Więcej niż muza. O książce „Dora Maar. Dwa oblicza miłości” Bettiny Storks
Dora Maar – fotografka, malarka, surrealistka, a także poetka. Być może do jej portfolio powinniśmy dodać też „wieloletnia muza Picassa”, bo jak możemy przekonać się po przeczytaniu książki Bettiny Storks „Dora Maar. Dwa oblicza miłości”, bycie muzą oznaczało tyle, co praca na pełnym etacie. Była to praca na tyle angażująca i specyficzna, że kiedy Maar straciła już etat muzy Picassa, wymagała wieloletniej rekonwalescencji.
Materiały wydawnictwa
Autorka książki Bettina Storks, kolekcjonując strzępy zachowanych informacji historycznych, fakty przechowywane w archiwach, biografiach czy dziełach sztuki, wypełniła pustkę między nimi fabularyzowanymi fragmentami i stworzyła z tego kolażu spójny obraz opowieści o życiu Dory Maar. Kobiety, która przeżyła dwie wielkie miłości – do sztuki i do Pabla Picassa. A także dwie wielkie katastrofy – wojnę i Pabla Picassa.
Nim jednak do tego dochodzi, książka przedstawia nam witalną, buntowniczą dziewczynę z niewątpliwie uprzywilejowanego domu (jej matka była rodowitą Francuzką i prowadziła butik z kapeluszami, ojciec był architektem pochodzenia chorwackiego), która wyrasta na artystkę pragnącą dorównywać męskim artystom. Nie ułatwiają tego struktury edukacji dyskryminujące kobiety.
To właśnie ze względu na nie Dora Maar, a wtedy jeszcze Henriette Theodora Markovitch, nie może studiować na akademii sztuk pięknych w Paryżu. W 1928 roku zostanie odrzucona w rekrutacji, słysząc przy tym, że jeszcze żadna kobieta nie studiowała w paryskiej Academie des beaux-arts i tak powinno zostać. Postanawia zająć się fotografią, w tamtych czasach przez wielu nawet nieuznawaną za sztukę, a jedynie za daleką ubogą krewną twórczości, starającą się bezmyślnie rejestrować rzeczywistość. Ze względu na niski prestiż fotografii nie zniechęcano kobiet do tego, by się nią zajmowały.
Dora Maar: zdobyć Paryż i Picassa
Przedstawiając losy Dory Maar, Storks zarysowuje szerszy krajobraz sytuacji kobiet w Paryżu pierwszej połowy zeszłego roku, mieście otwartym na intelektualistów i artystów, pod warunkiem że byli płci męskiej. Jednak mimo licznych przeciwności losu Maar udało się podbić to miasto – dokonała tego, wytyczając w fotografii nowe trendy i udowadniając, że może być to medium równie istotne artystycznie jak malarstwo. Maar stała się rozpoznawalna jako artystka pokazująca swoje dzieła na ważnych wystawach sztuki, ale także jako fotografka prezentująca prace w magazynach z modą. Była też modelką innych uznanych artystów, prywatnie swoich przyjaciół. Bycie częścią paryskiej bohemy jednak jej nie wystarczało. Nie mogąc zdobyć dyplomu artystki, postanowiła, że zdobędzie serce najbardziej uwielbianego artysty tamtych czasów, mieszkającego w Paryżu Pabla Picassa.
Uwiedzenie wielkiego artysty nie mogło być czym innym jak dziełem sztuki samym w sobie. Termin „performans” miał wejść do powszechnego użytku językowego dopiero cztery dekady później, jednak to, co zrobiła Dora Maar, zdecydowanie możemy dziś opisać właśnie tym słowem.

Odwaga bezbronnej sarenki
Znając adres kawiarni, w której Picasso lubił jadać kolacje z przyjaciółmi, usiadła przy sąsiednim stoliku ubrana w jedwabną suknię i kapelusz z piórami, trudno więc było jej nie zauważyć. Jako szykownie wyglądająca klientka nie była jednak zainteresowana posiłkiem. Jedną z dłoni w rękawiczce położyła na stole, w drugą złapała nóż i nie odrywając spojrzenia od twarzy Picassa, zaczęła uderzać czubkiem ostrego narzędzia w przestrzenie między rozwartymi palcami. Zwiększając tempo uderzeń, raniła palce. Podobno intensywność spojrzeń, które wymienili między sobą artyści w tamtym momencie, doprowadziła do drżenia powietrza, co było zapowiedzią tego, jak silna to będzie relacja i jak duży wpływ to spotkanie wywrze również na sztukę.
(Swoją drogą Marina Abramović w 1973 roku wykonała identyczny performans, zatytułowany „Rytm 10”, co dodatkowo świadczy o tym, jak profetyczną artystką była Dora Maar).
Tamtego wieczoru doceniono niezwykłą odwagę Maar, ale była to odwaga bezbronnej sarenki wchodzącej do jaskini bestii. Jej polowanie powiodło się, nie mogła jednak wtedy jeszcze przewidzieć, że sama stała się ofiarą. To była przepowiednia sadomasochistycznej relacji. A może to było wręcz zaproszenie do niej? Może młoda artystka podświadomie chciała pokazać powszechnie uwielbianemu geniuszowi, jak wiele jest w stanie wycierpieć? Już wtedy wiele słyszało się o tym, jak traktuje on swoje partnerki. Nic więc dziwnego, że tym wyprzedzającym swoje czasy performansem podbiła serce mężczyzny zwykłego określać kobiety wiele mówiącym hasłem: „maszyny do cierpienia”.
Twierdzono, że tamtego wieczoru Dora rzuciła wyzwanie Pablowi, pokazała mu, że jest jego alter ego. Ale Picasso przecież nie wykrwawiał się dla kobiet, raczej pracował nad ich wykrwawianiem. Podłączał się do nich jak wampir do żywego życiodajnego źródła kreatywności. Storks wiele miejsca poświęca tutaj na rozmontowanie mitu muzy. Pokazuje, że muza jest ładną nazwą kamuflującą i romantyzującą wyzyskiwanie partnerek. W rzeczywistości oznaczało to bycie inspiracją, niekończącym się źródłem ciekawych przemyśleń i pomysłów, wsparciem emocjonalnym oraz modelką.
Artystom wolno więcej
Nie były to łatwe czasy dla wrażliwych kobiet. Artyści wolność intelektualną utożsamiali z wolnością cielesną, monogamię z krępującym mieszczańskim przeżytkiem. A artyście geniuszowi wiele uchodziło na sucho. Zdecydowanie zbyt wiele. Dora Maar skazana była na nieustanne rywalizowanie z innymi kobietami, obecnymi w fizycznym sąsiedztwie lub tylko w wyobraźni artysty. Niedowartościowywanie kobiet na polu ich twórczości zapewne wpływało na sposób ich traktowania w relacjach prywatnych.
Powieść „Dora Maar. Dwa oblicza miłości” pisana jest jakby z myślą o ekranizacji. Możemy przeczytać tutaj rozmowy, jakie mogły mieć miejsce między artystami, z którymi przyjaźniła się Maar, na przykład z Man Rayem, Lee Miller czy Fridą Kahlo. Storks przedstawia nam dwa oblicza Dory Maar, pokazując, że bycie muzą i modelką Picassa było też rodzajem kolonizacji, zawłaszczenia. Jedno jej oblicze patrzy na nas z obrazów Pabla Picassa. Drugie oblicze jest tym, które odzyskała i przywróciła sobie samej.
Książka „Dora Maar. Dwa oblicza miłości” jest już dostępna w sprzedaży.
Artykuł powstał we współpracy z wydawcą.
Tagi i tematy
komentarze [4]
Niezłe jaja. Jedno co można powiedzieć o tej pani to to, że nie miała dziury pomiędzy udami. Takich Picasso nie cierpiał. Wewnętrzna strona ud kobiety według niego powinna prowadzić wzdłuż równoległych linii. Dziwne upodobanie. A niby był estetą i prawdziwym artystą.
Pani autorce tej poruszającej opowieści o książce Wielkiej Artystki i Światowej Sławy Osobowości doradzam...