Niektóre zasady są po to, by je łamać
Nie wiem, czy są ludzie, którzy nie lubią czytać o postaci detektywów – jeśli tak, to musi ich być pewnie niewiele. Większość, jak może mylnie próbuję dedukować z niegasnącej popularności powieści kryminalnych, ma do nich ogromną słabość. Można więc zareagować na komiksowy pastisz kryminału, jakim jest „Klub detektywów” na dwa sposoby: irytacją wzbogaconą potężnym prychaniem tudzież przewracaniem oczami uniemożliwiającym dobrnięcie do końca albo śmiechem.
Klub detektywów jak ten występujący w komiksie istniał naprawdę. Tutaj jego członkami są: G.K. Chesterton, przewodniczący, Agatha Christie, baronowa Orcza, Dorothy L. Sayers, John Dickinson Carr, major A.E.W. Mason i ojciec Ronald Knox. Nasi bohaterowie wybierają się na kornwalijską wyspę (jak zawsze!) ekscentrycznego miliardera i zostają wplątani w tajemnicę morderstwa. Pomysł na fabułę boleśnie oklepany, a całość wręcz przesadnie przepełniona czarnym humorem. Ale jeśli nie potraktujemy tej książki zbyt poważnie, to może się okazać, że da się z nią całkiem nieźle bawić!
Zwłaszcza że ta kuriozalna bylejakość fabuły stanowi tylko pretekst, aby zagrać na nosie schematom znanym z powieści kryminalnych. Na wstępie autor przedstawia 10 złotych zasad kryminału spisanych przez ojca Knoxa – notabene jednego z bohaterów – by potem konsekwentnie... wszystkie je łamać! I choć robi to w mało wyszukany sposób i sama zagadka – przyznajmy – aż prosiła się o inne, ciekawsze rozwiązanie to jednak przyznać należy, że parodia to całkiem zgrabna. Mamy więc posługiwanie się intuicją, mieszanie zagrań typowych dla science fiction, sekretne przejścia, niespodziewane pojawienie się brata bliźniaka i Azjatę, który jest... narratorem komiksu – słowem, zabawa na całego! W końcu już sama królowa kryminału udowodniła, że reguły są po to, aby je łamać*!
Nie wiem, jacy byli pisarze wchodzący w skład tytułowego klubu naprawdę, jako osoby prywatne, ale tutaj na uwagę zasługuje właściwie dwójka – Chesterton i Christie, którzy stanowią rewelacyjny duet komediowy. Cała reszta stanowi jakby tło, a zwłaszcza major i Knox, którzy są przedstawieni właściwie jako idioci. Wszyscy dostają swoją szansę, by zabłysnąć i przedstawić rozwiązanie zagadki, chociaż najlepiej na tym tle wychodzi baronowa Orczy – wzorem postaci swoich książek siedząc w fotelu i... rezygnując ze snucia domysłów! Kto lubi czarny, brytyjski humor ten się na pewno nie zawiedzie! Komiks jest pełen typowej dla angielskich kryminałów żonglerki dialogami, która mnie osobiście tak urzeka w dziełach Christie czy Dorothy L.Sayers, a dominujący czarny humor kojarzy się z tworami starego dobrego Chestertona.
Minusów komiks ma całą masę – poczynając od właśnie przeciętności fabuły, na zniechęcającej prostocie rysunku kończąc, ale nie są one jakieś kardynalne czy niewybaczalne. To ma być lekka lektura, która nie rości sobie prawa do bycia czymś wielce poważnym czy niezapomnianym. Ot, do przeczytania, zachichotania i pożyczenia kolejnej osobie. I jako taka sprawdza się znakomicie.
Styl rysunków pozostawia wiele do życzenia, to prawda. Chwilami bywają niechlujne, ogólnie sprawiając wrażenie raczej karykaturalnych. Współgrają za to świetnie z nonszalanckim, beztroskim klimatem opowieści. Nie ma co się czepiać, że żona milionera ma być według opisu piękna, jak sen poety, a na obrazku przypomina skrzyżowanie kaczki z księżniczką Disneya pędzla Picassa. Nie każdy komiks musi być ucztą dla oczu.
Solidny minus należy się wydawnictwu za nieprzetłumaczenie niektórych z tekstów. Dlaczego np. nie przełożono części inwektywów („You mad cow! And you fat comic!”) czy powiedzonek detektywów?
Dodatkowym mankamentem, o którym nie sposób nie wspomnieć, jest fakt, że beztrosko SPOILERUJE klasyki – „Morderstwo w Orient Expressie” Christie i „Zabójstwo przy Rue Morgue” E.A. Poego.
Koniec końców „Klub detektywów” to komiks na raz, taki na błyskawiczne załatwienie chandry – ale krótkie, bo równie szybko wietrzeje z głowy! Szkoda, że autor zaprezentował takie, a nie inne rozwiązanie, które zdaje się raczej stanowić subiektywny hołd dla tego, którego uważa za najlepszego pisarza z całego klubu, a nie współgrającą z resztą książki parodię rozwiązań kryminałów. W końcu powieść kryminalna jest jak gra planszowa, w ramach której czytelnik nie mierzy się z przestępcą, ale z autorem, a tutaj nie ma szans na pojedynek. I choć życzyłam sobie czegoś więcej i nie oczekiwałam pastiszu, tylko solidnego kryminału, to jednak zgadzam się z powiedzeniem narratora, lokaja Fu: „Sprowadzanie fantazji na ziemię to szlachetne zajęcie, sir”. A jakże, zwłaszcza jeżeli można się przy tym całkiem nieźle pośmiać!
* mówię o A. Christie i jej „Sprawie Rogera Ackroyda”, gdzie to narrator... ale nie spoilerujmy!
Agata Majchrowicz
Kup w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.