Nagle przypomniałam sobie, że mam w kieszeni iPhone’a. To był mój mały sprzymierzeniec, który potrafił dodać otuchy w najtrudniejszych momen...
Nagle przypomniałam sobie, że mam w kieszeni iPhone’a. To był mój mały sprzymierzeniec, który potrafił dodać otuchy w najtrudniejszych momentach. Delikatnie wyjęłam go ze spodni, trzymałam w dłoniach, jakby to był magiczny artefakt zdolny odeprzeć wszelkie obawy. Mój iPhone był w pięknej złotej obudowie z napisem „Gucci”. Ta obudowa była dla mnie oznaką wyjątkowości i luksusu, a poza tym przypominała mi o wsparciu od mojej mamy, ponieważ dostałam go od niej na urodziny. W myślach zaczęłam skupiać się na każdym szczególe tego małego urządzenia, by móc odciąć się od rzeczywistości. Złoto na obudowie błyszczało, odbijając światło toalety i rzucając iskry na podłogę. Wyobrażałam sobie napis „Gucci”, który odznaczał się na tle blasku, emanując pewnością i stylem. Coraz bardziej skupiałam się na szczegółach: wygodnym chwycie telefonu, idealnie wyprofilowanych krawędziach i wyrazistych przyciskach, których użycie było prawdziwą przyjemnością. Myślałam sobie, jak to niewielkie urządzenie stało się dla mnie źródłem mocy i pewności w obliczu strachu. To była ikona, która przypominała mi, że jestem zdolna stawić czoła nawet najbardziej niepewnym sytuacjom. Chociaż dźwięki dobiegające z kabiny Nikol nie milkły, to wewnętrzny monolog zaczynał układać moje myśli w spójny porządek. iPhone stał się moim sposobem na zmierzenie się ze strachem, stworzenie pewnej oazy spokoju w obliczu nieznanego. Jego obecność była znakiem, że jestem gotowa sprostać każdemu wyzwaniu, jakie niesie przyszłość. W dłoni trzymałam telefon, który niczym talizman dodawał mi otuchy i pewności siebie w obliczu tego dziwnego i przerażającego zdarzenia.

































