cytaty z książek autora "Roberto Bolaño"
Nadszedł dzień, kiedy postanowiłem zerwać z literaturą. Zerwałem. Nie ma w tym kroku żadnej traumy poza poczuciem wolności. To tak, między nami mówiąc, jak przestać być prawiczkiem. Co za ulga! Zerwanie z literaturą, to znaczy zerwanie z pisaniem, by ograniczyć się wyłącznie do czytania!
Człowiek nigdy nie kończy czytać, choćby książki się skończyły, tak samo jak nigdy nie przestaje się żyć, choćby doszło do śmierci.
Znacznie lepiej by uczynił, gdyby poświęcił się czytaniu. Czytanie to przyjemność i radość z tego, że się żyje, albo smutek z tego, że jest się żywym, a przede wszystkim poznanie i pytania. Pisanie zaś to zazwyczaj pustka.
Nawet młodzi, którzy niby stanowią nadzieję na zmianę, zmieniają się w debili i kurwiarzy. Tego się nie da naprawić, to załatwi tylko rewolucja.
O szczęściu nie napisał ani słowa, przypuszczam, iż uznał to zagadnienie za całkowicie prywatne, a może, jak by to powiedzieć?, śliskie czy też grząskie.
Pewnego dnia wspiął się na taki właśnie słup wysokiego napięcia i prąd poraził go tak mocno, że stracił obie ręce. Musiano mu je amputować niemal przy tułowiu. Dorastał więc Lorenzo w Chile i bez rąk, co już samo w sobie stawiało go w sytuacji wystarczająco beznadziejnej, ale jakby tego było mało, dorastał w Chile Pinocheta, co przemieniało jakąkolwiek sytuację beznadziejną w zupełnie już rozpaczliwą, ale to jeszcze nie wszystko, bo chłopak szybko odkrył, że jest homoseksualistą, co sytuację rozpaczliwą przeistaczało w sytuację niewyobrażalną i niewysławialną.
He believed (or liked to think he believed) that when a person was in Barcelona, the people living and present in Buenos Aires and Mexico City didn't exist. The time difference only masked their nonexistence. And so if you suddenly traveled to cities that, according to this theory, didn't exist or hadn't yet had time to put themselves together, the result was the phenomenon known as jet lag, which arose not from your exhaustion but from the exhaustion of the people who would still be asleep if you hadn't traveled.
Ojciec, powiedział, to korytarz pogrążony w najgłębszych ciemnościach, po którym idziemy na oślep, szukając drzwi wyjściowych.
Wszyscy poeci to banda leni, acz w łóżku są całkiem nieźli. Zwłaszcza jeśli są bez grosza przy duszy.
Cały dzień byłem przygnębiony, ale czytałem i pisałem jak rakieta.
Są chwile na recytowanie wierszy i są chwile na bijatyki.
[…] nie zabija się kogoś za pisanie złych wierszy, zwłaszcza jeśli ten ktoś nie ukończył dwudziestu lat.