Piotr Kościelny o „Układzie”: Zwykły człowiek nie ma szans w starciu z silniejszym przeciwnikiem
„Układ” to trzynasta już książka w literackim dorobku Piotra Kościelnego. Główni bohaterowie powieści – Przemysław Grot, były komisarz wydziału zabójstw i aspirant Artur Pasewicz przystępują do starcia z wielkimi świata biznesu, polityki, z ludźmi, którzy zabijają innych na zamówienie. Jakich poświęceń wymaga stawanie z nimi w szranki? Jak autorowi pracowało się nad tą powieścią, czy widziałby ją w wersji filmowej lub serialowej i czy pokochał TikToka? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w poniższym wywiadzie. Zapraszamy do jego lektury!
Materiały Wydawnictwa Czarna Owca
[Opis – Czarna Owca] Radosław Grot – były komisarz wrocławskiego wydziału zabójstw, a obecnie prywatny detektyw w szponach alkoholizmu – otrzymuje sprawę, która będzie miała wpływ na jego dalsze życie.
Po pomoc do niego zgłasza się kobieta poszukująca zaginionego brata, dziennikarza śledczego, który w ostatnim czasie natrafił na temat szokujących powiązań lokalnej polityki, biznesu i grup przestępczych.
Grot, nie mając nic do stracenia, podejmuje się ryzykownego zlecenia i zaczyna nierówną, bezkompromisową walkę z miejscowym układem.
Czy detektywowi uda się odnaleźć zaginionego dziennikarza?
Kto pociąga za sznurki?
Kim jest tajemniczy pułkownik SB i jakie związki łączą go z Grotem?
Ponoć, jak mawiał Hitchcock, dobry film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Skuteczność działania tej zasady także w literaturze odczujecie podczas lektury „Układu”. Tym razem Piotr Kościelny już od pierwszych kart powieści stawia swojego bohatera w obliczu ekstremalnie trudnych wydarzeń, a następnie daje mu do rozwiązania sprawę pozornie nierozwiązywalną. Bo czy jeden człowiek jest w stanie rozerwać układ polityków, biznesmenów i przestępców?
Anna Sierant, LubimyCzytać
Mocna, brocząca krwią, momentami wstrząsająca lektura dla fanów kryminalnych zagadek z wątkiem politycznym w tle. „Układ” jest gotowym scenariuszem na dreszczowca, w którym nie ma miejsca na sentymenty. Poznajcie przerażający mechanizm niszczenia ludzi niewygodnych dla władzy. Polowanie czas zacząć.
Anna Ruszczyk, „Gazeta Śledcza”
Pamiętacie kultowe słowa skierowane do komisarza Ryby?
Masz być jak bulterier, jak wściekły byk, jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”!
Wziął je sobie do serca autor niniejszej książki i postanowił działać poza wszelkimi paragrafami, żeby oddać realizm bezkompromisowej, brutalnej i skorumpowanej części naszej rzeczywistości.
Jest w tej książce taki brud, że potrzebny wam będzie prysznic po jej przeczytaniu.
Okoń w sieci
Wywiad z Piotrem Kościelnym, autorem książki „Układ”
Anna Sierant: W pierwszych recenzjach „Układu” często pojawia się słowo „bezsilność”. To uczucie towarzyszy bohaterom, ale i czytelnikom już od początku książki, gdy poznają wydarzenia, które sprawiły, że Radosław Grot pogrążył się w alkoholizmie, potem również nie jest zbyt optymistycznie. Czy w konfrontacji z układami polityczno-biznesowo-przestępczymi, o których mowa w książce, nie ma miejsca na nadzieję, nadziei na sprawiedliwość?
Piotr Kościelny: Bezsilność jest słowem kluczowym. Mam wśród znajomych kilku policjantów i często mówią, że bywają bezsilni. Blokują ich procedury lub rzeczy, na które nie mają wpływu. Zdarza się, że policja zatrzymuje sprawcę, a sąd nie zgadza się na zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Pamiętam słynną sprawę twórcy oszustw metodą na wnuczka. Mężczyzna został zatrzymany, a sąd go wypuścił. Śledczy musieli kolejny raz wykonać żmudną pracę, by ustalić miejsce jego pobytu.
Jednak bezsilność to także brak sił i środków, by przeciwstawić się układom. Zwykły szary człowiek nie ma żadnych szans w starciu z silniejszym przeciwnikiem. W konfrontacji z układem polityczno-biznesowo-przestępczym samotny detektyw lub dziennikarz śledczy jest z góry na straconej pozycji. Nie ma za sobą nikogo, kto mógłby mu pomóc. Uważam nawet, że znalazłoby się wielu chcących mu przeszkodzić. Czy zatem bohaterom mojej powieści uda się zwyciężyć i sprawić, by sprawiedliwość zatriumfowała? O tym trzeba się przekonać, sięgając po lekturę. Jeśli zaś chodzi o temat przewodni „Układu” – niestety takie lokalne zależności nie są czymś nieprawdopodobnym. Są wręcz zmorą życia społecznego. Władze otaczają się ludźmi, z którymi łączą ich przyjaźnie, znajomości, związki rodzinne i wspólne interesy. Te brudne zwłaszcza.
Najlepiej – jak zaznacza Pan w wywiadach – pisze się Panu o tym, co jest Panu najlepiej znane. Jeśli chodzi o bohaterów „Układu”, to wielu z nich zapewne nikt nie chciałby na swojej drodze nigdy spotkać. Czy kiedykolwiek – np. w swojej pracy jako detektyw – miał Pan do czynienia z ludźmi tak bezwzględnymi, uwikłanymi w te wspomniane różne tzw. brudne interesy?
Na temat swojej pracy zawodowej staram się mówić jak najmniej. W życiu prywatnym miewałem do czynienia z ludźmi, z którymi czasem lepiej nie mieć żadnego kontaktu. Zdarzało się, że jakiś kolega schodził na złą drogę. Miałem znajomych po obu stronach barykady. Znałem i tych „dobrych”, i tych „złych”. Tak bywa, jak się człowiek wychowuje w blokowisku. Hołduję jednak zasadzie, że zagrożeń, niebezpiecznych sytuacji i szemranych ludzi najlepiej po prostu unikać. Jako detektyw także analizowałem ryzyko przyjmowania zleceń, z których mogły w przyszłości wynikać problemy. Uważam, że żadne pieniądze nie są warte tego, by martwić się o bezpieczeństwo swoje lub najbliższych.
Wśród tych wszystkich czarnych bohaterów jest jedna postać, można by powiedzieć, humorystyczno-upierdliwa – właściciel mieszkania, które wynajmuje Pasewicz. Muszę więc zapytać, czy ma Pan za sobą własne, trudne doświadczeniami z takimi rzeczywistymi Walczakami?
Życie tworzy najciekawszych bohaterów – takich, jakich żaden autor nie wymyśli. Owszem, spotkałem na swojej drodze wielu ludzi, którzy w znacznej mierze zainspirowali mnie do wykreowania różnych, często drugoplanowych, ale jednocześnie bardzo charakterystycznych postaci. I tak też było w przypadku powieściowego właściciela mieszkania. Sposób bycia, myślenia, zachowywania się takich osób jest dla mnie tak nieoczywisty i dodaje książkom takiego smaczku, że aż szkoda tych doświadczeń nie wykorzystać. Podobnie powstała postać Kozickiego w „Domu”.
Z kolei duet Radosław Grot, kiedyś komisarz wydziału zabójstw, obecnie prywatny detektyw oraz aspirant Artur Pasewicz stanowi, można by powiedzieć, przeciwwagę dla tych czarnych charakterów. Jednak czy któregokolwiek z bohaterów można by nazwać jednoznacznie „złym” lub „dobrym”?
U mnie nie ma ani bohaterów krystalicznych, ani z natury złych. Często ci, którzy robią straszne rzeczy, są po prostu ofiarami – tego, co przeżyli, czego doświadczyli. Mogła to być przemoc domowa, trudne dzieciństwo, patologiczne środowisko, traumatyczne wydarzenia i wiele innych czynników. Nie usprawiedliwiam moich książkowych czarnych bohaterów, ale zazwyczaj staram się pokazać genezę tego zła. Ci ludzie mają inny system wartości, inne zasady, którymi kierują się w życiu. Czasami bohaterowie, którzy wiedli względnie dobre, szczęśliwe życie, zostają wystawieni przez los na próbę. Pokiereszowani przez życie gubią się, obojętnieją, budują wokół siebie skorupę. Bywają złośliwi, szorstcy, ranią innych. Tak naprawdę w ten sposób chronią się przed światem, który ich skrzywdził i wewnątrz bardzo cierpią.

W wywiadach nie raz podkreślał Pan, że raczej nie przeprowadza pogłębionego researchu do swoich książek, że historie pojawiają się u Pana naturalnie, pomysły same pojawiają się w głowie. Czy w przypadku „Układu” też tak było?
Oczywiście. Jak już wiele razy wspominałem, najpierw w mojej głowie pojawia się tytuł, a po chwili zaczynam do niego dopasowywać zarys fabuły. Podobnie było z „Układem”. W swoich powieściach nie przeprowadzam pogłębionego researchu, bo zwyczajnie piszę o rzeczach, na których się znam. Nie muszę dzięki temu zbierać dodatkowych informacji, a samo pisanie idzie mi sprawnie. Na co dzień mam oczy szeroko otwarte na to, co dzieje się na świecie, w Polsce, wokół mnie. Mam świetną pamięć, dobrze łączę różne fakty – to mi w zupełności wystarcza.
W blurbie, który miałam przyjemność do „Układu” napisać, wspominam o Hitchocku. Marcin Okoniewski i Anna Ruszczyk w swoich rekomendacjach również nawiązali do filmowego świata. Moim czytelniczym zdaniem „Układ” stanowi świetny materiał na scenariusz filmowy. Czy zdanie autora jest podobne? Widziałby Pan „Układ” jako serial czy film?
Myślę, że zarówno „Układ”, jak i moje wcześniejsze powieści całkiem nieźle wypadłyby w wersji filmowej. O zekranizowaniu swoich dzieł marzy wielu autorów i na szczęście producenci coraz chętniej sięgają po polskie powieści. Niewiele osób wie, że tuż po premierze mojego „Zwierza” podpisałem umowę opcji dotyczącą jego ekranizacji. Plany niestety pokrzyżowała pandemia. Co jakiś czas pojawiają się propozycje ze strony producentów, toczą się rozmowy, ale na tym etapie nie czuję potrzeby, by to relacjonować, choćby na moich social mediach. A jeśli zaś chodzi o „Układ” – wydaje mi się, że serial byłby lepszy. Można by rozwinąć wątki poboczne, dopisać coś do fabuły. Czas jednak pokaże, czy coś z tego wyjdzie. Jestem cierpliwy.
W „Układzie” nie brakuje – no właśnie – skomplikowanej siatki układów, powiązań. Czy przystępując do pracy nad tą powieścią, stworzył pan wcześniej dokładny plan: „kto, co, kiedy?” czy – mimo tych skomplikowanych zależności – historie pojawiały się w Pana głowie już w czasie pisania, bez ich wcześniejszego, szczegółowego zaplanowania?
Nie planuję powieści. Nie rozrysowuję jej na planszach i nie rozpisuję wątków. Wszystko wychodzi samo. Siadam i piszę. Gdy skończę całą powieść, to jeszcze przed wysłaniem do wydawnictwa dokładnie ją czytam i staram się wyłapać wszelkie potencjalne nieścisłości. Nie wiem, czy potrafiłbym w ogóle wszystko szczegółowo zaplanować. Książki ze mnie „wypływają”. Może gdybym zaczął robić jakieś rozpiski, to powieści byłyby jeszcze lepsze. Tego się jednak nigdy nie dowiemy, bo nie zamierzam kombinować i zmieniać tego, co się u mnie sprawdza.
Wydaje Pan średnio 2-3 książki rocznie? Ile czasu dziennie poświęca Pan na pisanie? Czy gdyby Pan ten czas podliczył, to wyszedłby taki standardowy etat, po 8 godzin od poniedziałku do piątku? Czy zdarzają się Panu blokady twórcze, a jeśli tak, jak sobie Pan z nimi radzi?
Powiedziałbym, że teraz to już 4 książki rocznie. Z takim wynikiem zamknąłem 2022 rok. Tak samo będzie wyglądał rok 2023. Nie mam ściśle określonego czasu na pisanie. Są dni, kiedy tak zwyczajnie nic mi się nie chce, ale są też dni, kiedy nie mogę się doczekać, aż siądę przed klawiaturą. Jest tylko jeden warunek – muszę zacząć przed jedenastą. Taki „dzień pisarski” zawsze wygląda tak samo. Pracuję nad powieścią do około 14-tej, bo wtedy idę na spacer z moim czworonożnym przyjacielem Zbychem. Po powrocie jem obiad i ponownie zasiadam przed komputerem. Kończę około 18-tej.
Czy jestem pisarzem na pełen etat? Myślę, że już tak. Pisanie stało się już nie tylko moim hobby, ale też pracą. Czy mam blokady twórcze? Nie zauważam ich. Jeśli nie mam ochoty na pisanie, to do niczego się nfie zmuszam. Za to, kiedy czuję ten wewnętrzny power, to wiem, że stworzę coś fajnego. W dni, kiedy nie siadam przed komputerem, jadę na działkę lub do rodziców mojej partnerki. Tam odpoczywam i ładuję akumulatory, spędzając czas z bliskimi, dogadzając sobie kuchnią teściowej i bawiąc się w policjantów i złodziei z pięcioletnią Zuzią. Z lekką niecierpliwością czekam, aż do zabawy dołączą dwuletni Wiktor i roczna Ola. Wtedy stworzymy prawdziwy wydział kryminalny. Naprawdę lubię ten spokój i swobodę, które mam na co dzień. Nie gonią mnie w pisaniu żadne terminy, których muszę dochować. Nie muszę nigdzie się spieszyć. Nie potrafiłbym pisać pod presją czasu. I myślę, że właśnie dzięki temu tworzenie wychodzi mi tak sprawnie.
Przez wiele lat był pan detektywem, od jakiegoś czasu wykonuje Pan wyłącznie zawód pisarza. Wcześniej chciał Pan zachować anonimowość przede wszystkim właśnie ze względu na fakt pracowania jako detektyw. Czy Piotr Kościelny kiedyś ukaże światu swoją twarz, czy mimo wszystko nadal woli pozostać anonimowy?
Myślę, że tak, choć nie potrafię podać konkretnej daty. Początkowo nie pokazywałem twarzy ze względu na pracę. Z czasem przyzwyczaiłem się do tego i nie ukrywam, że jest mi z tym po prostu wygodnie. Nie mam parcia na szkło, nie chcę być jakimś celebrytą ani gościem, którego inni rozpoznają na ulicy – choć przyznaję, że za sprawą Zbycha i takie sytuacje się zdarzały. Wiem, że kiedy już zdecyduję się ujawnić, to nastąpi szereg zmian w moim życiu – udział w targach, wywiadach, spotkaniach autorskich. To z jednej strony z pewnością bardzo miłe doświadczenia dla pisarza, ale widzę też tę drugą stronę medalu, czyli rozproszenie i pewnego rodzaju dezorganizację mojej spokojnej codzienności.
I na koniec pytanie o Pański debiut. Choć „Układ” jest Pana trzynastą książką, to w marcu po raz pierwszy pojawił się Pan na TikToku. Jakie są Pana pierwsze wrażenia, jak się kręci kolejne filmiki? Zostanie Pan w tym medium na dłużej?
Dopiero odkrywam to medium. Początkowo byłem do niego sceptycznie nastawiony, ale za namową mojej partnerki, Ani, postanowiłem spróbować. I od razu się przyznaję, że jestem totalnym beztalenciem, jeśli chodzi o grafikę, poczucie estetyki, tworzenie filmów i ich koncepcji – o te kwestie od samego początku mojej kariery pisarskiej dba właśnie Ania. Jeśli chodzi o TikTokowe filmy – to w głównej mierze również jej robota, a ja bywam jedynie aktorem, i to niestety marnym, bo nawet najprostsze ujęcia musimy powtarzać po kilka razy, bo ponoć jestem „drewniany”. Czy zostanę tam na dłużej? To się okaże. Na razie całkiem dobrze się tam bawię, trochę eksperymentuję. To miejsce, gdzie jest jednak nieco inna społeczność niż ta, z którą miałem do tej pory styczność – głównie na Facebooku. Z pewnością można mnie tam zobaczyć od tej mniej oficjalnej strony.
Książka „Układ” jest dostępna w sprzedaży.
--
Artykuł sponsorowany, który powstał przy współpracy z wydawnictwem.
komentarze [3]
"Główni bohaterowie powieści – Przemysław Grot, były komisarz wydziału zabójstw i aspirant Artur Pasewicz "Literówka... Powinno być Radosław Grot. Czytałem. Dobra książka. Mocna.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam