cytaty z książek autora "Izrael Joszua Singer"
Nieszawski rebe pragnął wykazać się przed nim swą wiedzą, właśnie dlatego, że jej nadmiarem poszczycić się nie mógł.
Z błyskawiczną szybkością, z gorączkowym impetem krowy, która zrywa się nagle z otępienia i pędzi na oślep, tratując wszystko co napotka po drodze, z nieokiełznaną porywczością, której nic nie zdoła powstrzymać, która wszystko przewraca, ziejąc wokoło gorącym oddechem, żądzą i pragnieniem walki, przeleciała wielki pokój, rzuciła się na słabą, bezbronną i wylęknioną rabinową córkę, i ostrymi pazurami wpiła się w miękki jedwab i pulchne ciało rywalki.
Dwie pary czarnych oczu, żarzących się i pełnych zachwytu wtopiły się w siebie, zapłonęły i zabłysły oddaniem się, szczęściem, i zdrętwiały jak w hipnozie.
Minister wyznań religijnych, hrabia Kierwic-Nawrotny, starszy, zniemczony pół -Węgier, pół-Czech, wyblakły, zblazowany, arystokrata i dworak, kretyn, dla których to walorów wyznaczono go właśnie na urząd ministra wyznań religijnych, zaklął siarczyście w trzech językach naraz, gdy hofrat Pescheles zaanonsował mu przybycie delegacji rabinackiej na audiencję.
Zważcie przeto bacznie każde słowo, zanim uczynicie wyznanie, albowiem szeroko rozwarte są wrota wiodące do piekieł, lecz wyjście z nich jest ciasne i wąskie.
Trwoga ogarnęła całą bóżnicę. Żydzi stali się bladzi, jak podczas ostatnich modlitw pod koniec postu w Sądnym Dniu. – Biada nam! Biada! - rozległy się jęki.
Nie było w niej nic z tego, co mogło pociągać oblubieńca, nie znała pieszczotliwych slow, zalotności ani nawet ruchów, które wabia, nęcą, roztkliwiają i zdaj ą się coś obiecywać. Milcząca, uległa i ociężała od wielkim stosem pościeli, tak długo jedynie czekała, aż wreszcie zasypiała i plotła przez sen.
Gdy znalazł się wówczas za raptownie zamkniętymi drzwiami, wepchnięty do sypialni, na czystej, lśniącej pościeli nie widział Serełe, swej młodej żony, lecz tylko biały nocny czepek, wstążki bijące czerwienią i rozpłomienione policzki, które przejęły go strachem, obawą, poczuciem obcości, wstydu i bezsilności.
Nie na sile fizycznej polega potęga Izraela, ale na głowie i rozumie.
Nie był wcale wrogiem Żydów, chciał tylko, żeby byli tacy, jak ich pamiętał ze swoich dziecinnych lat: w długich kapotach i pejsach, arendarze i kramarze wiejscy, całujący dziedzica po rękach, ulegli i czołobitni. Książę lubił wszystko, co dawne, tradycyjne, wszystko takie, jakie było za czasów jego przodków. Żeby pan był panem, chłop chłopem, a Żyd Żydem. [...] Nie cierpiał Żydów zapuszczających długie, szlacheckie wąsy, owych wyfraczonych bankierów, spotykanych na balach i przyjęciach, inteligentów, wciskających się wszędzie, plutokratów w pałacach i karetach. [...] Teraz jednak, gdy nastały inne czasy [czyli po odzyskaniu przez Polskę niepodległości] trzeba zaprowadzić inny porządek, jak za dawnych, złotych szlacheckich czasów. Pan ma wrócić do panowania, chłop do gnoju, a Żyd do noszenia worka na plecach.
Nie na sile fizycznej polega potęga Izraela, ale na głowie i rozumie. Zawsze Żyd był obrażany, wyśmiewany, prześladowany, a musiał milczeć, bo był wśród obcych, bo był jagnięciem wśród wilków.
Hrabia Olcha przysyłał na każde wesele we dworze swą karetę dla narzeczonego. Za to cadyk polecał swym chasydom, by głosowali na hrabiego podczas wyborów do parlamentu austriackiego.
Jak podczas wszystkich pożarów u Żydów w małych miasteczkach, panika była większa niż ratunek.
Już podczas pierwszych dni pobytu czuła, że mieszkańcy dworu nienawidzą się nawzajem, wygadują na siebie, że we dworze istnieją przeciwne sobie obozy, córki rozmaitych matek i synowe, które zazdroszczą jedna drugiej i nie znoszą się.
Żyd nigdy nie miał innej broni, niż pieniądz. To był jego miecz i włócznia.
Zawsze Żyd był obrażany, wyśmiewany, prześladowany, a musiał milczeć, bo był wśród obcych, bo był jagnięciem wśród wilków.
Jagnie nie może walczyć z wilkiem, bo wilk jest silniejszy. Gdyby Żydzi kroczyli "gojowskimi" ścieżkami, już dawno nie pozostałby po nich żaden ślad.
Obelga wyrządzona słabemu przez silnego nie dotyka ofiary, ale prześladowcę.
Nawet ze swymi trzema żonami rzadko kiedy zamienił słowo. A zresztą, o czym tu gadać z kobietami?
Nadeszła wiosna, wczesna, nabrzmiała i soczysta jak dojrzały owoc.
O ile przedtem pałano nienawiścią do obojga grzeszników, półniemej Cywii i przygłupiego Josego, o tyle teraz darzono ich współczuciem, otoczono ciepłem, miłością nawet.
Galicyjskim cadykom nie wystarczała gloria cudotwórców; chcieli jeszcze zaszczytów rabinackich.
- Nic nie wie się o samym sobie – odparł podsądny.
Życie to gra, lubi płatać figle.
Od czasu, gdy zazdrosny Kain zabił na polu swojego brata Abla, nie było ani jednego dnia bez wojny.
Wolność to tylko interes dla inteligentów, dających się wybierać na deputowanych przez pracujące masy.
W czasach szaleństwa rozsądek jest głupotą. Wśród szaleńców człowiek rozsądny jest wariatem.
Dr Karnowski nie doznawał tego uczucia swojskości, co jego ojciec. Jak każdemu przybyszowi z Niemiec ta swoboda i beztroska, a przede wszystkim nieład i swojskość były obce, czuł nawet wobec nich pewną niechęć. Lecz po latach wystrzegania się każdego słowa, ukrywania się ze swym wyglądem jak jakąś ułomnością, lęku przed własnym cieniem, było rozkoszą widzieć, jak jawnie i swobodnie zachowują się czarnowłosi, jak radośnie, bez obawy i wstydu, rozmawiają, śmieją się, spacerują. Wyprostował się i głęboko wciągnął gorące powietrze, po raz pierwszy od lat.
Teresa nigdy o tym nie mówiła, lecz tam, po drugiej stronie oceanu, cierpiała odkąd jej mąż stał się sławny. Była niespokojna, gdy wychodził i zazdrosna o każdą kobietę, z którą się spotykał, o każdą przychodzącą do niego pacjentkę. Spędzała noce bezsennie, w wielkiej udręce. Czuła się wiecznie zagrożona. Była przekonana, że jest przedmiotem szyderstw ze strony każdej kobiety, każdej pielęgniarki w klinice, z którą ma do czynienia jej mąż. Teraz, po latach, była znów spokojna o męża, znów z nią wychodził na spacery, siedział z nią w teatrze, ramię w ramię, nazywał ją "Terenią", "głupią kobietą" i "gojowską głową". Było to zadośćuczynienie za jej zmartwienia, biedę i obcość, nawet za ustawiczne bóle głowy.
- Dlaczego to zrobiłaś, matko? - pytał wielokrotnie. - Dlaczego za niego wyszłaś?
Teresa nie mogła tego słuchać.
- Jegor, nie wolno ci tak mówić o ojcu.
- Och, jak ja go nienawidzę - mówił w bólu - i on mnie nienawidzi również.
Teresa zatykała sobie uszy.
- Głupstwa mówisz, tatuś cię kocha nade wszystko w świecie.
- Nie, on mnie nienawidzi tak, jak ja jego - obstawał przy swoim Jegor. - Będzie tak zawsze, bo to tkwi we krwi, nie można tego zmienić.
Usiadł u nóg matki, całował jej ręce.
- Matko najdroższa - prosił - jedźmy do domu.