„Apofenia” ożywa dzięki głosowi Filipa Kosiora – przeczytaj i posłuchaj fragmentu
„Apofenia” to thriller prawniczy, w którym pozory mylą, a prawda kryje się głębiej, niż się wydaje. Specjalnie dla was wydawnictwo Lind&Co przygotowało fragment powieści – i to w dwóch wariantach. Do przeczytania i w wyjątkowej interpretacji Filipa Kosiora.
Kiedy rozum śpi, budzą się demony... Do Kancelarii Adwokackiej Kofta & Kiliański trafia sprawa mężczyzny podejrzanego o pedofilię. Jako że ojciec potencjalnego sprawcy jest istotnym klientem kancelarii, mecenas Kiliański nie może odmówić podjęcia się jego obrony, ale czyni to z niechęcią. Jednak w miarę postępów śledztwa zaczyna mieć coraz większe podejrzenia, że w całej tej sprawie jest drugie dno. Podobnego zdania jest zdecydowana i dociekliwa prokurator Amelia Wilska. Co odkryją prawnicy? Czy unikną pułapek, jakie zastawia na nich sprawca?
„Apofenia” to pierwszy tom kryminalnego cyklu „Prokurator Amelia”. Ten i kolejne, „Hipersomnia” i „Parafrenia”, są dostępne również w formie e-booków i audiobooków w interpretacji Filipa Kosiora.
Magdalena Kornak – adwokat prowadząca własną kancelarię i adiunkt na wydziale prawa jednej z wrocławskich uczelni. Prywatnie żona i mama, wielbicielka czworonogów różnej maści, głównie psów i kotów. Jest nałogową czytelniczką i prowadzi bloga na Instagramie pod własnym nazwiskiem. W wolnych chwilach fotografuje i spędza aktywnie czas.
„Apofenia” to jej literacki debiut, którym udowadnia, że pasję do pisania można połączyć z pracą zawodową. Tak powstał cykl kryminałów, których główną bohaterką jest przedstawicielka prawa – prokurator Amelia Wilska. Mocne wątki, brutalność przestępców połączona z wyważonym tłem obyczajowym, dialogi, w których nie brak humoru – „Apofenia” to książka, która wywołuje emocje.
Autorka nie boi się sięgać po trudny, ale jakże ważny temat: przemocy seksualnej i pedofilii. Sama, jako matka nastolatki, wie jak łatwo jest przeoczyć niepokojące sytuacje. Dlatego pod warstwą kryminalną przekazuje również ważne przesłanie do rodziców młodych dziewcząt i nie tylko: rozmawiajcie z bliskimi, pytajcie, nie oceniajcie, bądźcie uważni. Bo manipulacji ulec jest bardzo łatwo, a wydostać się z sieci, jaką na swoją nieświadomą ofiarę zarzuca pedofil, już nie.
Odkąd ustawowo dopuszczono stosowanie prowokacji policyjnej, mieli pełne ręce roboty. Nowe możliwości ścigania porno dewiantów zmusiły ich do jeszcze większego zintensyfikowania działań operacyjnych. Pomysł był nawet zacny – wystarczyło w sieci podszyć się pod małolata i poszukiwać amatorów pedofilskich wybryków. Tylko, co z tego, że gdy udając Kasię z Zamościa, lat jedenaście, trafiło się na Bogdana z Ełku, lat pięćdziesiąt pięć i powzięło w pełni zasadne podejrzenie, iż wytypowało się zwyrola, skoro gówno można było mu zrobić?

Przeczytaj fragment
Prokurator Amelia Wilska przeglądała naprędce sporządzone akta podręczne sprawy Wiktora Boreckiego, kończąc jednocześnie szykowanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Zarówno ona, jak i jej przełożeni nie mieli wątpliwości, że tak kaliber czynów, jak i sama osoba sprawcy determinowały uruchomienie śledztwa. To wprawdzie wymagało nieco więcej zachodu, gdyż już sam zarzut musiał zostać sformułowany na piśmie, ale też wszyscy w prokuraturze byli zgodni, że szykuje się wielowątkowe postępowanie, a na zatrzymaniu Boreckiego z pewnością się nie skończy.
Co do samego Wiktora Boreckiego sprawa na ten moment wydawała się oczywista. Na kilka dni przed jego zatrzymaniem do komendy wojewódzkiej policji zadzwonił anonimowy informator i przekazał wiadomość, że Borecki jest zamieszany w aferę pedofilską. Z donosu nie wynikało wiele, jedynie tyle, że Borecki rzekomo funkcjonuje w środowisku pedofilskim pod pseudonimem WikiBoo i chociaż podobno sam daleki jest od współżycia z małolatami, to kręcą go ich zdjęcia.
O ile donos sam jeszcze niczego nie przesądzał, to już zatrzymanie, w którego czasie dokonano zajęcia sprzętów elektronicznych z pornografią dziecięcą, nie pozostawiało złudzeń, że może być coś na rzeczy. Zdjęcia małolatów informatyk śledczy odkrył zarówno w zakamuflowanym folderze na laptopie Boreckiego, jak i na jednym z pendrive’ów. Nie budziło również wątpliwości, że IP przynależne do routera zainstalowanego w domu Boreckiego i jego żony wskazywało logowanie do Silosa – popularnego portalu erotycznego, a w nim poszukiwanie pedofilskich czat roomów. Na ujawnionych fotografiach dzieciaki – na pierwszy rzut oka w wieku nastu lat – w najlepszym wypadku pozostawały jedynie w głębokim negliżu. W najgorszym pozorowały lub wręcz odbywały stosunki płciowe.
Sam Borecki wprawdzie do tej pory miał czystą kartotekę karną, co oznaczało, że na jego koncie nie widniał jakikolwiek wyrok, ale w żaden sposób nie wykluczało to możliwości pociągnięcia go do odpowiedzialności. Być może do tej pory skrzętnie się ukrywał. Wiele wskazywało na to, że oskarżenia nie były bezpodstawne. Na tak wczesnym etapie postępowania oczywiście wszystko mogło się okazać, a karta w każdym momencie mogła się obrócić na korzyść Boreckiego. Wilska musiała jednak opierać się na tym, czym dysponowała tu i teraz, a to, co miała na Boreckiego, nie pozostawiało złudzeń, że na obecną chwilę Borecki wydawał się winny.
Amelia miała świadomość tego, że kluczowe miało być przesłuchanie Wiktora Boreckiego i pogląd, jaki w jego ramach sobie o nim wyrobi. Intuicja do tej pory jej nie zawiodła i tak jak pies wyczuwał kość, ona była w stanie wywęszyć kłamstwo na odległość. O tym, czy tym razem również miała rację i czy Borecki faktycznie ma coś za uszami, miała się niewątpliwie niebawem przekonać.
Oczywiście swój stosunek do sprawy w obecnej chwili miała ściśle określony na podstawie akt. Niezależnie od tego, że była prokuratorem, była również matką. Jej synek Maks miał zaledwie trzy lata, ale nie ukrywała, że stanowił centrum jej wszechświata, zwłaszcza po tym, jak jego ojciec, specjalista z branży IT, postanowił krótko po jego urodzeniu szukać szczęścia u boku długonogiej blond piękności, która na gwałt potrzebowała pomocy w konserwacji swojej myszki i takie wsparcie wraz z obsługą techniczną uzyskała.
W konsekwencji Amelia z odrazą podchodziła do wszelkich korpoświrów. Nie wykazywała się jednak nadmierną matczyną opiekuńczością, bynajmniej, choć kochała swego syna, nie miała syndromu matki kwoki. Na samą jednak myśl o tym, że jej syn mógłby paść ofiarą wykorzystania seksualnego, nie tylko ciarki przechodziły jej po plecach, ale wręcz zbierało jej się na wymioty.
Profesjonalizm, z jakim podchodziła do swych obowiązków służbowych, nakazywał jej jednak zachować zimną krew. Wewnątrz na samą myśl o samym przesłuchaniu pedofila wrzała jak wulkan.
Posłuchaj „Apofenii” w interpretacji Filipa Kosiora

Kiliański chociaż chciał być silny, dla Zuzki i dla siebie, nie był w stanie ukryć emocji i rozpłakał się jak dziecko. Amelia położyła mu rękę na plecach i delikatnie go poklepała. Wiedziała, że będzie musiał stawić czoła rzeczywistości i za chwilę się pozbierać, ale teraz to on rozbił się na tysiące kawałków, które trudno było poskładać.
Książka jest dostępna w sprzedaży online.
artykuł powstał przy współpracy z wydawcą
komentarze [4]
Nie wiem czy mam racje , ale wydaje mi się ,że to będzie dość lekki kryminałek . Przeczytamy zobaczymy . 😀
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam