-
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać39
List poparcia ustawy o ochronie rynku książki. Głos właścicielki małej księgarni na prowincji
Na prośbę Polskiej Izby Książki publikujemy list skierowany do Prezeski Polskiej Izby Książki Soni Dragi od Iwony Witkiewicz-Geisler z Księgarni Makama w Krapkowicach. List jest wyrazem poparcia „Ustawy o ochronie rynku książki” i prezentuje punkt widzenia właścicielki rodzinnej księgarni w niedużym mieście.
W ostatnich dniach głośno o Ustawie o ochronie rynku książki, której projekt został przekazany do konsultacji. Jej głównym założeniem jest nałożenie na wydawców i importerów książek papierowych obowiązku ustalenia jednolitej ceny książki przed wprowadzeniem jej do obrotu, a następnie utrzymywanie stałej ceny przez okres 12 miesięcy.
W środę, 28 kwietnia na prośbę inicjatorów sprzeciwu opublikowaliśmy list otwarty dotyczący nowych przepisów. 30 kwietnia zostaliśmy poproszeni o opublikowanie głosu poparcia dla Ustawy. Iwony Witkiewicz-Geisler, właścicielka Księgarni Makama w Krapkowicach, 28 kwietnia br. przesłała list do prezeski Soni Dragi. Pani Iwona Witkiewicz-Geisler wyraziła zgodę na upublicznienie jej głosu w dyskusji o ustawie na łamach lubimyczytać.pl.
Szanowna Pani Prezes,
jako właścicielka rodzinnej księgarni, w małym powiatowym miasteczku na Opolszczyźnie, Ustawę popieram od dawna. Zwłaszcza w stałej cenie upatruję naszą szansę przetrwania, tym bardziej, że w obecnej chwili ważą się już nasze losy, bo jest coraz trudniej.
Chcę się krótko odnieść do listu otwartego, opublikowanego przez portal lubimyczytać.pl.
Pierwsza, ogólna uwaga jest taka, że większość sygnatariuszy to ludzie z dużych firm, reprezentujący ich interesy. Rynek książki widziany z perspektywy małomiasteczkowego księgarza wygląda zupełnie inaczej. Wstrząsnął mną zwłaszcza akapit o tym, że nie jest konieczne utrzymanie małych księgarń z punktu widzenia interesu publicznego.
Pragnę zatem oświadczyć, że wszystkie argumenty o zapewnieniu dostępu do literatury dla szeroko rozumianego społeczeństwa, dzięki dostępności książek w handlu internetowym i świetnej informacji o nich, są fałszywe.
Mimo że wielu ludzi swobodnie posługuje się internetem, ma do niego dostęp, odczuwa też potrzebę i ma dostateczną wiedzę, by wyszukać i zakupić książkę w sieci, to jednak jest ogromny odsetek ludzi, którzy tego nie zrobią. Ci pierwsi to ludzie dobrze wykształceni, mieszkający przeważnie w dużych ośrodkach, obracający się w środowiskach kulturalno-naukowych. Natomiast wykluczeni to ludzie z małych miasteczek i wsi, nie radzący sobie w samodzielnym wyborze literatury, mający ograniczony dostęp do internetu lub nie posługujący się nim wcale. Ludzie słabiej wykształceni, którzy nie odczuwają potrzeby poszukiwania nowości wydawniczych na własną rękę. To osoby, które chcą obdarować bliskich książką, bo uważają to za wartościowy prezent, ale nie mają pojęcia, jak ją wybrać. To ludzie starsi, młodzież, dzieci, którzy nie przeszukują forów czytelniczych w poszukiwaniu rankingu najlepszych książek, nie jeżdżą do dużego miasta pooglądać nowości w salonie. W najlepszym wypadku sięgają po kolorowankę w markecie.
Wykluczone z tego rynku będą dzieci i młodzież, które wychowują się w takich właśnie małych ośrodkach i często książki znają tylko z biblioteki szkolnej albo z kosza w markecie (byle jakim markecie, bo w takich miasteczkach nie ma galerii z Empikiem!). A one i tak mają bardzo skromny dostęp do kultury w stosunku do rówieśników z większych miast.
Mogłabym jeszcze długo wymieniać ludzi, którzy będą wykluczeni z rynku książki, jeśli zamkniemy księgarnię w Krapkowicach. To są nasi klienci. (Część z nich w konsekwencji będzie wykluczona również z czytelnictwa, choć tu pewną pozytywną rolę mogą odegrać biblioteki i szkoły). To są ludzie, którzy zwracają się do nas o radę, co kupić. To są ludzie, którzy idąc z dzieckiem z przedszkola mogą wstąpić do księgarni i wspólnie wybrać książkę. To są klienci, którzy wpadają na jednej nodze „proszę o coś fajnego, bo nie mam czasu wybierać”. To są starsze osoby, które już nie przestawią się na zakupy on-line.
Niestety, klientów w naszej księgarni obecnie jest za mało, aby mogła przetrwać, bo wielu ubyło w czasie pandemii. Ci wszyscy, którzy radzą sobie z zakupami internetowymi, wybierają najniższą cenę. Nasze 5%, 10% czy nawet 20% rabatu, jaki możemy dać klientowi, jest niczym w porównaniu z tym, co znajduje się w internecie. I dlatego za chwilę ci, którzy u nas nadal kupują, a nie zrobią zakupów książkowych w innej formie, staną się wykluczonymi z rynku książki. A takich prowincjonalnych miejsc w Polsce są setki.
I nie może być tak, że liczą się wyłącznie argumenty, jakimi posługują się internauci. Nie może być miarodajna jakakolwiek statystyka i cytaty z ankiet, takich jak ta z lubimyczytać.pl. Bo cóż one mówią? Wyrażają opinię tylko tych ludzi, którzy korzystają z internetu tak sprawnie i powszechnie, że kupują za jego pośrednictwem, wypowiadają się w nim, znajdują pole do dyskusji i komentowania, wczytują się w artykuły tematycznie związane z książką. Czy to są klienci mojej księgarni? Czy to jest pełne spektrum mieszkańców mojego miasteczka, mojego powiatu? Oczywiście, że nie.
To o czym napisałam, to tylko jeden wycinek problemu księgarń stacjonarnych. Księgarnie kameralne, tematyczne, wielkomiejskie, księgarnio-kluby, księgarnio-kawiarnie, to osobne tematy. Ich strata też odbije się w sposób katastrofalny na rynku książki, jego różnorodności, dostępności, promocji mniej znanych autorów. Ja poruszyłam temat, który mnie dotyczy dlatego, bo o księgarniach klimatycznych, kameralnych sporo się mówi i docenia (choć pomocy i szans przetrwania im również brakuje). Ale o sytuacji i znaczeniu małych księgarń na prowincji nie mówi się wcale. Te, które jeszcze do czasu pandemii próbowały istnieć, teraz, po cichu, bez szumu medialnego zamykają się, znikają, przekształcają się w sklepy z zabawkami albo przemysłowe. I nikt tego nie widzi, że warszawiak albo wrocławianin, jak nie trafi do księgarni (a życzę księgarniom przetrwania z całego serca), jeszcze może wejść do galerii handlowej i wziąć do ręki książkę, a krapkowiczanin nawet tego nie ma.
Od dawna jestem przekonana, że jednolita cena może nam, czyli księgarniom stacjonarnym, pomóc. Lokalni klienci nie zadawaliby sobie tyle trudu, by wejść do naszej księgarni, poprzeglądać książki, po to tylko by wyjść i wyklikać zakup w internecie, po super cenie. A tak robią. Skoro już u nas książkę dla siebie znaleźli, to by ją przecież kupili - kosztowałaby tyle samo. Niestety siła argumentów innych niż cena to mit. Żadne rozdawane zakładki i papierowe torebki, ani artystyczne witryny, ani życzliwy uśmiech księgarki tego nie przeważą. A ostatni stali klienci, którzy nadal do nas zaglądają i kupując podkreślają, że robią to z życzliwości, w końcu też się wykruszą.
W tym roku postanawiałam sobie, że nie będę brała udziału w dyskusjach o Ustawie. W księgarni zostaliśmy tylko z mężem, bez pracowników. Zajmuję się sprawami firmowymi codziennie, do późnych godzin nocnych i brak mi czasu na przepisywanie się z demagogiami internautów. A jednak zmobilizowałam się na Pani apel, aby przedstawić swój punkt widzenia, spojrzenie księgarki z prowincji. Może gdyby takich głosów było więcej...
Z wyrazami szacunku
Iwona Witkiewicz-Geisler
Księgarnia Makama s.c
Na stronie lubimyczytac.pl/ustawa-o-ksiazce zbieramy dla Was wszystkie dostępne informacje, publikując głosy zarówno zwolenników, jak i przeciwników ustawy.
Tagi i tematy
komentarze [30]
Prawda jest taka, że pani z Krapkowic myśli tylko o swoim interesiku. Ma w nosie to, że czytelnik mniej kupi bo uniemożliwi mu to wysoka jednolita cena. Czytelnik to taki frazesik księgarzy którym zawsze wyciera się gębę gdy tak naprawdę chodzi o kasę. Niech się pani tak bardzo nie martwi o czytelnika z małego miasta bo nawet na zabitej deskami wsi jest już internet. A kto nie kupował książek to czy będzie pani z Krapkowic czy nie , kupować ich nadal nie będzie. Czytelnik który chce czytać i bez pani z Krapkowic znajdzie książkę. To że wprowadzi się taką jednolitą cenę nie spowoduje tego że polecę kupować do takich małych księgarenek. Jak kupowałam w necie tak będę tam kupować bo jest to dla mnie po prostu wygodniejsza opcja. Niech mi nikt nie mydli oczu, że o biednego czytelnikami tu chodzi. Zasłanianie się czytelnikiem to czysta hipokryzja. Tak naprawdę chodzi tylko o to by dorżnąć czytelnika. Jednolita cena tak naprawdę spowoduje obniżenie liczby czytelników. Wielu nie kupi już 5 książek ale 2 może 3 pozycje w miesiacu. Albo wcale. Mam wrażenie że w tej całej ustawie chodzi o wtórny analfabetyzm Polaków, który jest rządzącym na rękę. Nie o dziś wiadomo, że głupim zawsze dobrze się rządzi.
Prawda jest taka, że pani z Krapkowic myśli tylko o swoim interesiku. Ma w nosie to, że czytelnik mniej kupi bo uniemożliwi mu to wysoka jednolita cena. Czytelnik to taki frazesik księgarzy którym zawsze wyciera się gębę gdy tak naprawdę chodzi o kasę. Niech się pani tak bardzo nie martwi o czytelnika z małego miasta bo nawet na zabitej deskami wsi jest już internet. A kto...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Różne głosy pokazują, że różne są spojrzenia i potrzeby. Współczuję pani, która prowadzi tę małą, prowincjonalną księgarenkę, ale mniemam, że jednak jest skazana na zagładę. Pewnie lepiej byłoby zamienić książkowy biznes na jakiś bardziej dochodowy, zanim utopi się oszczędności. Ale może kocha pracę z książkami, a miłość trudno się uśmierca, chociaż to jest możliwe.
Ja nie mam problemu z cenami książek, bo kupuję rzadko i tylko bardzo ściśle wyselekcjonowane tytuły. Internet gwarantuje na dzień dobry 30% upustu w cenie w stosunku do księgarni. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem w księgarni, żeby przejrzeć, co jest ciekawego. W tę wiedzę jestem uzbrojony po posiedzeniu przy komputerze. Po co mam jeszcze iść do księgarni? A jeśli na dobrą cenę przyjdzie mi poczekać nieco dłużej to też nic się nie stanie. Mam taką listę zaległych lektur, że naprawdę niech ktoś sprzeda mi raczej więcej czasu, a nie książek.
Jakoś nigdy nie byłem świadkiem w praktyce tego, o czym niektórzy starają się tu usilnie w komentarzach przekonywać: tych pogadanek z wykształconym księgarzem, wymiany poglądów o autorach, wydawcach, nowościach i starociach. Takie duby smalone, moim zdaniem. I to mówię o czasach, gdy rzeczywiście w księgarniach bywałem często i spędzałem w nich czas dla jego zabicia. Jakieś 15 lat temu i wcześniej. No, niech będzie, że 10 lat i wcześniej. Ani w Empiku, ani w mniejszych księgarniach, ani w moich ulubionych miejscach jak księgarnie taniej książki, gdzie czasem wyrywało się rarytasy, ale faktycznie trzeba było przejrzeć niemal całą ofertę, więc i półtorej godziny schodziło na szperaniu. Nigdy nie byłem świadkiem ożywionych dyskusji nikogo z nikim, stąd moje przekonanie, że to jednak jakieś projekcje wyobraźni niektórych osób, które pewnie 2 minuty spędzone przy kasie i wymianę zdań: - Gotówka czy karta? - Karta., awansują do rangi ożywionej dysputy. Może jeszcze w antykwariacie, jeśli takowe do dziś się uchowały. Nie widzę więc obecnie nawet pola do takiej rozmowy, gdzie czasy dla książki chyba jednak trochę się pogorszyły.
W sprawie tej ustawy też nie mam zdania, a gdybym miał to i tak nic nie znaczy. Ludzie głosują portfelami, a jak ceny będą takie same, to jak zwykle ktoś straci i zyska, ale myślę, że małe księgarnie wcale na tym rewelacyjnie nie wyjdą. Właściwie myślę, że nic się dla nich nie zmieni. Te, co mają upaść - w końcu upadną, nieliczne dalej będą łączyły z trudem koniec z końcem. W końcu wciąż siedząc w domu, mogę przejrzeć całą ofertę danej księgarni, jedynie klikając, a jednocześnie sprawdzając opinie, recenzje, tworząc zestawy. Nie wiem, jak stacjonarna księgarnia chce z tym wygrać. Ani ceną, ani wygodą, ani szybkością. To czym?
Jedynie książki dla dzieci wymagają obejrzenia, bo dzieci mają swoje kryteria. Ale tu na przykład korzystamy z biblioteki, bo gdybym miał kupić te kilkaset książek, które przez minione lata wypożyczyliśmy synowi, to nie miałbym gdzie mieszkać, chyba że domową biblioteczkę urządziłbym w piwnicy.
A gdyby jeszcze wspomnieć tych, co książki w klasycznej formie już dawno porzucili i przeszli na e-booki, ciągnąc za friko z netu i mając w nosie wszystkich: począwszy na autorze a księgarza to już zwłaszcza.
W sumie śmierć księgarń jest oczywista. Raczej prędzej niż później. Nie windowałbym sztucznie cen, bo to nie doprowadzi do rozkwitu branży. Gdy w grę wchodzą pieniądze, to sentymenty umierają.
Różne głosy pokazują, że różne są spojrzenia i potrzeby. Współczuję pani, która prowadzi tę małą, prowincjonalną księgarenkę, ale mniemam, że jednak jest skazana na zagładę. Pewnie lepiej byłoby zamienić książkowy biznes na jakiś bardziej dochodowy, zanim utopi się oszczędności. Ale może kocha pracę z książkami, a miłość trudno się uśmierca, chociaż to jest możliwe.
Ja nie...
"Prezeski Polskiej Izby Książki"
Ale mi to brzydko i dziwnie brzmi. Nienaturalnie. Co jest złego w słowie "prezes" i dlaczego trzeba robić z tego żeńską odmianę?
Mój tata jest prezesem. No ok, spoko.
"Moja mama jest prezeską". "Sorry, kim jest? A! Prezesem, ok".
A może tak:
Mam psa w domu.
Mam kota w domu.
Mam pieskę w domu. Mam kotkę w domu.
Mam Rybkę w domu. Mam Rybka w domu.
I jeszcze:
Doktor, doktorka.
Moja mama jest doktorką, listonoszką, kominiarką (kobietą kominiarzem), stomatolożką, tramwajarką, przewodniczką, chirurgiczką, paleonotlożką, biolożką.
Ludzie dajcie spokój, idzie sobie język połamać.
A po ludzku:
Moja mama jest doktorem, listonoszem, kominiarzem, tramwajarzem, stomatologiem, przewodnikiem, chirurgiem, paleontologiem i biologiem.
A mój ojciec jest śmieciarzem, pracuje w utylizacji odpadów. Znajoma mojego ojca też tam pracuje i jest śmieciarką.
No a czemu nie, skoro może być prezeska to i śmieciarka chyba być może. Racja?
Jak już utrudniamy sobie język, to bądźmy konsekwentni.
On jest wędkarzem. Ona jest wędkarką (albo wędkareczką). On rybakiem. Ona rybaczką (no to jeszcze w miarę brzmi - rybaczka).
I tak bez końca...
"Prezeski Polskiej Izby Książki"
Ale mi to brzydko i dziwnie brzmi. Nienaturalnie. Co jest złego w słowie "prezes" i dlaczego trzeba robić z tego żeńską odmianę?
Mój tata jest prezesem. No ok, spoko.
"Moja mama jest prezeską". "Sorry, kim jest? A! Prezesem, ok".
A może tak:
Mam psa w domu.
Mam kota w domu.
Mam pieskę w domu. Mam kotkę w domu.
Mam Rybkę w domu. Mam...
Moim skromnym zdaniem stanowisko Pani z Krapkowic jest słabo uzasadnione. Wykluczeni, na ktòrych dobrze usiłuje oprzeć swoje tezy przychodzą i kupują już teraz. Ustawa niczego nie zmieni w tych relacjach. Ci co kupują w internecie dalej będą tam kupować, tyle, że mniej. Miłośnicy elektroniki, nie przerzucą się nagle na papier, też najwyżej kupią mniej e-książek itd. Globalnie sprzedaż książek będzie mniejsza. Książkomaniacy zwykle nie dysponują nieograniczonymi budżetami na zakup książek. Problem, moim zdaniem, leży w pomyśle na małe , lokalne księgarnie, a raczej jego braku. To specyficzny biznes. Klienta trzeba przekonać, zachęcić, umieć doradzić. Czasem umiejętnie pożenić z innym biznesem. Ostatnio popularne się stają księgarnio-kawiarnie. Czasem korzystam zwykle poza satysfakcją z wypitej kawy wynoszę też książkę. Generalnie książki kupuję i tak, i tak. Zwykle mam budżet miesięczny, więc kupuję taniej w necie lub w antykwariatach. To sposób, żeby kupić więcej. Jest jedno ale - lubię czasem pogadać o książkach. Zabieram się więc raz na dwa miesiące na wycieczkę do lokalnej księgarni. Kupię wtedy mniej sztuk, ale z jaką przyjemnością ! Pogadam o książkach, autorach , ilustratorach, wydawnictwach. Warunek, obsługa musi mieć coś do powiedzenia w temacie, a to nie jest takie oczywiste. Nie da się prowadzić księgarni jak warzywniaka. Zresztą do tego drugiego też trzeba mieć zacięcie. Może więc trzeba zmienić mentalność lokalnych księgarzy? Tylko, tego nie zrobi żadna ustawa.
PS. Ostatnio jedno z wydawnictw wypuściło dodruk pewnej dość popularnej, nie taniej książki do lokalnych księgarni wcześniej, do molochów dopiero po kilku dniach. Można? Można! Ja w lokalnej księgarni kupiłam, aż dwie wydając całkiem sporą sumę.
Moim skromnym zdaniem stanowisko Pani z Krapkowic jest słabo uzasadnione. Wykluczeni, na ktòrych dobrze usiłuje oprzeć swoje tezy przychodzą i kupują już teraz. Ustawa niczego nie zmieni w tych relacjach. Ci co kupują w internecie dalej będą tam kupować, tyle, że mniej. Miłośnicy elektroniki, nie przerzucą się nagle na papier, też najwyżej kupią mniej e-książek itd....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZ tego co zrozumiałam z projektu ustawy to książki elektroniczne i obcojęzyczne nie będą jej podlegać.
Z tego co zrozumiałam z projektu ustawy to książki elektroniczne i obcojęzyczne nie będą jej podlegać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKsiążki elektroniczne,mają w Polsce dziwny status. Generalnie nie są traktowane jak książki, dlatego np są obłożone wyższą stawką VAT. Przytoczyłam ten przykład, aby pokazać, że technolgie zmieniają nasze upodobania i ustawa nie ma tu nic do powiedzenia.
Książki elektroniczne,mają w Polsce dziwny status. Generalnie nie są traktowane jak książki, dlatego np są obłożone wyższą stawką VAT. Przytoczyłam ten przykład, aby pokazać, że technolgie zmieniają nasze upodobania i ustawa nie ma tu nic do powiedzenia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Z listu tak naprawdę wynika, że Pani z Krapkowic liczy, że jednolita cena książki sprawi, że ci, którzy tylko ją oglądają u niej, a kupują za co najmniej 25% taniej w internecie (wliczając ewentualny koszt dostawy), teraz będą ją musieli kupić u niej. A cała gadka o wykluczonych staruszkach to pic na wodę i taka ściema o rzekomym prospołecznym nastawieniu polskich Januszy i Grażyn biznesu. Jeśli u niej kupują tylko potencjalnie wykluczeni, to nadal będą kupować. Ale rzadziej, bo książki będą droższe. Ta Pani po prostu chce zarobić na tych, którzy tylko oglądają książki, by kupić gdzie indziej oraz na lekturach szkolnych, szczególnie z młodszych klas podstawówki, kiedy jeszcze rodzice coś kupują dzieciom.
Wiele sklepów z droższymi produktami (od butów, poprzez np. część sprzętu rtv, agd, foto - szczególnie akcesoria) ma ten sam problem, klienci traktują je jako showroomy i kupują taniej w internecie, a póki co nikt nie wprowadza jednolitej ceny butów czy obiektywów etc. A ze sklepami internetowymi przegra zawsze, bo nie sprowadzi takiego asortymentu, jakie mają te sklepy. A jak mam iść dwa razy do księgarni, raz zamówić, raz odebrać i to w godzinach pracy, to sto razy wolę zamówić w necie i odebrać w paczkomacie.
Z listu tak naprawdę wynika, że Pani z Krapkowic liczy, że jednolita cena książki sprawi, że ci, którzy tylko ją oglądają u niej, a kupują za co najmniej 25% taniej w internecie (wliczając ewentualny koszt dostawy), teraz będą ją musieli kupić u niej. A cała gadka o wykluczonych staruszkach to pic na wodę i taka ściema o rzekomym prospołecznym nastawieniu polskich Januszy i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDobrze, że pojawiają się w tej dyskusji głosy z każdej strony, problem w tym, że Pani, odpowiadając na publikowany ostatnio list otwarty, w minimalnym tylko stopniu odniosła się do jego treści, argumentów i postulatów. Wyciągnęła tylko jedno stwierdzenie dotyczące małych księgarni i udowadnia, że są one nadal potrzebne. I zgadzam się w zupełności, że dla wielu osób mała lokalna księgarnia, w której kupują książki od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat nadal jest potrzebna, nie widzę jednak żadnego argumentu wskazującego, że to właśnie stała cena książki miałaby tą księgarnię uratować. Jeżeli ktoś kupuje tylko w tej księgarni, potrzebuje porady księgarza, nie korzysta z internetu, to nie pójdzie szukać książki tam gdzie taniej, a kupi na miejscu. Pytanie jednak, czy jeżeli ta mała księgarnia nie będzie mogła dać nawet tego małego, niekonkurencyjnego, 5-10% rabatu, to czy każdy tą książkę kupi. Czy odstraszony ceną nie zrezygnuje z zakupu, bądź co bądź produktu nie pierwszej potrzeby. Bo w mrzonki o tym jakoby cena okładkowa książek miałaby spaść po wprowadzeniu ustawy wierzą chyba tylko płaskoziemcy.
Dobrze, że pojawiają się w tej dyskusji głosy z każdej strony, problem w tym, że Pani, odpowiadając na publikowany ostatnio list otwarty, w minimalnym tylko stopniu odniosła się do jego treści, argumentów i postulatów. Wyciągnęła tylko jedno stwierdzenie dotyczące małych księgarni i udowadnia, że są one nadal potrzebne. I zgadzam się w zupełności, że dla wielu osób mała...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejŻadne zakupy przez internet nie dają mi takiej frajdy, jak zakupy w stacjonarnym sklepie. Wybieranie i zakup książek w księgarni stacjonarnej to jak dla innych kobiet wypad na zakupy ciuchów :) Jestem z miasta wojewódzkiego, z wyższym wykształceniem, z pełnym dostępem do neta, ale nie każdy chce spędzać życie żyjąc online...Zakupy online to nie to samo i nigdy nie będzie to samo.Ujednolicenie cen ma dla mnie sens, ale wiadomo, że dla większości kluczem będzie cena końcowa. Dla mnie ważne jest też to, by w końcu wydawnictwa płaciły lepiej autorom książek.
Żadne zakupy przez internet nie dają mi takiej frajdy, jak zakupy w stacjonarnym sklepie. Wybieranie i zakup książek w księgarni stacjonarnej to jak dla innych kobiet wypad na zakupy ciuchów :) Jestem z miasta wojewódzkiego, z wyższym wykształceniem, z pełnym dostępem do neta, ale nie każdy chce spędzać życie żyjąc online...Zakupy online to nie to samo i nigdy nie będzie to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Co kto lubi. Ja nie cierpię chodzić po sklepach, jakichkolwiek. Za to lubię kupić tanio interesujące mnie tytuły. Może jestem dziwna, ale większą frajdę mam gdy mając budżet na książki 100zł mogę kupić 4-5 (a jak trafi się fajna promocja to 7-8) tytułów niż kupując za te same pieniądze 2 książki w księgarni stacjonarnej.
Jeśli ktoś kupuje w księgarniach stacjonarnych za cenę okładkową to dla niego będzie bez różnicy czy ustawa wejdzie czy nie, ale dla osób z ograniczonym budżetem, które mogły sobie pozwolić na kupno książek tylko na promocjach, z dużymi rabatami już różnicę będzie robić ogromną. Część czytelników ograniczy zakupy do tych najbardziej wyczekiwanych nowości, a resztę tytułów będzie kupować po 12 miesiącach od premiery, część przerzuci się na abonament Legimi, inni zamiast kupować będą wypożyczać z bibliotek, ale trafią się też osoby, które całkiem zrezygnują z czytania.
Ujednolicenie ceny książek nie wpłynie korzystnie na zarobki autorów. Droższe książki = mniej sprzedanych egzemplarzy.
Za to poziom czytelnictwa i ilość wydawanych nowości spadnie.
Co kto lubi. Ja nie cierpię chodzić po sklepach, jakichkolwiek. Za to lubię kupić tanio interesujące mnie tytuły. Może jestem dziwna, ale większą frajdę mam gdy mając budżet na książki 100zł mogę kupić 4-5 (a jak trafi się fajna promocja to 7-8) tytułów niż kupując za te same pieniądze 2 książki w księgarni stacjonarnej.
Jeśli ktoś kupuje w księgarniach stacjonarnych za...
otóż to. dodam tylko, że jak się wszyscy przerzucą na legimi, to wydawnictwa na pewno nie będą lepiej płaciły autorom, bo nie będzie z czego...
otóż to. dodam tylko, że jak się wszyscy przerzucą na legimi, to wydawnictwa na pewno nie będą lepiej płaciły autorom, bo nie będzie z czego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jestem mamą trójki, dla każdego kupuję książki, dla siebie i męża też. Kupno raz w miesiącu książkę dla 5 osób to spory wydatek, ale kochamy książki, cieszymy się, że udało się zarazić dzieciaki tą pasją. Dla mnie ważna jest cena, kupuję tam,gdzie najbardziej mi się opłaca. Ostatni rok to zwykle zakupy przez internet, tak jest wygodnie.
Nic dobrego nie wynikinie z jednolitej ceny książek, wątpię by to jakoś znacząco miało mieć wpływ na sytuację małych księgarni.
Jestem mamą trójki, dla każdego kupuję książki, dla siebie i męża też. Kupno raz w miesiącu książkę dla 5 osób to spory wydatek, ale kochamy książki, cieszymy się, że udało się zarazić dzieciaki tą pasją. Dla mnie ważna jest cena, kupuję tam,gdzie najbardziej mi się opłaca. Ostatni rok to zwykle zakupy przez internet, tak jest wygodnie.
Nic dobrego nie wynikinie z...
Byłbym nawet skłonny od czasu do czasu zakupić coś w takiej kameralnej księgarni, lecz ujednolicenie cen nie jest lekiem na całe zło. Najpierw trzeba się zająć tematem cen książek, które wielu spędzają sen z powiek. We Francji czytelnicy mają zdecydowanie bardziej wysublimowane gusta niż polscy czytelnicy. W Polsce może ok. 20-30 proc. czytelników wybiera ambitniejsze książki, reszta sięga po lekkie, łatwe i niewymagające, które niewiele się różnią od programów w tv. Ponadto, ludzie z klasy średniej, i ci aspirujący wyżej prowadzą życie na zdecydowanie lepszym poziomie finansowym niż u nas. Takie porównania są więc guzik warte. To samo stało się jakiś czas temu z kinami studyjnymi, które zostały dosłownie zaorane przez multipleksy. Nie należę do fanów seansu kinowego, gdzie zamiast skupienia na obrazie, moją uwagę odwraca siorbanie, mlaskanie lub podglądanie komórki (te zakazy przed seansem można między bajki włożyć). To, że cena będzie identyczna w sieci i w księgarni stacjonarnej niczego nie zmieni. Ok, pozwoli na jakiś czas uratować te mniejsze księgarnie, ale na jak długo? Zamiast szukania długotrwałych i ambitniejszych rozwiązań, ustawodawca idzie na łatwiznę. Współczuję właścicielce, i może w idealnym świecie, zarówno kameralne księgarnie, jak i kina studyjne by przetrwały, ale realia kapitalizmu są nieubłagane. To jest trochę walka z wiatrakami, bo i tak coraz więcej ludzi będzie stawiało książki na jakimś odległym miejscu, i czytelnictwo tak czy owak przegra nierówną walkę z internetem, mediami społecznościowymi, grami czy smartfonami. Przykre, ale prawdziwe.
Byłbym nawet skłonny od czasu do czasu zakupić coś w takiej kameralnej księgarni, lecz ujednolicenie cen nie jest lekiem na całe zło. Najpierw trzeba się zająć tematem cen książek, które wielu spędzają sen z powiek. We Francji czytelnicy mają zdecydowanie bardziej wysublimowane gusta niż polscy czytelnicy. W Polsce może ok. 20-30 proc. czytelników wybiera ambitniejsze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tak, to bolesne, czasy się zmieniają, wchodzą nowe technologie, ludzie idą tam gdzie taniej, łatwiej, ciekawiej. Niestety, niektóre modele biznesowe nie przetrwają dłużej. I wiem że to trudne, zmienić coś co robiło się od lat i być może nawet robiło dobrze. Współczuję Pani właścicielce księgarni, na prawdę bardzo jej współczuję. Jednak niestety myślę że z takim nastawieniem odniesie porażkę nawet jeśli ustawa wejdzie w życie i ceny książek będą faktycznie utrzymywane przez rok na tym samym poziomie wszędzie.
Bo nie można dziś liczyć że księgarnia założona parę - paręnaście-parędziesiąt lat temu będzie w stanie przynosić dochód za rok czy dwa, czy pięć, czy do emerytury. Chyba że ktoś pomyśli o jakimś nowym dodatku do standardowego modelu. Książka i kawa/herbata/kakao w wersji zimowej? Czemu nie? W końcu kawy przez internet nikt nie powącha i nie wypije. Przy zakupie książki ciastko w promocji? Też fajnie, szczególnie jeśli to będzie ciastko domowej roboty, smaczne i pachnące. Parę stolików gdzie można posiedzieć i poczytać w przyjaznej atmosferze gdy już pandemia zostanie odwołana? Też miło. Choćby klatka z kanarkiem lub papużką, żeby przywabić klientów z dziećmi? To tylko pierwsze propozycje z brzegu, nie znam rynku lokalnego i jego wymagań ale jakieś rozwiązanie na pewno by się znalazło. Bo najłatwiej jest przeklinać czasy, w których nam przyszło żyć, a najtrudniej pomyśleć jak się do nich dostosować, skoro zmienić już i tak nic się nie da a kijem rzeki nie zawrócisz...
Tak, to bolesne, czasy się zmieniają, wchodzą nowe technologie, ludzie idą tam gdzie taniej, łatwiej, ciekawiej. Niestety, niektóre modele biznesowe nie przetrwają dłużej. I wiem że to trudne, zmienić coś co robiło się od lat i być może nawet robiło dobrze. Współczuję Pani właścicielce księgarni, na prawdę bardzo jej współczuję. Jednak niestety myślę że z takim nastawieniem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Argumenty według mnie zupełnie nie trafione.
Świat się zmienia, może 10 lat temu starsze osoby nie korzystały z internetu, ale jest ich coraz mniej. Moja prababcia ma prawie 90 lat i niedawno stwierdziła, że chce mieć smartfon, radzi sobie z nim bardzo dobrze. Z kolei młodzież, w oczach wielu, jest "przyrośnięta" do smartfonów i jeśli czyta książki to prawie na pewno regularnie zagląda na profile w mediach społecznościowych poświęcone książkom w poszukiwaniu ciekawych tytułów i nie ma najmniejszych problemów z zakupami internetowymi, a także pomogą babci/dziadkowi w znalezieniu i kupnie.
Mieszkanie na wsi czy małym miasteczku. Coraz ciężej znaleźć miejsce, w którym zasięgu nie ma lub jest słaby. Wiele osób mieszkających w małych miejscowościach kupuje przez internet bo wygodniej im zamówić coś do paczkomatu przy supermarkecie i odebrać przy okazji robiąc zakupy spożywcze.
Autorką wstrząsnął akapit o interesie publicznym, a mną wstrząsnęły absurdalne argumenty. Jak zwiększenie cen książek ma pomóc małym księgarniom i zwiększyć poziom czytelnictwa? Nikomu nagle wypłata nie wzrośnie żeby mógł kupować książki w cenie okładkowej. Ja, jeśli ta chora ustawa wejdzie w życie, będę stać przed wyborem książki czy pasja. Bo na to i na to przestanie mnie stać. No niestety żyjemy w polsce, ciężko utrzymać się, jednocześnie finansując sobie pasję i kupując książki. Osoba mająca budżet na książki 100 zł będzie wolała kupić przez internet najbardziej interesujące ją tytuły niż pójść do małej księgarni i kupić to co będzie leżeć na półce. A jeśli już będzie kupować stacjonarnie to wybierze się do dużej księgarni gdzie szansa na znalezienie konkretnego tytułu jest większa.
Prawie zapomniałam, argument o doradztwie z moich doświadczeń także jest błędny. Byłam w paru małych księgarniach i za każdym razem miałam wrażenie, że nie jestem tam mile widziana. W jednych przyglądano się uważnie każdemu mojemu ruchowi, a w innych byłam traktowana jak powietrze. A pomoc w wyborze? Jeśli księgarz nie strzeli focha, że mu przeszkadzasz w gapieniu się w telefon to coś tam doradzi. Jeśli już ktoś chce prosić o pomoc w wyborze to lepiej iść do empiku czy świata książki.
Odnoszę wrażenie, że autorka listu zatrzymała się jakieś 15-20 lat temu i nie potrafi pogodzić się z tym, że świat idzie dalej.
Argumenty według mnie zupełnie nie trafione.
Świat się zmienia, może 10 lat temu starsze osoby nie korzystały z internetu, ale jest ich coraz mniej. Moja prababcia ma prawie 90 lat i niedawno stwierdziła, że chce mieć smartfon, radzi sobie z nim bardzo dobrze. Z kolei młodzież, w oczach wielu, jest "przyrośnięta" do smartfonów i jeśli czyta książki to prawie na pewno...
W samym projekcie Ustawy i w towarzyszących mu dyskusjach najbardziej dziwi mnie brak jednego tematu, który dla sytuacji rynku książki i dla przetrwania małych księgarń ma znaczenie znacznie większe niż propozycje ustawy. Chodzi o ogniwo pośrednie między wydawca i księgarnią - o sieć dystrybucji. To tam są największe dochody, największe marże procentowe i największe "cuda" np. z terminami płatności. Czy naprawdę nikt nie ma pomysłu (a może odwagi) aby znaleźć sposób na naprawę tego ogniwa rynku? Gdyby ktoś znalazł sposób na poprawę funkcjonowania dystrybucji, zrobiłby dla księgarzy i czytelnictwa książek dużo więcej niż może dać jakiekolwiek manipulowanie ceną detaliczną.
W samym projekcie Ustawy i w towarzyszących mu dyskusjach najbardziej dziwi mnie brak jednego tematu, który dla sytuacji rynku książki i dla przetrwania małych księgarń ma znaczenie znacznie większe niż propozycje ustawy. Chodzi o ogniwo pośrednie między wydawca i księgarnią - o sieć dystrybucji. To tam są największe dochody, największe marże procentowe i największe...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPowrót socjalizmu, proponuje na wszystko w sklepach stałe ceny ustalane przez sekretarza partii. Za udzielenie rabatu klientowi kara finansowa zarówno dla sprzedawcy jak i klienta. To już było i się nie sprawdza. Osobiście jestem zwolennikiem myśli ekonomicznej prezentowanej przez takich myślicieli jak Mises, Hayek czy Carl Menger a nie Marks.
Powrót socjalizmu, proponuje na wszystko w sklepach stałe ceny ustalane przez sekretarza partii. Za udzielenie rabatu klientowi kara finansowa zarówno dla sprzedawcy jak i klienta. To już było i się nie sprawdza. Osobiście jestem zwolennikiem myśli ekonomicznej prezentowanej przez takich myślicieli jak Mises, Hayek czy Carl Menger a nie Marks.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW sumie pomimo mojego negatywnego nastawienia do projektu to sporo racji w tym liscie jesli chodzi o problemy lokalnych ksiegarn. Jednak czy takiego samego wykluczenia jakie przezywaja czytelnicy w Krapakowicach nie znajduja ludzie szukajacy dobrego lokalnego szewca? W pewien sposob internet zmienia otoczenie i nie da sie zatrzymac postepu. Ja kupuje bardzo duzo ksiazek i w zasadzie cena jest jedynym argumentem w wyborze miejsca gdzie dokonuje zakupu. Same tez pozycje rzadko kiedy przegladam w typowej ksiegarni stacjonarnej gdyz najczesciej po prostu ich tam nie ma. Regal z biznesem jest bodaj najmniejszym dzialem w empiku, bo regalu z ksiazkami inzynierskimi (ktory byl jeszcze mniejszy) nie ma tam juz od dawna. Podejrzewam, ze nie kupilbym tych wszystkich pozycji gdybym mial placic cene okladkowa, ale dodam tez, ze ksiazki inzynierskie w cenie okladkowej kupuje. Dzieje sie tak dlatego, ze tak na prawde nie ma na nie innej ceny, a do tego ich naklad jest maly. Dyskusja jak zwykle ma zatem 2 strony medalu lecz na koniec dnia i tak koszt zmian poniesie czytelnik. Czy zechce to zrobic zalezec bedzie pewnie jedynie od produktu. Czy zrobi to przez ksiegarnie stacjonarna zalezec bedzie jeszcze od jego wygody. Po prostu, nie zatrzymacie postepu...
W sumie pomimo mojego negatywnego nastawienia do projektu to sporo racji w tym liscie jesli chodzi o problemy lokalnych ksiegarn. Jednak czy takiego samego wykluczenia jakie przezywaja czytelnicy w Krapakowicach nie znajduja ludzie szukajacy dobrego lokalnego szewca? W pewien sposob internet zmienia otoczenie i nie da sie zatrzymac postepu. Ja kupuje bardzo duzo ksiazek i w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa w tym liście widzę inną tezę- czytelnik kupuje tam, gdzie jest najniższa cena. Nie wiem czy tak jest w rzeczywistości, jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że tak. Prosty przykład z tego tygodnia. W jednej z sieci handlowych pojawiły się nowości z rynku wydawniczego, wszystkie w niższej cenie niż okładkowa. Jest dość oczywiste, że wiele osób kupi książkę w niższej cenie, przy okazji zakupów spożywczych. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Jednak perspektywa "małej księgarni" jest taka- straciła klienta ponieważ nie stać ją na takie obniżenie ceny książki. Z oczywistych względów nie może konkurować z siecią handlową, która zamawiając ogromne ilości towaru wynegocjowała lepsze ceny. Czy jednolita cena za książkę w internecie, księgarni czy dyskoncie spożywczym spowoduje, że mniejsze podmioty będą bardziej konkurencyjne? - intuicyjnie wydaje się, że tak. Szczególnie przy założeniu, że cena jest determinantem przy zakupie. Pozostaje tylko pytanie czy wyrównanie cen nie wypłynie na ich podwyższenie, a jeśli tak to czy wielu czytelników nie odwróci się od leganych źródeł zakupu. Dużo znaków zapytania.
Ja w tym liście widzę inną tezę- czytelnik kupuje tam, gdzie jest najniższa cena. Nie wiem czy tak jest w rzeczywistości, jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że tak. Prosty przykład z tego tygodnia. W jednej z sieci handlowych pojawiły się nowości z rynku wydawniczego, wszystkie w niższej cenie niż okładkowa. Jest dość oczywiste, że wiele osób kupi książkę w niższej cenie,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa nie rozumiem listu, szcz. pierwszej części. Pani pisze, że jej klienci to ludzie, którzy raczej nie kupują w Internecie, potrzebują rady księgarza i nie mają (chyba) innej księgarni w Krapkowicach (a na pewno nie empiku). Ale przecież (teoretycznie) tacy klienci nadal pozostaną klientami tej księgarni. Bo chyba pani nie spodziewa się, że jednolita cena będzie niższa? Skoro cena w małej księgarni pozostanie bez zmian, to dotychczasowi klienci też powinni zostać. A jeżeli już się wykruszają, to jednolita cena ich nie zatrzyma. Bo będzie wszędzie tak samo drogo. Kto sobie ceni wygodę w Internecie, nadal będzie tam zamawiał (może mniej, bo będzie drożej), a kto ceni sobie poradę w księgarni albo lubi księgarza - i tak pójdzie do księgarni stacjonarnej.
Ja nie rozumiem listu, szcz. pierwszej części. Pani pisze, że jej klienci to ludzie, którzy raczej nie kupują w Internecie, potrzebują rady księgarza i nie mają (chyba) innej księgarni w Krapkowicach (a na pewno nie empiku). Ale przecież (teoretycznie) tacy klienci nadal pozostaną klientami tej księgarni. Bo chyba pani nie spodziewa się, że jednolita cena będzie niższa?...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDokładnie to samo pomyślałam. Skoro już teraz ceny książek w małych księgarniach są wyższe, bo nie można pozwolić sobie na takie rabaty, jak w przypadku dużych sieciówek w internecie, a jednak lokalni czytelnicy nadal tam kupują, bo np. z internetu nie chcą korzystać, to nie przestaną nagle. A osoby, które szukają jak najtańszych książek w internecie, bo inaczej nie mogliby sobie na nie pozwolić, nie rzucą się od razu na te książki w małych księgarniach - po prostu nie będą tyle kupować. Czy naprawdę ta ustawa sprawi, że małe księgarnie nagle odbiją się i zaczną mieć większe obroty ? Jeśli cena nowości będzie ustalona na stałym poziomie i będzie tak samo wysoka jak cena okładkowa książek teraz, to nie sądzę, że ludzie zaczną nagle więcej wydawać w małych księgarniach. To miałoby może większą rację bytu, gdyby faktycznie ta stała cena była już od początku niższa niż na okładce, ale tak, jak się mogę domyślić, raczej nie będzie. Czytelnicy przerzucą się na abonamenty w Legimi/Empik Go, będą szukać książek z drugiej ręki lub ograniczą swoje zakupy. Trzeba naprawdę mieć spore zarobki i nadmiar gotówki, żeby ceny książek nie robiły komuś różnicy.
Dokładnie to samo pomyślałam. Skoro już teraz ceny książek w małych księgarniach są wyższe, bo nie można pozwolić sobie na takie rabaty, jak w przypadku dużych sieciówek w internecie, a jednak lokalni czytelnicy nadal tam kupują, bo np. z internetu nie chcą korzystać, to nie przestaną nagle. A osoby, które szukają jak najtańszych książek w internecie, bo inaczej nie mogliby...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejChyba zdaniem tej Pani jej księgarnia nie przetrwa, bo nie stać jej na promocje i rabaty. Chociaż nie bardzo wiadomo z kim ma walczyć rabatami, skoro jej klienci nie kupują w internecie? Z listu wynika, że może przetrwać tylko będąc monopolistą i sprzedając swój towar ze ceny urzędowe (zapewne szczególnie na lektury szkolne - najczęściej kupowane pozycje w księgarniach stacjonarnych obok podręczników do podstawówki i książek dla dzieci). Słabe i nielogiczne argumenty.
Chyba zdaniem tej Pani jej księgarnia nie przetrwa, bo nie stać jej na promocje i rabaty. Chociaż nie bardzo wiadomo z kim ma walczyć rabatami, skoro jej klienci nie kupują w internecie? Z listu wynika, że może przetrwać tylko będąc monopolistą i sprzedając swój towar ze ceny urzędowe (zapewne szczególnie na lektury szkolne - najczęściej kupowane pozycje w księgarniach...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie ma tu nic nielogicznego. Autorka wskazuje, że liczba jej klientów się zmniejsza, bo nie jest w stanie konkurować z wielkimi sieciami i internetem. Kiedy zmniejszy się poniżej pewnego poziomu, księgarnia padnie. A wtedy ta część klientów, którzy nie kupują w internecie, zostanie pozbawiona dostępu do książek.
Jednolita cena, w jej opinii, może zachęcić do zakupów na miejscu tych, którzy teraz - jak mówi - oglądają książki u niej, a kupują taniej w internecie.
Można się z nią nie zgadzać, ale ten wywód nie jest nielogiczny.
Nie ma tu nic nielogicznego. Autorka wskazuje, że liczba jej klientów się zmniejsza, bo nie jest w stanie konkurować z wielkimi sieciami i internetem. Kiedy zmniejszy się poniżej pewnego poziomu, księgarnia padnie. A wtedy ta część klientów, którzy nie kupują w internecie, zostanie pozbawiona dostępu do książek.
Jednolita cena, w jej opinii, może zachęcić do zakupów na...
Dziękuję
Dziękuję
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Altrain
Piszesz "ta część klientów, którzy nie kupują w internecie, zostanie pozbawiona dostępu do książek". Być może masz rację. Ale nie bierzesz pod uwagę innego zjawiska. W obecnym systemie każdy kupuje tam gdzie mu najbardziej pasuje. Dla jednego od ceny ważniejsza jest wygoda. On kupi w najbliższej lokalnej księgarni. Jeżeli ceni sobie poradę księgarza, lub to że pomimo skromnego asortymentu księgarz jest gotów sprowadzić książkę na zamówienie, też kupi u Autorki listu. W wypadku takiego klienta księgarz może podnieść cenę aby zrekompensować koszt dostawy pojedynczej książki - po wprowadzeniu ustawy to nie będzie możliwe, więc takie sprowadzanie się skończy. (Chociaż tak naprawdę z moich doświadczeń wynik, że sprowadzanie na zamówienie i porady w małych księgarniach to najczęściej mit - dotyczy najwyżej 10-15% tych księgarni. W pozostałych jest tylko bardzo ograniczony asortyment, wysoka cena, niewygodne godziny otwarcia i nic więcej.) Ktoś kto chce kupić jakiekolwiek najtańsze "czytadło" sięga do kosza w dyskoncie. Ktoś kto kupuje tanio i dużo, ale chce mieć możliwość samodzielnego wyboru a dodatkowo potrafi korzystać z internetu, kupuje właśnie w internecie. W internecie kupują też mieszkańcy wsi, którzy w pobliżu nie mają nawet małej księgarni. Klienci Empików w galeriach handlowych, to ci z dużych i średnich miast lub ich okolic, którzy do tych galerii trafiają raz w tygodniu przy okazji wyprawy na zakupy spożywcze - cena średnia, duży wybór.
Jeżeli zostanie wprowadzona Ustawa cena zostanie uśredniona. Ucieszą się (jeśli zauważą różnicę) ci, którzy nie dbali o cenę - dla nich będzie taniej. Dostępu do książek zostaną za to najpierw pozbawieni, ci dla których decydująca była niewysoka cena. Jest ich znacząco więcej niż tych, którzy nie potrafią korzystać z internetu. A ponieważ liczba kupujących książki spadnie więc muszą spaść nakłady i wzrosnąć ceny jednostkowe. Drugi skutek ustawy, to padnięcie księgarni internetowych. Nie jest to w ustawie napisane wprost, ale wygląda na to, że księgarnia internetowa będzie musiała pobierać opłatę za wysyłkę nie niższą niż rzeczywisty koszt przesyłki, a nie np. symboliczne 0,5 zł. Upadek księgarń internetowych, to pozbawienie dostępu do książek następnej dużej grupy czytelników.
Trzecią sprawą jest wysokość przewidzianych w ustawie upustów dla bibliotek. Jest ona znacznie niższa niż uzyskiwane obecnie przez biblioteki obniżki. To spowoduje ograniczenie zakupów przez biblioteki i tym samym ograniczy dostęp do książek dla kolejnej grupy czytelników.
Czy tego chcemy w imię rzekomego ratowania małych księgarń?
@Altrain
Piszesz "ta część klientów, którzy nie kupują w internecie, zostanie pozbawiona dostępu do książek". Być może masz rację. Ale nie bierzesz pod uwagę innego zjawiska. W obecnym systemie każdy kupuje tam gdzie mu najbardziej pasuje. Dla jednego od ceny ważniejsza jest wygoda. On kupi w najbliższej lokalnej księgarni. Jeżeli ceni sobie poradę księgarza, lub to że...
@Jerzy - ale dlaczego usiłujesz polemizować ze mną? (Zakładam, że pisząc "Altrain" masz mnie na myśli). Ja tyko wyjaśniłam stanowisko autorki listu - którego nie bronię. Między innymi dlatego, że nie wierzę w przetrwanie małych księgarń.
@Jerzy - ale dlaczego usiłujesz polemizować ze mną? (Zakładam, że pisząc "Altrain" masz mnie na myśli). Ja tyko wyjaśniłam stanowisko autorki listu - którego nie bronię. Między innymi dlatego, że nie wierzę w przetrwanie małych księgarń.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMałe księgarnie potrzebują zmiany mentalności samych księgarzy. Ja znam małe księgarnie, które funkcjonują, ale właściciele są mocno zaangażowani. Można z nimi pogadać mają wiedzę o rynku, są chętni do tego by się nią dzielić. Właściciel mojej ulubionrj księgarni sam wychodzi do klientów, podpowiada kolejny tytuły, doradza, wszystko z wyczuciem, ściągnie książkę jak trzeba, nawet z zagranicy, odłoży, pomoże itd. Na pierwszy rzut oka widać, że to pasjonat. Ale to nie standard. Inna strona to przyciągnięcie klientów czymś wyjątkiwym. Pomysły są różne: kawiarnia, spotkania autorskie, pocztanki i warsztaty dla dzieci, uzupełnienie asortymentu o wydawnictwa niszowe, zagraniczne, tematyczne. Często widzę ofertę pokrewną: plakaty, rękodzieło, notesy itp. Tu moim zdaniem trzeba z wyczuciem, żeby książka się w tym nie zgubiła, bo wtedy taki przybytek przestaje być księgarnią. To znowu wymaga wysiłku, pomysłu. Sprzedaży internetowej nie zatrzymamy. Z różnych powodów. Jest wygodna - poza ceną, zachęca nieograniczoną dostępnością, oszczędnością czasu, dostawą pod drzwi itp.
Małe księgarnie potrzebują zmiany mentalności samych księgarzy. Ja znam małe księgarnie, które funkcjonują, ale właściciele są mocno zaangażowani. Można z nimi pogadać mają wiedzę o rynku, są chętni do tego by się nią dzielić. Właściciel mojej ulubionrj księgarni sam wychodzi do klientów, podpowiada kolejny tytuły, doradza, wszystko z wyczuciem, ściągnie książkę jak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZ tego wynika, że pani prezes, która jest właścicielką kilku wydawnictw, chce, by książki były w sumie droższe. Nie wiem po co ta ustawa. Rynek sam się reguluje. Swego czasu minister G. zapowiadał obniżanie vatu na książki, niestety nie wiem jak to się skończyło.
Z tego wynika, że pani prezes, która jest właścicielką kilku wydawnictw, chce, by książki były w sumie droższe. Nie wiem po co ta ustawa. Rynek sam się reguluje. Swego czasu minister G. zapowiadał obniżanie vatu na książki, niestety nie wiem jak to się skończyło.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam