cytaty z książek autora "Anna Kamińska"
Najbardziej drażni ludzi to, że ryzykujemy życie dla czegoś, co wydaje się kompletnie bezużyteczne, nikomu niepotrzebne. Ale może to jest potrzebne tym, którzy to robią! Może oni po prostu potrzebują tego, żeby żyć.
Nie najsilniejszy zwycięża tylko zwycięzca staje się najsilniejszy.
Uważam, że radość jest uczuciem większym i cenniejszym, gdyż radość możemy ze wszystkimi dzielić, a miłość jest zaborcza, bardzo często egoistyczna i bardzo często nieszczęśliwa.
Obcuję z ludźmi jak najmniej, by zachować odrębność, odmienność swoją. To jedynie stanowi wartość. Kto dużo obcuje, z konieczności staje się w końcu podobnym do szarego ogółu.
czego nie mam, tego nie lubię.
Prawdziwa miłość to pełna akceptacja od mózgu po podeszwy. I jeśli się stawia dobro drugiej strony ponad swoje. Prawdziwa miłość jest silniejsza od zazdrości.
Gdybym posłuchała rad osób, które uważałam za mądrzejsze od siebie, to dzisiaj byłabym zwykłym mieszczuchem krakowskim, zgorzkniałym w tym całym światku, jaki tam był, i miałabym niespełnione marzenie, że mogłam mieć zupełnie inne życie.
Nie powinniśmy iść w góry lub w naturę, jeśli mamy z nimi walczyć, ale tylko wtedy, gdy z całego serca je kochamy.
Agresja u wszystkich gatunków wynika z lęku. Te gatunki, które mają groźną broń, czyli ostre zęby i pazury, wiedzą, czym dysponują, i używają ich tylko wtedy, gdy trzeba, a dwa delikatne gołąbki tłuką się agresywnie na śmierć.
To, czy zostaniemy w pamięci potomnych, zależy w dużym stopniu od naszej pasji - mówiła, budując własną legendę jako ikona himalaizmu. - Nie możemy wybierać tego sami, czy nas zapiszą, czy nie, trzeba działać.
Życzę wszystkim, którzy mnie słuchają, żeby osiągali w życiu swoje Mount Everesty.
I tu chcę powiedzieć złotą regułę dominacji, ponieważ ona jest ważna dla wszystkich zwierząt i dla wszystkich ludzi, a mianowicie, brzmi ona tak: nie najsilniejszy zwycięża, tylko zwycięzca staje się najsilniejszym. Jak to możemy przełożyć na nasze ludzkie stosunki? Jeśli synek albo nasza córeczka nie reprezentuje krzepy fizycznej, bezczelności, tupetu, to wcale nie znaczy, że jest ten dzieciak skazany na to, by się podporządkowywać, być wykonawcą poleceń, nie być nigdy nikim ważnym. Nieprawda. Jeśli pomożemy dziecku zdobyć pierwszy, drugi, trzeci sukces, wszystko jedno, w konkursie recytatorskim czy na podwórku itd., to hodujemy przyszłego zwycięzcę, a zwycięstwo z niego zrobi krzepkiego człowieka.
Jest jakaś granica tego, ile człowiek może przyjąć, a ile musi od siebie odsunąć, by żyć.
A przede wszystkim nie konsumowała życia, lecz traktowała je jak zadanie, a z czasem jak misję.
Polowanie, zabijanie zwierząt wyłącznie dla rozrywki, było i jest niegodne człowieka cywilizowanego.
Wszyscy myśliwi to zboczeńcy.
Pewnej nocy pracowałam długo w bazie. Wszyscy już spali. Wyszłam przed namiot. Góry stały ciche w świetle księżyca. Pluski wody, szelest kamieni, spokojny rytm księżyca. Wszystko było na swoim miejscu i tak harmonijne, że zrozumiałam: to tutaj jest moje miejsce. Oczywiście, nie chodziło o to, by zostać tam jako jeszcze jedna martwa, lodowa bryła, lecz w najpiękniejszej scenerii, jaką znam, cieszyć się życiem.
I tak jak zwykle, im mniej miała radości z życia, tym bardziej skłonna była do tego, by ryzykować w górach, idąc jak najwyżej w strefę śmierci. Im mroczniej na dole, tym większa chęć, by być w górze. Im mniej siły do życia, tym większa chęć, by igrać ze śmiercią.
Roztargnienie jest cechą geniuszy!
Czy alpinizm jest nieuleczalną chorobą? - zapytał Wandę dziennikarz przed jedną z jej ostatnich wypraw. Odpowiedziała: Tak.
Zakochałam się w alpinizmie - odpowiadała na pytanie, dlaczego chodzi w góry. - Punktem wyjścia jest miłość, a dopiero później człowiek zastanawia się, czy to wszystko ma sens.
Gdy schodzę z gór, płaczę - zwierza się Bogdan Stefko. - Wiem, że zbliżam się do ludzi i od razu zaczynam odczuwać złą energię. W górach się oczyszczam, a teraz znowu zaczynam wchłaniać całe zło tego świata, wiem, że wejdę w świat, w którym obowiązuje prawo dżungli. Jest mi przykro, że znowu będę musiał zderzyć się z tym, co mnie pochłonie, z wieloma zależnościami, jakie obowiązują w życiu, ale przede wszystkim szkoda mi tych przeżyć, jakie zostawiam w górach.
Nie da się obiektu miłości badać,jednocześnie wykorzystywać,chronić i jeszcze mu mówić,jak ma się rozwijać.I przy tym się nie pokłócić.
Uśmiechnij się do człowieka, bo możesz go już nigdy więcej w życiu nie spotkać.
Nie żyje się dla gór, tylko dla życia.
Ludzie to są skurwysyny, tak naprawdę to ja kocham tylko zwierzęta.
Każde wielkie nawiedzenie: literatura, sztuka, miłość erotyczna i zarazem metafizyczna, góry czy inne zajęcie uprawiane z samozaparciem, jest afirmacją siebie, jest wielkim egotyzmem, jest śpiewem radości życia twórczego, ale bywa też paliwem do autozniszczenia, jest przyzywaniem śmierci, jako ostatecznego ukojenia w lodowej jaskini, na najwyższej grani.
Śmierć w górach wydawała mi się wówczas bohaterska i wziośle tragiczna. Trochę po młodopolsku myślałam, że góry za miłość do siebie każą płacić cenę najwyższą.
Wydaje się, że nie ma racjonalnych powodów dla wielu wyczynów ludzkich.
Simona z Leszkiem stworzyli na Dziedzince swój świat, taki raj. Pięknie przeżyli swoje życie. Nic im nie było potrzebne do szczęścia oprócz tego miejsca, siebie i swoich pasji. Wszyscy tak chcą, ale nie wszystkim się udaje. Simonie się udało, miała odwagę realizować swój model życia.