rację.
W końcu zrozumiała, dlaczego symbolem miłości jest ten groteskowy pompujący narząd, nieustannie zagrożony zatorem albo zawałem: serce było silnikiem ciała, a miłość aktem ciała. Umysł mógł ci powiedzieć, kogo nienawidzić lub szanować, komu zazdrościć, ale tylko ciało - twoje nozdrza, twoje usta i szerokie czarne płótno twojej skóry - mogły ci powiedzieć, kogo kochać.
(...) żadna ilość cierpienia nie uchroni cię przed kolejnym.
(...) we wszechświecie panuje względna równowaga. Nie licząc wyjątkowych szczęściarzy i wyjątkowych pechowców, większość ludzi dostaje od życia mniej więcej tyle samo dobra i zła.
Czy w wielkim scenariuszu świata jeden pocałunek w ogóle coś znaczył?
Czy życie jest za krótkie? Jasne - nigdy nie wystarczy czasu, by zrobić wszystko, czego się chce. A zarazem nie - gdyby było dłuższe, doceniałoby się je jeszcze mniej niż teraz. Czy lepiej żyć głównie dla swojego dobra, czy dla dobra innych? Jasne, że dla własnego - szaleństwem byłoby brać odpowiedzialność za cudze szczęście. I jasne, że dla cudzego - egoizm to tylko jeden ze sposobów izolowania się, podczas gdy wszyscy wiedzą, że prawdziwe szczęście wiąże się z przyjaźnią i miłością.
(...) próba wytrwania we wściekłości na kogoś, kogo się kocha, jest mniej więcej tym, czym próba powstrzymania kostki lodu przed roztopieniem się w gorącej czekoladzie.
Nienawiść to tylko chwilowa nieumiejętność dostrzegania naszej absolutnej współzależności. Nie jest prawdziwa.