Innego nie będzie

michal3
05.02.2020
Okładka książki Koniec świata w Makowicach Jan Mazur
Średnia ocen:
6,7 / 10
21 ocen
Czytelnicy: 33 Opinie: 4

Nie wiem, czy Jan Mazur inspirował się „Piosenką o końcu świata” Czesława Miłosza. Chyba nie jestem aż tak oblatany w kulturze, aby wyłapać wszelkie niuanse, które potwierdziłyby lub zaprzeczyły moim domysłom. Należy jednak zauważyć, że niektórzy mawiają, iż z kultury wyciąga się więcej, niż ona sama do naszego wspólnego worka wkłada. Ktoś powie, że to bez sensu, ale wtedy przypomnijcie sobie, jak poszło Szymborskiej z analizą jej własnego wiersza. No właśnie.

Akcja komiksu „Koniec świata w Makowicach” osadzona została na Podlasiu, w małej wioseczce, gdzie wrony zawracają, bo dalej już nic nie ma. Razem z mieszkańcami szybko odkrywamy, że coś się wydarzyło, ale w sumie to nie do końca wiadomo co. Niestety, ale tego, co się stało, nie poprzedziły trąby archanielskie czy też błyskawice i gromy. Wiadomo jedynie, że ponoć Białegostoku już nie ma. Kto wie, może i Warszawa solidnie oberwała. Tylko że brak prądu czy informacji ze świata wcale nie jest niczym nadzwyczajnym. Wierzcie mi, pochodzę z mazurskiej wsi, więc wiem, co mówię.

Co wobec tego zmieniło się w Makowicach po rzeczonym końcu świata? W sumie niewiele. Pole wciąż trzeba obsiać, tylko miastowych jakby mniej do pomocy. Przy płocie można chwilę z sąsiadem porozmawiać, bo twarze dookoła od lat te same. Dzieci już dawno wyjechały, kontakt z nimi i tak był sporadyczny, a mało kto umie obsługiwać komórki. Internet również niewielu ogarnia. Jest trudniej. Do nowości na pewno można zaliczyć próbę przeprowadzenia rewolucji anarchistycznej. Dla niektórych nowe warunki oznaczają nowe możliwości. Pewnie nikogo nie zdziwię, jak napiszę, że tytułowy koniec świata jest tylko pretekstem, aby pokazać pewne ludzkie zachowania.

Skoro mamy tutaj do czynienia z komiksem, to wypadałoby również wspomnieć trochę o oprawie graficznej. No cóż… fani naturalizmu w komiksie na pewno będą zawiedzeni. Ktoś złośliwy powie, że też tak umie rysować i nie będzie to kłamstwo. Operowanie wyłącznie liniami i zachowanie całości w czerni i bieli powoduje, że nie skupiamy się na rysunkach, a na tym, co stanowi prawdziwą siłę „Końca świata w Makowicach”, czyli na opowiadanej historii. Historii, która niejednokrotnie nas zaskoczy, zaintryguje i najzwyczajniej zaciekawi. Nie od dziś wiadomo, że to scenariusz, a nie ładne obrazki, jest tym, co przyciąga czytelnika.

Warto również podkreślić, iż Mazur dał mi się poznać jako wytrawny obserwator życia wiejskiego (chociaż do Wyspiańskiego jeszcze mu trochę brakuje). W jego komiksie dowcip jest bardzo wysublimowany i trudny do wychwycenia. I aż kipi od emocji – spójrzcie tylko na przedstawioną relację matki z synem. Trudną i szczerą, ale miejscami bolesną. Ponadto nie mamy tutaj żartów uderzających po oczach. Nad większością trzeba się chwilę zatrzymać i pomyśleć, co autor chciał nam przekazać. Trochę jak w poezji, gdzie interpretacja znaczy więcej niż napisane słowa.

„Koniec świata w Makowicach” to nie jest komiks, w którym uświadczymy dynamiczną akcję oraz cięte dialogi. Jest to przede wszystkim pozycja dla wymagających czegoś więcej niż walki Batmana z Trybunałem Sów (i nie wątpię, że wśród czytelników Mazura znajdą się i fani człowieka nietoperza). Doskonale wiemy, jak potrafią wyglądać kataklizmy w miastach. Niejeden film o tym nakręcili. Teraz, dzięki Mazurowi, wiemy również, jak mogłaby wyglądać apokalipsa na wsi. Podlaskiej wsi.

Michał Wnuk

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd