cytaty z książek autora "Adam Dzierżek"
Jeśli Bóg nas wysłucha, to mój wnuk wróci cały i zdrowy…
– Bóg nie żyje.
– Słucham?
– Nie żyje. Nic go ta sprawa już nie obchodzi. Umarł.
W rzadkich momentach, w których czuł to dziwne swędzenie w miejscu, którego nie był w stanie podrapać, a które nazywał swoim sumieniem, starał się pouczać podopiecznych, co robić, żeby zachować twarz. Nie pokazać innym, że coś Cię rusza- tylko tak można było tu przetrwać. Nieważne, czy byłeś więźniem, czy strażnikiem.
Choć pierwszy raz zdarzyło się, żeby ktoś go zaatakował, to nie mógł pozwolić sobie na rozkręcenie afery. Nigdy nie prowokował walki, gdy nie był faworytem.
Jak zacząć coś nowego, gdy ma się wrażenie, że stare się nie skończyło.
Nosa nie oszukasz tak łatwo jak oczu.
Gdy obserwujesz kogoś przez szkło wystarczająco długo, jak zwierzę w terrarium, nie słysząc jego głosu, zaczynasz słyszeć mowę jego ciała. A ono nigdy nie kłamie.
Bez snu nie stawiasz kropki na końcu zdania, przez co twój dzień wydaje się pełen przecinków, dygresji, wynurzeń.
Nie rozpoznawał siebie. Nie znał człowieka, na którego patrzył. Czuł wstręt.
Choć nie był księdzem, zawsze chcieli się mu spowiadać.
Ludzie mają bezsensowny zwyczaj pytania o rzeczy z kurtuazji, gdy widzą, że rozmówca może tego oczekiwać, mimo że nie interesuje ich odpowiedź.
Czasem, gdy puka przeszłość, lepiej po prostu udawać, że nas nie ma.
Cenił sobie czystość, ale nie chciał poświęcać w domu za dużo czasu na sprzątanie. Gdy pracujesz w Maku, nie przyrządzasz sobie burgerów na kolację w domu. Nie inaczej było ze sprzątaczami.
Ktoś umarł i trzeba było posprzątać. To się stało.
Został sam na sam z pustką w głowie, na pustej jezdni.
Jestem w stanie zrozumieć to wszystko, gdy jesteś jeszcze młody i wierzysz w każdą bujdę, jaką usłyszysz od rodziców. Wiesz, kiedyś się naprawdę bałem, że jakiś koleś na górze obserwuję wszystko, co robię, czy nie przeklinam i nie wale konia. Ale wtedy wierzyłem też, że prezenty pod choinkę przynosi grubas w czerwonym stroju, a jakaś niezidentyfikowana bliżej wróżka zabiera mi zęby spod poduszki i zostawia kasę. Tylko, że teraz mam już czterdzieści lat, nie wierzę już we wróżkę zębuszke.
Zmącony spokój i poczucie, że nie ma dokąd uciec.
Nieważne, czy jesteś z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, czy Olsztyna, statystyka jest bezlitosna dla wszystkich jednakowo. Będziemy umierać samotnie.
Jesteśmy aniołami, które wiedzą, że na końcu lotu czeka nas jedynie twarde lądowanie. Więc po co latać?
Chciał czuć. Bo najgorsze w starzeniu się jest to stopniowe blaknięcie wszystkich emocji.
Nic tak nie utwierdza ludzi w tym, że tworzą wyjątkowy związek, jak widok małżeństwa, które się nie dogaduje.
Bez strachu przed śmiercią cała wasza wiara posypałaby się jak domek z kart. Służy tylko temu, żeby pomóc z tym strachem żyć.
Dzieciak wzruszył ramionami, jakby „obiecuję w ustach dorosłego znaczyło tyle, co nic.
Każdy ma swoją otchłań, detektywie. Czarną dziurę ukrytą gdzieś w myślach. Dziurę, która rośnie, pochłaniając wszystko wokół... Aż nie zostanie nic poza nią. Wtedy bardzo łatwo jest po prostu do niej... wejść. Poddać się.
Nie ma dziewczyny...
Może gdyby został z nią dłużej... Wykupił kolejną godzinę... Może nie musiałaby iść na imprezę. Bo nie chciała tu iść. Może...".
Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę. Zdziwiło go, jak „,dorosłe" może być spojrzenie dziecka. Jakby rozumieli się bez słów.
Zresztą ten minimalizm był częścią systemu. Zbioru zasad zapewniających anonimowość i bezpieczeństwo.
Po pierwsze: płacić tylko gotówką, gotówka ma krótką pamięć.
Po drugie: nikomu nie podawać prawdziwego imienia, ludzie wbrew pozorom mają dobrą pamięć.
Po trzecie: zmieniać mieszkanie co dwa miesiące, nigdzie nie zagrzewać na dłużej miejsca.
Po czwarte: wiedzieć o sasiadach wszystko, ale im nie pozwolić dowiedzieć się o sobie czegokolwiek. Sprawdzenie, czy za ścianą nie ma gliniarza, a pod nim nie mieszka wisząca cały dzień w oknie starucha mogąca zapamiętać o nim zbyt wiele szczegółów, było kluczowe.
Jeśli okolica byłaby niesprzyjająca, lepiej wyprowadzić się wcześniej, niż ryzykować".
Znał to doskonale, bo w domu miał to samo. Nienawidził tych facetów odwiedzających matkę, gdy ojciec już się wyniósł. Tych ich sztucznych, zakłopotanych uśmiechów, chłodnego i zdystansowanego czochrania go po włosach. Tego, jak niektórzy wychodzili, gdy tylko z narąbaną w sztorc matką przekraczali próg drzwi i natrafiali na spojrzenie dziecka w korytarzu.
Usłyszał głos Sandry dochodzący z sąsiedniego balkonu. Otworzył oczy. Widok betonowego chodnika majaczący w dole uderzył go niemal tak mocno, jak on sam planował uderzyć w niego. Odepchnął się gwałtownie i znów stanął pewnie na nogach, oddychając jak po stumetrowym sprincie.
nPosłała mu jeszcze raz ten sam uśmiech. Odwzajemnił go i przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy. Wiatr przestał wiać, Ziemia przestała się kręcić, zegar tykać Widział tylko parę tych oczu przed sobą.
Żaden dorosły facet kręcący się przez chwilę w pobliżu jego matki nie zostanie z nim na dłużej. Będą dla niego mili, będą próbowali się zaprzyjaźnić. Ale żaden nie będzie tu dla niego, wtedy, gdy będzie go potrzebował. Wszystkim chodzi tylko o matkę. Chcą wycisnąć ją i jej urodę jak cytrynę. Dzieciak to tylko przykry obowiązek. Niechciany gratis, który biorą, bo nie można odmówić.