Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Françoise Vergès

Pisze książki: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Françoise Vergès is a political scientist, activist, historian, film producer and public educator. She is the author of A Decolonial Feminism, A Feminist History of Violence and the forthcoming A Programme of Absolute Disorder. She is also a senior research fellow at the Sarah Parker Remond Centre for the Study of Racism and Racialisation, UCL.
7,7/10średnia ocena książek autora
47 przeczytało książki autora
187 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
A Feminist Theory of Violence: A Decolonial Perspective
Françoise Vergès
0,0 z ocen
1 czytelnik 0 opinii
2022
Najnowsze opinie o książkach autora
Feminizm dekolonialny Françoise Vergès 
7,7

„Nie przestaje mnie zadziwiać upór, z jakim pomija się niewolnictwo, kolonializm i terytoria zamorskie w analizach współczesnej Francji i polityki jej kolejnych rządów od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku” - pisze Françoise Vergès, pochodząca z Reunion.
Więcej o tej oraz innych książkach o kolonializmie tutaj:
https://kawalekafryki.pl/kto-sprzata-swiat/
Feminizm dekolonialny Françoise Vergès 
7,7

Nazwijcie mnie głupią, ale nie rozumiem tej książki.
Od samego początku miałam problem z przyswojeniem słowa „urasowiona”, które pod względem budowy kojarzy mi się np. ze słowem „udomowiony” – coś, co było dizkie, ale dzięki procesowi oswajania stało się ogładzone, tak też słowo urasowione znaczy dla mnie – coś, co nie miało rasy, ale wyniku jakichś tajemniczych wydarzeń nabrało rasy. Kolejny problem z tym słowem mam taki, że sugeruje ono, że istnieje jakaś grupa osób nieurasowionych, a tak się składa, że każdy człowiek jako przedstawiciel królestwa zwierząt jakąś rasę ma, ja np. jestem przedstawicielką rasy kaukaskiej. Jak mam więc rozumieć posługiwanie się słowem urasowione w kontekście osób niebiałych? Jako obelgę? Jako przytyk? Fałszywą nobilitację? Wolałabym, żeby w tym kontekście używano innego słowa.
Język, którym operuje autorka, jest formalny, akademicki i ciężko przyswajalny. Mam też wrażenie, że nic za nim nie stoi, a same eseje polegają na powtarzaniu tych samych słów w różnych konfiguracjach, ale bez umieszczaniu ich w kontekstach, które pozwalają na wyciąganie wniosków z czytanego tekstu. Chciałabym, żeby to była pogłębiona analiza feminizmu kolonialnego, tymczasem czytelnicy otrzymują kilka faktów rzuconych pomiędzy wzniosłe słowa, jak np. informacja o polityce antyprokreacyjnej mającej miejsce w zamorskich terytoriach francuskich, ale jak ona przebiegła, na czym polegała, tego się już nie czytelnik nie dowie. Podobnie z historią Rosy Park, która według autorki została „wybielona”, ale w jaki sposób, gdzie są przykłady tego wybielenia też nie wiadomo. Nie chcę podważać tych stanowisk, chcę tylko, żeby były umotywowane, bo jest to kluczowe w dyskusjach, by popierać swoje stanowiska. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, że Rosa Park była mi zawsze przedstawiana jako wojownicza buntowniczka walcząca o prawa kobiet, człowieka, i ludności czarnoskórej i jestem naprawdę ciekawa, jak ta historia była zmieniana, by dopasować ją do jakichś nurtów.
Autorka wiele czasu poświęca kwestii zasłaniania ciała przez kobiety muzułmańskie i musze przyznać, że zdenerwował mnie sposób przedstawiania tego tematu. Islamofobia jest zła. To fakt. Zmuszanie kobiet do ściągania chust i zakazywanie przez władze francuskie noszenia ich jest złe. To fakt. Ale tak samo złe jest nakazywanie noszenia ich, które ma miejsce w krajach islamskich. Gdybym pojechała do Iranu, też „z własnej woli” nosiłabym burkę, żeby uniknąć śmierci. Ciekawe jest też to, że kobiety wychowana poza kręgiem islamu nie czują takiej masowej potrzeby w zasłanianiu swoich włosów. Autorka nie przekona mnie, że burka nie jest symbolem ucisku kobiet. Przykro mi. Zastanówmy się przez chwilę nad tym, że chusty każą nosi kobietom mężczyźni – od Mahometa po imamów, na stanowiskach kościelnych w islamie po prostu nie stoją kobiety.
Poza tym czułam w tej książce wiele agresji i chęci budowania nowych barier jakby mało ich było w przeszłości i jakby niedostatecznie udowodniono nam, że takie działanie jest bez sensu. Bardzo ciekawi mnie perspektywa walki o prawa kobiet wychowywanych w różnych społecznościach pod względem kulturowym, religijnym, jak i ekonomicznym, ale z tej książki się tego nie dowiedziałam. Wyniosłam z niej głównie to, że białe kobiety są głupie, nic nie rozumieją i za mało zrobiły, by wspomóc w walce osoby czarnoskóre. I okej. Takie są fakty. Na pewno niewiele osób białych walczyło zaciekle o zniesienie niewolnictwa. Ale też niewiele kobiet miało możliwości, by wypowiadać się publicznie, by być braną na serio przez osoby rządzące światem, by móc walczyć o prawa innych, gdy same nie miały praw. I taka zapalczywe oskarżanie kobiet z historii, które zrobiły niewystarczająco dużo bez przyjrzenia się temu jakie miały realne możliwości, wydaje mi się krzywdzące i nie w porządku.
Nie chodzi mi o to, by zawsze być grzecznym, bo czasem dyplomacja i łagodność nie wystarczą, by zmieniać świat. Dobrze jest czasem wylać swoje żale, poskarżyć się na niesprawiedliwość i rzucić oskarżeniami. I raczej te eseje traktowałabym właśnie jako formę powiedzenia Europie i Ameryce Północnej, co zrobiły nie tak. Sięgając po tę pozycję. liczyłam, że książka będzie bardziej zwrócona ku przyszłości i budowaniu wspólnego frontu niż dzieleniu. Zawiodłam się.





























