Kiedy wszystko obejmowałam wzrokiem i przyglądałam się naszej sytuacji, nadchodziło przekonanie, że całość jest jedynym sensownym rozwiązaniem naszej egzystencji, zanurzonej w specjalnej odmianie obłędu i cierpienia. Całością był brak miłości.
Sens życia, by nie popełnić samobójstwa, jest tego mnóstwo, lecz gdy zostaje zraniona dusza, która nie wierzy, że coś się może zmienić, naprawdę żaden terapeuta nie ma szans.
Co mnie tak najbardziej zraniło? Brak miłości.
A tak kochałam walczyć o wszystko, czego pragnęłam i moje marzenia się spełniały, jakby je realizowała złota rybka. A później coś się zaczęło we mnie psuć.
Szaleństwo mam we krwi, od innych rzeczy uzależniłam się sama z pomocą szatana.
śmierć jest kolejnym koniem, którego dosiadamy.
Kiedyś spalę moje dzienniki.
Wszystkiego nie da się opowiedzieć książce. To nie ja wymyśliłam, że reszta jest milczeniem. Mogę powiedzieć, ze reszta jest tajemnicą.
Samotność jest wewnętrzną wyspą, po której poruszasz się po omacku, a jednak z otwartymi oczami, po to, by nie zabłądzić we własnej duszy.
Pamięć to śmietnisko podświadomości.
Bez zła nie ma dobra, bez brzydoty, piękna.
Jesteście tylko tym, czym jesteście. A ja jestem ponad to wszystko.
Jaka potężna może być siła bezmiłości. Jaką potęgą jest miłość i prawda. Dobrze, że jest jeszcze Bóg, który po prostu czuwa.
Nagle się okazuje, że tyle jest ważnych osób w moim życiu. A ja im uciekłam na samotne wyspy.
Weszłam do swojego pokoju i to było straszne. Moja wersalka, na której sobie ładowałam, moje ściany, w których nieraz walczyłam z głodem i z koszmarem, o siebie, o życie. Trzeba tu teraz codziennie powracać. I trzeba chodzić po mieście znajomymi drogami, które kojarzą się tak mocno z tamtym.
Nie pozwala się przytulić, może wie to, co i ja, że jedno przytulenie może być niebezpieczne dla chorego umysłu.
A więc kochajcie się i rozmnażajcie lub uprawiajcie zmysłowy seks. Ja poczekam na miłość...
Samotność wypełniała moje życie
Lubiłam ją
Tak sobie wyobrażałam święty spokój,tu na Ziemi.
Tylu ludzi w tych zwariowanych czasach nie ma domu, a jedynie zimne ściany, gdzie króluje osamotnienie, obojętność i brak bezpieczeństwa.
Im bliższa jestem rzeczywistości, tym częściej uciekam. Prowadzę jakąś grę na granicy życia i śmierci. Przypomina to skazańca, który z pętlą na szyi czeka pomiędzy zapadniami.
...masz zawsze możliwość bycia tym, kim chcesz, jak też tym, kim być nie chcesz.
19 lipca
Przygotowałam śmiertelną dawkę leku.
20 lipca
Śmierć także minie wychodzi.
To inni nie potrafili istnieć w roli narzucanej przez nich samych, spętani w nienaturalnych gestach, zagryzani przez twory swoich chorych emocji.
A tu szaro i smutno. Mam na lewym przedramieniu wypalone piętno śmierci.
Bo jaki ty jesteś, mój świecie?
Niby wszystko takie proste, wszystko ma swoje określone miejsce.
Tylko że ja nic z tego nie rozumiem albo rozumiem,
kiedy jest już za późno"
Kiedyś pójdę na złoty strzał albo się powieszę. I zamkną moje marne zwłoki w białej trumience.
Trzeba iść dalej, ale nie na oślep, nie głową w mur. Morze tylko trzeba dać sobie szansę na kolejne odbudowy po każdym ciosie.
Mimo, że jestem tak daleko od Ciebie, czerpię z tej miłości niespodziewane dary przeżyć, ekstazy i tęsknot. Nie mogę jej nazwać niespełnioną, bo dokonuje się we mnie w każdy czas, w każde drgnienie serca. I pozwala obdarzyć innych czystym sumieniem.
Życie jest zagadką nie do odgadnięcia.
Jestem dzieckiem śmierci, którą noszę w sobie