Zaginione Plemię

Okładka książki Zaginione Plemię
Scott Wallace Wydawnictwo: Buchmann literatura podróżnicza
634 str. 10 godz. 34 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Unconquered
Data wydania:
2012-10-17
Data 1. wyd. pol.:
2012-10-17
Liczba stron:
634
Czas czytania
10 godz. 34 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376704395
Tłumacz:
Anna Wojtaszczyk
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zaginione Plemię w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zaginione Plemię

Średnia ocen
7,2 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
50
48

Na półkach:

MINUS za brak zdjęć z wyprawy. Trochę nudny początek, ale kiedy jesteśmy już w Amazonii robi się ciekawiej. Realistyczna, nie ma ubarwień, niesamowitych przygód itp. Poznajemy mentalność nie tylko rdzennych Indian, ale chyba wszystkich mieszkańców am. pd. do białego człowieka. Pozycja godna uwagi.

MINUS za brak zdjęć z wyprawy. Trochę nudny początek, ale kiedy jesteśmy już w Amazonii robi się ciekawiej. Realistyczna, nie ma ubarwień, niesamowitych przygód itp. Poznajemy mentalność nie tylko rdzennych Indian, ale chyba wszystkich mieszkańców am. pd. do białego człowieka. Pozycja godna uwagi.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

83 użytkowników ma tytuł Zaginione Plemię na półkach głównych
  • 48
  • 32
  • 3
33 użytkowników ma tytuł Zaginione Plemię na półkach dodatkowych
  • 23
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Afryka Trek: Od Kilimandżaro do Jeziora Tyberiadzkiego Sonia Poussin
Afryka Trek: Od Kilimandżaro do Jeziora Tyberiadzkiego
Sonia Poussin Alexandre Poussin
Drugi tom dziennika podróży francuskiego małżeństwa. Maszerują z Przylądka Dobrej Nadziei do Jeziora Tyberiadzkiego, mając zamiar pokonać pieszo całą Afrykę. Książka przedstawia nam ludzi z pasją, których cel życiowy można wyszydzić, niczym etiopskie dzieci, ale można też się nim zachwycić i ugościć ich choć przez chwilę w swoim domu, tak, jak to czynią Sudańczycy. Dzięki swojej wędrówce spotykają rozmaitych ludzi, a czytelnik razem z nimi. Niektóre spotkania są budujące, pouczające, czasami inicjują przyjaźń, a jeszcze inne budzą grozę. Poznajemy różne nacje, przez konkretnych ludzi. Na ile są oni charakterystyczni dla swojego narodu, musimy zdecydować sami. Mamy możliwość wysłuchać różnorodnych poglądów i opinii, przyjrzeć się zwyczajom, niejednokrotnie całkowicie obcym kulturze europejskiej. Autorzy pełni są nadziei, że ich zamysł się powiedzie, pomimo tego, że mają świadomość jak wiele zależy od przychylności władz. Otwarci na ludzi, nie odrzucają żadnej propozycji gościny, chociaż czasami z tego powodu śpią w ubogich chatach, na klepisku. Rozumieją, że biedni też chcą mieć satysfakcję ugoszczenia podróżnego i że nie należy im tej przyjemności odbierać. Przy okazji czytelnik otrzymuje mnóstwo informacji dotyczących przyrody, warunków życia ludzi, zmian, które wprowadzają do środowiska. Autorzy nie odmawiają sobie możliwości zwiedzenia ważnych historycznie miejsc, nawet jeżeli chwilowo muszą porzucić wytyczony szlak i skorzystać z przejazdu autobusem lub autostopem. Szczerze polecam sięgniecie po tą książkę.
ilo99 - awatar ilo99
ocenił na 7 9 lat temu
Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki Tim Butcher
Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki
Tim Butcher
Dwóch dziennikarzy pracujących dla tej samej gazety, których dzieli ponad sto lat dokonuje rzeczy niemalże niemożliwej, a mianowicie eksploracji dzikiej Afryki wzdłuż rzeki Kongo. I o ile o pierwszym, czyli Henrym Mortonie Stanleyu można powiedzieć, że osiągnął jakiś tam sukces, o tyle o drugim, czyli Timie Butcherze trzeba powiedzieć, że to, iż w ogóle mu się udało przeżyć wyznaczoną trasę już było nie lada wyczynem. Obaj zmagali się z wieloma przeciwnościami losu, obu dopadły choroby i problemy aprowizacyjne, obaj byli w miarę dobrze przygotowani, natomiast dzieliło ich bardzo wiele. O Stanleyu bowiem czytamy: "Jego metody były brutalne - strzelał do tubylców (…) kradł i zabierał im siłą jedzenie". "(…) współczesna historia Afryki - dziesięciolecia wyzysku kolonialnego została zapoczątkowana przez reportera "The Daily Telegraph"". To, co rozpętała wyprawa Stanleya do Konga, praktycznie unicestwiła ten region. Król Belgii Leopold II, który na niej najwięcej skorzystał, wziął sobie w posiadanie te tereny, traktował je jako swoje osobiste dominium, to nawet nie była kolonia, przynajmniej na początku, to było jego osobiste królestwo, z którego czerpał zyski pełnymi garściami jednocześnie mordując tubylców i niszcząc wszystko co się da dla swoich osobistych korzyści. Trzeba pamiętać, że kiedy z zachodu przyszli do Konga biali, to ze wschodu kraje arabskie dokonywały podobnej rzezi, wyzysku i połowu niewolników, i na tym tle też toczyły się walki. Skłócanie miejscowych i wywoływanie sztucznych konfliktów wśród tubylczej ludności było na porządku dziennym, a wykradanie złóż naturalnych surowców, było tylko zyskiem pobocznym. Tragedia tego regionu polega też na tym, że dzisiaj Kongo wygląda dużo gorzej niż kilkadziesiąt lat temu, kiedy jednak bardzo dobrze prosperowało, sieć dróg rzecznych i lądowych (bardzo dobrze rozwinięta kolej), rozbudowana infrastruktura, szkoły, urzędy - tego dzisiaj już nie ma... Tim Butcher: "W mojej eskapadzie chodziło między innymi o oszacowanie skali problemów jakie stały przed kontynentem i pod tym względem Kongo było niczym prawdziwe objawienie. W ciągu sześciu wstrząsających tygodni czułem, że dotknąłem pękniętego serca Afryki. Podczas gdy świat zachodni dokonywał nowych osiągnięć w dziedzinach medycyny i technologii, ludność Konga cofała się coraz bardziej i bardziej w rozwoju". "(…)wydało mi się niezwykłe, że w XXI wieku najbezpieczniejszym schronieniem dla milionów Kongijczyków jest las". Reportaż z wyprawy Butchera wart jest przeczytania, autor nawiązuje do historii, w bardzo ciekawy i realistyczny sposób opisuje swoje zmagania z jazdy motocyklem przez niebezpieczne tereny Afryki opanowane przez Tutsi, Hutu i bojówki rwandyjskie. A przede wszystkim odkrywa przed nami Kongo, takie jakiego prawdopodobnie nigdy nie uda nam się zobaczyć i dlatego jest to bezcenne doświadczenie czytelnicze. Polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na 6 1 rok temu
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej John Gimlette
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej
John Gimlette
Parafrazując mickiewiczowskie „Dziady cz. III” mógłbym zakrzyknąć: O Gujanie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach. :-) Istotnie, na tle innych państw Ameryki Południowej niewiele wiadomo o Gujanie, Surinamie oraz Gujanie Francuskiej. Ta część kontynentu w pełni zasługuje na miano Dzikiego Wybrzeża. Nasza przeciętna wiedza na temat tego zakątka świata sprowadza się zapewne do trzech tematów. W przypadku Gujany (Brytyjskiej) działalność „wielebnego Jonesa” oraz tragiczny los sekty „Świątynia Ludu” w dn. 18.11.1978 r. – opis tych wydarzeń sporządzony przez Autora jest naprawdę poruszający. Surinam: jako była kolonia holenderska, która odzyskała niepodległość dopiero w dn. 25.11.1975 r. wydaje się najspokojniejsza i jako taka stanowi kolebkę wielu światowej klasy holenderskich piłkarzy. Ale pod względem politycznym było (jest) to bardzo niespokojne państwo, zwłaszcza w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Wreszcie Gujana Francuska – dla młodszych czytelników miejsce, gdzie znajduje się „Europejskie Centrum Lotów Kosmicznych” i skąd wysyłana jest zdecydowana większość satelitów komercyjnych. Dla starszych z kolei – symbol jednego z najcięższych francuskich ośrodków więziennych umiejscowionych na Wyspach Diabelskich (zwanych paradoksalnie Iles de Salut), które zakończyły działalność w 1946 roku. Odbycie wyroku w bardzo ciężkich warunkach klimatycznych nie oznaczała powrotu do Francji, o nie…. Książka zaskoczyła mnie niezwykle plastycznym i barwnym językiem. Czytając kolejne strony dosłownie czułem jak w bardzo mroczne terytoria wkraczam, jak wiele miejsc oznaczonych jest ludzkim cierpieniem, jak nieprzychylna dla człowieka jest tutaj przyroda. A wszelkie dowody ludzkiej działalności są pochłaniane żarłocznie przez naturę. Czujemy, jak jest duszno i parno, jak nocą grają cykady, jak trzeba uważać na każdy krok i na każdą nieznaną roślinę. Losy kolonistów wszelkiej maści mieszają się z życiem niewolników oraz ludzi sprowadzonych do pracy między innymi z Indii. Autorowi udało się wpleść do swojej opowieści elementy humorystyczne, ciekawie opowiedzieć o historii ekspansji państw kolonialnych. Mimo znacznych rozmiarów, książka wcale nie jest nużąca, a podróż przez ponad 500 stron jest bardzo emocjonująca. Jedyne, co nadaje się do udoskonalenia: odrobinę większy druk oraz wprowadzenie trochę dokładniejszych i szczegółowszych mapek obrazujących kolejne etapy podróży. Bardzo mocne 8,91/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 8 3 lata temu
Zielone piekło Raymond Maufrais
Zielone piekło
Raymond Maufrais
OCENA - 6/10 DOBRA Mam mieszane uczucia po zapoznaniu się z lekturą „ZIELONEGO PIEKŁA” i zastanawiam się dlaczego tak wysoko jest oceniana ta pozycja na LC. Książka jest zdecydowanie nierówna przez to mniej fascynująca. Zwłaszcza pierwsza część (licząca ponad 200 stron), w której autor w formie reportażu poświęca wyprawie do Mato Grosso. Te relacja nie była ciekawa z małym wyjątkiem kiedy autor przebywał w wiosce Indian Karaja. Ten fragment szczególnie przykuł moją uwagę i był bardzo interesujący. Pozostała cześć to opisy przygotowań i planowanie do wyprawy, potrzebny ekwipunek, z kim autor się z nią wybiera oraz spostrzeżenia z obserwacji dzikiej przyrody, fauny i flory. Maufrais Raymond był francuskim podróżnikiem, odkrywcą który żył krótko lecz intensywnie, jego największą pasją oraz marzeniami były podróże w odległe dzikie pełne niebezpieczeństw miejsca. Marząc o wielkich przygodach szczególnie w odkrywaniu nieznanych terenów w lipcu 1946 roku pojechał do Brazylii wziąć udział w ekspedycji do serca Mato Grosso, o której po części wspomniałem już wyżej. Planami autora było przemierzenie dzikiej niedostępnej amazońskiej puszczy oraz wyruszenie śladami Indian Xavente, zwanych też „Zabójcami z Mato Grosso”. Wyprawa ta nie przyniosła jednak rozgłosu oraz wielkiego sukcesu właśnie za sprawą Indian, którzy stanęli podróżnikom na drodze, ostrzeliwując ich z łuków, zmuszając ostatecznie do odwrotu i rezygnacji z planów eksploracji tych terenów. Aby przenieść się do Mato Grosso oraz poczuć prawdziwy zew przygody polecam inną książkę o wiele bardziej interesującą z większymi walorami poznawczymi, a mianowicie opowieść Tony Halika „ Z KAMERĄ I STRZELBĄ PRZEZ MATO GROSSO”. Natomiast druga część relacji „ZIELONEGO PIEKŁA” napisana w formię dziennika z podróży nabrała wreszcie rozpędu i była bardzo ciekawa, z pazurem a dotyczyła ona obszaru Gujany Francuskiej, gdzie Maufrais przedzierając się samotnie przez dżunglę chciał dotrzeć do gór Tumuc - Humac i wydrzeć ich tajemnicę. Autor wierzył w swoją gwiazdę i szczęście i był przekonany że mu się powiedzie, stało się inaczej, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i nigdy nie wyjaśniono co się z nim naprawdę stało. Mimo mojej niższej oceny, polecam zapoznać się z tą relacją, bo czytać zawsze warto. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na 6 1 rok temu
Afryka Trek. Od Przylądka Dobrej Nadziei do Kilimandżaro Sonia Poussin
Afryka Trek. Od Przylądka Dobrej Nadziei do Kilimandżaro
Sonia Poussin Alexandre Poussin
Zapis trzyletniej, pieszej podróży małżonków Poussin przez Afrykę. Szli sami, to znaczy bez wsparcia, kamerzystów, ekipy w samochodach (przynajmniej w tym I tomie). Narażeni na spotkania z lwami, słoniami, skorpionami, wężami, borykający się z głodem, pragnieniem, zmęczeniem, upałem, komarami, muchami tse tse, posilający się tym, co jedli tubylcy - stanowią idealny temat książki podróżniczej. Z narracji wynika radość życia, radość podróżowania, radość bycia razem. Tym co odróżnia "AFRYKĘ TREK" od innych pozycji jest nastawienie nie tyle na pobicie rekordu ile na spotkanie z innym człowiekiem. Podróż jest niespieszna. Gdy małżonkowie spotykają ciekawą rodzinę, misję, miejsce - zatrzymują się kilka dni, zaprzyjaźniają się, żyją życiem ludzi poznanych i przytaczają ich punkt widzenia, ich poglądy. Dzięki temu książka nie tyle daje obraz Afryki z perspektywy poglądów autorów, ile obraz Afryki, jaki wyłania się z dialogów z tubylcami. Tak - z dialogów. Bo to taka dziwna literatura podróżnicza, gdzie jest masa dialogów, ocen i stanowisk spotykanych ludzi. Można powiedzieć, że książka ta oddaje głos tubylcom. Wielkim plusem "AFRYKI TREK" jest to, że autor jest mi bliski światopoglądowo. Nie jest może katolikiem, ale w czasie podróży dochodzi do wniosku, że nie ma lepszych ludzi na świecie niż katolickie zakonnice na misjach. Jak pisał w każdej napotkanej misji sióstr katolickich spotkali ogromną życzliwość, bezinteresowną miłość drugiego człowieka, wyrażającą się w ciężkiej pracy ale też wielkiej radości życia. Minusem jest według mnie to, że książka momentami za mało jest o podróżowaniu przez Afrykę, a za dużo w niej miejsca zajmują poglądy spotkanych ludzi. Cały początek (RPA) był przez to dla mnie nudny, choć rozumiem zamysł autora i nie neguję go; po prostu ja wolałabym trochę inne proporcje. Druga połowa I tomu jednak jest świetna i w pełni rekompensuje mi dłużyzny z RPA. "AFRYKA TREK" została świetnie wydana, co dla książek podróżniczych ma według mnie duże znaczenie. W treść wkomponowane zostały mapki trasy (całej i jej fragmentów), przez co każdy etap podróży można znakomicie łatwo umiejscowić. Do tego opis wyprawy został wzbogacony wieloma kolorowymi fotografiami, dzięki czemu łatwiej można sobie wyobrazić piękno trasy. Książkę bardzo polecam i dla zachęcenia odsyłam do filmów o niej: https://www.youtube.com/watch?v=JVSSIxleL80 https://www.youtube.com/watch?v=JVSSIxleL80 Ja zamierzam teraz oglądać po kolei dostępne filmy o wyprawie, żeby móc pożyć jeszcze trochę tą podróżą. Trochę szkoda było zakończyć czytanie, zwłaszcza, że pobiłam tu rekord i czytałam książkę ponad 2 miesiące (przez ten czas można się zżyć). Drugi tom zostawię sobie na później. Szkoda tak od razu przeczytać wszystko. Sądzę jednak, że może być jeszcze lepszy niż pierwszy, skoro druga połowa jest znacznie przyjemniejsza od pierwszej.
Sagittaire - awatar Sagittaire
ocenił na 6 9 lat temu
Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej Wojciech Śmieja
Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej
Wojciech Śmieja
Tom reportaży podróżniczych Wojciecha Śmieji. Autor, prawie jak Andrzej Stasiuk, wybiera się w podróż po gorszej Europie, a w jej ramach po „gorszych” terenach. Mołdawia, Macedonia (obecnie Macedonia Północna), Rumunia, Kosowo, Serbia, Ukraina, Albania (i nasze Beskidy). Ale bez stolic i obiektów z listy Unesco. Autor stara się nam pokazać prawdziwe życie mieszkających tam ludzi z ich codziennymi problemami i oglądem rzeczywistości. Ze wszystkimi stara się rozmawiać i przedstawić ich punkt widzenia. Nierzadko są one sprzeczne z tym poprzedniego rozmówcy czy samego reportera. Śmieja kładzie nacisk na pogmatwane życiorysy i miejsca, w których ścierają się ze sobą różne grupy społeczne, narodowościowe czy religijne. Nierzadko sięga do przeszłości, by przedstawić genezę tych zjawisk z puntu widzenia poszczególnych grup (np. Serbowie i Albańczycy, mieszkańcy Mołdawii i Nadniestrza, Macedończycy i Grecy czy też Arumuni). Nie zachwala nam nowych atrakcji, po prostu pokazuje to, czego jadąc gdzieś lub chociażby przejeżdżając tamtędy nie chcemy widzieć. A warto popatrzeć, np. na pomniki Rocky’ego Balboa czy Boba Marleya w serbskiej Wojwodinie, ostatnie miejscowości Arumunów w Macedonii czy Grecji, podzieloną Kosowską Mitrowicę czy też góry i drewniane cerkwie na półwyspie Kola. Inaczej niż Stasiuk, autor nie kładzie nacisku na literaturę, ale nawiązuje i do niej, chociażby do Stanisława Vincenza na Huculszczyźnie. Kawałek prawdy o życiu ludzi w naszej części Europy.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 5 lat temu
Czekając na Duida. Śladem szeptu amazońskiego potoku Stefan Czerniecki
Czekając na Duida. Śladem szeptu amazońskiego potoku
Stefan Czerniecki
Sięgając po książkę Stefana Czernieckiego miałam dość mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawość, gdyż opowieść o wyprawie w zakazane rejony Wenezueli, w celu zdobycia jednej z tamtejszych gór stołowych wydała mi się bardzo interesująca. Z drugiej strony, szybki przegląd patronów medialnych książki oraz wgląd w notkę dotyczącą autora a w końcu gorąca rekomendacja Wojciecha Cejrowskiego wzbudziły moje pewne obawy. W związku z tym, do „Czekając na Duida” podeszłam ze sporą rezerwą, by po lekturze być z niej całkiem zadowoloną. Amazonas ziemia zakazana na terytorium Wenezueli, fragment bezkresnej selwy, do której dostać się można płynąc wzdłuż Orinoko, bądź którejś z jej dopływów. Kraina, na którą z góry spoglądają pojedyncze góry stołowe – tepui, budzące ogromne emocje, odkąd po raz pierwszy wpadły w oko białego człowieka. Pionowe ściany i płaskowyż na górze, cóż tam może się kryć? Czy niczym w „Zaginionym świecie” Artura Conana Doyle tam znalazły schronienie dinozaury? Jednak przyrodnicza i geograficzna niedostępność jest praktycznie bez znaczenia, gdy wziąć pod uwagę sytuację polityczną w Wenezueli. Komunistyczne rządy Chaveza wiązały się między innymi z zamknięciem Amazonas dla ruchu turystycznego. Wniknięcie w zamkniętą strefę wymagało niezwykłej determinacji i odpowiednich znajomości. Autorowi po bardzo wielu próbach, w końcu się to udało, jednak liczne wojskowe kontrole i rewizje, na każdym kroku przypominały podróżnikom, gdzie są i kto tu rządzi. W książce dość sporo miejsca poświęcono sytuacji politycznej Wenezueli, zarówno w kontekście jej mieszkańców, jak i indiańskich plemion i turystów. Bez ogródek przeczytamy o tym, dlaczego Caracas jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na Ziemi, czy o propagandzie Chaveza, kupującego lojalność obywateli na wielkich loteriach organizowanych w odciętych od cywilizacji wioskach. Wenezuela jawi się jako kraj, w którym dla własnego bezpieczeństwa o polityce lepiej nie rozmawiać. Zdominowany przez żołnierzy i przestępców świat wielkich miast oraz wioski, w których żyje się bezpiecznie i nieśpiesznie. Tym, co podobało mi się w książce Stefana Czernieckiego jest lekkie pióro, dzięki któremu książkę czyta się bardzo przyjemnie. Są w niej fragmenty budzące grozę, są i takie mocno rozleniwiające czytelnika. Autorowi idealnie udało się oddać nastroje w jakich byli bohaterowie trzyosobowej podróży w głąb Amazonas. Książka podzielona jest na kilkanaście chronologicznie ułożonych rozdziałów, w których autor opisuje kolejne etapy podróży. To prawie pamiętnikarska narracja, która jest najmocniejszą stroną książki. Każdy z rozdziałów kończy się serią pięknych fotografii przedstawiających miejsca i ludzi. Gdzieniegdzie w środku relacji z wyprawy znajdziemy krótkie wstawki i z nimi miałam największy problem w trakcie lektury. Są one bardzo różne, często mało obiektywne, pełne reprezentacji poglądów autora. Niektóre z nich były mocno osadzone w wierze, będącej czymś bardzo ważnym dla autora. „Czekając na Duida” to ciekawa pozycja wśród książek podróżniczych. Z jednej strony niezmienna egzotyka Ameryki Południowej, podkręcona jeszcze przez niebezpieczeństwa towarzyszące wyprawie do Wenezueli. Z drugiej dobrze napisany dziennik, relacja z jedynej w swoim rodzaju przygody, ze spełnienia marzenia, jakim było odwiedzenie miejsca niedostępnego dla innych. Osobom mocno sceptycznym względem jakiegokolwiek wyznania miejscami może wydać się nieco zbyt mocno osadzona w wartościach ważnych dla autora. Może to nieco przeszkadzać i zaburzać odbiór całości, choć, co bardzo ważne, nie znajdziemy tu otwartej, czy nawet skrytej, pogardy dla osób myślących inaczej. Dzięki temu książka, poza kilkoma krótkimi fragmentami, nie jest irytująca, a wręcz przeciwnie – jest pasjonująca i czyta się ją całkiem przyjemnie.
Bacha85 - awatar Bacha85
ocenił na 6 5 lat temu

Cytaty z książki Zaginione Plemię

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zaginione Plemię