cytaty z książek autora "Satu Rämö"
Hermann działał tak, jak się to robi w tym kraju. W końcu tu sprawy zawsze załatwia się w ten sposób. Ci, którzy mają władzę, bez najmniejszych przeszkód wymieniają się przysługami. Mur między nimi a zwyczajnymi ludźmi jest tak wysoki, że trudno zagrozić pozycjom posiadaczy największej władzy ekonomicznej, a co za tym idzie - politycznej.
Kotka, która mruczała jej przy nogach, od razu zrobiła unik. Potrafiła świetnie przewidzieć ruchy swojej pani. Czarna Rjómi miała dużą białą plamę wokół noska, i stąd się wzięło jej imię Śmietana". Przybyła do nich z gospodarstwa sąsiadów.
Ilość nielegalnej broni rosła z roku na rok. Policja już od wielu lat informowała legislaturę o problematycznym prawie dla kolekcjonerów, ale zapisu nie udało się zmienić. Sytuacja stawała się nie do zniesienia.
Pod ochroną niewidzialności można robić najróżniejsze rzeczy.
Wiele osób wyładowywało frustrację w mediach społecznościowych, niektórzy nawet bardzo agresywnie, chwycić za sztucer to jednak zupełnie inna sprawa, niż wziąć do ręki telefon. Zabicie człowieka nie jest drobnostką.
Hildur dostrzegła w rogu jednego z foteli czarny zwitek. Podniosła na wysokość oczu. Skąpe majtki z czarnej koronki. Było w nich więcej dziur niż materiału.
Kiedy spotyka się dwóch Islndczyków, zawsze zaczynają szukać możliwego powią zania. Pokrewieństwo, to samo przedszkole, wspólna uczelnia... Jakieś połączenie zawsze się odkryje. Jeśli Jón dobrze znał jej rodziców, na pewno coś by powiedział.
Kul ani broni nie można było nabyć oficjalną drogą bez ważnego zezwolenia. Sklepy musiały przed sprzedażą sprawdzić dane osobowe i odpowiedni dokument klienta. Nie cały handel był jednak legalny.
Przez lata pracy zauważyła, że sprzątaczki są dla ludzi jak powietrze. Ich pracę zauważa się dopiero wtedy, kiedy nie zostanie wykonana. Personel sprzątający chodzi z wózkami po biurach różnych firm, lotniskach i bankowych korytarzach. Ludzie rozmawiają w jego obecności o sprawach, o których w żadnym wypadku nie mówiliby, gdyby słuchał ktoś inny. Jakby w ogóle nie istniał.
Dwa tygodnie temu na Islandii doszło do tragicznego wypadku lotniczego. Awionetka spadła do morza niedługo po starcie i pilot zginął.
-Renifery? Strzelacie tu do reniferów? Hildur wyjaśniła, że polowanie na renifery to wielka narodowa rozrywka. Każdej jesieni państwo przyznaje myśliwym kilkadziesiąt zezwoleń na odstrzał. Ponieważ liczba myśliwych przekracza liczbę zezwoleń, organizowana jest loteria. Jeśli ktoś ma fart, wygrywa pozwolenie na zastrzelenie renifera pod obserwacją oficjalnego kontrolera. Mięso islandzkiego renifera to rzadki przysmak. Jesienią mrozi się je, a potem wyjmuje na Boże Narodzenie albo na sylwestra. Nie można go dostać w sklepie, więc żeby je zdobyć, trzeba znać kogoś, kto uzyskał zezwolenie.
Człowieka takiego jak on, samotnego i bez szkoły, nikt nie uważał za godnego zatrudnienia na stałe. Jak to lubiła mawiać jego babka nieboszczka, kart nie da się wymienić w trakcie gry. Trzeba grać tymi, które się dostało.
Jej życie nie było łatwe. Sięgnęła dna, a po drodze stamtąd na powierzchnię nie towarzyszyły fanfary. Po wielu potknięciach udało jej się jednak jakoś odzyskać kontrolę.
Zmusił się, żeby myśleć logicznie. Teraz potrzebna była zimna krew. Planuj dobrze, działaj bez lęku. Nie zwlekaj. Uderzaj, kiedy wróg nie będzie przygotowany. To zdanie przeczytał w swojej ulubionej książce, Sztuce wojennej Sun Tzu. Właśnie tak postąpi, bo nie ma innej możliwości.
Łowienie ptaszków najwyraźniej nie motywuje wystarczająco. Myśliwi chcą sobie postrzelać do czegoś większego.
Była już prawie pewna, co powinna teraz zrobić. Postąpi tak, jak zawsze w podobpo kroku nych przypadkach. Najpierw poczyni plan, potem krok przejdzie do jego realizacji. Chłopak jeszcze pożałuje. Pożałują wszyscy ci, którzy źle ją potraktowali.
Nagle Rakel poczuła znajomy ból głowy. Teraz też nie dał jej spokoju. Zawsze jakoś znajdował drogę, aby wślizgnąć się do środka i przypomnieć o swoim istnieniu.
Morze było dla niej całym światem. Leczyło smutki i pomagało odnaleźć radość. Na morzu mogła być sama i walczyć z czymś, czego nigdy nie będzie mogła zwyciężyć.
Siedziała na przednim siedzeniu na własnych dłoniach i próbowała pobudzić palce do działania. Przechodziły ją zimne dreszcze. Szyby zaczęły parować, ale to jej nie przeszkadzało. Krajobraz b brzydki. Pełen ciężkich odcieni szarości. Bała się. Morze po raz pierwszy ją skrzywdziło.
Duże mokre płatki śniegu coraz szybciej opadały na przednią szybę samochodu, jakby o szkło rozplaskiwały się dorodne muchy. Był listopad, początek zimy. Do pracy wychodziło się po ciemku. Słońce wschodziło na północnym niebie na kilka godzin, ale pozostawało skryte za otaczającymi wieś górami. Mieszkańcy przez całą zimę żyli w cieniu.
Samochód poruszał się zbyt wolno, ale kierowca nie miał odwagi jechać szybciej. Nie zmienił jeszcze opon na zimowe, a jezdnia była śliska. Gdyby przyspieszył, mógłby wpaść w poślizg i wtedy wszystko by się posypało.
Przetwórnia hodowlanego łososia będzie sprawą zupełnie innego kalibru. Przyniesie mu wielkie zyski. Rozkręci działalność, a po paru latach sprzeda firmę norweskiemu inwestorowi.
Znała stolicę z czasów studenckich. Ukończyła szkołę policyjną i na kilka lat została tu w pracy.
Istnienie czasami zdawało jej się nie do zniesienia. Gdy dopadał ją niepokój, Hildur zamykała się we własnej bańce. Czuła się odizolowana od reszty świata, a gule w piersi i żołądku rosły i utrudniały oddychanie. Wtedy miała ochotę schować się w zimnie skotłowanego morza.
Rakel nie spała zbyt dobrze. Ból głowy obudził ją w nocy i nadal nie odpuszczał. Może pomogłaby jej spokona przechadzka na świeżym powietrzu.