rozwiń zwiń

Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta

Okładka książki Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta
Hanna Suchocka Wydawnictwo: Rosikon Press religia
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Data wydania:
2018-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-01
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362981526
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta

Średnia ocen
7,6 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
80
80

Na półkach:

Mamy rok jubileuszowy ta publikacja jest idealnym przewodnikiem dla osób którego wybierają się wiecznego miasta W tej książce zostały zawarte informacje na temat kościołów, które każdy pielgrzym, turysta powinien je odwiedzić będąc w tym szczególnym miejscu i czasie. Publikacji zostały zawarte szczegółowe informację o świątyniach na terytorium Rzymu. Dodatkowym atutem jest to że w książce zostały zawarte fotografie, które czytelnikowi pomagają w lepszym zrozumieniu i ubogacają treść

Mamy rok jubileuszowy ta publikacja jest idealnym przewodnikiem dla osób którego wybierają się wiecznego miasta W tej książce zostały zawarte informacje na temat kościołów, które każdy pielgrzym, turysta powinien je odwiedzić będąc w tym szczególnym miejscu i czasie. Publikacji zostały zawarte szczegółowe informację o świątyniach na terytorium Rzymu. Dodatkowym atutem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

47 użytkowników ma tytuł Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta na półkach głównych
  • 26
  • 21
15 użytkowników ma tytuł Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta

Inne książki autora

Hanna Suchocka
Hanna Suchocka
Hanna Suchocka, prawnik; specjalizuje się w prawie konstytucyjnym, prawach człowieka i prawie publicznym. Odbyła liczne staże i stypendia zagraniczne, m.in. na Columbia University, w Instytucie Praw Człowieka w Strasburgu oraz w Instytucie Prawa Publicznego w Heidelbergu. Wykładała m.in. na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie. Posłanka do Sejmu RP czterech kadencji. Od 1990 członek - ekspert Komisji Weneckiej „Demokracja poprzez Prawo”. Od lipca 1992 do października 1993 premier rządu. Od października 1997 do czerwca 2000 minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Od grudnia 2001 jest ambasadorem RP przy Stolicy Apostolskiej, a od 2002 ambasadorem RP przy Zakonie Kawalerów Maltańskich. W 1994 r. mianowana została przez Ojca Św. Jana Pawła II członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Brała udział w licznych konferencjach międzynarodowych zarówno w charakterze naukowym, jak i politycznym. Opublikowała wiele prac poświęconych głównie problematyce konstytucji, praw człowieka, nauczania Jana Pawła II oraz problemom transformacji w Polsce. Posiada m.in. doktorat h. c. Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, UKSW w Warszawie i Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Inkwizycja Grzegorz Ryś
Inkwizycja
Grzegorz Ryś
Kardynał Grzegorz Ryś w książeczce pt. „Inkwizycja” wydanej w 1998 r., kiedy obecnie jedna z ważniejszych person w polskim Kościele katolickim dopiero wspinała się na poszczególne szczeble kariery powołania, rozprawił się ze wciąż powszechnie powielanym mitem złowrogiej tytułowej Inkwizycji. Autor w pierwszej kolejności odniósł się do twórczości F. Dostojewskiego i jego obrazu Inkwizycji ujętego w treści „Wielkiego Inkwizytora”, który stanowi część powieści „Bracia Karamazow” – zdaniem wielu krytyków literackich do dziś wskazany fragment uchodzi za jeden z najbardziej znanych i spopularyzowanych tekstów antyklerykalnych w dziejach. Następnie obecny kardynał odróżnia instytucję Inkwizycji od procesu inkwizycyjnego, którego źródeł doszukuje się już w antyku, w prawie rzymskim. W ten sposób proces znany i stosowany w antycznym Rzymie po ponownym odkryciu przez Zachód prawa rzymskiego (Kodeks Justyniana) za sprawą glosatorów i postglosatorów, został rozpowszechniony przez Kościół katolicki. Dlatego dziś owa procedura nazywana jest inkwizycyjną. Wbrew pozorom w okresie nowożytnym przysłużyła się rozwojowi myśli prawniczej – zastąpiła wcześniej stosowany proces formułkowy. Z kolei sama Inkwizycja rozwinęła się w odpowiedzi do rozpowszechniających się w średniowieczu, a także w epoce wczesno-nowożytnej herezji. Wzrost znaczenia tej instytucji (Inkwizycji) nastąpił w okresie konfliktów wyznaniowych epoki odrodzenia, kiedy spory wyznaniowe z dysput uniwersyteckich teologów przeniosły się na arenę stosunków międzynarodowych, pola bitew, i stały się zarzewiem rozlicznych wojen religijnych. Wówczas Inkwizycja przez poszczególnych panujących była wykorzystywana do zwalczania przeciwników politycznych i zarazem wyznaniowych, i to ze wzajemnością ze strony państw protestanckich. Autor dowodzi, iż poszczególni papieże wbrew pozorom mieli niewielki wpływ na działanie Inkwizycji w krajach zaalpejskich, a sama instytucja była zdecentralizowana, miała charakter regionalny (inne było jej znaczenie w Hiszpanii niż w Państwie Kościelnym, czy w Polsce). Na złowrogie postrzeganie Inkwizycji wpłynęła wciąż żywa propaganda państw antykatolickich, a obecnie popkultura, zatem mierzymy się nie tyle ze złą sławą tej instytucji, ile z jej mitem.
donekT - awatar donekT
ocenił na 7 3 miesiące temu
Nad przepaściami wiary Wacław Hryniewicz OMI
Nad przepaściami wiary
Wacław Hryniewicz OMI Elżbieta Adamiak Józef Majewski
Wywiad rzeka, skryty gdzieś na dnie pirackiej skrzyni (stąd muszę przytaczać z pamięci), jakby bardziej zrozumiały niż „Nadzieja zbawienia”, stąd wyższa ocena. Treść podobna, między innymi ksiądz Wacław opowiada, jak w dzieciństwie oglądał obrazek, przedstawiający umierającego, który ostatkiem sił zamiast nawrócenia ulega pokusie i pada ofiarą Złego. Na bladej twarzy widać niedobry uśmiech, już Zły chwyta i ciągnie nieszczęsnego do piekła ... Pytanie, jak w ten sposób wlać w serca otuchę ? Chyba, że ktoś tak „otuchę” pojmuje. Następnie, jak na studiach jego wykładowca, Wincenty Granat, uczył po swojemu, uznawszy słusznie, że podręcznik jest napastliwy i zniechęcający. O rozmowach, zwanych szumnie „dialogiem ekumenicznym”, zwykle prowadzą do niczego, bowiem strony pilnie baczą, by zmienić możliwie nic. Zwłaszcza źle wypadł tu Józef Ratzinger, wówczas jeszcze prefekt Kongregacji Wiary, uniemożliwił raz gotowe porozumienie z anglikanami o wzajemnym uznaniu obrzędów. Ksiądz na własną rękę i oddolnie próbował uprawiać ekumenizm wymieniając w modlitwie patriarchę Konstantynopola obok papieża. O „interkomunii” z innymi wyznaniami: budzi czasem opory, na przykład ze strony prawosławnych, lecz ksiądz wyjaśnia „będąc w świeckim stroju, zatajam kim jestem, stąd moje przystępowanie nikogo nie obraża”. Na pytanie, co ksiądz ma do powiedzenia o nieomylności papieża, padła ostrożna odpowiedź „mam wątpliwości”. Zaś o wyświęcaniu kobiet „kobieta lepiej wyraża macierzyńskość Kościoła”. Trzeba pamiętać, że ἐκκλησία jest rodzaju żeńskiego. Użyty przy tym wyraz „biskupka” brzmi niepoważnie, jeśli już, to „biskupa”. Przypomniało mi, co głosi „Słownik Nowego Testamentu” w haśle „posługa”: „Wszyscy chrześcijanie, mężczyźni i kobiety, mogą spełniać posługi, chociaż Nowy Testament nie wspomina o tym, by jakakolwiek kobieta była biskupem lub kapłanem.” Ściśle biorąc, księgi Nowego Przymierza nie mówią o kapłanach chrześcijańskich (jedynie o prezbiterach i diakonach) ani o wyświęcaniu. Również Joachim Gnilka uważał, że do uczniów należały kobiety („Jezus z Nazaretu” Kraków 1997 s. 223) i że w czasach apostolskich „Wypowiedzi Pawła dotyczące miejsca kobiety w Kościele nie są ze sobą spójne, a niekiedy wręcz sprzeczne. Według 1 Kor 12,13; Ga 3,28 różnice między mężczyzną i kobietą, podobnie jak między wolnymi i niewolnikami, zostały zniesione (…) Z tego punktu widzenia nie jest łatwo rozstrzygnąć, czy dany kobiecie nakaz milczenia podczas zebrań (1 Kor 14, 33b – 36) pochodzi od Pawła, czy też jest późniejszą glosą. W każdym razie pozostaje on w wyraźnej sprzeczności z 1 Kor 11, 5, gdzie występowanie kobiety na zebraniach liturgicznych jest traktowane jako zrozumiałe samo przez się. Dlatego bardziej słuszne jest opowiedzenie się za glosą.” („Paweł z Tarsu” Kraków 2001 s. 232 tłum. Wiesław Szymona, przy tym słowa 1 Kor 11, 5 o zakazie przemawiania kobiet z odkrytą głową trudno zrozumieć s. 231) Z niechęcią ksiądz mówi o cierpieniu, uznawanym za wartość samą w sobie, nazywa to „doloryzmem”, gdyż taki wzorzec świętości odstręcza od naśladowania „wykrzywiona bólem twarz, spojrzenie utkwione w zaświatach” i temuż podobnież, ubrał w słowa myśl, jaka wielokrotnie przychodziła mi do głowy. Ostrzega również, mym zdaniem słusznie, że wmawianie przez kaznodziejów poczucia winy („ciało nosicielem nieczystości” czy gorszego jeszcze) prędzej przyprawi wierzących o zaburzenia umysłowe niż uczyni pobożnymi. Więcej grzechów nie pamiętam, zachęcam do przeczytania.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na 8 2 lata temu
Innego cudu nie będzie. Rozmowy o wierze i niewierze Wacław Oszajca SJ
Innego cudu nie będzie. Rozmowy o wierze i niewierze
Wacław Oszajca SJ Damian Jankowki
Trafiłem dzisiaj na artykuł, w którym jednemu proboszczowi nie spodobał się wynik wyborów. Podobno miał powiedzieć, że osoby, które nie głosowały na wiadomą partię mają „krew na rękach”. Z drugiej strony jest jezuita Wacław Oszajca, który ma niesamowitą wrażliwość, empatię i dobroć dla drugiego człowieka niezależnie od jego poglądów. Można tak i tak. Tylko stosując metodę proboszcza nie dziwmy się, że ludzie odwracają się od Kościoła. Nie jest to wina żadnego szerzącego się „lewactwa” czy „zgniłego Zachodu” jak próbują nam wmówić hierarchowie kościelni. Jest to przede wszystkim wina takich duchownych, którzy każdą krytykę traktują jak atak na wartości chrześcijańskie. Wyznacznikiem tego czy osoba duchowna działa z powołania może być sposób odnoszenia się do drugiego człowieka niezależnie od jego poglądów. Jeśli ktoś taki potrafi przyciągnąć do siebie nawet osoby niewierzące, to znaczy, że jest cudownym księdzem, zakonnikiem czy zakonnicą. Wacław Oszajca do tej grupy należy. Kocha drugiego człowieka, otwarcie mówi o problemach Kościoła, bez żadnego upiększania. Zdaje sobie sprawę z rzeczywistości, w której żyjemy. Taką twarz powinien przyjąć Kościół, a gwarantuję, że młodzi ludzie zaczną lgnąć na msze. ;) Jezuita pięknie mówi o samej wierze. Wielokrotnie powołuje się na poezje, jest zdania, że powinna odgrywać ważniejszą rolę w Kościele. Bardzo ciekawa książka dla każdego, nawet ateiści znajdą coś dla siebie i docenią postawę Wacława Oszajcy.
Tobiasz97r - awatar Tobiasz97r
ocenił na 8 2 lata temu
Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą Tomáš Halík
Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą
Tomáš Halík
„Na dzisiejszym barwnym i hałaśliwym rynku towarów religijnych mogę niekiedy ze swoją wiarą chrześcijańską wydawać się bliższy sceptycznym i agnostycznym krytykom religii niż temu wszystkiemu, co się tam oferuje. /…/ Tak, główną różnicę między wiarą a ateizmem dostrzegam w cierpliwości. Ateizm i religijny fundamentalizm oraz entuzjazm zbyt łatwej wiary są uderzająco podobne do siebie w tym, jak szybko potrafią uporać się z tajemnicą, którą nazywamy Bogiem – i właśnie dlatego wszystkie te trzy postawy są dla mnie jednakowo nie do przyjęcia” [1]. Mocne! Alfreda Hitchcocka zasada reżyserska i recepta na przyciągnięcie uwagi widzów: najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie będzie narastać, sprawdziła się tu w pełni. Skoro ksiądz katolicki zaczyna od stwierdzenia, że ateizm i religijny fundamentalizm są do siebie podobne bardziej, niż mogłoby się to wydawać, to moją uwagę kupił na pewno. Ten cytat ujawnia jednocześnie, choć w pewnym skrócie i uproszczeniu, o czym jest książka, czyli o braku ludzkiej cierpliwości wobec nieobecności Boga. Być może pozornej nieobecności, bo Bóg objawi się na pewno u kresu dziejów. Wtedy też da się poznać i może zrozumieć. Oznacza to, że tej cierpliwości potrzeba naprawdę sporo. Tą specyficzną cierpliwość Tomáš Halík osadził na trzech filarach: wierze, nadziei i miłości. „Nie mówię ateistom, że nie mają racji, ale że brak im cierpliwości; twierdzę, że ich prawda jest prawdą niedopowiedzianą” [2]. A teraz o tym, na czym opiera autor swoje przekonania, w jaki sposób je objaśnia. Otóż głównie na jednym zdarzeniu biblijnym i jednej osobie – na Zacheuszu. Zacheusz, tylko przypomnę, bo katolikom jego historia oczywiście jest świetnie znana, był przełożonym celników. Oznaczało to człowieka z obrzeża – nie całkiem swój, nie do końca obcy (celnicy nie cieszyli się poważaniem innych Żydów). Zacheusz chciał zobaczyć Jezusa, ale będąc człowiekiem wyjątkowo niskiego wzrostu, nie mógł Go w tłumie dostrzec. Wdrapał się więc na morwę (w innych wersjach na sykomorę) i zerkał spośród gałęzi. Jezus kazał mu zejść i wprosił się do niego na kolację. „Przemówić do Zacheusza może tylko ten, kto zna jego imię – zna jego tajemnicę. Ten, komu taki typ człowieka nie jest obcy, kto potrafi wczuć się w skomplikowane przyczyny jego nieśmiałości. Do Zacheuszów dzisiejszej epoki może się tak naprawdę przybliżyć tylko ten, kto sam był i w pewnym stopniu nadal pozostaje Zacheuszem” [3]. „Cierpliwość wobec Boga” to do pewnego stopnia zbiór esejów lub/i rozważań na temat Zacheusza, jego życia, postawy, dylematów. Choć epizod z Zacheuszem nie zajmuje w Biblii wiele miejsca, to jest ważniejszy, niż się to wydaje, bo to jakby ewangelia w pigułce. Misją Jezusa nie było ratowanie tych, którzy się dobrze mają, ale nawracanie, uzdrawianie, znajdowanie i przyjmowanie zagubionych czy pogubionych. Książka wzbudzająca rozmaite uczucia i emocje. Raz to wesołość, raz złość, raz wzruszenie, raz życzliwość, innym razem wdzięczność… Trudno byłoby mi znaleźć dziesięć kartek, na których przynajmniej raz nie znalazłbym treści ważnych, do przemyślenia. „Dojrzała wiara sprzyja dojrzewaniu sumienia, niedojrzała wiara nie ufa sumieniu i stara się go zastąpić jedynie mechanicznym posłuszeństwem wobec przedkładanych z zewnątrz nakazów i zakazów” [4]. Pozycja zdecydowanie warta uwagi dla wszystkich czytelników z otwartą głową, ale nie dla tych, którzy przekonani są, że już od dawna siedzą na kolanach Pana Boga i wszystko wiedzą lepiej. A może wierzących, bo to wygodne, że wszystko wie lepiej ich proboszcz… --- [1] Tomáš Halík, „Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą”, przekład: Andrzej Babuchowski, Wydawnictwo WAM, 2011, s. 7. [2] Tamże, s. 11. [3] Tamże, s. 21. [4] Tamże, s. 165.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na 8 2 miesiące temu
Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich Marek Starowieyski
Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich
Marek Starowieyski
Książka zawiera najwcześniejsze pisma chrześcijańskie, datowane niedługo po Nowym Testamencie, czy wręcz w tym samym okresie. Jesteśmy więc, można powiedzieć, u źródeł chrześcijaństwa, bez późniejszych modyfikacji. Co więc tu mamy? Sam zbiór nie jest jednorodny. Mamy tu do czynienia z listami (Klemens Rzymski, Ignacy Antiocheński, Polikarp, list do Diogneta), ale także krótkimi pismami katechetycznymi (Didache, homilia Klemensa i Melitona z Sardes) czy wręcz starożytną apokalipsą (Pasterz Hermasa). Co ciekawego zawierają poszczególne pisma? Didache to opis chrześcijańskiego chrztu i funkcjonowania pierwotnej wspólnoty, a także trochę moralizatorstwa (potępienie aborcji). Listy Klemensa i Ignacego, oprócz moralizatorskiej treści to też zaczątek prymatu rzymskiego i (u Klemensa) protestanckiej doktryny sola fide (co wspomniał mój komentujący poprzednik). Dzięki "Męczeństwu Polikarpa" można zobaczyć zręby kultu świętych. W liście do Diogneta jest zarys protestanckiej (zwłaszcza luterańskiej) doktryny o Imputatio Christi (Chrystus bierze nasze grzechy na siebie, a w zamian daje nam swoją sprawiedliwość - radosna wymiana). Pasterz Hermasa natomiast to fantazyjny traktat w dużej mierze dotyczący pokuty (chociaż dość surowej i przede wszystkim nie nieograniczonej). Pisma te były popularne w starożytności, a czasem wręcz dołączane do kanonu. Wszystkie są bardzo chrystocentryczne w swojej wymowie, zwłaszcza listy Klemensa i Ignacego. Niemalże nie ma tutaj żadnej nauki o roli Maryi (pojawia się dopiero u Justyna i Ireneusza z Lyonu, w Pasterzu Hermasa pojawia się kobieta, która rozmawia z tytułowym Hermasem w jego wizji, ale jak się okazuje, jest to figura Kościoła). Eucharystia jest wspominana tylko w niewielu miejscach (U Ignacego - zaświadcza on o prawdziwości ciała i krwi Chrystusa w Eucharystii). Jest trochę o roli Pisma (Klemens poleca jego zgłębianie). Raczej mało jest o roli ascezy (chociaż sporo o ogólnym umiarkowaniu i walce z grzechami). Generalnie można powiedzieć tyle, że wszystko było w powijakach, a potem wszyscy sobie rozwinęli to co chcieli. Spory plus również za przytoczenie świadectw przeciwko chrześcijanom - Celsus, Lukian i inni. Satyra Lukiana jest bardzo zabawna - pokazuje on tendencje chrześcijaństwa do idolizowania swoich "proroków" (skąd my to znamy?). Ogólnie zbiór jest z jednej strony trochę nurzący, a z drugiej jednak bardzo ciekawy. Nudny dla oka oklepanego z tekstami chrześcijańskimi, gdyż w gruncie rzeczy nie ma tutaj nic nowego, co by się gdzieś indziej jednak nie czytało. Ciekawy z punktu widzenia zrozumienia pierwotnego chrześcijaństwa i jego genezy. Dzięki tym pismom można krok po kroku śledzić to, jak chrześcijaństwo wyglądało na początku i jak stopniowo ewoluowało. Na końcu mamy też wartościowy słownik greckich pojęć - z punktu widzenia greki klasycznej, w Nowym Testamencie jak i u Ojców Apostolskich (znaczenie wielu terminów zmieniało się z czasem).
brantanaach - awatar brantanaach
ocenił na 8 1 rok temu
Narodziny czyśćca Jacques Le Goff
Narodziny czyśćca
Jacques Le Goff
Czytanie mojego pierwszego dzieła wielkiego francuskiego mediewisty rozpoczynałem w Paryżu. Książka wprawdzie nie nadaje się do zabrania na czas podróży samolotem (zajmie pół podręcznego bagażu), ale już przyda się podczas wieczornego delektowania się lampką bordeaux czy innego rodańczyka… Historyk średniowiecza z tej perspektywy (sam zastrzega, iż nie jest teologiem) omawia powstanie i ugruntowanie się idei czyśćca, owej “trzeciej” - obok raju i piekła - przestrzeni, której założenie wywodziło się z niezgody na ostateczność pośmiertnych losów człowieka, jakie zakładały wczesne wieki chrześcijaństwa (Żydzi z ostatecznością swego smutnego Szeolu, to inna historia). Aby rozpocząć wędrówkę po historii tej idei, Autor sięga jednak początkowo do tradycji przedchrześcijańskich (wedyjskich, irańskich, gnostyckich), by systematycznie wykazywać w dalszym ciągu wywodu, które z owych wcześniejszych tradycji zaświatów stały się budulcem tworzonego właśnie czyśćca, które zaś definitywnie i już u jego fundamentów zostały odrzucone. Pewne idee, które stały się zaczynem pełnego obrazu czyśćca zauważa autor już u teologów greckich III wieku - Klemensa Aleksandryjskiego i Orygenesa. I choć część nauczania obu panów została ostatecznie uznana za heretycką (zwłaszcza tego drugiego), to pojawiająca się u nich myśl, iż kary wymierzane przez Boga (bogów w tradycji greckiej, z której czerpali) nie są karami sensu stricte, a środkami wychowawczymi, zmierzającymi do poprawienia duszy w zaświatach, stała się interesującym dla chrześcijaństwa fermentem. Kolejnym - choć w jego pismach idea czyśćca nie pojawia się jeszcze bezpośrednio - wielkim budowniczym podwalin jego budowli okaże się św. Augustyn, w którego doktrynie odnajdujemy poglądy o możliwości poprawy pośmiertnego losu duszy poprzez wstawiennictwo u Boga ludzi pozostałych na ziemi. Ostatnim ojcem-założycielem podwalin trzeciej przestrzeni zaświatów był w okresie przedśredniowiecznym papież Grzegorz Wielki, choć i on, i teologowie oraz inni zajmujący się ideą czyśćca w wiekach średnich myślą augustiańską już tylko żonglowali i reinterpretowali ją. Następnie rozlegle i szczegółowo opisuje Autor ewolucję idei pośmiertnego oczyszczenia dusz “nie do końca złych” oraz “nie do końca dobrych” (terminologia za Augustynem) poprzez kary odbywanie przed zmartwychwstaniem i Sądem Ostatecznym, ideę ognia czyśćcowego i wreszcie - w dekadzie 1270-1280 - narodzenie się rzeczownika czyściec w warstwie językowej, a czyśćca jako miejsca w warstwie “geografii zaświatów” (początkowo o ustalonej już przestrzenności, a wątpliwej ścisłej lokalizacji). Stało się to - według Le Goffa w szkole paryskiej Notre-Dame (wielki Piotr Lombard jeszcze pojęcia czyśćca nie zna, ale jego uczniowie i komentatorzy już tak). Proces zaś umacniania się idei czyśćca był napędzany nie tylko wzmocnieniami pozytywnymi, ale i negatywnymi (walka z kwestionującymi tę ideę heretykami czy rodzącym się protestantyzmem). Ostateczną, pełną i dojrzałą wykładnię średniowieczną zaświatów daje dominikanin Albert Wielki mówiąc o trzech “zbiornikach dusz” w zaświatach: “docelowych” Piekle (z Otchłanią Dzieciątek w jego obrębie, gdzie nie ma cierpienia) i Niebie oraz “przejściowym” Czyśćcu (wraz z Otchłanią Ojców, gdzie przebywali starotestamentowi Patriarchowie, a które to miejsce jest opróżnione po pośmiertnej w nim wizycie Chrystusa). Współczesna nam teologia taka pewna i ostro rozgraniczająca (zwłaszcza w zakresie Otchłani Dzieciątek) już nie jest, ale my tu nie o tym… Ciekawymi i arcytrudnymi zagadnieniami zajmują się teologowie wszech epok; nie sieją i nie orzą, a ojciec niebieski ich karmi… Tu na przykład nie obliczają ilości aniołów na ostrzu igły ale do policzenia mają inny problem: jak pomieścić cztery kategorie ludzkie (tradycyjny augustiański podział na dobrych, złych, niezupełnie dobrych i niezupełnie złych) w trzech przestrzeniach zaświatów (niebo, piekło, czyściec) tak, by nie obrażało to idei bożej dobroci i sprawiedliwości? Nie takie rzeczy koledzy obliczali (a ojciec niebieski ich karmił)... Tak więc w pewnym momencie dostajemy opis krystalizowania się idei czyśćca, a raczej ścierania się poglądów na jego temat w czasie uzgadniania jego szczegółów. Tak jak czyśćcowi “geografowie” dyskutują namiętnie nad jego lokalizacją (a może lokalizacji brak, bo to raczej STAN niż MIEJSCE), tak “chemicy” wykłócają się o naturę samego czyśćcowego ognia - jestże on cielesnym, duchowym, a może wręcz metafizycznym płomieniem? Autor jako historyk przytacza nam zapis uzgadniania szczegółów pewnej idei, choć jej dosłowne potraktowanie nie może wywołać pewnej dozy dobrego humoru u czytelnika. Stworzenie w zaświatach czyśćca, owej “trzeciej przestrzeni” pozwoliło Kościołowi katolickiemu na uszczknięcie nieco boskiej władzy nad zaświatami samemu Stwórcy i dzierżawę od niego pewnego obszaru dla własnej jurysdykcji. Dla pojedynczego zaś człowieka rodziła się nadzieja, że nie wszystko w jego dalszych “losach” rozstrzyga się już w momencie śmierci. Co zresztą było przyczyną nieustającej konfuzji w łonie samego Kościoła, przyznającego skądinąd, iż po śmierci indywidualnej nie ma już możliwości zyskiwania zasług oraz doktrynalnych sporów z Kościołem Wschodnim (Grekami) i protestantyzmem, którzy to wcale z tych samych fragmentów Pisma nie wywodzili potrzeby powstania nowej krainy zaświatów. Cały czas mam na uwadze, w jak nieporównanie większym stopniu w stosunku do ludzi dzisiejszych myśl o śmierci, pośmiertnych losach duszy i zaświatach zajmowała człowieka we wczesnych wiekach chrześcijaństwa i wiekach średnich. Zarówno życie pośmiertne, jak i istnienie piekła, nieba, później zaś również i czyśćca były dla nich realną rzeczywistością. Daleko dziś jesteśmy (tak co do zasady) od tamtego myślenia, od tamtego opisu świata. Już samo powstanie i ewolucja idei czyśćca wydaje się sporym nadużyciem wobec biblijnego zapisu (nie mowiac juz o “biznesie”, jakim stało się kupczenie odpustami) i wiele w tym racji mają bracia heretycy wszelkich maści. Dla czytelnika niniejszej pozycji lepiej jest więc, że poznajemy ją z relacji historyka-mediewisty niż gorejącego wiarą teologa; mniej tu samego Autora w opisie… Le Goff opisuje nam proces, który sprawił, że - mimo iż dziś w oficjalnej dogmatyce teologicznej czyściec uznano za pewien STAN - to jednak właśnie jego wizja jako konkretnego MIEJSCA przyczyniła się do sukcesu samej idei w XII-XIII wieku. Jeśli za przewodnika po zaświatach (a w tym i czyśćcu) obrać sobie Dantego, to otrzymujemy i wyrysować możemy wręcz całą mapę zaświatów jak u Wergiliusza (którego to za swego przewodnika obiera Dante). Bowiem właśnie na dziele Dantego kończy się opowieść o idei czyśćca, w jego wizji widzi Autor ostateczne i kompletne wcielenie dojrzałej i domkniętej krainy, jaką czyściec się stał. I jest to konsekwentne, choć we mnie pozostał żal, że to już, że to koniec; chciałbym tu drugiego tomu, który opowiedziałby mi rzecz czy nie równie ciekawą: jak kościół katolicki ideę tę zmonetaryzował. Choć to pewnie opowieść na inne - równie obszerne - dzieło… Ciekawostka: na uboczu omawiania poglądów Augustyna (i podając przykład jego bezradności w tym temacie) odkrywa dla mnie Le Goff prawdę o tym, jak to średniowiecze - odrzuciwszy starożytną oniromancję - na stulecia utraciło zdolność rozumienia snów; bodaj czy nie do czasów, gdy ponownie objaśnił nam je Freud? Dzieło jest monumentalne i kompletne. Autor, tropiąc historię i rozwój teorii o zaświatach (ze szczególnym naciskiem na czyściec) poprzez stulecia, sięga do materiałów źródłowych z całej niemal Europy i tworzy przez to domkniętą i kanoniczną wręcz opowieść. A przy tym objętość dzieła nie wynika z niczego ponad potrzebę rzetelnego przedstawienia rozwoju idei, nie ma tu szczególnej rozwlekłości i niepotrzebnego profesjonalizowania. Próg wejścia w książkę nie jest przez to przesadnie wysoki i mogłaby ona znaleźć wielu czytelników, gdyby może sama tematyka nie była dla nich mało pociągająca? Autor jest przed czytelnikiem całkowicie ukryty; nie bryluje i nie popisuje się, ani nie prowadzi narracji w anegdotycznym i dowcipnym stylu; za tym może mało wyrafinowanym stylem kryje się ogrom pracy zawodowego badacza historyka i jego rzetelny warsztat literacki w dawnym dobrym stylu. Czyta się ją więc dobrze, biorąc poprawkę na rozmiar dzieła. Zarzucić można Le Goffowi, iż patrzy na opisywane zjawiska z bliskiej sobie a nadmiernie “frankofilskiej” perspektywy. Cóż jednak począć z tym, że istotna część myśli teologicznej i wiele z gorących jej sporów właśnie w Paryżu (i Francji w ogóle) miała swe źródło i główne teatrum?.. Bo, że z ważnych “ojców” idei czyśćca (Augustyn, Grzegorz Wielki) i jego głównych ideologów (Piotr Lombard, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu) wymienia wszystkich i poglądy ich dość szczegółowo podsumowuje, wątpić nie można. Stojąc przed monumentalną “Bramą piekła” Rodena (a to był jeden z zaplanowanych punktów koniecznych tego paryskiego pobytu) wiem już gdzie jestem; jeśli stoję przed bramą otwierającą piekło, to muszę być w czyśćcu…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rzymskie pasje. Kościoły Stacyjne Wiecznego Miasta