cytaty z książek autora "Stanisław Supłatowicz"
Ludzie wiodący żywot w brudnych osadach lub fortach, zepsuci łatwością zabierania nam ziemi, na pewno nie rozumieli nas i naszych zwyczajów. Ich religia mówiła, że kto nie wierzy w Boga, ten jest dzieckiem złego ducha i trzeba go zniszczyć. Nigdy nie mogłem zrozumieć białych, bo przecież wszystko, co Wielki Stwórca zbudował, jest jego domem oraz jego świątynią. Biali natomiast budują świątynię i tam umieszczają swego Boga, modlą się w niej, poza świątynią zaś czynią źle, kradną, zabijają, a Bóg im to przebacza [...].
— Sat-Okh
Serce Chippewaya
Będziesz tworzył z puszczą jedną całość, a gdy wyginą lasy - zginiesz i ty. Gdy wyginą na preriach bizony, zginiesz i ty, bo należeć będziesz do puszczy i prerii.
- Panie Rossignol! Wie pan zapewne, co to jest tajemnica wojskowa?
- O, tak. To taka rzecz, o której wiedzą wszyscy prócz wojska.
Kiedy czarownik umilkł, wszyscy zebrani na naradzie wodzowie wykrzyknęli:
- Jestesmy gotowi wyruszyć!
Ale czarownik rzekł:
- Wasze checi przynoszą wam zaszczyt. Ale isc może tylko jeden z was, gdyz stworzyć trzeba tylko jedno slońce. Wiecej słońc spaliłoby ziemię. Wojownik, który wyruszy, musi poniesc najwiekszą ofiarę, na jaką człowiek moze się zdobyć. Musi opuscić zonę i dzieci, ojca i matke, przyjaciół i swój lud. Nigdy nie powroci na ziemię, lecz bedzie musial wiecznie wędrować po sklepieniu nieba, trzymając na ramieniu tarcze, zawsze gotow do walki ze złymi duchami, które wciaz bedą próbowaly zgasić słonce. Będzie widział swoj lud i ziemie, ale nie bedzie mu wolno powrócić. Pozostanie na wieki samotny we wszechświecie.
Zanim wypalę swoja kaluti, gotow będzie człowiek, by zyć na ziemi."
Potem usiadl w poblizu pieca i spogladal na prerie i lasy, w których mial zamieszkać przyszly ich wladca.
Dym z fajki prostym slupem unosil sie w gore i rozplywal w blekitnym niebie. A kiedy ostatnia pukwana znikla w powietrzu, Wielki Duch wstal, zblizyl się do pieca i wyjal człowieka. Ale za krotko widac trzymal go w ogniu. Czlowiek byl blady, o slabych miesniach, malo wytrzymały, a jak i skora grzechotnika sprawily, ze czlowiek ten odznaczal sie zlym charakterem, podlym sercem i podwojnym jezykiem weza.
Nie o takim wladcy swiata myslal Manitou, nie takiego pragnal stworzyc.
Rozgniewany schwycił nieodpalona i nieudaną kuklę i rzucil ja w złosci hen, za Wielka Sloną Wode.
I tak powstal czlowiek bialy.
- O, dzielni mezowie! Jestem mlody, silny i sprawnie władam bronia. Mam mloda, piekną zone, ktorą kocham bardziej niz siebie samego. Mam chłopca, krew mojej krwi. Mam droga dobra matkę, której jestem podpora i nadzieja. Mam wielu serdecznych przyjaciół. Kocham swoj lud, pośrod którego ujrzalem świat i którego jestem nieodlaczną cząstka. Ale bardziej jeszcze niz zone, syna, matke, przyjaciól i swoje plemie kocham wszystkich ludzi. Nie mogę byc szczęśliwy, gdy widze, że oni cierpia. Pozbawieni slonca musza ginac. Gotów jestem isc, jakikolwiek czekalby mnie los.
Na nowo zabrał sie Wielki Duch do pracy i ulepił z gliny drugiego człowieka.
Przez cztery dni i przez cztery noce znosił drzewo z boru, lecz tym razem wybierał tylko gałęzie sosnowe.
Kiedy juz drzewo ulozyl i skrzesal ogien, poczuł wielki glod, ktory jak szakal szarpal mu wnętrzności. Poszedl więc Gichy Manitou w głąb puszczy, aby pożywic sie jagodami i owocami lesnymi i ugasic pragnienie źrodlaną woda.
Gdy powrocil do podnóża skaly, poczul swad i zobaczyl unoszacy sie z pieca ciemny, gęsty dym. Podbiegl Wielki Duch do wielkiego kamienia zasłaniajacego palenisko, odsunął go na bok i z wnetrza pieca wyciagnal czlowieka.
Byl przepalony, cały czarny.
Sosnowe drzewo zywiczne bylo mocniejsze, lecz duch slaby, a serce królicze.
"Taki czlowiek nie moze byc panem lasow i prerii. Nie o takim marzylem" - pomyslal Gichy Manitou.
Ujal wiec spalnego czlowieka i rzucil hen, za Wielka Wode, tam gdzie pionowo świeci słońce.
I tak powstal człowiek czarny.
A wielki Duch po raz trzeci przystapil do pracy.
Poszedl wiec znowu do puszczy i wybierał najlepsze, najczystsze kawalki drew, po czym z wielka starannościa ulepil z czerwonej gliny czlowieka smuklego, zgrabnego, o dumnie podniesionej glowie i ostrych rysach twarzy.
Wkladajac do pieca kawałki drzewa, mowil:
- Biala kora brzozy uczyni stopy twoje lekkimi i szybkimi. Galezie debu dadza moc i sile calemu twojemu cialu. Modrzew powiaze miesnie twoje mocno, aby odporne sie staly na wysiłek i trud.
Oblewajac drzewo wonną smola i zywica, mowil:
- Nie przejmie cie chlod nocy, a zimnem nie zmrozi ci krwi okrutny wiatr północy. Przejdziesz zapachem lasow i do nich bedzisz nalezal tak, jak do nich nalezy niedźwiedx i wilk, puma i ryś, lis i bobr.
Bedziesz tworzyl z puszcza jedna całość, a gdy wygina lasy - zginiesz i ty. Gdy wyginą na preriach bizony, zginiesz i ty, bo nalezec bedziesz do puszczy i prerii. A gdy one umra, ty powrocisz do mnie.
Ulozył na wonnych gałązkach leśnych glinianego czlowieka i dotknal drew swą kaluti.
Płomien buchnąl wysoko, okrywając ognistymi jezykami nowo ulepioną postac.
Wielki Duch czuwal przy kamiennym piecu i gdy nadeszła chwila, że czlowiek dostatecznie już był wypalony, skinął ręka prawa. Wtedy na ogień osiadła mgla rzeczna, ktora zagasiła czerwone plomienie. Stworca wyjąl z pieca człowieka o pieknych, posągowych kształtach i usmiech zadowolenia rozjaśnił mu twarz.
I tak powstal czlowiek o skorze koloru brązu.
Miał on w sobie moc lasow i siłę debu. Miesnie jego blyszczaly w promieniach słonca, a wiatr igral w jego czarnych włosach.