Czytanie mojego pierwszego dzieła wielkiego francuskiego mediewisty rozpoczynałem w Paryżu. Książka wprawdzie nie nadaje się do zabrania na czas podróży samolotem (zajmie pół podręcznego bagażu), ale już przyda się podczas wieczornego delektowania się lampką bordeaux czy innego rodańczyka…
Historyk średniowiecza z tej perspektywy (sam zastrzega, iż nie jest teologiem) omawia powstanie i ugruntowanie się idei czyśćca, owej “trzeciej” - obok raju i piekła - przestrzeni, której założenie wywodziło się z niezgody na ostateczność pośmiertnych losów człowieka, jakie zakładały wczesne wieki chrześcijaństwa (Żydzi z ostatecznością swego smutnego Szeolu, to inna historia). Aby rozpocząć wędrówkę po historii tej idei, Autor sięga jednak początkowo do tradycji przedchrześcijańskich (wedyjskich, irańskich, gnostyckich), by systematycznie wykazywać w dalszym ciągu wywodu, które z owych wcześniejszych tradycji zaświatów stały się budulcem tworzonego właśnie czyśćca, które zaś definitywnie i już u jego fundamentów zostały odrzucone.
Pewne idee, które stały się zaczynem pełnego obrazu czyśćca zauważa autor już u teologów greckich III wieku - Klemensa Aleksandryjskiego i Orygenesa. I choć część nauczania obu panów została ostatecznie uznana za heretycką (zwłaszcza tego drugiego), to pojawiająca się u nich myśl, iż kary wymierzane przez Boga (bogów w tradycji greckiej, z której czerpali) nie są karami sensu stricte, a środkami wychowawczymi, zmierzającymi do poprawienia duszy w zaświatach, stała się interesującym dla chrześcijaństwa fermentem. Kolejnym - choć w jego pismach idea czyśćca nie pojawia się jeszcze bezpośrednio - wielkim budowniczym podwalin jego budowli okaże się św. Augustyn, w którego doktrynie odnajdujemy poglądy o możliwości poprawy pośmiertnego losu duszy poprzez wstawiennictwo u Boga ludzi pozostałych na ziemi. Ostatnim ojcem-założycielem podwalin trzeciej przestrzeni zaświatów był w okresie przedśredniowiecznym papież Grzegorz Wielki, choć i on, i teologowie oraz inni zajmujący się ideą czyśćca w wiekach średnich myślą augustiańską już tylko żonglowali i reinterpretowali ją.
Następnie rozlegle i szczegółowo opisuje Autor ewolucję idei pośmiertnego oczyszczenia dusz “nie do końca złych” oraz “nie do końca dobrych” (terminologia za Augustynem) poprzez kary odbywanie przed zmartwychwstaniem i Sądem Ostatecznym, ideę ognia czyśćcowego i wreszcie - w dekadzie 1270-1280 - narodzenie się rzeczownika czyściec w warstwie językowej, a czyśćca jako miejsca w warstwie “geografii zaświatów” (początkowo o ustalonej już przestrzenności, a wątpliwej ścisłej lokalizacji). Stało się to - według Le Goffa w szkole paryskiej Notre-Dame (wielki Piotr Lombard jeszcze pojęcia czyśćca nie zna, ale jego uczniowie i komentatorzy już tak). Proces zaś umacniania się idei czyśćca był napędzany nie tylko wzmocnieniami pozytywnymi, ale i negatywnymi (walka z kwestionującymi tę ideę heretykami czy rodzącym się protestantyzmem). Ostateczną, pełną i dojrzałą wykładnię średniowieczną zaświatów daje dominikanin Albert Wielki mówiąc o trzech “zbiornikach dusz” w zaświatach: “docelowych” Piekle (z Otchłanią Dzieciątek w jego obrębie, gdzie nie ma cierpienia) i Niebie oraz “przejściowym” Czyśćcu (wraz z Otchłanią Ojców, gdzie przebywali starotestamentowi Patriarchowie, a które to miejsce jest opróżnione po pośmiertnej w nim wizycie Chrystusa). Współczesna nam teologia taka pewna i ostro rozgraniczająca (zwłaszcza w zakresie Otchłani Dzieciątek) już nie jest, ale my tu nie o tym…
Ciekawymi i arcytrudnymi zagadnieniami zajmują się teologowie wszech epok; nie sieją i nie orzą, a ojciec niebieski ich karmi… Tu na przykład nie obliczają ilości aniołów na ostrzu igły ale do policzenia mają inny problem: jak pomieścić cztery kategorie ludzkie (tradycyjny augustiański podział na dobrych, złych, niezupełnie dobrych i niezupełnie złych) w trzech przestrzeniach zaświatów (niebo, piekło, czyściec) tak, by nie obrażało to idei bożej dobroci i sprawiedliwości? Nie takie rzeczy koledzy obliczali (a ojciec niebieski ich karmił)...
Tak więc w pewnym momencie dostajemy opis krystalizowania się idei czyśćca, a raczej ścierania się poglądów na jego temat w czasie uzgadniania jego szczegółów. Tak jak czyśćcowi “geografowie” dyskutują namiętnie nad jego lokalizacją (a może lokalizacji brak, bo to raczej STAN niż MIEJSCE), tak “chemicy” wykłócają się o naturę samego czyśćcowego ognia - jestże on cielesnym, duchowym, a może wręcz metafizycznym płomieniem? Autor jako historyk przytacza nam zapis uzgadniania szczegółów pewnej idei, choć jej dosłowne potraktowanie nie może wywołać pewnej dozy dobrego humoru u czytelnika.
Stworzenie w zaświatach czyśćca, owej “trzeciej przestrzeni” pozwoliło Kościołowi katolickiemu na uszczknięcie nieco boskiej władzy nad zaświatami samemu Stwórcy i dzierżawę od niego pewnego obszaru dla własnej jurysdykcji. Dla pojedynczego zaś człowieka rodziła się nadzieja, że nie wszystko w jego dalszych “losach” rozstrzyga się już w momencie śmierci. Co zresztą było przyczyną nieustającej konfuzji w łonie samego Kościoła, przyznającego skądinąd, iż po śmierci indywidualnej nie ma już możliwości zyskiwania zasług oraz doktrynalnych sporów z Kościołem Wschodnim (Grekami) i protestantyzmem, którzy to wcale z tych samych fragmentów Pisma nie wywodzili potrzeby powstania nowej krainy zaświatów.
Cały czas mam na uwadze, w jak nieporównanie większym stopniu w stosunku do ludzi dzisiejszych myśl o śmierci, pośmiertnych losach duszy i zaświatach zajmowała człowieka we wczesnych wiekach chrześcijaństwa i wiekach średnich. Zarówno życie pośmiertne, jak i istnienie piekła, nieba, później zaś również i czyśćca były dla nich realną rzeczywistością. Daleko dziś jesteśmy (tak co do zasady) od tamtego myślenia, od tamtego opisu świata.
Już samo powstanie i ewolucja idei czyśćca wydaje się sporym nadużyciem wobec biblijnego zapisu (nie mowiac juz o “biznesie”, jakim stało się kupczenie odpustami) i wiele w tym racji mają bracia heretycy wszelkich maści. Dla czytelnika niniejszej pozycji lepiej jest więc, że poznajemy ją z relacji historyka-mediewisty niż gorejącego wiarą teologa; mniej tu samego Autora w opisie…
Le Goff opisuje nam proces, który sprawił, że - mimo iż dziś w oficjalnej dogmatyce teologicznej czyściec uznano za pewien STAN - to jednak właśnie jego wizja jako konkretnego MIEJSCA przyczyniła się do sukcesu samej idei w XII-XIII wieku. Jeśli za przewodnika po zaświatach (a w tym i czyśćcu) obrać sobie Dantego, to otrzymujemy i wyrysować możemy wręcz całą mapę zaświatów jak u Wergiliusza (którego to za swego przewodnika obiera Dante). Bowiem właśnie na dziele Dantego kończy się opowieść o idei czyśćca, w jego wizji widzi Autor ostateczne i kompletne wcielenie dojrzałej i domkniętej krainy, jaką czyściec się stał. I jest to konsekwentne, choć we mnie pozostał żal, że to już, że to koniec; chciałbym tu drugiego tomu, który opowiedziałby mi rzecz czy nie równie ciekawą: jak kościół katolicki ideę tę zmonetaryzował. Choć to pewnie opowieść na inne - równie obszerne - dzieło…
Ciekawostka: na uboczu omawiania poglądów Augustyna (i podając przykład jego bezradności w tym temacie) odkrywa dla mnie Le Goff prawdę o tym, jak to średniowiecze - odrzuciwszy starożytną oniromancję - na stulecia utraciło zdolność rozumienia snów; bodaj czy nie do czasów, gdy ponownie objaśnił nam je Freud?
Dzieło jest monumentalne i kompletne. Autor, tropiąc historię i rozwój teorii o zaświatach (ze szczególnym naciskiem na czyściec) poprzez stulecia, sięga do materiałów źródłowych z całej niemal Europy i tworzy przez to domkniętą i kanoniczną wręcz opowieść. A przy tym objętość dzieła nie wynika z niczego ponad potrzebę rzetelnego przedstawienia rozwoju idei, nie ma tu szczególnej rozwlekłości i niepotrzebnego profesjonalizowania. Próg wejścia w książkę nie jest przez to przesadnie wysoki i mogłaby ona znaleźć wielu czytelników, gdyby może sama tematyka nie była dla nich mało pociągająca? Autor jest przed czytelnikiem całkowicie ukryty; nie bryluje i nie popisuje się, ani nie prowadzi narracji w anegdotycznym i dowcipnym stylu; za tym może mało wyrafinowanym stylem kryje się ogrom pracy zawodowego badacza historyka i jego rzetelny warsztat literacki w dawnym dobrym stylu. Czyta się ją więc dobrze, biorąc poprawkę na rozmiar dzieła.
Zarzucić można Le Goffowi, iż patrzy na opisywane zjawiska z bliskiej sobie a nadmiernie “frankofilskiej” perspektywy. Cóż jednak począć z tym, że istotna część myśli teologicznej i wiele z gorących jej sporów właśnie w Paryżu (i Francji w ogóle) miała swe źródło i główne teatrum?.. Bo, że z ważnych “ojców” idei czyśćca (Augustyn, Grzegorz Wielki) i jego głównych ideologów (Piotr Lombard, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu) wymienia wszystkich i poglądy ich dość szczegółowo podsumowuje, wątpić nie można.
Stojąc przed monumentalną “Bramą piekła” Rodena (a to był jeden z zaplanowanych punktów koniecznych tego paryskiego pobytu) wiem już gdzie jestem; jeśli stoję przed bramą otwierającą piekło, to muszę być w czyśćcu…
Opinia
Mamy rok jubileuszowy ta publikacja jest idealnym przewodnikiem dla osób którego wybierają się wiecznego miasta W tej książce zostały zawarte informacje na temat kościołów, które każdy pielgrzym, turysta powinien je odwiedzić będąc w tym szczególnym miejscu i czasie. Publikacji zostały zawarte szczegółowe informację o świątyniach na terytorium Rzymu. Dodatkowym atutem jest to że w książce zostały zawarte fotografie, które czytelnikowi pomagają w lepszym zrozumieniu i ubogacają treść
Mamy rok jubileuszowy ta publikacja jest idealnym przewodnikiem dla osób którego wybierają się wiecznego miasta W tej książce zostały zawarte informacje na temat kościołów, które każdy pielgrzym, turysta powinien je odwiedzić będąc w tym szczególnym miejscu i czasie. Publikacji zostały zawarte szczegółowe informację o świątyniach na terytorium Rzymu. Dodatkowym atutem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to