cytaty z książek autora "Anna Falatyn"
To nie dyktatorzy są problemem, a ludzie, którzy ślepo za nimi podążają. Mają zwolenników, wyznawców, czym zatem różnią się od tych wybranych w demokratycznych wyborach?
Obaj jesteśmy jak ten skorpion. Stworzenie na pozór spokojne, ostrożne, wydaje się małe i nieszkodliwe. W rzeczywistości to śmiertelnie niebezpieczny drapieżnik. Budzi lęk, zastrasza, powoduje chęć ucieczki.
Abigail nie potrafiła sprecyzować, co takiego było w jego spojrzeniu, że tak silnie na nią działało. Przelewało się w nim zbyt dużo sprzecznych komunikatów, zbyt wiele niewiadomych, by jednoznacznie ocenić. Wiedziała jedno: jeśli kiedykolwiek się zakocha, chciałaby, żeby ten ktoś patrzył na nią w taki sposób, jak patrzy Zachary”.
Milczenie nie zawsze jest złotem. Nie ma w nim nic szlachetnego, kiedy milczy się w cierpieniu.
Dam ci to, co chcesz, żebyś wreszcie był zadowolony z życia, ale jej ci nie oddam. Nie oddam ci kogoś, kogo kocham.
Mówi się, że nie liczą się słowa, a czyny. Wbrew pozorom słowa są równie ważne. Potrafią siać zniszczenie, lecz na szczęście niosą też ze sobą magię, która w połączeniu z czynami jest w stanie zbudować coś pięknego. Słowa zmniejszają blizny, łagodzą zadrapania, niekiedy nawet zszywają rany niczym najlepszy chirurg.
Miłość to nie marsz zwycięstwa, to nie defilada ani huczna parada zakończona pokazem sztucznych ogni. Miłość potrafi upodlić, zgnieść, sprowadzić do parteru, przeciągnąć po ziemi”.
Ale słuchaj kochanie, miłość to nie jakiś marsz zwycięstwa, nie jest przeziębienie i jest zepsute.
Etyka adwokacka jest jak seks dopiero po ślubie – oświadczył. – Istnieje, ale tylko nieliczni uważają, że to fajne i potrzebne. Nie warto o niej rozmawiać.
Cisza nie zawsze jest przyjemna. Niekiedy potrafi ranić ciało bardziej niż donośny huk czy wybuchy.
- Lubię, jak mówisz do mnie "Słońce".
- Lubię, jak mówisz do mnie William — odparł.
Nie widziała jego twarzy, ale po tonie głosu wyczuła, że mężczyzna się uśmiecha. Ona też się uśmiechnęła. Znowu przy nim...".
Przeszłość wróci i znajdzie nas prędzej czy później. Nawet nie będziemy wiedzieć, kiedy stanie się znowu naszą teraźniejszością i co najgorsze przyszłością.
Na walkę o drugiego człowieka trzeba być gotowym.
Skupiony, płomienny wzrok mężczyzny kruszył ją na drobne kawałki. Powodował, że traciła rozum i dawała się ponieść chwili. Zapominała, co powinna, a czego nie, co wypada, a co nie. A przede wszystkim wplątywała się w siatkę utkaną ze swych sprzecznych emocji.
Dla niego była posągowo piękna. Doskonała w swojej niedoskonałości. Stanowiła mieszankę kontrastów, grę przeciwności. Zimno z ciepłem, kolory z szarością, smutek z promienną radością. Była granatową, pochmurną nocą i błękitnym, słonecznym dniem.
Mawia się, że dobry adwokat musi być też dobrym aktorem. Wszystko tak naprawdę zależy od widowni. Możesz być świetnym aktorem, możesz mieć warsztat, ale nie wygrasz, jeśli nie polubi cię tłum - to on decyduje, to on wydaje opinie. Możesz być przeciętny, nawet słaby, jednak jeśli masz za sobą widzów, jesteś w stanie zrobić wszystko. Dlatego też twoim zadaniem nie jest bycie dobrym aktorem, twoim zadaniem jest bycie dobrym scenariuszem dla aktora. Bo jeżeli scenariusz jest kiepski, nawet najlepszy aktor nie zrobi z niego arcydzieła.
W pogoni za perfekcyjną zbrodnią oraz jej spektakularnym zdemaskowaniem zapomina się o najważniejszym czynniku - o człowieku. Człowiek popełnia błędy, człowiek błądzi, człowiek się myli. Człowiek nie jest idealny i prędzej czy później pokierują nim uczucia. Decydując o ludzkim losie, skazując kogoś lub broniąc, nie ma się nigdy pewności, że konkretne działania są słuszne. Nigdy jednoznacznie nie wskażemy: to on zabił, to on popełnił zbrodnię. Jedno można uznać za pewnik: każdy jest po części winny...
-koniec tej błazenady - zastrzegł, jakby otrząsnął się z dziwnego stanu, po czym odszukał na biurku telefon. - Czas zachować się jak prawdziwy mężczyzna.
- Czyli jak szefie.? Bo chyba się w tym wszystkim pogubiłem.
-Pozwać ją - mruknął. - I wystąpić o zakaz zbliżania.
-Ale tak zapobiegawczo dla siebie czy dla niej?
Proponuję, żeby twoja siostra więcej nie myślała, ewidentnie jej to nie wychodzi.
Roztaczał wokół siebie dziwną aurę. Lisa odniosła wrażenie, że bił od niego chłód. Był jak powiew lodowatego powietrza, piekący w policzki i podrażniający boleśnie skórę. Marmurowy, zimny posąg, bez emocji z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Moretti wywoływał w niej erupcję emocji, której nie była w stanie zatrzymać. Jego zamglone, zimne spojrzenie coraz bardziej ją nakręcało. Czuła się jak podczas ich pierwszego spotkania. Chciała go okładać pięściami i pogłaskać po twarzy. Przytulić i udusić. Pocałować i zarazem wbić nóż w plecy.
Ich miłość była brudna, brzydka, wypełniona ciemnymi barwami. Zrodzona w bólu, cierpieniu, naznaczona krwią i śmiercią. Nietypowa, wydawać by się mogło, że bez przyszłości. Z pozoru niepewna i krucha, została związana najtwardszymi wieżami. Emanowała nadludzką siłą, rozganiała mrok, pozwalała ujrzeć słońce".
-Zack i Abi szukali się w przeszłości, Will i Audrey próbowali naprawić swoją teraźniejszość, a my... My musimy spojrzeć w przyszłość i spróbować właśnie tam dostrzec siebie.
Chcesz czy nie, jestem teraz twoją jedyną szansą na przeżycie. Twój wybór, ja albo śmierć...
- Nie żartuj. Całe tabuny kobiet na ciebie lecą, po co ci jakaś rozwrzeszczana, rozhisteryzowana wiedźma, która chowa się pod kołdrą jak małe dziecko, bo nic lepszego nie przychodzi jej do głowy. - Uśmiechnęła się zalotnie, nalała do jego kieliszka szampana i chwyciła go w dłoń. - Dobranoc. Wiem już wszystko co chciałam - dodała na koniec i zniknęła w drzwiach balkonu.
- No właśnie, kobiet! Jeszcze żadna wiedźma na mnie nie leciała! - krzyknął za nią prześmiewczo.
- Kup jej miotłę, to może poleci.
- Nie wiem, czy Alfa Romeo je produkuje.
Jej wargi zdawały się szeptać: Chce żałować... chcę żebyś mnie zniszczył. Jego natomiast wtórowały bezgłośnie: Napraw mnie. Pokaż mi światło".
Przez wiele lata w pocie czoła budowała mur mający ją ochronić przed całym światem. Z każdym miesiącem dokładała kolejną cegłę z rozczarowań, lęków i prób ukrycia prawdziwego ja. Mieszała zaprawę z niespełnionych ambicji, potrzeby udowodnienia swojej wartości i voila! Gotowe. Nawet najmocniejszy taran nie miał szans po zderzeniu ze ścianą obojętności i pozorów. Aż do niedawna. Taran tym razem miał błękitne oczy.
James Arturo Moretti -rzeźbiony dłutem w skalę skurwysyn, który w ciągu paru sekund potrafił przeistoczyć się z socjopatycznego narcyza w najlepszego przyjaciela i obrońcę. Wirtuoz nieprzewidywalności, operator emocjonalnej kolejki górskiej. Jednym zdaniem mógł wynieść pod niebiosa, a za chwilę boleśnie wbić w ziemię.
- James Arturo Moretti, boss klanu Morettich. Dziwnie to brzmi - rzucił cierpko. - Nie spodziewałem się.
-Ja też nie. - Zacisnął dłonie w pięści. - Ale brzmi to lepiej niż epitafium na nagrobku.
Miłość wbrew pozorom widać – zaczął Wojtek po chwili zawahania. Oparł bark o ścianę, przerzucił ciężar ciała na jedną nogę, po czym skrzyżował kostki. – Tylko jej nazwa jest czysto abstrakcyjna, definiowalna na wiele sposobów, ale to rodzaj zachowania, sposób pojmowania wielu spraw, to spektrum emocji niekoniecznie zawsze pozytywnych. A emocje, jak wiadomo, można pokazać, dlatego są żywe, realne, namacalne.