Smak prawdy Hanna Lindberg 5,6

ocenił(a) na 58 lata temu Wielokrotnie wspominałam w swoich tekstach, że uwielbiam skandynawskie kryminały. Klimat w tych książkach jest jedyny w swoim rodzaju - mroczna, często krwawa tajemnica, zamknięte społeczeństwo, rozbudowane wątki psychologiczno-społeczne, bohaterowie zarówno pierwszo- jak i drugoplanowi z krwi i kości oraz (a właściwie przede wszystkim) zimowa aura potęgująca klimat suspensu.
Hanna Lindberg urodziła się w 1981 roku. Mieszka w Sztokholmie. Zawodowo zajmuje się dziennikarstwem - pracowała jako reporterka w Aftonbladet, jednym z najpopularniejszych dzienników w Szwecji. Prócz tego, była felietonistką w dzienniku Metro oraz redaktorką czasopism, w których zajmowała się branżą gastronomiczną. Jej debiut - Sekrety Sztokholmu wydano w 2014 roku. Dotarł on do 11 krajów - rok temu również i do Polski.
Nieco się zdziwiłam, gdy kilkanaście dni temu otrzymałam tajemniczą przesyłkę, w której znalazłam Smak prawdy autorstwa szwedki, Hanny Lindberg, której debiut Sekrety Sztokholmu zdobył raczej średnie opinie. Żałuję również, że nie udało mi się z nim zapoznać zanim przeczytałam drugą część tejże książki, bo być może wiedziałabym czego mniej więcej spodziewać się po autorce.
,,Kucharze są jak gwiazdy rocka. Restauracje przypominają scenę, a jedzenie sztukę.''
Podczas rozdania prestiżowej nagrody gastronomicznej w konkursie o tytuł Kucharza Roku dochodzi do morderstwa. W momencie ogłoszenia nazwiska zwycięzcy nagle gasną światła a z tłumu pada strzał którego ofiarą jest Vanja Stridh - redaktor naczelna niezwykle popularnej strony internetowej poświęconej krytyce restauracji. Jej współpracownica, Solveig Berg jest bliską osobą ofiary i świadkiem naocznym tragicznego zdarzenia, niestety policja zupełnie nie liczy się z jej zdaniem i podąża złym tropem. Solveig postanawia znaleźć mordercę na własną rękę. Jak łatwo można się domyślić - przed kobietą stoi niezwykle trudne i niebezpieczne zadanie.
Nazwisko autorki wcześniej nie było mi znane. O książce Sekrety Sztokholmu nigdy nie słyszałam, a gdy sprawdziłam okładkę polskiego wydania utwierdziłam się w przekonaniu, że nie widziałam jej wcześniej na oczy, także Smak prawdy stanowiło dla mnie niemałą tajemnicę. Jak ma być szczera, to jedyną przekonującą rzeczą był fakt, iż jest to szwedzki kryminał, a na dzieła skandynawskich autorów to ja mam zawsze ochotę. Spotkało mnie rozczarowanie od razu, gdy otworzyłam książkę i zobaczyłam tekst. Nie znoszę małej czcionki. Źle mi się to czyta, bolą mnie oczy i początkowo gubię się w linijkach do momentu, w którym mój wzrok przestawi się na takie tycie litereczki. Jednakże w fabułę książki wciągnęłam się niemalże od pierwszej strony. Niestety, po przeczytaniu około pięćdziesięciu pierwszych stron mój entuzjazm opadł, gdyż (moim zdaniem) Lindberg zaczęła nieco dryfować w swojej książce. Wiem, że starała się przybliżyć czytelnikowi osobę głównej bohaterki, sprawić abyśmy ją polubili - mnie niestety Solveig Berg nie przekonała do siebie. Jej mdłe życie osobiste kompletnie mnie nie interesowało, także chciałam się przede wszystkim skupić na sprawie kryminalnej będącej głównym tematem Smaku prawdy. Znacznie bardziej intrygowały mnie rozdziały skupiające się na losie Solveig niż Lenniego, bo z kolei ten typ niewyobrażalnie grał mi na nerwach i niemalże do końca powieści nie potrafiłam zrozumieć po co on w ogóle pojawił się w tej książce.
Ogromnie spodobało mi się tło wydarzeń powieści. Kulinarny światek, do którego dostęp mają nieliczni. Hanna Lindberg do powieści przeniosła swoją pasję, co zdecydowanie wpłynęło na wiarygodność podawanych czytelnikowi informacji na temat branży gastronomicznej. Do tej pory nie miałam okazji czytać książki o takiej tematyce - a zwłaszcza kryminału. Autorka stara się regularnie podnosić czytelnikowi tętno poprzez wielowarstwowe intrygi czy dokładny opis emocjonujących wydarzeń. Co jakiś czas wplata rozdziały przenoszące czytelnika w mroczną przeszłość tajemniczej osoby, której tożsamość zaprzątała mój umysł przez całą lekturę. Wraz z rozwojem fabuły wiele się wyjaśnia, a znaczenie postaci Lenniego zaczyna gdzieś przebłyskiwać między odkrytymi faktami, jednakże w dalszym ciągu uważam, że Lennie Lee był po prostu zbędny.
Intrygujący, zaskakujący, przewroty... tymi epitetami wydawnictwo określiło kryminał Hanny Lindberg. Intrygujący? Nie do końca... miejscami naprawdę się nudziłam, czytałam z nadzieją, że w końcu wydarzy się coś, co sprawi, że będę czytać z wypiekami na twarzy. Zaskakujący? Tu się zgodzę. Autorce udało się mnie naprawdę zaskoczyć więcej niż pięć razy. Przewroty? Owszem. Fabuła tej powieści jest całkiem pogmatwana, często wydarzenia zmieniają swój bieg, pojawia się ktoś, lub coś co burzy nasze dotychczasowe podejrzenia odnośnie tożsamości mordercy.
Smak prawdy to książka, która ani nie jest specjalnie zła, ani specjalnie dobra. Dotrwałam do końca tej historii, a była ona naprawdę długa (370 stron drobną czcionką),co dobrze świadczy o książce, jednakże nie jest to powieść, którą mogłabym z czystym sercem polecić. Zachęcam jednak do tego, aby przeczytać i przekonać się samemu - bo może komuś innemu Smak prawdy przypadnie do gustu znacznie bardziej niż mnie.