cytaty z książek autora "Julia Popiel"
Problemy są problemami. Nie mają wagi. Nie możesz więc ich do siebie porównywać.
— Oszalałem na twoim punkcie, kurwa. O s z a l a ł e m.
— Od jakiegoś czasu nie tylko hokej daje mi szczęście.
— A co jeszcze?
— Raczej kto — uśmiecha się łagodnie — Ty, kochanie.
Ciemność wybacza błędy.
– Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, ale twoje towarzystwo sprawia, że czuję spokój – dodaje niespodziewanie, a bicie mojego serca nagle przyspiesza. – Rzadko jestem spokojny, Blake. Zazwyczaj targa mną mnóstwo emocji, których sam nie rozumiem. Gdy przebywam na lodowisku, muszę się ich całkowicie wyzbyć, a potem, kiedy z niego schodzę, wracają one do mnie ze zdwojoną siłą. Często nie potrafię sobie z nimi poradzić, przez co robię różne głupoty, których później żałuję. – Hayden wyciąga w końcu z lodówki dwie puszki coli, a następnie odwraca się z nimi w moją stronę i podaje mi jedną.
Zadzieram podbródek, bo czuję silną potrzebę, żeby spojrzeć mu w oczy. Rozsądek podpowiada mi, bym tego nie robiła, ale i tak nie potrafię się powstrzymać.
– A przy tobie, maluchu, z niezrozumiałego powodu czuję spokój – powtarza cicho. W tym samym czasie łapie za sznurek od mojej bluzy i nawija go sobie na palec. Znowu stoi tak blisko mnie, że czuję jego intensywny, męski zapach, od którego aż kręci mi się w głowie. – Dlatego pójdziesz teraz do salonu, usiądziesz na kanapie i włączysz w telewizji coś, co razem obejrzymy. A później zjemy obiad. W porządku?
Tak się składa, że ty jesteś jedyną osobą, na którą patrzę, nawet jeżeli w pomieszczeniu znajdują się inni.
Moje ramiona to jedyne odpowiednie miejsce dla ciebie. Nie pozwolę, żeby to się zmieniło. Nikt nigdy tego nie zmieni, rozumiesz?
– Hayden
– Tak, Blake?
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że można mieć rodzinę, z którą nie łączą cię więzy krwi? Ty taką posiadasz. Nie jesteś sam. Masz Calluma, Kierana, Devona, Kenzie i… mnie.
Chciałbym mu jakoś pomóc, ale nie mogę tego zrobić, bo pomimo iż skrzywdził mnie jak nikt inny w całym moim życiu, to wciąż go kocham. I czuję się przez to kurewsko żałośnie.
Na pewno istnieje jakieś wytłumaczenie jego zachowania, drugie dno całej tej sytuacji. A ja nie chcę go poznawać. Nie chcę znowu cierpieć. Przez chłopaka. Przez siebie.
Jesteś jak zamknięta księga napisana w obcym języku. Najpierw musiałem dowiedzieć się, jak ją otworzyć, a później nauczyć, jak ją odczytać.
Potrzebuje mnie, a ja potrzebuję jego. I nie obchodzi mnie, jak bardzo to wszystko się skomplikuje… Ashton chce mnie, a ja chcę jego.
Tylko tyle i aż tyle.
Moje życie(...)
Wyjątkowe niczym kruchy płatek śniegu. A jednocześnie intensywne jak siejąca spustoszenie burza. Życie.
-Zawsze jesteś taki pewny siebie?
– Tak – odpowiadam ochryple. – Właściwie to tak.
Nie kontroluję tego, co robię. Podchodzę tak blisko niej, że jej kolana niemal stykają się z moimi udami. Zapach jej owocowych perfum pieści moje nozdrza. Najchętniej schowałbym twarz w jej szyi i mocniej się nim zaciągnął.
– Onieśmielasz mnie – wyznaje odważnie, czym kompletnie mnie zaskakuje.
– Zauważyłem – odpieram, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem kącika ust. – A jednak tu jesteś.
– Jestem.
– I ja też tu jestem.
– Jesteś…
– Choć nie powinienem.
– Ja też nie powinnam tu być.
Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami.
Układ. To miał być tylko cholerny układ. Nie wiem, w którym momencie stał się dla mnie wyzwaniem… Grą, której zasady o wiele bardziej pasują do relacji mojej i Marianne.
Rozmawiamy.
Wygłupiamy się.
Wymyślamy dla siebie pieszczotliwe pseudonimy.
Troszczymy się o siebie nawzajem.
Całujemy się i przytulamy.
Wybieramy się na romantyczną randkę.
Uprawiamy uzależniający seks.
Dzielimy się szczegółami swojej przeszłości.
Mówimy sobie „dzień dobry” i „dobranoc”.
A ten, kto zakocha się pierwszy, przegrywa.
Nie jestem pewien, w którym momencie zacząłem przegrywać. Prawdopodobnie już w chwili, w której Marianne pozwoliła mi się pocałować po raz pierwszy. Później zacząłem spadać. Ciągle spadam, a gdy w końcu sięgnę dna… zaboli. Kurewsko zaboli. I nie zamierzam sobie wmawiać, że będzie inaczej.
Mala Howard wygląda jak uroczy krasnal ogrodowy.
To, kto ma nad kim władzę, tak naprawdę nie miało w tamtej chwili żadnego znaczenia, bo, jak się później okazało, w międzyczasie oboje straciliśmy władzę nad swoimi uczuciami, które zgodnie z ustalonymi zasadami miały się w nas nigdy nie zrodzić.
Drogie Serce, dlaczego akurat on?
Dzisiaj jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy pragną siebie i swojej bliskości. Nasza relacja wcale nie ma z góry narzuconego terminu ważności, my nie pochodzimy z dwóch różnych światów, a przyszłość… Przyszłość nie istnieje.
Dzisiaj liczy się tylko teraźniejszość.
Dzisiaj liczymy się tylko my.
I choć Marianne nigdy nie będzie moja, sprawię, że tego dnia poczuje, jakby od zawsze i na zawsze należała tylko do mnie.
Nazywam się Reed Easton i kocham państwa córkę 🥹🛐.
-Ash? – odzywam się niepewnie, muskając ustami skórę na jego piersi.
– Tak?
– Czy to ma jakąkolwiek szansę na szczęśliwe zakończenie?
Nie wiem, dlaczego o to zapytałam. Przecież znam odpowiedź, a zmuszenie go do wypowiedzenia tych słów na głos sprawi ból nam obojgu.
– Nie – odpowiada, a ja wstrzymuję oddech. Oboje go wstrzymujemy. – Raczej nie ma.
Cisza.
Cisza tak cholernie przejmująca, że aż brakuje mi tchu.
To stwierdzenie nie było niczym odkrywczym, a jednak mnie zabolało.
Może nad ranem, gdy księżyc ustąpi miejsca słońcu, a wszystkie nasze emocje stracą na sile, świadomość, że ta relacja ma z góry narzucony termin ważności, nie będzie tak bardzo bolesna?
Może.
A może, gdy się obudzę i poczuję ciepło jego ciała przy swoim, a na poduszce zobaczę jego włosy, gęste i ciemne jak mrok, który już niedługo nas pochłonie, wszystko uderzy we mnie z jeszcze większą siłą?
Może.
- Czasami jesteśmy bezsilni wobec swoich pragnień. W takich sytuacjach umiejętność kierowania ludzkim umysłem okazuje się nieprzydatna, bo nie potrafimy zapanować nawet nad tym, co dzieje się w naszej głowie. Granice dobra i zła się zacierają. Konsekwencje przestają mieć znaczenie. Za sznurki pociągają potrzeby, z którymi racjonalizm przegrywa rywalizację jeszcze przed podjęciem walki.
Ból potrafi być przyjemny. Na przykład gdy wykorzystuje się go do zagłuszenia przekrzykujących się głosów w głowie.
Od samego początku byliśmy skazani na porażkę, Mari – oznajmia smutno i ociera opuszką kciuka pojedynczą łzę spływającą po moim policzku. – To nigdy nie miało prawa się udać i… nigdy się nie uda. Nie możesz tutaj teraz ze mną zostać, bo przez całe życie towarzyszyłoby mi poczucie, że to przeze mnie straciłaś możliwość rozwoju. Nie chcę, żebyś zrezygnowała ze swoich ambicji dla mnie. Jesteś stworzona do wielkich rzeczy, Marianne Coleman. Dlatego nie pozwolę, żebyś utknęła tutaj razem ze mną.
- Masz dwie sekundy, żeby sprawdzić drzwi - ostrzega. - Jeżeli tego nie zrobisz, to pójdziemy spać z otwartymi. Nie zamierzam cię stąd wypuścić.
,,Myślę o Tobie na uczelni i poza nią. Kiedy dotykam się pod prysznicem i pieprzę z innymi kobietami. [...] Nie ma jebanej godzin, bym o tobie nie myślał. A Ty śmiesz mnie pytać, dlaczego jestem o ciebie zazdrosny? ”.
- Boli mnie, że twoja głowa skrywa tak wiele okrutnych myśli. Nie zgadzam się z nimi i zrobię wszystko, by pomóc ci się od nich uwolnić - szepcze, ciężko przy tym oddychając. - Spójrz na siebie, Blake. Spójrz w lustro i zobacz to, co ja w nim widzę.
Zanurzyliśmy się zbyt głęboko, nie umiejąc pływać. Niedługo pójdziemy na dno… Nie ma dla nas ratunku.
Nie wiedziała,ze mężczyzna,którego pocałuje,następnego dnia okaże się prawnikiem,którego musi poprosić o pomoc..
To jest dokładnie ten moment, w którym oboje uświadamiamy sobie, do czego doprowadziliśmy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem. Moment, w którym oboje zdajemy sobie sprawę, że nasze uczucia względem siebie są silniejsze, niż powinny. Ten sam moment, w którym dociera do mnie, że gdyby Ashton poprosił, bym była jego, nie potrafiłabym mu odmówić.
Chcę być jego. Tylko jego.