-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać99 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Mo Yan laureatem Literackiego Nobla 2012
Bukmacherzy się nie pomylili - tegorocznym laureatem Literackiej Nagrody Nobla został Mo Yan, chiński pisarz. W Polsce dotychczas ukazały się dwie jego powieści: Kraina wódki oraz Obfite piersi, pełne biodra.
Jak powiedział jeden z członków Szwedzkiej Akademii na wieść o otrzymaniu nagrody Mo Yan był nad wyraz szczęśliwy i przestraszony jednocześnie. Jury w uzasadnieniu werdyktu określiło twórczość pisarza jako oniryczny realizm, w którym łączy baśniową ludowość, historię i współczesność.
Mo Yan urodził się w 1955 roku w chińskiej prowincji Szantung jako Guan Moye w rodzinie chłopskiej. Kiedy napisał swoją pierwszą powieść postanowił przybrać pseudonim Mo Yan, co znaczy "nie mów". Znany z niewyparzonego języka pisarz chciał w ten sposób cały czas przypominać sobie, że musi uważać na słowa i nie mówić zbyt wiele.
Mo Yan określany jest jako chińska odpowiedź na twórczość Franza Kafki oraz Josepha Hellera. W jego powieściach opisujących burzliwą chińską przeszłość możemy znaleźć elementy realizmu magicznego wymieszanego z ostrym, satyrycznym komentarzem społecznym. Charakterystyczne dla stylu noblisty są oślepiające, skomplikowane, pełne przemocy obrazy.
W Polsce nakładem wydawnictwa W.A.B ukazały się dwie powieści noblisty. Akcja wydanej w 2006 r. Krainy wódki dzieje się w fantastyczno - realistycznej krainie Alkoholandii, w której jada się dzieci i popija markową wódkę. Natomiast Obfite piersi, pełne biodra, powieść z 1996 r. (wydana w Polsce w roku 2007) opowiada historię rodziny Shangguan na tle ważnych wydarzeń historycznych - m. in. Powstania Bokserów w 1900 roku, upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami czy „rewolucję kulturalną”.
Dzieła Mo Yana przenoszone były kilkakrotnie na duży ekran. Warto wymienić adaptacje jego powieści zrealizowane przez znanego chińskiego reżysera Zhang Yimou - "Czerwone Sorgo" z 1988 roku, debiutancki film Yimou nagrodzony Złotym Niedźwiedziem w Berlinie oraz "Szczęście na raty".
komentarze [67]
a czy na polski był tłumaczony "Dziennik obłąkanego" Lu Xun'a przez samych Chińczyków uważanego za ojca ich literatury współczesnej?
Proszę o kontakt: rg@narutowicz.pl Dziękuję
a czy na polski był tłumaczony "Dziennik obłąkanego" Lu Xun'a przez samych Chińczyków uważanego za ojca ich literatury współczesnej?
Proszę o kontakt: rg@narutowicz.pl Dziękuję
Amarcord:
Może warto spojrzeć na sprawę z optymistycznego punktu widzenia: oto przy okazji corocznego rozdania nagród Nobla okazuje się, że każdy Polak zna się najlepiej nie tylko na medycynie, mechanice pojazdowej i budownictwie, ale jeszcze na literaturze! Powinnaś czuć się dumna, że przynależysz do tak światłego narodu.
Hi-hi-hi:)
Amarcord:
Może warto spojrzeć na sprawę z optymistycznego punktu widzenia: oto przy okazji corocznego rozdania nagród Nobla okazuje się, że każdy Polak zna się najlepiej nie tylko na medycynie, mechanice pojazdowej i budownictwie, ale jeszcze na literaturze! Powinnaś czuć się dumna, że przynależysz do tak światłego narodu.
Hi-hi-hi:)
Jakoś nie przywiązuję wagi do tych wszystkich nagród, ale napiszę szczerze, że jeśli usłyszę o jakieś powieści, że dostała np. Nagrodę NIKE, to mam ochotę zajrzeć do książki. Nie ma to jak odpowiedni marketing:-)
Jakoś nie przywiązuję wagi do tych wszystkich nagród, ale napiszę szczerze, że jeśli usłyszę o jakieś powieści, że dostała np. Nagrodę NIKE, to mam ochotę zajrzeć do książki. Nie ma to jak odpowiedni marketing:-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Specynka: Problem z tą dyskusją jest generalnie taki, że cały czas gdzieś się plączą z sobą dwie kwestie:
1. Charakter nagrody (która, jak każda, jest UZNANIOWA, o czym już Avuca pisała, więc zawsze będzie ktoś niezadowolony);
2. Charakter dyskusji, przybierający niekiedy formę sprzeciwu dla samego sprzeciwu bądź aroganckich przepychanek między ludźmi, którzy:
– wcale nie czytali książek nagrodzonych/nominowanych;
– muszą być -anty, bo komitet to banda pierników, nie kumających o co kaman, bro;
– widzieliby jako nagrodzonego (noblem czy nie) pisarza, który pisze po prostu porywającą fabułę. I tyle ;)
— książki nagradzane są poza kręgiem ich zainteresowań, co nie znaczy wcale, że chcą je poszerzyć.
O ile nazwisko Łysiak coś już mi mówi i polemika z jego zdaniem to coś więcej niż jałowe pitu-pitu, o tyle również on krytykuje nagrodę z punktu własnych poglądów, tak samo jak z punktu własnych komitet nagradza autorów. Jednak obie strony "konfliktu" uczestniczą w nim już od... hm, pewnego poziomu doświadczenia.
Co do Buck, to te jej książki, które znam, uważam za świetne. Pozdrawiam ;)
E: Amarcord: Ha, tu jest właśnie ta ciekawa sprzeczność z Szymborską; za miłą, starszą panią-erudytkę uważało ją gros czytelników. Natomiast ona sama przebywała jedynie w wąskim kręgu znajomych i na mnie osobiście zrobiła wrażenie osoby dość oschłej i zamkniętej, wcale nie tak czułej i otwartej, jak by się mogło wydawać. Myślę, że ta sympatia to kwestia samych wierszy; pisanych w kręgu swoistej "poezji naiwnej", że tak sobie to nazwę, robiących wrażenie (często przez błędną interpretację) bardzo ciepłych i "fajnych". Jeżeli zapytasz kogo o ulubiony wiersz, to na bank z parę osób wymieni "Kota w pustym mieszkaniu". Osobiście uważam, że za poezję nagrodę tej miary mógłby dostać kto inny. Co nie zmienia faktu, że jestem daleka od stwierdzenia "Szymborska pisała g..., tak mi się wydaje, ale w sumie jej nie znam". Co do jej życiorysu i skazy na nim, mimo iż o zmarłych należy pono mówić tylko dobrze, ta skaza na jednym z naszych ludzi-pomników narodowych zawsze mnie będzie uwierała i wprowadzała dysonans.
Może warto spojrzeć na sprawę z optymistycznego punktu widzenia: oto przy okazji corocznego rozdania nagród Nobla okazuje się, że każdy Polak zna się najlepiej nie tylko na medycynie, mechanice pojazdowej i budownictwie, ale jeszcze na literaturze! Powinnaś czuć się dumna, że przynależysz do tak światłego narodu.
Specynka: Problem z tą dyskusją jest generalnie taki, że cały czas gdzieś się plączą z sobą dwie kwestie:
1. Charakter nagrody (która, jak każda, jest UZNANIOWA, o czym już Avuca pisała, więc zawsze będzie ktoś niezadowolony);
2. Charakter dyskusji, przybierający niekiedy formę sprzeciwu dla samego sprzeciwu bądź aroganckich przepychanek między ludźmi, którzy:
– wcale nie...
Omnikoron: A wogole to pozwolę sobie zcytować pewnego bloga i polecam znależć artykuł w necie w całości:
http://alaczyta.blogspot.com/2012/09/przeglad-prasy-waldemar-ysiak-cyrk.html
"W ostatnim numerze "Uważam Rze" (nr 39/2012) ukazał się świetny artykuł Łysiaka na temat nagrody Nobla. Czytałam i aż oczom własnym nie wierzyłam. Ten człowiek napisał czarno na białym to, co mi się nieraz w głowie snuło, ale jakoś tak do końca w słowa tego snucia ubrać nie umiałam.
Pisze w nim, że co roku już we wrześniu w wielu krajach robione są zakłady odnośnie tej nagrody. A więc:
1. Europejczyk, czy ktoś spoza Europy?
2. Mężczyzna czy kobieta?
3. Któryś z faworytów lansowanych przez media i wpływowe lobby czy outsider?
4. Werdykt będzie prolewicową ekstrawagancją jury (jak zazwyczaj w ciągu ostatnich dekad) czy hołdem dla kandydata realnego (rzadko)?
Dalej jest o nietrafności werdyktów, o dawaniu nagrody Nobla za nic (Barack Obama dostał pokojowego Nobla tylko za to, że jest Murzynem:), o tym, że to jury jest takie, hmmm..., mocno ograniczone (składa się z samych tylko Szwedów, a nagroda ma przecież charakter międzynarodowy), o tym, że wiele razy nagrodę dostawali pisarz trzeciej i czwartej ligi. Kto dziś pamięta takich twórców jak: Carducci, Hauptmann, Gjellrup, Pontoppiolan (mój ulubieniec;), Spitteler, Benavente y Martinez, Deledda, Karlfeldt, Jensen, Lagerkvist, Jimenez, Quasimodo (jakie fajne nazwisko:), Andric, Seferis, Agnon, Sachs, Yasunari, White, Johnson, Martinson, Seifert, Simon, Soyinka, Gordimer, Walcott, Heaney?
A z drugiej strony, Nobla za swą twórczość nie dostali tacy pisarze jak: Lew Tołstoj, Kafka, Ibsen, Conrad, Malraux, Twain, Pound, Joyce, Strindberg, Czechow, Proust, James, Herbert i Wells.
Pewniaka, którego miała dostać Virginia Woolf, zgarnęła Amerykanka pisząca rzewne powieści o Chińczykach - Pearl Buck.
Łysiak zwraca uwagę, jak wielką wagę w przyznawaniu tej nagrody odgrywa polityka i międzynarodowy "salon". Przypomina także naszych noblistów: Miłosza i Szymborską, która za młodu pisała prostalinowskie wierszyki, a po 1989 r. walczyła piórem z Kościołem katolickim:
"Religia nie religia
byle przyklęknąć na starcie
Ojczyzna nie ojczyzna
byle się zerwać do biegu".
Ostatnie trzydzieści lat w historii nagrody Nobla nazywa Łysiak "dekadami hańby", twierdząc, że w tym czasie żaden znaczący pisarz (prócz Llosy) nie został nią wyróżniony. Biedny, oj, biedny ten Alfred Nobel. Pewnie nie o to mu chodziło...
Ciekawy tekst, pewnie wzbudzi wiele kontrowersji. Ale także zachwytów, w tym mój zachwyt niezmierny. Polecam! Przypominam, nagroda Nobla to złoty medal i 8 milionów koron szwedzkich + dodatkowe honoraria i zaszczyty wszelakie. Jest się o co bić. Dobrze, że ktoś zajrzał za kulisy tej nagrody."
I na zakończenie jeszcze raz ode mnie - uważam, że Nobel jako nagroda jest nic nie warta. Pieniądze na mnie wrażenia nie robi i nie one są wyznacznikiem "ważności" lub "merytoryczności" nagrody, gdyż ta jest zwykłą, polityczną propagandą i tyle.
Pozdrawiam z sympatią :)
Ujmę to jeszcze inaczej: nagroda Nobla jest dla zwykłego czytelnika pewnym punktem orientacyjnym na literackiej mapie świata. Niemniej jeżeli ktoś czytuje tylko noblistów i sądzi, że się świetnie orientuje w wybitnej literaturze światowej, to można go tylko pożałować. To samo zresztą można powiedzieć o innych nagrodach literackich. Czy "Ulisses" dostał kiedykolwiek jakąkolwiek nagrodę?
A tak na marginesie, z tych mało znanych noblistów zapoznałem się swego czasu z Hauptmannem. Polecam wizytę w jego domu w Jagniątkowie pod Jelenią Górą :)
Omnikoron: A wogole to pozwolę sobie zcytować pewnego bloga i polecam znależć artykuł w necie w całości:
http://alaczyta.blogspot.com/2012/09/przeglad-prasy-waldemar-ysiak-cyrk.html
"W ostatnim numerze "Uważam Rze" (nr 39/2012) ukazał się świetny artykuł Łysiaka na temat nagrody Nobla. Czytałam i aż oczom własnym nie wierzyłam. Ten człowiek napisał czarno na białym to,...
Problem z tą dyskusją jest generalnie taki, że cały czas gdzieś się plączą z sobą dwie kwestie:
1. Charakter nagrody (która, jak każda, jest UZNANIOWA, o czym już Avuca pisała, więc zawsze będzie ktoś niezadowolony);
2. Charakter dyskusji, przybierający niekiedy formę sprzeciwu dla samego sprzeciwu bądź aroganckich przepychanek między ludźmi, którzy:
– wcale nie czytali książek nagrodzonych/nominowanych;
– muszą być -anty, bo komitet to banda pierników, nie kumających o co kaman, bro;
– widzieliby jako nagrodzonego (noblem czy nie) pisarza, który pisze po prostu porywającą fabułę. I tyle ;)
— książki nagradzane są poza kręgiem ich zainteresowań, co nie znaczy wcale, że chcą je poszerzyć.
O ile nazwisko Łysiak coś już mi mówi i polemika z jego zdaniem to coś więcej niż jałowe pitu-pitu, o tyle również on krytykuje nagrodę z punktu własnych poglądów, tak samo jak z punktu własnych komitet nagradza autorów. Jednak obie strony "konfliktu" uczestniczą w nim już od... hm, pewnego poziomu doświadczenia.
Co do Buck, to te jej książki, które znam, uważam za świetne. Pozdrawiam ;)
E: Amarcord: Ha, tu jest właśnie ta ciekawa sprzeczność z Szymborską; za miłą, starszą panią-erudytkę uważało ją gros czytelników. Natomiast ona sama przebywała jedynie w wąskim kręgu znajomych i na mnie osobiście zrobiła wrażenie osoby dość oschłej i zamkniętej, wcale nie tak czułej i otwartej, jak by się mogło wydawać. Myślę, że ta sympatia to kwestia samych wierszy; pisanych w kręgu swoistej "poezji naiwnej", że tak sobie to nazwę, robiących wrażenie (często przez błędną interpretację) bardzo ciepłych i "fajnych". Jeżeli zapytasz kogo o ulubiony wiersz, to na bank z parę osób wymieni "Kota w pustym mieszkaniu". Osobiście uważam, że za poezję nagrodę tej miary mógłby dostać kto inny. Co nie zmienia faktu, że jestem daleka od stwierdzenia "Szymborska pisała g..., tak mi się wydaje, ale w sumie jej nie znam". Co do jej życiorysu i skazy na nim, mimo iż o zmarłych należy pono mówić tylko dobrze, ta skaza na jednym z naszych ludzi-pomników narodowych zawsze mnie będzie uwierała i wprowadzała dysonans.
Problem z tą dyskusją jest generalnie taki, że cały czas gdzieś się plączą z sobą dwie kwestie:
1. Charakter nagrody (która, jak każda, jest UZNANIOWA, o czym już Avuca pisała, więc zawsze będzie ktoś niezadowolony);
2. Charakter dyskusji, przybierający niekiedy formę sprzeciwu dla samego sprzeciwu bądź aroganckich przepychanek między ludźmi, którzy:
– wcale nie czytali...
Specynka: Hm, Jelinek ponoć cierpi na agorafobię i chyba nawet (?) nie odebrała nagrody osobiście. Także Szymborską trudno uznać za przepadającą za tłumami. ;)
Bardzo możliwe, że autorzy, o których mówisz, nie tyle "narazili się" swoim zachowaniem akademii, co tworzyli dzieła zbyt awangardowe na noblowską średnią ("Ulisses" choćby). Bo trudno wyrokować o "grzeszkach" wszystkich tych nagrodzonych, niekoniecznie ich życie prywatne jest znane.
Trochę pewnie racji masz; natura promuje zdolność przebicia się; kto wie, ilu świetnych pisarzy nie odkryliśmy, bo byli zbyt nieśmiali? Nawet jednak aspekt medialności nie uzasadnia sądów Kowalskiego o grafomanii czy byciu pisarzyną (że tak sobie ściągnę z komentarzy, które się tu pojawiły, chyba padły takie sformułowania). Jest różnica między brakiem podejścia aroganckiego, a traktowaniem jury noblowskiego jak wyroczni.
Akurat Szymborską uważam za bardzo medialną :))) Choć za tłumami nie przepadała, to jednak tłumy przepadały za nią i trudno znaleźć kogoś, kogo nie urzekłaby swoim urokiem mądrej, starszej pani :)
Wracając do sedna - trzeba po prostu zdawać sobie sprawę że Nobel to tylko nagroda, choć bardzo prestiżowa, ale jednak przyznawana przez ludzi, kierujących się rozmaitymi kryteriami, niekoniecznie wartościami literackimi, skądinąd niemożliwymi do "zmierzenia".
Osobiście nie krytykuję gremium noblowskiego ani obecnego laureata, którego nie czytałem. Niemniej odetchnąłem z ulgą, gdy się dowiedziałem, że Nobla nie dostał Murakami. To by jednak było przegięcie.
Specynka: Hm, Jelinek ponoć cierpi na agorafobię i chyba nawet (?) nie odebrała nagrody osobiście. Także Szymborską trudno uznać za przepadającą za tłumami. ;)
Bardzo możliwe, że autorzy, o których mówisz, nie tyle "narazili się" swoim zachowaniem akademii, co tworzyli dzieła zbyt awangardowe na noblowską średnią ("Ulisses" choćby). Bo trudno wyrokować o "grzeszkach"...
A wogole to pozwolę sobie zcytować pewnego bloga i polecam znależć artykuł w necie w całości:
http://alaczyta.blogspot.com/2012/09/przeglad-prasy-waldemar-ysiak-cyrk.html
"W ostatnim numerze "Uważam Rze" (nr 39/2012) ukazał się świetny artykuł Łysiaka na temat nagrody Nobla. Czytałam i aż oczom własnym nie wierzyłam. Ten człowiek napisał czarno na białym to, co mi się nieraz w głowie snuło, ale jakoś tak do końca w słowa tego snucia ubrać nie umiałam.
Pisze w nim, że co roku już we wrześniu w wielu krajach robione są zakłady odnośnie tej nagrody. A więc:
1. Europejczyk, czy ktoś spoza Europy?
2. Mężczyzna czy kobieta?
3. Któryś z faworytów lansowanych przez media i wpływowe lobby czy outsider?
4. Werdykt będzie prolewicową ekstrawagancją jury (jak zazwyczaj w ciągu ostatnich dekad) czy hołdem dla kandydata realnego (rzadko)?
Dalej jest o nietrafności werdyktów, o dawaniu nagrody Nobla za nic (Barack Obama dostał pokojowego Nobla tylko za to, że jest Murzynem:), o tym, że to jury jest takie, hmmm..., mocno ograniczone (składa się z samych tylko Szwedów, a nagroda ma przecież charakter międzynarodowy), o tym, że wiele razy nagrodę dostawali pisarz trzeciej i czwartej ligi. Kto dziś pamięta takich twórców jak: Carducci, Hauptmann, Gjellrup, Pontoppiolan (mój ulubieniec;), Spitteler, Benavente y Martinez, Deledda, Karlfeldt, Jensen, Lagerkvist, Jimenez, Quasimodo (jakie fajne nazwisko:), Andric, Seferis, Agnon, Sachs, Yasunari, White, Johnson, Martinson, Seifert, Simon, Soyinka, Gordimer, Walcott, Heaney?
A z drugiej strony, Nobla za swą twórczość nie dostali tacy pisarze jak: Lew Tołstoj, Kafka, Ibsen, Conrad, Malraux, Twain, Pound, Joyce, Strindberg, Czechow, Proust, James, Herbert i Wells.
Pewniaka, którego miała dostać Virginia Woolf, zgarnęła Amerykanka pisząca rzewne powieści o Chińczykach - Pearl Buck.
Łysiak zwraca uwagę, jak wielką wagę w przyznawaniu tej nagrody odgrywa polityka i międzynarodowy "salon". Przypomina także naszych noblistów: Miłosza i Szymborską, która za młodu pisała prostalinowskie wierszyki, a po 1989 r. walczyła piórem z Kościołem katolickim:
"Religia nie religia
byle przyklęknąć na starcie
Ojczyzna nie ojczyzna
byle się zerwać do biegu".
Ostatnie trzydzieści lat w historii nagrody Nobla nazywa Łysiak "dekadami hańby", twierdząc, że w tym czasie żaden znaczący pisarz (prócz Llosy) nie został nią wyróżniony. Biedny, oj, biedny ten Alfred Nobel. Pewnie nie o to mu chodziło...
Ciekawy tekst, pewnie wzbudzi wiele kontrowersji. Ale także zachwytów, w tym mój zachwyt niezmierny. Polecam! Przypominam, nagroda Nobla to złoty medal i 8 milionów koron szwedzkich + dodatkowe honoraria i zaszczyty wszelakie. Jest się o co bić. Dobrze, że ktoś zajrzał za kulisy tej nagrody."
I na zakończenie jeszcze raz ode mnie - uważam, że Nobel jako nagroda jest nic nie warta. Pieniądze na mnie wrażenia nie robi i nie one są wyznacznikiem "ważności" lub "merytoryczności" nagrody, gdyż ta jest zwykłą, polityczną propagandą i tyle.
Pozdrawiam z sympatią :)
A wogole to pozwolę sobie zcytować pewnego bloga i polecam znależć artykuł w necie w całości:
http://alaczyta.blogspot.com/2012/09/przeglad-prasy-waldemar-ysiak-cyrk.html
"W ostatnim numerze "Uważam Rze" (nr 39/2012) ukazał się świetny artykuł Łysiaka na temat nagrody Nobla. Czytałam i aż oczom własnym nie wierzyłam. Ten człowiek napisał czarno na białym to, co mi się...
Hm, Jelinek ponoć cierpi na agorafobię i chyba nawet (?) nie odebrała nagrody osobiście. Także Szymborską trudno uznać za przepadającą za tłumami. ;)
Bardzo możliwe, że autorzy, o których mówisz, nie tyle "narazili się" swoim zachowaniem akademii, co tworzyli dzieła zbyt awangardowe na noblowską średnią ("Ulisses" choćby). Bo trudno wyrokować o "grzeszkach" wszystkich tych nagrodzonych, niekoniecznie ich życie prywatne jest znane.
Trochę pewnie racji masz; natura promuje zdolność przebicia się; kto wie, ilu świetnych pisarzy nie odkryliśmy, bo byli zbyt nieśmiali? Nawet jednak aspekt medialności nie uzasadnia sądów Kowalskiego o grafomanii czy byciu pisarzyną (że tak sobie ściągnę z komentarzy, które się tu pojawiły, chyba padły takie sformułowania). Jest różnica między brakiem podejścia aroganckiego, a traktowaniem jury noblowskiego jak wyroczni.
Hm, Jelinek ponoć cierpi na agorafobię i chyba nawet (?) nie odebrała nagrody osobiście. Także Szymborską trudno uznać za przepadającą za tłumami. ;)
Bardzo możliwe, że autorzy, o których mówisz, nie tyle "narazili się" swoim zachowaniem akademii, co tworzyli dzieła zbyt awangardowe na noblowską średnią ("Ulisses" choćby). Bo trudno wyrokować o "grzeszkach" wszystkich tych...
Widać nie sformułowałem mojej myśli wystarczająco precyzyjnie.
Pisałem o programach telewizyjnych by pokazać analogię pomiędzy gwiazdą, która promuje stację telewizyjną, a pisarzem noblistą, który również w pewnym sensie promuje, reprezentuje - prestiż samej nagrody, prestiż gremium noblowskiego, etc.
Aby godnie reprezentować te wartości, potrzebna jest pewnego rodzaju medialność.
I to chyba oczywiste, że nie chodzi mi tutaj o medialność w stylu gwiazd, które tańczą na wrotkach. Vargas Llosa nie wystąpi nigdy w "Jak oni gotują", a pani Rowling, kto wie, może i wystąpi, jak u nas Grochola.
Ale Vargas Llosa jest także medialny, właśnie w sposób który mam na myśli, i który punktuje akademia noblowska. Jest elokwentny, ma dobrą prezencję, potrafi pięknie mówić. A to wcale nie są cechy każdego pisarza.
Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że pisarz-jąkała ani poeta-niemowa nie dostaną nigdy nobla, chyba że będzie to akurat "politycznie" pożądane.
Nigdy się tego nie dowiemy, ale może Joyce nie dostał nobla, bo był alkoholikiem. A Proust - bo był homoseksualistą.
Widać nie sformułowałem mojej myśli wystarczająco precyzyjnie.
Pisałem o programach telewizyjnych by pokazać analogię pomiędzy gwiazdą, która promuje stację telewizyjną, a pisarzem noblistą, który również w pewnym sensie promuje, reprezentuje - prestiż samej nagrody, prestiż gremium noblowskiego, etc.
Aby godnie reprezentować te wartości, potrzebna jest pewnego rodzaju...
Amarcord: Specynko, wydaje mi się, że grono noblowskie wybierając laureata kieruje się (poza kryteriami poprawności politycznej, wartości literackich, artyzmu, etc.) również kryterium medialności.
Laureat przestaje być zwykłym pisarzem, staje się "noblistą" i jako taki musi w pewien sposób reprezentować powagę tej nagrody, jej prestiż i jej MARKĘ na forum mediów, w telewizji, w gazetach, etc.
Sądzę że jest to wybór podobny do tego, jakiego dokonują producenci rozmaitych programów rozrywkowych w telewizji. Talent jest oczywiście ważny, ale jeszcze ważniejsza jest umiejętność bycia gwiazdą. Laureat muzycznego show staje się twarzą stacji telewizyjnej, jej chodzącą reklamą. Tego samego oczekuje się po "nobliście".
Dlatego Sartre odrzucił tę nagrodę. I dlatego nigdy nie dostanie jej ktoś w rodzaju Pynchona, choćby tworzył najwspanialszą literaturę.
To, co przyświeca jury, jest w zasadzie sprawą drugorzędną (chociaż i do tego się zaraz odniosę). Tu chodzi raczej o to, co w słowach bardziej konkretnych niż moje opisała Avuca; o mędrkowanie domorosłych krytyków, którzy ledwo znają noblistów czy nominowanych lub zupełnie nie czytają literatury określanej z grubsza jako "klasyka" czy "proza współczesna".
Do każdego werdyktu, każdej rzeczy można podejść jak do jeża albo z zaufaniem i dobrą wolą. Jeśli na wszystko przygotuje się kij i maskę gazową, to niczego się nie będzie w stanie aprobować – wygrają uprzedzenia.
Nobel to akurat jedyna taka nagroda: uwzględniająca pisarzy z całego świata, tak znana i z tradycją. Pozostałe są zwykle lokalne lub obejmują jakiś wybrany obszar kulturowy, np. Anglosasów. Nawet jeżeli szacowne grono się pomyli i trudno opierać swoje zdanie na zdaniu tej garstki osób, to równocześnie dochodzi logiczne mniemanie, że w wypadku nagrody o zasięgu światowym jednak kompletnej szmiry się nie nagrodzi. Jednak jakieś spory intelektualne, jakieś burze emocjonalne – decyzja komitetu wywołuje, a jeśli kogoś sprawa nie obchodzi, to nie ma tematu. Idąc tym tropem, warto chociaż poznać przedmiot krytyki, zastanowić się, czemu akurat wybrali tego czy tamtą, etc.
Wszystko można przecież skrytykować, uprzedzić się, bo wszyscy są tylko ludźmi; decyzje podejmowane są w obrębie tego samego gatunku, tej samej instancji, tak samo omylnego. Dlatego bierze się wówczas zdanie osób, które mają mniejsze szanse na pomyłkę. Na takiej zasadzie wszystko w ogóle funkcjonuje. Estetyka, kultura – też nie są demokratyczne, nie są to ich stany naturalne.
Dalej sam nobel... Medialność? Really? Opuśćmy notki prasowe i informacje w mediach, opuśćmy fora i portale czytelnicze... Gdzie medialność środowiska pisarskiego, literackiego? Nawet u nas, w Polsce? Kto z ludzi pióra był lub jest medialny? Swego czasu Masłowska wywołała nieco fermentu, Grochola wystąpiła w Tańcu z Gwiazdami, a niektórzy z pisarzy są nimi niejako po byciu kimś innym (dziennikarze-podróżnicy, jak Kret czy Cejrowski, na przykład).
Oczywiście, lokalną medialność mają ludzie fandomu, ale to jest literatura nieco innego rodzaju, niż ta w kręgu zainteresowań jury nobla.
Za granicą? Taka Meyer czy Rowling są na ustach czytelników i zwykłych przechodniów całego świata, ale to także nie ten rodzaj literatury. Czy Cormac McCarthy, kandydat do nagrody, ma tę samą pozycję? Wypromowała go "Droga", przez film między innymi, ale czy ktoś pana McCarthy'ego kojarzy "ot, tak"?
Medialność salonów literackich czy kręgów artystycznych to jest zupełnie inna para kaloszy. Takie środowiska mają swoje własne mody i "wypada-nie wypada", a zjawisko to istnieje w obrębie każdego jednego nagradzania czy wartościowania. Tyle, że Kowalski o tym nie wie, tak jak nie zna żargonu informatyków. Natomiast jeśli jury tej czy innej nagrody zechce mile połechtać Kowalskiego, nagradzając "Zmierzch", na przykład, to w tym momencie dostanie bęcki od własnego środowiska. To zdanie wewnątrz kręgów literackich jest ważniejsze niż opinia całej ludzkości, więc siłą rzeczy nie można głosować za kompletną grafomanią lub literaturą, jakich wiele, opartą na prostym schemacie przygodowym lub romansowym.
Amarcord: Specynko, wydaje mi się, że grono noblowskie wybierając laureata kieruje się (poza kryteriami poprawności politycznej, wartości literackich, artyzmu, etc.) również kryterium medialności.
Laureat przestaje być zwykłym pisarzem, staje się "noblistą" i jako taki musi w pewien sposób reprezentować powagę tej nagrody, jej prestiż i jej MARKĘ na forum mediów, w...
Zawsze był popularny i nadal jest. Z tego co ja czytałam nie przyjął nagrody bo przyjął ją Camus. Zresztą nie ma co ukrywać ja nie jestem obiektywna jak o niego chodzi, ale nie odmawiam mu osiągnięć.
Zawsze był popularny i nadal jest. Z tego co ja czytałam nie przyjął nagrody bo przyjął ją Camus. Zresztą nie ma co ukrywać ja nie jestem obiektywna jak o niego chodzi, ale nie odmawiam mu osiągnięć.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Bed: Pisarz prezentując swoje poglądy w książkach staje się autorytetem dla wielu ludzi a już zwłaszcza gdy jest nominowany do Nobla powinien być już kimś z dorobkiem. Nagroda jest tylko uznaniem. Co do Sartre'a dzięki niemu komunizm i Stalin w latach 50-tych we Francji mieli super opinię. Odmowa Nobla to chyba było bardziej zaprezentowanie poglądów komunistycznych. Wątpię by chodziło o kwestie popularności bycia Noblistą.
Z tego co wiem chodziło o to by się nie sprzedać instytucjonalizmowi. Poza tym Sartre nie chciał być klasyfikowany jako pisarz, bo uważał się przede wszystkim za filozofa.
Bed: Pisarz prezentując swoje poglądy w książkach staje się autorytetem dla wielu ludzi a już zwłaszcza gdy jest nominowany do Nobla powinien być już kimś z dorobkiem. Nagroda jest tylko uznaniem. Co do Sartre'a dzięki niemu komunizm i Stalin w latach 50-tych we Francji mieli super opinię. Odmowa Nobla to chyba było bardziej zaprezentowanie poglądów komunistycznych....
Pisarz prezentując swoje poglądy w książkach staje się autorytetem dla wielu ludzi a już zwłaszcza gdy jest nominowany do Nobla powinien być już kimś z dorobkiem. Nagroda jest tylko uznaniem. Co do Sartre'a dzięki niemu komunizm i Stalin w latach 50-tych we Francji mieli super opinię. Odmowa Nobla to chyba było bardziej zaprezentowanie poglądów komunistycznych. Wątpię by chodziło o kwestie popularności bycia Noblistą.
Pisarz prezentując swoje poglądy w książkach staje się autorytetem dla wielu ludzi a już zwłaszcza gdy jest nominowany do Nobla powinien być już kimś z dorobkiem. Nagroda jest tylko uznaniem. Co do Sartre'a dzięki niemu komunizm i Stalin w latach 50-tych we Francji mieli super opinię. Odmowa Nobla to chyba było bardziej zaprezentowanie poglądów komunistycznych. Wątpię by...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Aesir: Ten to zarobił na "miskę ryżu" :P
Wielce Szanowny aesir'ze!
"...atletyczny schabie, siłaczu, pracujący przy wyrębie lasu..." (to cytat z opisu zamieszczonego przy awatarze Wielce Szanownego Czytelnika
A cóż to za merytoryczny komentarz? Czy naprawdę czytelnicy LC zamiast komentować twórczość muszą wyrzucać na tym forum swoje frustracje i fobie? Przecież można inaczej i z klasą! Proszę przeczytać komentarze Amarcorda, Specynki i wielu innych na tych stronach. Warto się uczyć!
Pozdrawiam
kaliber48
Aesir: Ten to zarobił na "miskę ryżu" :P
Wielce Szanowny aesir'ze!
"...atletyczny schabie, siłaczu, pracujący przy wyrębie lasu..." (to cytat z opisu zamieszczonego przy awatarze Wielce Szanownego Czytelnika
A cóż to za merytoryczny komentarz? Czy naprawdę czytelnicy LC zamiast komentować twórczość muszą wyrzucać na tym forum swoje frustracje i fobie? Przecież można...
Specynko, wydaje mi się, że grono noblowskie wybierając laureata kieruje się (poza kryteriami poprawności politycznej, wartości literackich, artyzmu, etc.) również kryterium medialności.
Laureat przestaje być zwykłym pisarzem, staje się "noblistą" i jako taki musi w pewien sposób reprezentować powagę tej nagrody, jej prestiż i jej MARKĘ na forum mediów, w telewizji, w gazetach, etc.
Sądzę że jest to wybór podobny do tego, jakiego dokonują producenci rozmaitych programów rozrywkowych w telewizji. Talent jest oczywiście ważny, ale jeszcze ważniejsza jest umiejętność bycia gwiazdą. Laureat muzycznego show staje się twarzą stacji telewizyjnej, jej chodzącą reklamą. Tego samego oczekuje się po "nobliście".
Dlatego Sartre odrzucił tę nagrodę. I dlatego nigdy nie dostanie jej ktoś w rodzaju Pynchona, choćby tworzył najwspanialszą literaturę.
Specynko, wydaje mi się, że grono noblowskie wybierając laureata kieruje się (poza kryteriami poprawności politycznej, wartości literackich, artyzmu, etc.) również kryterium medialności.
Laureat przestaje być zwykłym pisarzem, staje się "noblistą" i jako taki musi w pewien sposób reprezentować powagę tej nagrody, jej prestiż i jej MARKĘ na forum mediów, w telewizji, w...
Ten to zarobił na "miskę ryżu" :P
Ten to zarobił na "miskę ryżu" :P
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Z Noblem jest jak z każdą inną nagrodą tego typu - ma charakter UZNANIOWY.
Dlatego dyskusje na temat tego, komu i za co taka nagroda się należy (albo nie)są dość jałowe - skończy się jak zwykle na kłótniach typu "mój ulubiony pisarz jest lepszy niż twój" albo, co gorsze, na jakichś wycieczkach politycznych lub osobistych.
Po przyznaniu Nobla zwykle wszyscy się rzeczowo wypowiadają - należy się albo nie należy- tylko jest jeszcze jeden drobny szczegół... Ilu z was tak naprawdę tego autora czytało? Na kobiecą intuicję i chłopski rozum - skoro ktoś książek tego autora nie czytał, to skąd może wiedzieć, czy to jest dobra literatura czy nie? Z notek prasowych?
Ja traktuję tę nagrodę jako wskazówkę- zwykle nagradzani są pisarze mi nieznani-i świetnie, bo mam szansę przeczytać coś, czego być może bez tego Nobla nie zauważyłabym na półce w bibliotece. A to, czy mi dany autor przypadnie do gustu, to już inna kwestia. Nobel to nie wyrocznia. To tylko jedna z wielu literackich nagród.
Z Noblem jest jak z każdą inną nagrodą tego typu - ma charakter UZNANIOWY.
Dlatego dyskusje na temat tego, komu i za co taka nagroda się należy (albo nie)są dość jałowe - skończy się jak zwykle na kłótniach typu "mój ulubiony pisarz jest lepszy niż twój" albo, co gorsze, na jakichś wycieczkach politycznych lub osobistych.
Po przyznaniu Nobla zwykle wszyscy się rzeczowo...
jestemtu: Specynka, takie "szanowanie" ludzi za wiek jest totalnie słabe jak coś co jest totalnie słabe. Pewna mądrość z nim przychodzi - fakt, ale, bierz poprawkę jednak, że tak samo z tym wiekiem narząd słuchu jest w absolutnym zaniku, i nie dochodzi do takich osób nic co się dzieje wokół;)
Poza tym w przypadku tych "humanistycznych" noblo wyborów to jest taka odpoweidzialność za losy świata... że tam nagrodzić przy jogurcie pitnym w imieniny Hipolita czy innego Sofoklesa książałkę Coelho, Murakamiego czy innego powieściopisarza dla dziewczyn, nic nie zmieni. Przecież to komedia.
Mam nadzieje, że nie czyta tego mój dziadek.
@Jestemtu, "staruszkowie" byli przenośnią raczej; nie chodziło mi wyłącznie o "kult siwej brody", co raczej o jotę trzeźwego dystansu, pokory, zastanowienia, nim się palnie coś na poziomie uczniaka, który płacze, bo musi odrobić pracę domową. Jasne, potrzebne jest, by zasiedziałe gdzieś tam na Parnasie (nie tylko literackim), raczyły czasem spojrzeć na to, co "szaraki" czytają, czego słuchają, etc. (sama nie mam nic przeciwko popkulturze, absolutnie), ale jeszcze bardziej, myślę, potrzeba zwrotu w drugą stronę; docenienia czegoś, co może i się samo obroni, ale równie prawdopodobne jest, że utonie w oceanie miernoty.
@Amarcord: Oj, jest różnica między nutką nonkonformizmu, a postawą totalnie arogancką. Nie każdy pisarz przyjmujący nagrody to od razu celebryta, bez przesady. Celebryta z samej nazwy nie jest celebrytą "za coś", a znaczna część twórców akurat w tych dziedzinach, które się nieco łączą z introwersją i pracą w zaciszu (właśnie więc dlatego często pisarze) – żyje z dala od zgiełku medialnego.
Porzucając Nobla, Amarcord, przyjrzyj się zjawisku z innej strony. Czy przejrzysz forum internetowe, czy obejrzysz talent show, łatwo będziesz mógł je napotkać.
@Jestemtu: Schodząc z tematu literatury, to tak, ja osobiście szanuję starszych. Za liczbę doświadczeń, za to, żeby żyć mógł ktoś inny (bo go wychowywali, bo na niego pracowali, bo zbierali doświadczenia całego gatunku czy narodu). Przy największych kłótniach z rodziną i przy najbardziej irytujących babuszkach w autobusie, ten szacunek dla starszych mam. Z tym, że, jak już napisałam, nie chodziło mi poprzednio tylko o wiek. ;)
jestemtu: Specynka, takie "szanowanie" ludzi za wiek jest totalnie słabe jak coś co jest totalnie słabe. Pewna mądrość z nim przychodzi - fakt, ale, bierz poprawkę jednak, że tak samo z tym wiekiem narząd słuchu jest w absolutnym zaniku, i nie dochodzi do takich osób nic co się dzieje wokół;)
Poza tym w przypadku tych "humanistycznych" noblo wyborów to jest taka...
Specynko, nutka nonkonformizmu nie zaszkodzi.
Komedią jest to, co dzieje się wokół Nobla, a nie sama nagroda.
Chwała im za to, że nie ujawniają nominacji, że głosowanie jest tajne.
Mam cichą nadzieję, że poważne grono noblowskie ani przez chwilę nie brało w ogóle pod uwagę takich popowych zjawisk jak Murakami czy coś w tym stylu.
Nobel jest dla mnie wyznacznikiem przyzwoitej, ambitnej, aczkolwiek średniej i niegroźnej literatury.
Podobnie jak Oskar w filmie.
Z Noblistów najwyżej cenię Sartre'a, ponieważ Nobla nie przyjął.
Bał się, że przestanie być pisarzem, a stanie się "instytucją".
Więc jednak tę najwspanialszą literaturę można znaleźć pomiędzy Noblem a rynsztokiem.
Prawdziwy pisarz nie jest gwiazdą, celebrytą, postacią medialną.
Jest rozklekotany jak jego proza, zastraszony, spętany, zniewolony, uszczęśliwiony, przerażony, na granicy życia i śmierci.
Osobiście nie dziwi mnie, że Nobla nie otrzymał Joyce, nie otrzymał Kafka, nie otrzymał Proust, nie otrzymał Musil.
Nie mogli go otrzymać.
Chwała im za to.
Specynko, nutka nonkonformizmu nie zaszkodzi.
Komedią jest to, co dzieje się wokół Nobla, a nie sama nagroda.
Chwała im za to, że nie ujawniają nominacji, że głosowanie jest tajne.
Mam cichą nadzieję, że poważne grono noblowskie ani przez chwilę nie brało w ogóle pod uwagę takich popowych zjawisk jak Murakami czy coś w tym stylu.
Nobel jest dla mnie wyznacznikiem...
Omnikoron: Nic nowego. Następny lewak i komuch dostał tą nic nie warta nagrodę ...
Nigdy mi się nie podobały niemerytoryczne uwagi. A już używanie takiego języka na forum LC uważam za dużą niestosowność. Sądziłem do tej pory, że należę jednak do innej społeczności niż sejmowa. Szanowny Omnikoronie nikt nie jest omni...
Z poważaniem
kaliber48
Omnikoron: Nic nowego. Następny lewak i komuch dostał tą nic nie warta nagrodę ...
Nigdy mi się nie podobały niemerytoryczne uwagi. A już używanie takiego języka na forum LC uważam za dużą niestosowność. Sądziłem do tej pory, że należę jednak do innej społeczności niż sejmowa. Szanowny Omnikoronie nikt nie jest omni...
Z poważaniem
kaliber48
Specynka, takie "szanowanie" ludzi za wiek jest totalnie słabe jak coś co jest totalnie słabe. Pewna mądrość z nim przychodzi - fakt, ale, bierz poprawkę jednak, że tak samo z tym wiekiem narząd słuchu jest w absolutnym zaniku i nie dochodzi do takich osób nic co się dzieje wokół;)
Poza tym w przypadku tych "humanistycznych" noblo wyborów to jest taka odpoweidzialność za losy świata... że tam nagrodzić przy jogurcie pitnym w imieniny Hipolita czy innego Sofoklesa książałkę Coelho, Murakamiego czy innego powieściopisarza dla dziewczyn, nic nie zmieni. Przecież to komedia.
Mam nadzieje, że nie czyta tego mój dziadek.
Specynka, takie "szanowanie" ludzi za wiek jest totalnie słabe jak coś co jest totalnie słabe. Pewna mądrość z nim przychodzi - fakt, ale, bierz poprawkę jednak, że tak samo z tym wiekiem narząd słuchu jest w absolutnym zaniku i nie dochodzi do takich osób nic co się dzieje wokół;)
Poza tym w przypadku tych "humanistycznych" noblo wyborów to jest taka odpoweidzialność za...
Te książki noblistów, które znam, mają u mnie notę raczej wysoką. Nie jest ich dużo, ale każda zostawiła mnie z jakąś refleksją, myślą czy choćby podziwem dla stylu.Ich siłą i duchem nie jest po prostu fabuła, czytało się je ciężej, ale zostawały dłużej i głębiej w pamięci. Nie miałabym śmiałości ani dopisywać do wyborów jury teorii spiskowych, ani wszem i wobec dyskredytować tak autorów, jak i komitet noblowski. Byłoby to powyżej mojego doświadczenia kulturalnego, a każda taka "riposta" nie byłaby żadną "wyzwoloną prowokacją", jeno zawodzeniem srającego na puszczy zmokłego kota. Rozmycie tego co się nazywa literaturą, sztuką czy kulturą nastąpiło/następuje między innymi dlatego, że każdy taki kociak, żuczek dorwał się do głosu i wie lepiej. Jakoś mało kto ma śmiałość kwestionować zdanie fizyków, lekarzy, matematyków, a kiedy przychodzi do dziedzin zwanych "humanistycznymi", każdy wręcz muuusi (muuu!-si) wyrazić własny sprzeciw, no bo. Bo. No bo. Bonobo. Bo pęknie. Nie, to nie jest kwestia (tylko) LC, gdyby kto się uczepił popijania rzekomego do czyjejś wypowiedzi. To jest wyraz ogólnej tendencji do kwestionowania i wypierania wszystkiego, co ustanawia za nas ktoś światlejszy. Od zdań na temat Nobla do chwalenia się niewiedzą w różnych tematach... Zazwyczaj zakłada się, że ci z góry to nadęte bufony i sklerotyczni staruszkowie, którzy nie wiedzą, co się w popkulturze dzieje. Przyjęcie, że jest odwrotnie, że to dzisiejszy młody człowiek nie bardzo doskoczy do poziomu jego rodziców i dziadków – zdarza się znacznie, znacznie rzadziej. I to jest już nawet nie denerwujące, tylko... smutne jakieś, mocium panie, no tego. :/
O laureacie wiele nie powiem, bo go nie znam, Murakamiego póki co tylko z fermentu, jaki wokół niego powstał, ale na pewno sięgnę, bo niucham, że mnie jego proza zainteresuje. To tak co do sedna tematu.
Te książki noblistów, które znam, mają u mnie notę raczej wysoką. Nie jest ich dużo, ale każda zostawiła mnie z jakąś refleksją, myślą czy choćby podziwem dla stylu.Ich siłą i duchem nie jest po prostu fabuła, czytało się je ciężej, ale zostawały dłużej i głębiej w pamięci. Nie miałabym śmiałości ani dopisywać do wyborów jury teorii spiskowych, ani wszem i wobec...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNo to chyba wypada przeczytać.
No to chyba wypada przeczytać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Omnikoron: Nic nowego. Następny lewak i komuch dostał tą nic nie warta nagrodę ...
Światły tekst.
Tak nagroda to 1 mln dolarów, więc coś jest warta.
Omnikoron: Nic nowego. Następny lewak i komuch dostał tą nic nie warta nagrodę ...
Światły tekst.
Tak nagroda to 1 mln dolarów, więc coś jest warta.
Nic nowego. Następny lewak i komuch dostał tą nic nie warta nagrodę ...
Nic nowego. Następny lewak i komuch dostał tą nic nie warta nagrodę ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
No cóż, trzy dni temu wypożyczyłem Obfite piersi, pełne biodra [bookLink]48459|Obfite piersi, pełne biodra [/bookLink] z biblioteki :)
Przeczucie? Nie wiem, ja kibicowałem Mistrzowi Harukiemu. Ale tak jak zaznaczyłem, wybór Chińczyka także będzie triumfem literatury światowej.
Nie jest źle.
A do głupot wypisywanych pod adresem Murakamiego nie zamierzam się odnosić. Zastanawiam się tylko, co by było gdybym ja coś napisał na jakiegoś pisarza fantasy. Nie zniżę się jednak do poziomu prezentowanego przez pewnych forumowiczów.
No cóż, trzy dni temu wypożyczyłem Obfite piersi, pełne biodra [bookLink]48459|Obfite piersi, pełne biodra [/bookLink] z biblioteki :)
Przeczucie? Nie wiem, ja kibicowałem Mistrzowi Harukiemu. Ale tak jak zaznaczyłem, wybór Chińczyka także będzie triumfem literatury światowej.
Nie jest źle.
A do głupot wypisywanych pod adresem Murakamiego nie zamierzam się odnosić....
W onecie napisali, ze Nobla nie dostał nikt z faworytów. Kto wogole pisze takie durne informacje?
Yan Mo był kandydatem numer 1.
W onecie napisali, ze Nobla nie dostał nikt z faworytów. Kto wogole pisze takie durne informacje?
Yan Mo był kandydatem numer 1.
Monika: Monika: Monika:
Szkoda trochę Joyce Carol Oates i Alice Munro, albo Cormaca McCarthy'ego.
tak, tylko w kwestii Cormaca jakoś nie mogę się zgodzić, nie dostrzegam tam geniuszu, pomijam, że to nie mój klimat
Podobnie mam z Pamukiem, którego akurat bardzo lubię, ale tez nie uważam żeby zasługiwał na Nobla.
uważam że obu panom czegoś brakuje
Właściwie się zgadzam, bo co do Pamuka mam podobne odczucia.
Chodziło mi natomiast głównie o tych autorów, którzy mieli szansę, byli wymieniali jako kandydaci (bez względu na gusta). Jednak byli w tym gronie inni, starsi, z większym dorobkiem, bardziej zasłużeni i bardziej chyba znani na całym świecie. Nie wiem na ile Yo Man jest znany w innych rynkach wydawniczych świata, ale na pewno na polskim rynku najmniej z tych wszystkich wymienianych kandydatów.
Nie czytałam jego książek, więc nie podważam decyzji - zakładam, że w 100% na nagrodę zasługuję. Tylko w moim odczuciu 56 letniemu pisarzowi z 7 napisanymi książkami na koncie, można przyznać nagrodę "za jakiś czas", a nagrodzić w pierwszej kolejności np. 81 letnią Alice Munro, która napisała przynajmniej kilkanaście tytułów, a pierwszą z nich wydała, gdy mniej więcej Yo Man zaczął chodzić do szkoły :)
no trudno sie nie zgodzic:-)
ja za Yo Man raz kiedyś się zabrałam ale odłożyłam. Nie była zła ale nie wciągnęła, wiec oceniać tez nie będę. Ale masz rację, Munro jest naprawdę wyjątkowa ( można jej nie lubić, ale talentu nie można jej odmówić), obawiam się tylko, że tu tez juz przestaje chodzić o książki ...
Pamuk dostał Nobla za Śnieg i uważam że oprócz tematu nie było tam nic wyjątkowego, choć podkreślam, naprawdę go lubię
Monika: Monika: Monika:
Szkoda trochę Joyce Carol Oates i Alice Munro, albo Cormaca McCarthy'ego.
tak, tylko w kwestii Cormaca jakoś nie mogę się zgodzić, nie dostrzegam tam geniuszu, pomijam, że to nie mój klimat
Podobnie mam z Pamukiem, którego akurat bardzo lubię, ale tez nie uważam żeby zasługiwał na Nobla.
uważam że obu panom czegoś brakuje
Właściwie się...
Monika: Monika:
Szkoda trochę Joyce Carol Oates i Alice Munro, albo Cormaca McCarthy'ego.
tak, tylko w kwestii Cormaca jakoś nie mogę się zgodzić, nie dostrzegam tam geniuszu, pomijam, że to nie mój klimat
Podobnie mam z Pamukiem, którego akurat bardzo lubię, ale tez nie uważam żeby zasługiwał na Nobla.
uważam że obu panom czegoś brakuje
Właściwie się zgadzam, bo co do Pamuka mam podobne odczucia.
Chodziło mi natomiast głównie o tych autorów, którzy mieli szansę, byli wymieniali jako kandydaci (bez względu na gusta). Jednak byli w tym gronie inni, starsi, z większym dorobkiem, bardziej zasłużeni i bardziej chyba znani na całym świecie. Nie wiem na ile Yo Man jest znany w innych rynkach wydawniczych świata, ale na pewno na polskim rynku najmniej z tych wszystkich wymienianych kandydatów.
Nie czytałam jego książek, więc nie podważam decyzji - zakładam, że w 100% na nagrodę zasługuję. Tylko w moim odczuciu 56 letniemu pisarzowi z 7 napisanymi książkami na koncie, można przyznać nagrodę "za jakiś czas", a nagrodzić w pierwszej kolejności np. 81 letnią Alice Munro, która napisała przynajmniej kilkanaście tytułów, a pierwszą z nich wydała, gdy mniej więcej Yo Man zaczął chodzić do szkoły :)
Monika: Monika:
Szkoda trochę Joyce Carol Oates i Alice Munro, albo Cormaca McCarthy'ego.
tak, tylko w kwestii Cormaca jakoś nie mogę się zgodzić, nie dostrzegam tam geniuszu, pomijam, że to nie mój klimat
Podobnie mam z Pamukiem, którego akurat bardzo lubię, ale tez nie uważam żeby zasługiwał na Nobla.
uważam że obu panom czegoś brakuje
Właściwie się zgadzam, bo co...
