American psycho? Rozmawiamy z Virginią Feito

Bartek Czartoryski Bartek Czartoryski
20.03.2023

Virginia Feito mieszka w Madrycie, dorastała w Paryżu, ale pisze po angielsku, co jest poniekąd pokłosiem jej częstych wypraw do Nowego Jorku z ojcem dyplomatą. Jej debiutem literackim zachwyciła się i aktorka Elisabeth Moss, i krytyka literacka, nazywając ją hiszpańską Patricią Highsmith.

American psycho? Rozmawiamy z Virginią Feito Materiały Wydawnictwa

Okładka książki [Opis – Wydawnictwo Echa] Akcja powieści rozgrywa się w środowisku elity towarzyskiej Nowego Jorku. Pani March to żona głośnego amerykańskiego pisarza George’a Marcha. Najnowsza powieść George’a robi furorę. Żona jest dumna ze swojego sławnego męża. Pewnego ranka, właścicielka ulubionej cukierni sugeruje Pani March, że jest pierwowzorem literackim bohaterki ostatniej powieści George’a – odrażającej kobiety o imieniu Johanna.

Ta rzucona mimochodem uwaga powoduje, że pani March nabiera wobec męża coraz więcej podejrzeń… Szperając w jego gabinecie, znajduje wycinek prasowy o zaginionej kobiecie. Czy George miał coś wspólnego z jej zniknięciem? Zadręczając się, spędza samotne noce ze swoimi myślami. Na domiar złego w jej mieszkaniu pojawiają się karaluchy i słychać dziwne dźwięki. Narastający niepokój i zaciekła determinacja w odkrywaniu sekretów męża stopniowo zaczynają zagrażać całemu jej otoczeniu…

Wszystkie kropki w powieści Feito łączą się ze sobą dokładnie tam, gdzie powinny.

Michał Nogaś

Powieść absolutnie genialna, warta każdej sekundy spędzonej nad nią.

Hultaj Literacki

Wywiad z Virginią Feito, autorką książki „Pani March”

Bartek Czartoryski: Thriller psychologiczny to niełatwy gatunek, jako że musisz ciągle zamazywać linię podziału między tym, co rzeczywiste, i tym, co wyobrażone. Domyślam się, że w tym układzie zapanowanie nad stworzonym przez siebie światem wymaga ogromnej dyscypliny.

Virginia Feito: Faktycznie, stworzenie psychologicznie wiarygodnego portretu kobiety tracącej kontrolę nad własnym życiem i nieujawnianie przy tym zbyt wielu szczegółów to skomplikowana sprawa, zwłaszcza jeśli nie chce się irytować czytelnika dozowaniem mu zbyt małej dawki informacji. Nie jestem pewna, czy mi się to udało, ale na pewno świetnie się bawiłam, podejmując tę próbę. Kiedy moja powieść nareszcie ukazała się na rynku, dowiedziałam się, że są tam sceny, które czytelnicy odebrali jako wyobrażone, choć pisałam je jako rzeczywiste, i vice versa. Dlatego każdy może snuć własne teorie na temat poszczególnych scen, co wywołuje ożywione dyskusje w klubach książki.

Pani March to żona sławnego pisarza, która jedną nogą tkwi w światku literackim, ale nie jest jego częścią per se. Czy odzwierciedla to poniekąd twoje własne doświadczenia?

Teraz, kiedy to powiedziałeś, faktycznie zdałam sobie sprawę, że kiedy pisałam „Panią March”, to istotnie nie byłam częścią świata literackiego. Dopiero co rzuciłam pracę w agencji reklamowej, ale nadal brałam pojedyncze zlecenia, żeby utrzymać się podczas pisania powieści. Czyli niby dalej pracowałam w agencji, ale nie do końca, a przy tym rozpaczliwie usiłowałam infiltrować literacki światek. Chyba niewiedza na temat branży wydawniczej pomogła mi wiarygodnie opisać ją jako coś, z czym pani March faktycznie nie ma styczności, co jest dla niej tajemnicze i przytłaczające.

Trudno ci było z dnia na dzień rzucić pracę dla pisania?

Pod pewnymi względami było to proste, bo kiedy uświadomiłam sobie, że szefostwo chce mi dać awans, z którym będzie związana większa odpowiedzialność, więcej spotkań i więcej pracy przy czymś, czego zbytnio nie lubiłam, od razu wiedziałam, że chcę odejść. Ale z drugiej strony bardzo trudno było zrezygnować ze stałej pracy, biura, regularnej wypłaty i sztywnego grafiku i przestawić się na snucie się po domu w piżamie do południa i myślenie, co robić. Oczywiście było to wyzwalające i fajowe, ale ciągły stres związany z koniecznością odniesienia sukcesu potrafił dać się we znaki. Nadal mam aktywny stary adres e-mail, w razie gdybym musiała wrócić do reklamy.

Możemy się chyba zgodzić, że panią March niełatwo polubić. Nie obawiałaś się, że czytelnikom będzie przez to zupełnie obojętne, co się pani March przytrafi?

Nigdy nie rozumiałam potrzeby lubienia postaci, żeby czerpać przyjemność z lektury. Osobiście uwielbiam niesympatyczne postacie, mam je za fascynujące, a ich antypatyczność to główny argument za tym, żeby przerzucać kolejne strony, by dowiedzieć się, czemu są tacy, jacy są. Jeśli chodzi o panią March, to starałam się stworzyć bohaterkę, której los może będzie jasny dla czytelnika dość prędko, kogoś, kto pewnie nie zaskarbi sobie empatii czy lojalności, ale kogo psychika i sytuacja będą interesujące na tyle, żeby chcieć czytać dalej, by dowiedzieć się, co się jej przytrafi. To coś na kształt przyglądania się wypadkowi samochodowemu przez palce.

Z powodu swoich fiksacji na punkcie wyglądu i dóbr materialnych pani March kojarzyła mi się z Patrickiem Batemanem.

Tak! „American Psycho” było ogromną inspiracją dla mojej książki. Obsesja na punkcie bogactwa i pozoranctwa to coś, co na pewno łączy Patricka Batemana i panią March. Ale nie tylko, bo oboje tracą poczucie rzeczywistości, odpływają coraz bardziej i opuszcza ich pewność, czy to, czego doświadczyli, faktycznie się wydarzyło. Zachwyca mnie to, jak Ellisowi udało się osiągnąć tak niebywale precyzyjny efekt i nie stracić przy tym uwagi czytelnika.

Twoja powieść ma również wymiar satyryczny, portretujesz świat nowojorskich elit jako coś osobliwego, poniekąd nawet piekielnego. Czy to aby czysta fantazja?

Nie miałam tyle szczęścia, żeby osobiście doświadczyć życia nowojorskich elit, nie licząc biernej obserwacji podczas licznych wycieczek do miasta z moimi zamożnymi rodzicami, którzy zabierali mnie do wspaniałych hoteli i restauracji, gdzie podglądałam gości z daleka. Dlatego wydaje mi się, że poprzez panią March dałam wyraz tego, jak cudowny i onieśmielający wydawał mi się ten świat. Może też towarzyszyła temu pewna gorycz, że do niego nie należę? Myślę, że potencjał satyryczny kryje się w każdej sytuacji towarzyskiej, nieważne czy dotyczy ona elit, czy nie. Bo socjalizowanie się z ludźmi bywa najbardziej absurdalną i skomplikowaną rzeczą na świecie.

Podzielisz się swoim doświadczeniem jako autorki, która nie pisze w swoim, przynajmniej technicznie rzecz biorąc, macierzystym języku?

Wszystko, co czytam, co oglądam i czego słucham, jest po angielsku, dlatego to język, w którym uczyłam się pisać i w którym czuję się najbardziej komfortowo, tworząc fikcję. Towarzyszy temu pewien konflikt, bo czasem czuję się, jakbym zdradzała swój macierzysty język, którym jest hiszpański. I dziwnie chodzi mi się w ojczyźnie na wydarzenia literackie, bo nie mam pojęcia, o czym wszyscy mówią. Czuję się trochę, jakbym była między dwoma światami. Czasem daje mi to frajdę, a czasem alienuje. Mąż mówi, że moja hiszpańska osobowość jest o wiele zabawniejsza niż angielska.

A jak wyglądają losy zapowiadanej adaptacji „Pani March”? Czekam na ten film!

Studio nadal jest zainteresowane adaptacją, umowy się podpisują, ale nadal nie dzieje się nic konkretnego. Liczę, że niebawem się to zmieni!

Przeczytaj fragment książki „Pani March”

Książka „Pani March” jest dostępna w sprzedaży.

---
Artykuł sponsorowany, który powstał przy współpracy z wydawnictwem.


komentarze [3]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Adam G - awatar
Adam 23.11.2023 05:01
Czytelnik

do american psycho to tej książce daleko. Oj daleko...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
twujstary8 - awatar
twujstary8 20.03.2023 18:09
Czytelnik

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Bartek Czartoryski - awatar
Bartek Czartoryski 20.03.2023 15:30
Tłumacz/Redaktor

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam